Polityka a zdrowie całego narodu i poszczególnych ludzi…

Posted on 21 Grudzień 2011 by

1


Nie będzie to rozprawa o katastrofalnym stanie polskiej służby zdrowia, który najlepiej obrazują bankrutujące szpitale. W czasach PRL nie było przypadku, aby szpital odmawiał leczenia, ponieważ wyczerpał limit, nie ma pięniędzy i jest zadłużony na miliony. To, że szpitale bankrutują, jest świadomą i celową polityką politycznych marionetek, które z ramienia Kliki Globalnych Banksterów wpędzają nasz kraj w bankructwo . Celem takiej “polityki” jest doprowadzenie do prywatyzacji szpitali, jako rzekomo jedynego dla nich ratunku (będziemy więc nie tylko mieszkać, kupować i pracować u Żyda. Także u niego będziemy się leczyć. A jak sprywatyzuje on cmentarze, to i u Żyda będziemy chowani).
Rzondowi Tuska, a zwłaszcza ministerstwu zdrowia nie zależy na zdrowiu Polaków. Wręcz przeciwnie. Podam przykład pierwszy z brzegu – na operacje i zabiegi związane ze zdrowiem pacjentów pieniądze w budżecie ministerstwa są mocno ograniczone. Dlatego pod koniec roku wielu pacjentów czekających na operacje szpitale odsyłają z niczym . Ale na refundację metody invitro – która ze zdrowiem i leczeniem chorych nie ma nic wspólnego – agenturalne ministerstwo zdrowia pieniądze ma.

Znacznie gorszą sprawą, noszącą znamiona zbrodni przeciwko ludzkości jest propagowana przez ministerstwo zdrowia tzw. piramida żywnościowa. Dzieje się to na polecenie nadzorowanej przez koczowników WHO i jest ważnym elementem działań wspomagających depopulację Gojów.
http://mamzdrowie.pl/piramida-zywieniowa/
Wiem o tym od dawna. Znaleziony dzisiaj artykuł na niemieckim portalu web.de o testowanej nowej terapii przeciwko nowotworom potwierdza w pełni moją wiedzę o tym, że jesteśmy z pełną świadomością truci pod nadzorem medycyny i dietetyków.
http://web.de/magazine/gesundheit/krankheiten/14378976-zucker-verleitet-krebszellen-zum-selbstmord.html#.A1000107
Artykuł na wstępie obwinia cukier jedynie o powodowanie nadwagi i tycie z powodu nadmiaru kalorii. O jego zabójczym wpływie dla zdrowia nie ma w tym miejscu ani słowa. Dopiero dalej artykuł bez żenady przyznaje:

“Die meisten Krebszellen hängen bei der für ihr Wachstum notwendigen Energiegewinnung fast ausschließlich von Glukose ab”

(Większość komórek rakowych w ich wzroście uzależniona jest od koniecznej im energii, otrzymywanej prawie wyłącznie z glukozy)

oraz:

“…die Krebszellen Zucker brauchen, um wachsen und sich vermehren zu können.

(…komórki rakowe potrzebują cukru, aby mogły rosnąć i się namnażać).

No i “lekarze” pracujący nad nową terapią wpadli na taki oto pomysł: dostarczyć należy w pokarmie rakowi specjalny rodzaj glukozy – 2-deoxyglukozę, która niszczy pewną określoną proteinę w komórce rakowej. A ta jest odpowiedzialna za mechanizm obronny komórki rakowej, m.in przed chemioterapią. Wówczas wystarczy podać  “chemiterapeutyczny” środek ABT-263, który wywoła samobójcze samozniszczenie się komórki rakowej.

Natychmiast po przeczytaniu tego artykułu pojawiły się u mnie wątpliwości:

- Dlaczego na wstępie artykułu była mowa jedynie o tym, że od nadmiaru cukru (kalorii) się tyje, a nie o tym, że cukier jest podstawowym pożywieniem nowotworów?
- Dlaczego ową pazerność na cukier przedstawia artykuł jako “szansę na terapię” a nie przede wszystkim jako przyczynę rozwoju raka?
- Dlaczego nie można zrezygnować z kosztownej i szkodliwej chemii, a zamiast niej po prostu zagłodzić nowotwora nie podając pacjentowi żadnych cukrów w diecie? Bez cukru komórki nowotworowe nie tylko nie mogą wzrastać ani się namnażać. Pozbawione jedynego ich pożywienia po prostu po krótkim czasie muszą obumrzeć. I wtedy jest po chorobie nowotworowej. I to bez zabójczej chemii.
- A gdyby tak zrezygnować z cukru w ogóle, przed zachorowaniem, to nawet w przypadku, gdy u człowieka spontanicznie powstanie komórka nowotworowa, nie ma ona szans, aby się rozwinąć. Bo bez cukru w diecie powstały nowotwór jest od razu pozbawiony jego pożywienia, przez co zostaje on zagłodzony i obumiera.

Zyskaliby na tym obecni i wszyscy niedoszli pacjenci oddziałów onkologicznych. Straciliby jedynie wytwórcy szkodliwej żywności wysokowęglowodanowej, a przede wszystkim straciłaby na tym big pharma. No i szpitale onkologiczne, oraz instytuty “badawcze” szukające coraz to nowszych (i droższych) metod “leczenia” – bo okazałyby się one niepotrzebne.

Ponadto artykuł ten jest dowodem na to, że medycyna wie, iż to właśnie cukier jest głównym, a w rzeczywistości wyłącznym pokarmem nowotworów. Dlaczego więc na onkologii ludzie karmieni są dietą wysokocukrową?

Cukier (a więc wszystkie węglowodany), a raczej jego nadmiar w diecie, odpowiada nie tylko za eksplozję chorób nowotworowych. Jest on sprawcą wszystkich chorób “cywilizacyjnych” oraz chorób autoimmunologicznych.
Znanym w Polsce, choć wyciszanym, a nawet zwalczanym propagatorem diety niskowęglowodanowej jest dr. Jan Kwaśniewski (zbieżność jego nazwiska z Kwaśniewskim/Stolzmanem jest przypadkowa).
Zainteresowanym podaję dwa linki z obszernymi tekstami dra. Kwaśniewskiego:
http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=79
http://dr-kwasniewski.pl/?id=2&news=80

Już w 1999 roku grupa 30 profesorów medycyny występując pod szyldem Komitetu Terapii Wydziału Nauk Medycznych PAN wydała oświadczenie określając terapię/dietę dra. Kwaśniewskiego jako “wybitnie szkodliwą dla zdrowia”.
http://www.sluzbazdrowia.com.pl/artykul.php?numer_wydania=3335&art=1
Mimo, iż ma on na koncie tysiące pacjentów wyleczonych z wszelkich możliwych “nieuleczalnych” chorób. W przeciwieństwie do jego metody, skuteczność oficjalnej medycyny jest taka – jaka jest. Szpitale to umieralnie, produkujące trupy i inwalidów. Ci, którzy pobyt w szpitalu szczęśliwie przeżywają, nigdy nie wracają na długo do pełnego zdrowia. Dlatego, że “leczenie” szpitalne polega na tłumieniu objawów choroby chemikaliami nazywanymi lekarstwami. Przyczyn choroby medycyna nie leczy, bo ich najczęściej nie zna. A gdy nawet wie, że np. nowotwory odżywiają się cukrem, to i tak leczy je trującą chemią, zamiast je po prostu zagłodzić dietą bezcukrową.

Opowiem tutaj znany mi autentyczny przypadek “spontanicznego” (prawie że) ustąpienia raka.
Działo się to w latach 70-tych, w Polsce “powiatowej”.
Pewna starsza kobieta zachorowała na raka. Odkryto go późno, leczenie okazało się niemożliwe. Na krótko przed śmiercią kobietę ze szpitala, na życzenie jej samej oraz jej rodziny, wypisano na umarcie do domu. W domu zażyczyła sobie ona – zanim umrze – aby na koniec pozwolono jej jeść to co lubi, a co od lat zabraniał jej lekarz. No i kobieta zaczęła objadać się tłustym salcesonem, boczkiem, masłem, smalcem, a nawet “szpekiem” czyli słoniną. Przywidywana przez lekarzy data śmierci minęła, a kobieta, zamast umrzeć, nabierała sił. Zaczęła wstawać z łóżka, sprzątać, a przeprowadzone badania wykazały, że nowotwór się zmniejsza. Lekarze byli kompletnie zaskoczeni, bąkali jedynie coś o “spontanicznym” cofaniu się choroby. Po kilku miesiącach i kolejnym badaniu lekarskim we wszystkich wstąpiła nadzieja, że kobieta wyzdrowieje. Rak prawie zaniknął. Ale wtedy kobietę przekonano, że skoro zdarzył się “cud”, to powinna od teraz ponownie zacząć jeść “zdrowo”, to znaczy to – co nakazują jej lekarze. Skończyły się salcesony i boczek, powróciły “zdrowe” owoce, warzywa, “zdrowa” margaryna itp. No i stało się to, co stać się musiało. Nowotwór ponownie zaczął rosnąć. Kobieta ponownie wylądowała w szpitalu. Tym razem lekarze, licząc na ponowne “spontaniczne” cofnięcie się choroby, do domu na umarcie jej nie wypisali. Kobieta zmarła w szpitalu. “Cud” drugi raz nie nastąpił. Bo w szpitalu nikt nie wpadł na to, aby karmiono chorą salcesonem i boczkiem.

Prawda jest taka, że dieta dra. Kwaśniewskiego, bez względu na jej nadbudowę “ideologiczną” (z którą można się zgadzać lub nie), po prostu leczy. Do podobnej terapii/diety doszedł jeszcze wcześniej austriacki internista dr. Lutz, znany z książki “Leben ohne Brot”. Także i on dzięki jego diecie leczył taśmowo choroby “nieuleczalne”. Także i on był ostro krytykowany przez oficjalną medycynę, a jego metoda była wyciszana (lub wyłącznie krytykowana) w mediach.

Głównym “zarzutem” przeciwko Kwaśniewskiemu i Lutzowi jest obowiązujący w medycynie i dietetyce DOGMAT (wymyślony – a jakże – przez “lekarzy” amerykańskich), jakoby tłuszcze zwierzęce były szkodliwe i odpowiedzialne za choroby cywilizacyjne, a węglowodany (cukry proste i złożone, np. skrobia w mące i ziemniakach) jakoby byłyby pożyteczne, zdrowe i konieczne w diecie. W ilości nawet 350 gram dziennie. Przy czym nigdy oficjalna medycyna ani oficjalni dietetycy nie przedstawili ani jednego dowodu na ten DOGMAT. Dogmatów się nie udowadnia, a jedynie je ogłasza. A jeśli znajdą się dowody, że dogmat jest fałszywy, to tym gorzej dla tych dowodów. Będą one bezwzględnie zwalczane.

Panującej nad prawie całym światem Klice Globalnych Banksterów nie zależy na naszym zdrowie. Wręcz przeciwnie. Im krócej będziemy żyli, im częściej będziemy chorowali – tym lepiej dla nich. Jeśli ktoś jest chory, nie będzie knuł, nie będzie szedł na barykady, bo musi stać w kolejce do przychodni… A już pomysł, aby nas celowo faszerować szkodliwą, chorobotwórczą, śmieciową “żywnością” (za którą oczywiście musimy płacić) a następnie nadal truć nas “lekarstwami” made in big pharma, za które też musimy płacić, jest pomysłem iście szatańskim.
Po prostu płacimy z własnej kieszeni zbrodniarzom za trucie nas i szkodliwą “żywnością” i równie szkodliwymi “lekarstwami”.

Myśląc o Polsce dla Polaków nie zapominajmy i o ich – o naszym – zdrowiu. Które w dużej mierze zależy od nas samych. Jeśli zostawimy je w łapskach producentów szkodliwej “żywności” i trujących “lekarstw”, będziemy schorowanymi członkami chorego, okłamywanego i okradanego narodu.

Polecam jeszcze dla przypomnienia artykuł pt: “WHO – Światowa Organizacja Chorób i Depopulacji”.
http://newworldorder.com.pl/artykul,2538,WHO-Swiatowa-Organizacja-Chor

opolczyk

Posted in: Polityka