Jaka Polska?

Posted on 26 Grudzień 2011 by

14


Dyskusje o tym, jaka powinna być suwerenna Polska, toczone są na wielu portalach i w wielu środowiskach. Pomijam tutaj środowiska rodaków odmóżdżonych propagandą politycznej poprawności – zwolenników Polski jako członka Unii Jewropejskiej. Jeśli Polska ma nadal być niesuwerennym barakiem tego dyktatorskiego, kierowanego zza kulis przez Bilderbergowców tworu – nie może być równocześnie państwem suwerennym.
Wśród zwolenników Polski suwerennej, a więc Polski nie będącej członkiem ani Unii Jewropejskiej, ani zbrodniczego NATO, nie ma consensusu co do tego, jaka Polska być powinna.
Duży i głośny procent stanowią w grupie patriotów (lub uważających się za takich) katolicy. Ton w dyskusji nadają zwłaszcza “wojujący” katolicy. Oprócz nich istnieją katolicy, którzy ich wiarę traktują jako ich sprawę prywatną. Nie mają oni nic przeciwko Polsce będącej państwem światopoglądowo neutralnym.
Niestety “wojujący” katolicy na takie rozwiązanie się nie godzą i nie zamierzają złożyć broni. W ich przekonaniu Polska może być, musi być i będzie państwem wyznaniowym. Ich wiarę uważają oni za jedyny fundament gwarantujący suwerennej Polsce pomyślność. Ich hasłami są: “tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest polska a Polak Polakiem” i stereotyp Polaka – katolika jako synonim Polaka – patrioty. Jakąkolwiek krytykę ich kościoła i ich wiary okrzykują zdradą interesów ojczyzny. Ludzi, którzy odrzucili katolicką dogmatykę okrzykują renegatami, odszczepieńcami, zdrajcami “świętej wiary ojców naszych”.
Ostatnim krzykiem mody jednego z odłamów wojujących katolików jest projekt obwołania Jezusa/Joszue “Królem Polski”.

O wymiernych szkodach wyrządzonych polskiej racji stanu przez katolicyzm na przestrzeni ostatnich wieków rozsądnych i znających historię ludzi nie trzeba na siłę przekonywać.
Wyprawa wiedeńska “w obronie chrześcijaństwa” nie dała Polsce nic. Jedynie uratowała katolicki Wiedeń, który 89 lat później wziął udział w I rozbiorze Rz’plitej.
Konfederacja Barska – wywołana m.in czy wręcz głównie “w obronie wiary” – posłała do piachu tysiące jej obrońców i zaowocowała I rozbiorem.
Powstania pod hasłami Bóg i Ojczyzna kończyły się śmiercią dziesiątek tysiący pchanych (przez obcych koczowników i masonów) na rzeź naiwnych patriotów. Ich majątki, nazwiska i miejsce w społeczeństwie zajmowali koczownicy.
Kościół mocno angażował się w pomoc dla Solidarności. Choć ta była sterowana z Zachodu. Była narzędziem w łapskach banksterów. Jej zadaniem było zniszczenie konkurującego ze złodziejskim kapitalizmem Zachodu systemem PRL i bloku wschodniego. W ten sposób kościół ponosi współodpowiedzialność za to, że Polska spod deszczu (żydo-socjalizm) wpadła pod rynnę (żydo-kapitalizm).
Obecnie katolicyzm jest wewnętrznie rozbity. Katolicy z konkurujących ze sobą odłamów zwalczają się nawzajem, a każdy z tych odłamów tylko siebie uważa za jedyny prawdziwy katolicyzm.
Dodatkowo rządząca Polską  agentura banksterów wciąga katolików do różnych wojen. A to w obronie to krzyża smoleńskiego, a to w obronie rzekomo zagrożonej wiary, a to w obronie czegokolwiek innego albo do walki przeciwko czemukolwiek (np. przeciwko in vitro). Naiwni katolicy idą wtedy z zapałem na ustawiane przez koczowników barykady, toczą tam ciężkie boje, a Polska tymczasem ginie…

Katolicyzm ma kilka bardzo przykrych cech.
Jedną z nich jest jego skrajna nietolerancja. Bierze się ona z tego, iż katolicyzm uważa wyłącznie siebie za jedyną i niepodważalną “prawdę objawioną”.
Nie wystarczy być dobrym i uczciwym człowiekiem. Będąc katolikiem koniecznie należy jeszcze właściwie wierzyć. A co jest właściwe czy prawowierne – to określają niepodważalne dogmaty. Stawianie ich pod znakiem zapytania kończy się wykluczeniem z kościoła, anatemą, a w przeszłości, gdy kościół dysponował władzą polityczną, kończyło się często śmiercią. Nawet w tolerancyjnej I R’plitej po szwedzkim Potopie wprowadzono karę śmierci za odstępstwo od katolicyzmu. Narzucanie innym siłą katolicyzmu ma długą, krwawą i niechlubną tradycję. Już od momentu, gdy katolicyzm stał się religią państwową w Rzymie nawracanie gwałtem, siłą, przemocą, było rzeczą jak najbardziej normalną i oczywistą. Nakazy nawracania siłą dawali kościołowi do ręki najwięksi nawet “ojcowie” kościoła. Taki np. św. Augustyn przypowieść Jezusa o gospodarzu i uczcie, gdzie padają  słowa gospodarza do sługi “przymuszaj, by weszli” (Łukasz 14:23) Augustyn interpretował jednoznacznie jako nakaz zmuszania siłą opornych do przyjęcia katolicyzmu. Gwoli sprawiedliwości dodam, że Augustyn podkreślał konieczność prześladowania “jedynie z miłości w celu ratowania błądzącej duszy”.

Przeciwieństwem nietolerancji katolicyzmu były wierzenia naszych słowiańskich praprzodków. Słowianie, w tym Polanie, mieli różnych Bogów. Ale żaden z nich nie był na tyle zachłanny, iż nakazywał zwalczanie innych Bogów. Tak więc jedni Słowianie czcili Peruna, inni Swaroga, jeszcze inni Swarożyca, Świętowita czy Radogosta. Ponadto wszyscy czcili Przyrodę. Słowianie toczyli wprawdzie między sobą wojny, ale nie było wówczas wojen religijnych.

Schizofreniczny rozdźwięk między głoszonymi hasłami, a praktyką jest kolejną cechą katolicyzmu. W dyskusjach uwielbiają katolicy przywoływać wybrane cytaty-nakazy o tym, aby nie zabijać, aby wybaczać winy bliźnim, aby kochać nieprzyjaciół, aby nadstawiać drugi policzek. Katolicy lubią przeciwstawiać ich wiarę, opartą w ich przekonaniu na miłości, np. islamowi. Jest faktem, że w Koranie w kilku miejscach są nakazy zabijania niewiernych. Dotyczy to sytuacji, gdy niewierni jako pierwsi zaatakują islam. Wyznawcy proroka zabijają więc wrogów ich wiary zgodnie z nakazem Koranu, ale nie udają przy tym kochających wrogów świętoszków. Z tego powodu katolicy arogancko uważają ich wiarę za lepszą, bo ona rzekomo kieruje się miłością, a zabijanie w niej jest złe i zakazane.
Ale przez kilkanaście wieków w praktyce katolicyzmu zabijano, a nie wybaczano, prześladowano nie nadstawiano drugi policzek. Wręcz przeciwnie – wojny zaborcze urządzano pod pretekstem nawracania i chrystianizacji. Krwawe rzezie wśród zbuntowanej ludności już podbitej tłumaczono walką z pogaństwem i herezjami. Tłumiąc np. ruch katarów mordowano ich tysiącami, w tym nawet kobiety i dzieci szukające schronienia w kościołach.

Dzisiaj katolicyzm lubi przedstawiać się jako obrońca słabych, biednych i uciśnionych. Ale przez długie wieki to właśnie katolicyzm był głównym filarem feudalizmu, bazującego na nierówności i niesprawiedliwości społecznej.

Konieczność przyjęcia na wiarę różnych prawd objawionych i dogmatów jest kolejną przykrą cechą katolicyzmu. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby te prawdy wiary i dogmaty miały choć sporą dozę prawdopodobieństwa i gdyby zgodne były one ze zdrowym rozsądkiem. Niestety istota wiary polega na tym, aby wierzyć w wymysły teologów, nawet jeśli są one całkowicie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. A najlepiej dla hierarchii jest wtedy, kiedy owieczka nie próbuje nawet zagłębiać tajemnic wiary i istoty dogmatów. Wystarczy, że się ich nauczy na pamięć i bezkrytycznie je zaakceptuje jako jedynie słuszne i prawdziwe.
Ma to jednak istotny skutek uboczny – ślepa wiara uczy owieczki ślepego posłuszeństwa wobec władzy duchownej i wobec obowiązkowych tajemnic wiary, oduczając krytycznego spojrzenia na otaczającą owieczki rzeczywistość.

Pamiętam jak pewien biskup w roku 1983 skarżył się podczas kazania na komuchów cenzurujących nie tylko  wypowiedzi JP2, ale nawet cenzurujących cytaty z biblii. O tym, że katolicyzm sam cenzurę w skrajnie represyjny sposób uprawiał przez wieki, biskup nie wspomniał. Za trzymanie w domu dzieł Ariusza już w IV wieku groziła kara śmierci.

Nie zamierzam walczyć z katolicyzmem. W moim przekonaniu każdy człowiek ma prawo do własnego wyboru własnej wiary. Jednak jednocześnie w moim przekonaniu niedopuszczalne jest, aby jakakolwiek religia rościła sobie prawo do narzucania jej innym wbrew ich woli. A taką cechę ma właśnie “wojujący” gorliwy katolicyzm.
Ponadto konieczna jest otwarta dyskusja o samym katolicyźmie, o jego dogmatach, o jego historii. Konieczne jest prawo do jego krytyki, którą wojujący katolicy próbują zdusić w zarodku oskarżając każdego krytyka o walkę z Bogiem i z wiarą. Głośno krzyczą o obrażaniu ich uczuć religijnych. Ale gdy oni sami z pogardą wyrażają się o odszczepieńcachrenegatach i bezbożnikach, to wszystko jest OK. Oni mają prawo obrażać innych.

Ponadto irytuje mnie twierdzenie wielu katolików, jakoby nasza kultura i nasze korzenie były katolickie. Katolicyzm przywędrował do kraju Polan i jest obcym wtrętem do naszej kultury. Mieszko I przyjął katolicyzm z powodów taktyczno-praktycznych. Na jego ziemie parł żywioł niemiecki pod pretekstem nawracania pogan. Ponadto wówczas jedynie przyjęcie chrztu gwarantowało Mieszkowi uznanie go za “legalnego” władcę. Niemniej jego poddani nie bez oporów przyjęli obcą wiarę. Kilkadziesiąt lat później doszło do otwartego buntu przeciwko nowej wierze.
http://interia360.pl/artykul/zapomniany-krol-polski,45188
http://pl.wikipedia.org/wiki/Reakcja_poga%C5%84ska
Nie jest wykluczone, że cenzura wymazała z naszej, piastowskiej historii, jednego z naszych władców. Tylko za to, że był on wrogiem nowej obcej wiary.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Boles%C5%82aw_Zapomniany
Złamanie antykatolickiego oporu nie oznaczało, że katolicyzm został przez naszych przodków zaakceptowany. Jeszcze w XIII w. w bulli papieskiej dotyczącej Krakowa znalazło się potępienie pogańskich praktyk i wierzeń mieszkańców stolicy Polski. A katoliccy kaznodzieje jeszcze w XIV i XV wieku z ambon piętnowali podobne, pogańskie praktyki wśród ludu, których katolicyzm wciąż nie był w stanie całkowicie zwalczyć.
Nasi przodkowie, jak widać, przez wieki z uporem i dzielnie bronili słowiańskiej wiary i zwyczajów ich/naszych praprzodków przed przywleczoną nową wiarą.

Możemy być z nich dumni.
Boli fakt, że wielu patriotów nie ma absolutnie pojęcia o tym, że chrześcijaństwo nie jest naszą, a jest narzuconą naszym przodkom wiarą i kulturą.
Czy można uważać się za świadomego patriotę, jeśli nawet nie zna się własnych korzeni…
Czy słuszne jest bronić obcych korzeni jako własnych…

Zaślepienie katolicyzmem osiągnęło w Polsce taki poziom, że kolportowany jest nawet pomysł doktora habilitowanego nauk filozoficznych, profesora KUL, H. Kieresia o powrocie do państwa stanowego. Profesor ów domaga się oprócz tego powrotu Europy do jej własnych korzeni, czyli do katolicyzmu. Zapomina on o tym, że korzenie kultury europejskiej – hellenizm – zostały zniszczone przez powstałą na południowo-zachodnich obrzeżach Azji, w Palestynie, “heretycką” sektę judaizmu dla Gojów, która pod nazwą chrześcijaństwa dotarła do Europy. Po czym jak buldożer przewaliła się przez Stary Kontynent niszcząc wszystkie jej rodzime kultury.

Najbardziej wszak zadziwia w tym wszystkim postawa tych rodaków, którzy otwarcie krytykują Żydów  i judaizm, ale sami są wyznawcami żydowskiego plemiennego Jahwe. Wszak katolicki Bóg jest żydowskim Jahwe. Jezus/Joszue jest, zgodnie z dogmatem, “synem Bożym” – czyli synem plemiennego Jahwe. Tego samego Jahwe, który pomagał Izraelitom  okraść Egipcjan czy mordować Kananejczyków i zajmować ich ziemię.

Dyskusja – jaka Polska – neutralna światopoglądowo o słowiańskich korzeniach, czy katolicka, zapewne długo jeszcze będzie zajmowała uwagę środowisk patriotycznych.
Można by jej uniknąć, gdyby katolicy wyrzekli się ich zapędów do narzucania wszystkim innym ich wiary.
Niech wiara będzie sprawą prywatną, państwo niech będzie neutralne światopoglądowo, a my uczmy się naszej historii i odkrywajmy nasze słowiańskie korzenie.

opolczyk

Posted in: Polityka