Filary państwowości naszej cz.2

Posted on 22 Luty 2012 by

1


III. Ustrój gospodarczy – społeczna gospodarka rynkowa.

W obszarze społecznej gospodarki rynkowej wyróżnia się dwa główne obszary działań a to: działania zmierzające do zapewnienia sprzyjających warunków do działania cenowego mechanizmu rynkowego1 oraz wprowadzenie partnerskiego modelu stosunków przemysłowych2. Przedstawione poniżej propozycje zajmują się tym drugim tematem.

 

1 W społecznej gospodarce rynkowej, rynkowy mechanizm ustalania cen traktuje się

jako jeden z pożytecznych regulatorów na kształt klasycznego regulatora Watta w maszynie

parowej. Ten regulator może być do tejże lokomotywy (gospodarki) zamontowany

i dobrze konserwowany, a może leżeć gdzieś pod płotem i rdzewieć w pokrzywach.

Aby mechanizm rynkowy działał skutecznie potrzebna jest siła państwa. Bardzo

dobrze rozumieli to twórcy społecznej gospodarki rynkowej Konrad Adenauer i

Ludwig Erhard. Ten szczególnie rozumiany interwencjonizm państwowy jest przydatny

do:

- usuwania przeszkód utrudniających proces wymiany dóbr (zasady emisji pieniądza).

- zapobiegania praktykom monopolistycznym i zmowom cenowym,

- zapobiegania tendencjom do prywatyzacji zysków i uspołeczniania kosztów.

- zapobiegania tendencjom do podnoszenia progu inicjatywy gospodarczej.

Ze względu na postulowaną konieczność prowadzenia polityki gospodarczej,

model społecznej gospodarki rynkowej jest u nas ze szczególną zaciekłością atakowany

przez ortodoksów rynkowych oraz zwolenników nie mieszania się państwa w gospodarkę.

2 Przez stosunki przemysłowe będziemy rozumieli całokształt stosunków jakie

zachodzą między pracodawcami i ich organizacjami a pracobiorcami i ich

organizacjami w procesie pracy.

Art. 20 naszej Konstytucji podaje:

„…Społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej…”

 

Jednak:

• Czy można podać jakieś atrybuty przemawiające za tym, że użycie

sformułowania „społeczna gospodarka rynkowa” nie jest retorycznym

nadużyciem?

• Ile argumentów można przytoczyć za „rynkowością” naszej gospodarki

a ile przeciw?

• Co oznacza ten tajemniczy przymiotnik „społeczna”.

• Czy ktoś to rozumie?

• A może to jest rozwinięty socjal?

Bez uporządkowania pojęć, ciągle będziemy tkwić w jałowych dyskusjach miedzy jakimś „socjalizmem” a jakimś „kapitalizmem”.

Społeczna gospodarka rynkowa, często nazywana ordoliberalizmem, pochodzi z praktyki gospodarczej „kapitalizmu nadreńskiego”.

Najprościej: jest to gospodarka liberalna w ramach społecznie zaakceptowanych reguł. Regułą nadrzędną jest prawo gospodarcze, które zmusza ośrodki kształtowania interesów (właścicieli kapitału, myśl przedsiębiorczą i pracę) do poszukiwania alternatyw decyzyjnych możliwych do zaakceptowania przez wszystkie strony. Przykładem takiego prawa jest niemiecka

ustawa Mitbestimmungsgesetz z 1976 roku, która określa ramy

ustrojowe spółki właścicielsko-pracowniczej. Przeświadczenie, że może

istnieć społeczna gospodarka rynkowa, w której przedsiębiorstwa będą

działały w gorsecie prawnym Kodeksu Spółek jest głębokim nieporozumieniem.

W społecznej gospodarce rynkowej państwo dba o przedsiębiorców,

którzy w jego imieniu organizują pracę na jego terytorium.

Dba także o to, aby nie dochodziło do sporów przemysłowych ten proces pracy dezoganizujących.

Zatem, w przedsiębiorstwach tych pojawiają się nieznane

nam elementy partycypacji politycznej (rada nadzorcza typu „Montan” z

ławą pracobiorców) i ekonomicznej (udział pracowników w przyroście aktywów

firm).

W wielu przypadkach państwo odchodzi od określania płacy

minimalnej na rzecz określania dysproporcji płac pomiędzy pracodawcami

i pracobiorcami (zwłaszcza w nordyckim modelu kapitalizmu).

Wielu polskich publicystów utożsamia społeczną gospodarkę rynkową

z niemieckim „socjalem” i epatuje nas demoralizującym wpływem

tego rozwiązania na społeczeństwo.

Nic bardziej mylnego i cynicznego.

Ten rodzaj gospodarki, dla której często używa się określenia „demokracja

przemysłowa” zmierza do dokonywania redystrybucji dochodu w miejscach

jego powstawania, czyli w przedsiębiorstwie, tak, aby wtórna redystrybucja

prowadzona przez państwo była wykorzystywana w stopniu jak

najmniejszym.

Stworzenie prawa gospodarczego konstytuującego spółkę właścicielsko-pracowniczą będzie podstawowym postulatem dla związków gospodarczych

o integracji kapitałowej (spółek).

Jeśli akt nadrzędny, czyli konstytucja, określa naszą gospodarkę jako „społeczną gospodarkę rynkową”, to akty niższego rzędu muszą taki typ przedsiębiorstwa dopuścić do

prawnego funkcjonowania.

Tego brak!

W ostatnim czasie, obok firm o integracji kapitałowej, pojawiły się

w obszarze gospodarki zachodniej, związki gospodarcze o integracji produktowej

często zwane „klastrami produktowymi”. Istotną rolę w tych

związkach gospodarczych odgrywają więzi nieformalne. Ponieważ raczej

nie chciałbym być kojarzony z oficjalną linia klastrów propagowana w

Polsce za unijne pieniądze, powiem, że jest to próba zaadaptowania na naszym

gruncie doświadczeń konglomeratów dalekowschodnich jakimi są

japońskie keiretsu, koreańskie czebole, czy pochodzące z chińskiego obszaru

językowego CFB-esy (China Family Busineses). Ich mobilność i

elastyczność rynkowa stanowi o sile wschodzących nowych gospodarek.

Istotą integracji produktowej jest „przeniesienie momentu sprzedaży

kosztów wszystkich kooperantów na moment sprzedaży produktu

końcowego”. Zobacz poniższy rysunek. To rozwiązanie „instytucjonalizuje

współpracę”. „Podmiot sprzedający” pełni także funkcję podmiotu

rozliczającego.

Aby móc tę funkcję pełnić musi dysponować danymi rachunku

kosztów, aby w oparciu o niego zastosować zasadę „jednakowej

marży” przy podziale zysków z przedsięwzięcia.

Obala to podstawę gospodarki liberalnej – tajemnicę handlową, zdecydowanie obniża koszty

transakcyjne.

Jednocześnie rozwiązanie takie zmusza wszystkich do totalnej walki

o jakość i atrakcyjność rynkową produktów.

Firmy są „zintegrowane”, gdyż z taką samą troską oczekują na werdykt rynku wydany na wspólny

produkt, jak wytwórca końcowy.

Jednak to oczekiwanie związane jest z rozłożeniem ryzyka, więc taka organizacji sprzyja do jego podejmowania co dodatkowo wzmacnia jej mobilność. Taka organizacja eliminuje rynki

pośrednie przez co jest bardziej odporna na niszczące oddziaływania instytucji

finansowych i byłaby szczególnie przydatna do integracji podmiotów

działających w branży rolno-spożywczej. Po zaniku gminnych spółdzielni

obszary wiejski pozostały praktycznie bez żadnej zorganizowanej i przewidywalnej

infrastruktury biznesowej. Nie sprzyja to procesom specjalizacji

i koncentracji kapitału. Hamuje rozwój cywilizacyjny. Zostało to także

zauważone i docenione w Polsce.

Rzecz w tym, że polskie prawo gospodarcze nie dopuszcza procedur dokumentacyjnych dla tego typu operacji biznesowych.

W 2004-tym roku, grupa inicjatywna z Podkarpacia złożyła projekt ustawy o grupach przedsiębiorstw rodzinnych, który miał usunąć problemy prawne i fiskalne tworzenia klastrów w Polsce (nr druku

sejmowego 204 ubiegłej kadencji sejmu).

Wznowienie prac nad projektem

byłoby drugim zadaniem w zakresie poszerzenia naszego prawa gospodarczego

o atrakcyjne formy organizacyjne zwłaszcza dla sektora małych i

średnich przedsiębiorstw.

Bez nowoczesnych struktur organizacyjnych, nasza gospodarka

nigdy nie stanie się gospodarką innowacyjną, choćbyśmy za duże unijne

pieniądze chcieli zaklinać rzeczywistość. Innowacje potrzebują dobrego

klimatu. Taki klimat mogą zapewnić im jedynie spółki właścicielsko-pracownicze

i klastry produktowe. Stosowne akty prawne trzeba napisać i

uchwalić. Na szczęście tu nie trzeba zmieniać konstytucji a jedynie napełnić

ją treścią.

IV. Nowa architektura finansowa

 

Czy zastanawiałeś się czym w istocie są i skąd się biorą pieniądze?

No właśnie…

 

Straszą długiem publicznym. Czy coś z tego rozumiesz? Jaki długi

może mieć społeczeństwo, które zwiększyło PKB z 337 mld zł w 1995 do

1 450 mld zł w 2010 roku?

Na zdrowy rozum powinniśmy stać się czteryrazy bogatsi! Skąd zatem ten dług i u kogo?. Tego „super przekrętu” nie można zrozumieć bez znajomości zasad współczesnej emisji pieniądza. Na

to, że jest coś takiego jak „emisja pieniądza” wskazuje Art. 227. Konstytucji

mówiący:

1. Centralnym bankiem państwa jest Narodowy Bank Polski. Przysługuje

mu wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki

pieniężnej. Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskiego pieniądza.

Prześledźmy tę „emisję” na założeniach budżetowych na rok 2012, przyjmując

maksymalne uproszczenia, aby precyzja liczb nie zaciemniła istoty

rzeczy.

Mamy:

• PKB w 2012 roku przekroczy poziom 1 5 biliona złotych

• przyrost PKB wyniesie 4 %

• inflacja na koniec 2012 rok wyniesie 2,8 % co dałoby średnią dla okresu

1,4%

Wynika z tego, że potrzeby emisji pieniądza3 na pokrycie wzrostu PKB i

inflacji wyniosą:

• 60 mld zł na zrównoważenie przyrostu PKB

• 21 mld na „sfinansowanie” inflacji

razem 81 mld zł. Gdyby tego nie zrobić, to cały przyrost PKB pozostałby

w magazynach, bo zabrakłoby „środka wymiany” Czym by to skutkowało,

możemy sobie tylko wyobrazić. Chyba, że ratowalibyśmy się wymianą towar

za towar, ale to raczej żart.

Pieniądze umożliwiające proces wymiany dóbr zostaną „wstrzyknięte”

do gospodarki poprzez system bankowy. I tu zaczyna się genialny

szwindel.

NBP bezpardonowo przywłaszcza sobie wysiłek całej gospodarki

i postanawia na tej zwiększonej porcji ludzkiego potu zarobić

dzieląc się łupem z bankami komercyjnymi.

Od strony rachunkowej szwindel wygląda następująco:

• NBP „pożycza” bankom komercyjnym po stopie redyskontowej (pierwotna

emisja pieniądza) na czym zarabia około 3,2 mld zł. Co to znaczy

„pożycza”? – ma te pieniądza? – NIE!!!. Tworzy zapis na koncie.

Cały wysiłek to wklepanie kilku cyfr do komputera. Manna spadła z nieba

3 Wielkość emisji, która gwarantuje stałą wartość nabywczą pieniądza wynika z prawa

sformułowanego przez Johna Locke’a (poziom cen zależy wprost proporcjonalnie od

ilości pieniądza ), którą David Ricardo (1772-1823) zapisał algebraicznie pod postacią

równania

MV=PT,

gdzie

• M – to ogólna suma pieniędzy w społeczeństwie,

• V – średni współczynnik wielkości obrotu szacowany na około 3,

• P – ceny

• T – ilość towarów obecnych na rynku

• Banki komercyjne udzielają pożyczek ludności i przedsiębiorcom

(wtórna emisja pieniądza) i mogą zarobić czterokrotną stopę lombardową

co daje 14,5 mld zł.

W ten sposób cały przyrost PKB stał się dla obywateli o 17,7 mld droższy,

a dług, który musi się odłożyć w długu publicznym wzrośnie o kolejne

81 mld zł.

 

Rozumiesz teraz dlaczego jesteś biedny a zegar długu publicznego

niebezpiecznie tyka? Jest to sztuczny dług, którego źródłem jest fiducjarna

emisja pieniądza (emisja na poczet długu).

Czy istnieje jakieś inne rozwiązanie? Tak, i zostało ono nazwane

przez ministra skarbu z lat 1925-1926 Jerzego Zdziechowskiego jako „monetaryzacja

parytetu gospodarczego”.

Państwo, po policzeniu przyrostu PKB powinno „wstrzyknąć” tę precyzyjnie obliczoną dawkę pieniądza nie poprzez system bankowy a bezpośrednio do społeczeństwa.

I tu proszę się nie śmiać, tylko wytężyć wyobraźnie.

Z braku innego sposobu można by,  po prostu, rozsypać te banknoty z samolotu, przez co cała nadwyżka PKB (i tylko nadwyżka więc bez obaw o pobudzenie hiperinflacji) zostałaby

wykupiona oszczędzając klientom 17,7 mld zł, a dług nie wzrósłby o

kolejne 81 mld zł!!! (kwota przy uwzględnieniu rotacji pieniądza). Jeśli te

argumenty do ciebie nie przemawiają, to jeszcze nie uzmysłowiłeś sobie

skali szwindlu jaki dokonywany jest w obecnej architekturze finansowej

na Polakach i nie tylko.

Bez obawy. Banki dalej będą działały: przyjmowały wkłady ,

udzielały kredytów i pośredniczyły w operacjach bankowych. Jednak zabrany im będzie „przywilej wtórnej emisji pieniądza”.

Jednak oprócz teoretycznie możliwych sposobów przekazywania

społeczeństwu pieniędzy wynikających z potrzeb emisyjnych wywołanych

przyrostem PKB i inflacją, istnieją sposoby daleko bardziej racjonalne:

wyemitowany pieniądz powinien być przekazany społeczeństwu nie za

pośrednictwem systemu bankowego a systemu emerytalnego. Sposób

ten spełnia zarówno postulat powszechności jak i trudno mu zarzucić, aby

działał demoralizująco na młodych i silnych.

Przy projektowaniu takiego „dodatku seniora” należy wziąć pod

uwagę, że wielkość emisji będzie ulegała dużym wahaniom uzależnionym

od szeregu czynników (wzrost PKB, stopa inflacji itd) zatem nie może

mieć charakteru świadczenia stałego.

Dlaczego emisja poprzez system emerytalny a nie bankowy?

1. System emerytalny istnieje i społeczeństwo w stosunku do emerytów

ma zobowiązania tak, czy owak.

2. System nie generowałby dodatkowych kosztów dla społeczeństwa,

3. Odpada argument o „demoralizującym działaniu”,

4. System byłby powszechny, gdyż dalsza redystrybucja dochodu odbywałaby

się w rodzinach.

5. Emeryci ze względu na swoje skromne wymagania tworzą głównie

popyt na dobra krajowe. Powiększają napędzający gospodarkę popyt

wewnętrzny.

6. Ten sposób emisji byłby dobrym rozwiązaniem z zakresu „protekcjonizmu

dydaktycznego”: tworzyłby popyt na produkty pochodzenia krajowego oraz wywierałby pozytywny wpływ na ograniczanie szarej strefy,

Zatem podstawowym postulatem w zakresie naprawy finansów

państwa będzie zmiana sposobu „wstrzykiwania” emisji pieniądza do gospodarki:

nie poprzez system bankowy a poprzez system emerytalny.

Nieodłącznym elementem finansów państwa jest system emerytalny.

Uważam że oparcie jego o dwa filary: repartycyjny i kapitałowy jest

dobrym rozwiązaniem z następującymi zastrzeżeniami:

• Wydaje się nieporozumieniem utrzymywanie filaru kapitałowego

za pośrednictwem OFE i giełdy dla pracowników sfery budżetowej.

Zatem alternatywa ZUS czy OFE jest rozwiązaniem mało

przekonywującym. Rolę utrzymywania realnej wartości nabywczej

emerytur dla tej grupy pracowniczej powinien przejąć budżet państwa

lub pozostawić to samym pracownikom.

• Dla pracowników pracujących w sferze produkcji i usług, filar kapitałowy

powinien odgrywać zdecydowanie większą rolę. Jednak

pośrednictwo OFE i giełdy jest to zdecydowaną przeszkodą do

osiągnięcia „partnerskiego modelu stosunków przemysłowych” w

miejscu pracy. Pracownicy powinni mieć możliwość lokowania

swych zarachowanych (i będących formalnie własnością ZUS)

funduszy emerytalnych w przedsiębiorstwach w których pracują.

Aspekt utożsamiania się pracownika z przedsiębiorstwem ma tu

kapitalne znaczenie. Rozwiązanie takie byłoby możliwe jedynie w

przedsiębiorstwach zorganizowanych na zasadach spółek właścicielsko-pracowniczych (powstaje nowa forma kapitału, więc musi

powstać organ do zarządzania nim), o których była mowa w poprzednim

rozdziale, po spełnieniu pewnych norm ostrożnościowych

i na zasadzie przywileju. W spełnieniu tych „norm ostrożnościowych”

pomocne byłyby związki gospodarcze o integracji produktowej

(klastry).

• Powinna istnieć możliwość przechodzenia z systemów – nazwijmy

je – „budżetowych” do „produkcyjnych” i odwrotnie.

Zmiana architektury finansowej jest w chwili obecnej – bodajże –

najważniejszym tematem do przyswojenia. Prostota rozwiązania może

szokować. Sądzimy jednak, że kampania wyborcze jest najlepszym i jedynym

czasem, w którym takie nowatorskie podejście powinno ujrzeć światło

dzienne.

 

V. Narzędzia protekcjonizmu dydaktycznego

 

Każde państwo ma niezbywalne prawo stosowania protekcjonizmu

do budowania spójności gospodarczej obywateli. Społeczeństwa zdezintegrowane

to takie, w których jedynie wyznacznik ceny do jakości stanowi

kryterium wyboru decyzji zakupowych. Nasi koloniści narzucili nam

mentalność dezintegracyjną, której powinniśmy się wyzbyć i to jak najszybciej.

W projekcie takim rozwiązaniem jest „dodatek seniora” wypłacany

emerytom, wtedy i tylko wtedy, gdy nastąpi przyrost PKB. Jego wielkość

uzależniona zaś od wielkości tego przyrostu. Śledzenie wskaźników

ekonomicznych powinno stać się naszym narodowym sportem. Konsument

dostaje jednoznaczny sygnał: nie jest obojętne czyjej produkcji wyrób

kupi i czy za wykonaną usługę każe sobie wystawić paragon (likwidacja

szarej strefy).

Żyjemy w świecie, w którym narastać będzie konflikt pomiędzy

gospodarką globalną i regionalną. Za gospodarką globalna stoją potężne

siły i potężne pieniądze ponadnarodowe. Siła państwa powinna służyć

obronie gospodarki lokalnej i regionalnej. Państwo powinno promować

„gospodarcze obwody zamknięte” dbając, aby z tych „obwodów” pieniądz

nie wyciekał na zewnątrz, a wręcz przeciwnie, absorbować je z zewnątrz.

W gospodarce regionalnej państwo staje się istotnym graczem

gospodarczym a sprawdzonym narzędziem jej realizacji są klastry

gospodarcze.

 

VI. Plan wyciągania Polski z niewoli zadłużeniowej

 

„Terapię szokową„ i „wrzucanie na głęboką wodę” już przerabialiśmy.

Jeśli przeżyłeś to miałeś sporo szczęścia.

Inni może trochę mniej.

 Czy musimy to powtarzać tak bez namysłu?

 

Często bezrefleksyjnie podajemy dane o finansowym zadłużeniu

Polski powołując się na słynny licznik Balcerowicza.

Liczby są tak niewyobrażalne, że zachodzi, jednak uzasadnione pytanie, czy nie staliśmy się

ofiarami gigantycznego finansowego przekrętu. Tak w istocie jest. Pętla

zadłużeniowa zagraża naszej suwerenności i została nam założona z pełna

premedytacją. Rodzi się pytanie: czy możemy odzyskać suwerenność

gospodarcza i czy walka o tę suwerenność musi być okupiona dużymi

ofiarami. Odpowiedź jest optymistyczna, pod warunkiem, że sięgniemy po

rozwiązania niekonwencjonalne i nie będziemy się bali reform bardziej

Federal Reserve Board (specjalistów od przykuwania niepokornych do

wózków inwalidzkich).

Podstawowym zadaniem jest wytworzenie mocnego impulsu gospodarczego.

Aby to nastąpiło musiałyby pojawić się w gospodarce specyficzne

pieniądze, które mogłyby być spożytkowane jedynie na powiększenie

mocy produkcyjnych (nazwiemy je pieniędzmi inwestycyjnymi), oraz

także specyficzne pieniądze konsumentów. Specyficzne, bo skierowane na

zwiększenie podaży produkcji krajowej. Okazuje się, że takie pieniądze są.

Jest nadzieja, na to, że można wyzwolić się z niewoli kredytowej bez straszenia

potem, łzami i postem zupełnym.

Oto plan działań:

I. Rozpędzamy gospodarkę, aby odciążyć budżet od presji na tworzenie

nowych miejsc pracy i rozbuchany socjal. Potrzebne są nam twarde (nie do

skonsumowania) pieniądze inwestycyjne oraz pobudzenie popytu wewnętrznego.

Najważniejsze działania:

1. Bierzemy się za ustawy emerytalne i poprawiamy kapitałowy filar

ubezpieczeń społecznych tak, aby zarachowane składki na drugi filar

mogły trafiać do firm lub związków firm bezpośrednio tzn. bez

pośrednictwa OFE i giełdy.

Dla sfery produkcji dóbr i usług jest to możliwe. Ustawa powinna określać warunki formalne, na których

przedsiębiorstwa mogłyby wprowadzać do obrotu zarachowane

składki będące formalnie własnością ZUS. Podstawowym warunkiem

powinno być posiadanie przez firmę „planu własności pracowniczej”.

Nie mamy jeszcze możliwości zakładania takich firm

więc ustawa musiałaby poczekać na dalsze uregulowania

2. Dopisujemy nowy rozdział do Kodeksu Spółek: „Spółka właścicielsko-

pracownicza”. Spółka taka powinna przejąć dobre cechy

spółki kapitałowej (twardy zarząd) oraz spółki pracowniczej (dywersyfikacja

kapitału). Kapitał firmy musiałby być podzielony na

kapitał statutowy (właścicielski) oraz kapitał pracowniczy. Do tak

zorganizowanego kapitału powinny być dostosowane organa nim

zarządzające. Mówiąc językiem kostycznym: przechodzimy z konfliktowego

do partnerskiego modelu stosunków przemysłowych.

Efekt: polskie przedsiębiorstwa w krótkim czasie mogłyby być dokapitali

zowane kwotą około 100 mld zł pieniędzy „twardych” gnijących dotychczas

na kontach OFE. Pieniędzy, które mogłyby być przeznaczone na

wzrost mocy produkcyjnych. Potencjalnie rokrocznie sektor MiŚP mógłby

być dofinansowywany kwotą szacowana na około 30 mld zł. Spokój społeczny

zostaje zachowany i następuje bum inwestycyjny.

Gospodarka generuje mocny impuls w zakresie obniżki bezrobocia.

II. Pobudzamy popyt wewnętrzny.

1. Likwidujemy możliwość fiducjarnej emisji pieniądza (udzielanie

bankom pożyczek pod redyskonto weksli i pożyczek lombardowych).

Kwoty „potrzeb emisyjnych” wynikłe ze wzrostu PKB oraz

wzrostu inflacji „wstrzykujemy” do gospodarki nie poprzez system

bankowy a poprzez system ubezpieczeń społecznych. Osobiście

optuje za rozwiązaniem w postaci „dodatku seniora” czyli zmiennej

(bo uzależnionej od wzrostu PKB) miesięcznej kwoty dodatku do

emerytury. Dyskutowanych jest w tej kwestii kilka alternatywnych

rozwiązań też możliwych do przyjęcia.

2. Zmuszamy banki do wykupu kwot pożyczek pod zastaw (weksli

lub akcji) lub ich zwrotu. Z kwot tych spłacamy zadłużenia.

3. Negocjujemy z USA zasady naszej przyjaźni. Albo chwycą za mordę

swoich Golden Sachsów i te przestaną grać przeciwko naszej

walucie, albo idziemy w niewolę do Ruskich pod parasol ich SS-20

(sic!).

Efekt: następuje znaczny wzrost popytu wewnętrznego poprzez obniżenie

renty emisyjnej banków. Dla społeczeństwa oznaczałoby to: oszczędność

około 20 mld zł rocznie na rencie emisyjnej banków oraz około 25 mld

przychodów z emisji poprzez system ubezpieczeniowy, i skierowanie tych

kwot na dodatkową konsumpcje (w blogosferze zaczyna się to nazywać

„rozpuszczeniem emisji”).

Ważne, aby ten popyt skierować na dobra wytwarzane

w kraju co jest dodatkowym argumentem za „dodatkiem

seniora”. Występuje drugi impuls na obniżkę bezrobocia.

Po stronie dochodów państwa należałoby oczekiwać impulsu pobudzającego

gospodarkę na poziomie wskaźnika aktualnie wypracowywanego

wzrostu PKB, a po stronie kosztów znacznych oszczędności na pomoc

socjalną oraz wydatki systemu ubezpieczeniowego.

Ponieważ w chwili pisania tego artykułu nie ma jeszcze opublikowanych

oficjalnych danych na temat PKB za rok 2010 wstępne modelowanie

wpływu na budżet możemy oprzeć na danych za 2009 rok przyjmując 3%

planowany wzrost PKB.

Strona dochodowa:

 

Załóżmy że dodatkowy impuls gospodarczy wywołany „rozpuszczeniem

inflacji” wyniesie 3% co zwiększy kwotę wpływów budżetowych

o:

520 mld (wpływy za 2009r) * 3% = 15,6 mld zł.

Strona kosztowa:

 

Tu oszczędności należałoby upatrywać w większej aktywizacji zawodowej

i ograniczeniu bezrobocia. Przyjmijmy, że aby wytworzyć te

30

dodatkowe 3% PKB zatrudnimy dodatkowo 3% pracowników w sferze

produkcyjnej. Szacunkowe dane to:

10 000 000 * 3% = 300 000 osób, co dawałoby (300 000 nowo zatrudnionych

/ 2 000 000 bezrobotnych) *100 =15% spadku bezrobocia.

W pozycjach budżetowych mogłoby to wpłynąć na ograniczenie pomocy

społecznnej:

44 mld zł(kwota pomocy za 2009r) * 15% = 6 mld zł.

Co łącznie dałoby efekt równoważenia budżetu na kwotę:

15,6 + 6 =21,6 mld zł.

Oznacza to natychmiastowe obniżenie potrzeb pożyczkowych państwa o

tę kwotę, co wiąże się z odczuwalnym obniżeniem kosztów obsługi długu

publicznego.

Niniejsze wyliczenie nie uwzględnia „efektów mnożnikowych”,

które mogą mieć wpływ chociażby na ograniczenie kosztów ubezpieczeń

społecznych a tam rezerwy tkwią ogromne.

Sprowadzamy bezrobocie do rozmiaru pozwalających znacznie ciąć wydatki

socjalne.

III. Dokonujemy cięć innych wydatków socjalnych oraz redukujemy

biurokrację.

 

Dokonujemy tego jednak w warunkach niskiego bezrobocia i przez

to unikamy groźby wybuchu społecznego. Rozwijająca się gospodarka

szerzej otworzy drzwi dla potencjalnych urzędników. Nie trzeba będzie

mieć „szwagra na urzędzie”, aby stworzyć rodzinie szansę na przeżycie.

Szacunki liczbowe nie uwzględniają efektów synergii oraz aktywizacji kapitału

strukturalnego po „ucywilizowaniu” naszych spółek. Mogą one zdecydowanie

przewyższać efekty zmiany w przepływach finansowych.

I wszystko. Jednak bez radykalnych zmian w architekturze finansowej i w

zasadach ustroju gospodarczego wyjścia nie ma!

III. Ustrój gospodarczy – społeczna gospodarka rynkowa.

W obszarze społecznej gospodarki rynkowej wyróżnia się dwa główne obszary działań a to: działania zmierzające do zapewnienia sprzyjających warunków do działania cenowego mechanizmu rynkowego1 oraz wprowadzenie partnerskiego modelu stosunków przemysłowych2. Przedstawione poniżej propozycje zajmują się tym drugim tematem.

 

1 W społecznej gospodarce rynkowej, rynkowy mechanizm ustalania cen traktuje się

jako jeden z pożytecznych regulatorów na kształt klasycznego regulatora Watta w maszynie

parowej. Ten regulator może być do tejże lokomotywy (gospodarki) zamontowany

i dobrze konserwowany, a może leżeć gdzieś pod płotem i rdzewieć w pokrzywach.

Aby mechanizm rynkowy działał skutecznie potrzebna jest siła państwa. Bardzo

dobrze rozumieli to twórcy społecznej gospodarki rynkowej Konrad Adenauer i

Ludwig Erhard. Ten szczególnie rozumiany interwencjonizm państwowy jest przydatny

do:

- usuwania przeszkód utrudniających proces wymiany dóbr (zasady emisji pieniądza).

- zapobiegania praktykom monopolistycznym i zmowom cenowym,

- zapobiegania tendencjom do prywatyzacji zysków i uspołeczniania kosztów.

- zapobiegania tendencjom do podnoszenia progu inicjatywy gospodarczej.

Ze względu na postulowaną konieczność prowadzenia polityki gospodarczej,

model społecznej gospodarki rynkowej jest u nas ze szczególną zaciekłością atakowany

przez ortodoksów rynkowych oraz zwolenników nie mieszania się państwa w gospodarkę.

2 Przez stosunki przemysłowe będziemy rozumieli całokształt stosunków jakie

zachodzą między pracodawcami i ich organizacjami a pracobiorcami i ich

organizacjami w procesie pracy.

Art. 20 naszej Konstytucji podaje:

„…Społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej…”

 

Jednak:

• Czy można podać jakieś atrybuty przemawiające za tym, że użycie

sformułowania „społeczna gospodarka rynkowa” nie jest retorycznym

nadużyciem?

• Ile argumentów można przytoczyć za „rynkowością” naszej gospodarki

a ile przeciw?

• Co oznacza ten tajemniczy przymiotnik „społeczna”.

• Czy ktoś to rozumie?

• A może to jest rozwinięty socjal?

Bez uporządkowania pojęć, ciągle będziemy tkwić w jałowych dyskusjach miedzy jakimś „socjalizmem” a jakimś „kapitalizmem”.

Społeczna gospodarka rynkowa, często nazywana ordoliberalizmem, pochodzi z praktyki gospodarczej „kapitalizmu nadreńskiego”.

Najprościej: jest to gospodarka liberalna w ramach społecznie zaakceptowanych reguł. Regułą nadrzędną jest prawo gospodarcze, które zmusza ośrodki kształtowania interesów (właścicieli kapitału, myśl przedsiębiorczą i pracę) do poszukiwania alternatyw decyzyjnych możliwych do zaakceptowania przez wszystkie strony. Przykładem takiego prawa jest niemiecka

ustawa Mitbestimmungsgesetz z 1976 roku, która określa ramy

ustrojowe spółki właścicielsko-pracowniczej. Przeświadczenie, że może

istnieć społeczna gospodarka rynkowa, w której przedsiębiorstwa będą

działały w gorsecie prawnym Kodeksu Spółek jest głębokim nieporozumieniem.

W społecznej gospodarce rynkowej państwo dba o przedsiębiorców,

którzy w jego imieniu organizują pracę na jego terytorium.

Dba także o to, aby nie dochodziło do sporów przemysłowych ten proces pracy dezoganizujących.

Zatem, w przedsiębiorstwach tych pojawiają się nieznane

nam elementy partycypacji politycznej (rada nadzorcza typu „Montan” z

ławą pracobiorców) i ekonomicznej (udział pracowników w przyroście aktywów

firm).

W wielu przypadkach państwo odchodzi od określania płacy

minimalnej na rzecz określania dysproporcji płac pomiędzy pracodawcami

i pracobiorcami (zwłaszcza w nordyckim modelu kapitalizmu).

Wielu polskich publicystów utożsamia społeczną gospodarkę rynkową

z niemieckim „socjalem” i epatuje nas demoralizującym wpływem

tego rozwiązania na społeczeństwo.

Nic bardziej mylnego i cynicznego.

Ten rodzaj gospodarki, dla której często używa się określenia „demokracja

przemysłowa” zmierza do dokonywania redystrybucji dochodu w miejscach

jego powstawania, czyli w przedsiębiorstwie, tak, aby wtórna redystrybucja

prowadzona przez państwo była wykorzystywana w stopniu jak

najmniejszym.

Stworzenie prawa gospodarczego konstytuującego spółkę właścicielsko-pracowniczą będzie podstawowym postulatem dla związków gospodarczych

o integracji kapitałowej (spółek).

Jeśli akt nadrzędny, czyli konstytucja, określa naszą gospodarkę jako „społeczną gospodarkę rynkową”, to akty niższego rzędu muszą taki typ przedsiębiorstwa dopuścić do

prawnego funkcjonowania.

Tego brak!

W ostatnim czasie, obok firm o integracji kapitałowej, pojawiły się

w obszarze gospodarki zachodniej, związki gospodarcze o integracji produktowej

często zwane „klastrami produktowymi”. Istotną rolę w tych

związkach gospodarczych odgrywają więzi nieformalne. Ponieważ raczej

nie chciałbym być kojarzony z oficjalną linia klastrów propagowana w

Polsce za unijne pieniądze, powiem, że jest to próba zaadaptowania na naszym

gruncie doświadczeń konglomeratów dalekowschodnich jakimi są

japońskie keiretsu, koreańskie czebole, czy pochodzące z chińskiego obszaru

językowego CFB-esy (China Family Busineses). Ich mobilność i

elastyczność rynkowa stanowi o sile wschodzących nowych gospodarek.

Istotą integracji produktowej jest „przeniesienie momentu sprzedaży

kosztów wszystkich kooperantów na moment sprzedaży produktu

końcowego”. Zobacz poniższy rysunek. To rozwiązanie „instytucjonalizuje

współpracę”. „Podmiot sprzedający” pełni także funkcję podmiotu

rozliczającego.

Aby móc tę funkcję pełnić musi dysponować danymi rachunku

kosztów, aby w oparciu o niego zastosować zasadę „jednakowej

marży” przy podziale zysków z przedsięwzięcia.

Obala to podstawę gospodarki liberalnej – tajemnicę handlową, zdecydowanie obniża koszty

transakcyjne.

Jednocześnie rozwiązanie takie zmusza wszystkich do totalnej walki

o jakość i atrakcyjność rynkową produktów.

Firmy są „zintegrowane”, gdyż z taką samą troską oczekują na werdykt rynku wydany na wspólny

produkt, jak wytwórca końcowy.

Jednak to oczekiwanie związane jest z rozłożeniem ryzyka, więc taka organizacji sprzyja do jego podejmowania co dodatkowo wzmacnia jej mobilność. Taka organizacja eliminuje rynki

pośrednie przez co jest bardziej odporna na niszczące oddziaływania instytucji

finansowych i byłaby szczególnie przydatna do integracji podmiotów

działających w branży rolno-spożywczej. Po zaniku gminnych spółdzielni

obszary wiejski pozostały praktycznie bez żadnej zorganizowanej i przewidywalnej

infrastruktury biznesowej. Nie sprzyja to procesom specjalizacji

i koncentracji kapitału. Hamuje rozwój cywilizacyjny. Zostało to także

zauważone i docenione w Polsce.

Rzecz w tym, że polskie prawo gospodarcze nie dopuszcza procedur dokumentacyjnych dla tego typu operacji biznesowych.

W 2004-tym roku, grupa inicjatywna z Podkarpacia złożyła projekt ustawy o grupach przedsiębiorstw rodzinnych, który miał usunąć problemy prawne i fiskalne tworzenia klastrów w Polsce (nr druku

sejmowego 204 ubiegłej kadencji sejmu).

Wznowienie prac nad projektem

byłoby drugim zadaniem w zakresie poszerzenia naszego prawa gospodarczego

o atrakcyjne formy organizacyjne zwłaszcza dla sektora małych i

średnich przedsiębiorstw.

Bez nowoczesnych struktur organizacyjnych, nasza gospodarka

nigdy nie stanie się gospodarką innowacyjną, choćbyśmy za duże unijne

pieniądze chcieli zaklinać rzeczywistość. Innowacje potrzebują dobrego

klimatu. Taki klimat mogą zapewnić im jedynie spółki właścicielsko-pracownicze

i klastry produktowe. Stosowne akty prawne trzeba napisać i

uchwalić. Na szczęście tu nie trzeba zmieniać konstytucji a jedynie napełnić

ją treścią.

IV. Nowa architektura finansowa

 

Czy zastanawiałeś się czym w istocie są i skąd się biorą pieniądze?

No właśnie…

 

Straszą długiem publicznym. Czy coś z tego rozumiesz? Jaki długi

może mieć społeczeństwo, które zwiększyło PKB z 337 mld zł w 1995 do

1 450 mld zł w 2010 roku?

Na zdrowy rozum powinniśmy stać się czteryrazy bogatsi! Skąd zatem ten dług i u kogo?. Tego „super przekrętu” nie można zrozumieć bez znajomości zasad współczesnej emisji pieniądza. Na

to, że jest coś takiego jak „emisja pieniądza” wskazuje Art. 227. Konstytucji

mówiący:

1. Centralnym bankiem państwa jest Narodowy Bank Polski. Przysługuje

mu wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki

pieniężnej. Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskiego pieniądza.

Prześledźmy tę „emisję” na założeniach budżetowych na rok 2012, przyjmując

maksymalne uproszczenia, aby precyzja liczb nie zaciemniła istoty

rzeczy.

Mamy:

• PKB w 2012 roku przekroczy poziom 1 5 biliona złotych

• przyrost PKB wyniesie 4 %

• inflacja na koniec 2012 rok wyniesie 2,8 % co dałoby średnią dla okresu

1,4%

Wynika z tego, że potrzeby emisji pieniądza3 na pokrycie wzrostu PKB i

inflacji wyniosą:

• 60 mld zł na zrównoważenie przyrostu PKB

• 21 mld na „sfinansowanie” inflacji

razem 81 mld zł. Gdyby tego nie zrobić, to cały przyrost PKB pozostałby

w magazynach, bo zabrakłoby „środka wymiany” Czym by to skutkowało,

możemy sobie tylko wyobrazić. Chyba, że ratowalibyśmy się wymianą towar

za towar, ale to raczej żart.

Pieniądze umożliwiające proces wymiany dóbr zostaną „wstrzyknięte”

do gospodarki poprzez system bankowy. I tu zaczyna się genialny

szwindel.

NBP bezpardonowo przywłaszcza sobie wysiłek całej gospodarki

i postanawia na tej zwiększonej porcji ludzkiego potu zarobić

dzieląc się łupem z bankami komercyjnymi.

Od strony rachunkowej szwindel wygląda następująco:

• NBP „pożycza” bankom komercyjnym po stopie redyskontowej (pierwotna

emisja pieniądza) na czym zarabia około 3,2 mld zł. Co to znaczy

„pożycza”? – ma te pieniądza? – NIE!!!. Tworzy zapis na koncie.

Cały wysiłek to wklepanie kilku cyfr do komputera. Manna spadła z nieba

3 Wielkość emisji, która gwarantuje stałą wartość nabywczą pieniądza wynika z prawa

sformułowanego przez Johna Locke’a (poziom cen zależy wprost proporcjonalnie od

ilości pieniądza ), którą David Ricardo (1772-1823) zapisał algebraicznie pod postacią

równania

MV=PT,

gdzie

• M – to ogólna suma pieniędzy w społeczeństwie,

• V – średni współczynnik wielkości obrotu szacowany na około 3,

• P – ceny

• T – ilość towarów obecnych na rynku

• Banki komercyjne udzielają pożyczek ludności i przedsiębiorcom

(wtórna emisja pieniądza) i mogą zarobić czterokrotną stopę lombardową

co daje 14,5 mld zł.

W ten sposób cały przyrost PKB stał się dla obywateli o 17,7 mld droższy,

a dług, który musi się odłożyć w długu publicznym wzrośnie o kolejne

81 mld zł.

 

Rozumiesz teraz dlaczego jesteś biedny a zegar długu publicznego

niebezpiecznie tyka? Jest to sztuczny dług, którego źródłem jest fiducjarna

emisja pieniądza (emisja na poczet długu).

Czy istnieje jakieś inne rozwiązanie? Tak, i zostało ono nazwane

przez ministra skarbu z lat 1925-1926 Jerzego Zdziechowskiego jako „monetaryzacja

parytetu gospodarczego”.

Państwo, po policzeniu przyrostu PKB powinno „wstrzyknąć” tę precyzyjnie obliczoną dawkę pieniądza nie poprzez system bankowy a bezpośrednio do społeczeństwa.

I tu proszę się nie śmiać, tylko wytężyć wyobraźnie.

Z braku innego sposobu można by,  po prostu, rozsypać te banknoty z samolotu, przez co cała nadwyżka PKB (i tylko nadwyżka więc bez obaw o pobudzenie hiperinflacji) zostałaby

wykupiona oszczędzając klientom 17,7 mld zł, a dług nie wzrósłby o

kolejne 81 mld zł!!! (kwota przy uwzględnieniu rotacji pieniądza). Jeśli te

argumenty do ciebie nie przemawiają, to jeszcze nie uzmysłowiłeś sobie

skali szwindlu jaki dokonywany jest w obecnej architekturze finansowej

na Polakach i nie tylko.

Bez obawy. Banki dalej będą działały: przyjmowały wkłady ,

udzielały kredytów i pośredniczyły w operacjach bankowych. Jednak zabrany im będzie „przywilej wtórnej emisji pieniądza”.

Jednak oprócz teoretycznie możliwych sposobów przekazywania

społeczeństwu pieniędzy wynikających z potrzeb emisyjnych wywołanych

przyrostem PKB i inflacją, istnieją sposoby daleko bardziej racjonalne:

wyemitowany pieniądz powinien być przekazany społeczeństwu nie za

pośrednictwem systemu bankowego a systemu emerytalnego. Sposób

ten spełnia zarówno postulat powszechności jak i trudno mu zarzucić, aby

działał demoralizująco na młodych i silnych.

Przy projektowaniu takiego „dodatku seniora” należy wziąć pod

uwagę, że wielkość emisji będzie ulegała dużym wahaniom uzależnionym

od szeregu czynników (wzrost PKB, stopa inflacji itd) zatem nie może

mieć charakteru świadczenia stałego.

Dlaczego emisja poprzez system emerytalny a nie bankowy?

1. System emerytalny istnieje i społeczeństwo w stosunku do emerytów

ma zobowiązania tak, czy owak.

2. System nie generowałby dodatkowych kosztów dla społeczeństwa,

3. Odpada argument o „demoralizującym działaniu”,

4. System byłby powszechny, gdyż dalsza redystrybucja dochodu odbywałaby

się w rodzinach.

5. Emeryci ze względu na swoje skromne wymagania tworzą głównie

popyt na dobra krajowe. Powiększają napędzający gospodarkę popyt

wewnętrzny.

6. Ten sposób emisji byłby dobrym rozwiązaniem z zakresu „protekcjonizmu

dydaktycznego”: tworzyłby popyt na produkty pochodzenia krajowego oraz wywierałby pozytywny wpływ na ograniczanie szarej strefy,

Zatem podstawowym postulatem w zakresie naprawy finansów

państwa będzie zmiana sposobu „wstrzykiwania” emisji pieniądza do gospodarki:

nie poprzez system bankowy a poprzez system emerytalny.

Nieodłącznym elementem finansów państwa jest system emerytalny.

Uważam że oparcie jego o dwa filary: repartycyjny i kapitałowy jest

dobrym rozwiązaniem z następującymi zastrzeżeniami:

• Wydaje się nieporozumieniem utrzymywanie filaru kapitałowego

za pośrednictwem OFE i giełdy dla pracowników sfery budżetowej.

Zatem alternatywa ZUS czy OFE jest rozwiązaniem mało

przekonywującym. Rolę utrzymywania realnej wartości nabywczej

emerytur dla tej grupy pracowniczej powinien przejąć budżet państwa

lub pozostawić to samym pracownikom.

• Dla pracowników pracujących w sferze produkcji i usług, filar kapitałowy

powinien odgrywać zdecydowanie większą rolę. Jednak

pośrednictwo OFE i giełdy jest to zdecydowaną przeszkodą do

osiągnięcia „partnerskiego modelu stosunków przemysłowych” w

miejscu pracy. Pracownicy powinni mieć możliwość lokowania

swych zarachowanych (i będących formalnie własnością ZUS)

funduszy emerytalnych w przedsiębiorstwach w których pracują.

Aspekt utożsamiania się pracownika z przedsiębiorstwem ma tu

kapitalne znaczenie. Rozwiązanie takie byłoby możliwe jedynie w

przedsiębiorstwach zorganizowanych na zasadach spółek właścicielsko-pracowniczych (powstaje nowa forma kapitału, więc musi

powstać organ do zarządzania nim), o których była mowa w poprzednim

rozdziale, po spełnieniu pewnych norm ostrożnościowych

i na zasadzie przywileju. W spełnieniu tych „norm ostrożnościowych”

pomocne byłyby związki gospodarcze o integracji produktowej

(klastry).

• Powinna istnieć możliwość przechodzenia z systemów – nazwijmy

je – „budżetowych” do „produkcyjnych” i odwrotnie.

Zmiana architektury finansowej jest w chwili obecnej – bodajże –

najważniejszym tematem do przyswojenia. Prostota rozwiązania może

szokować. Sądzimy jednak, że kampania wyborcze jest najlepszym i jedynym

czasem, w którym takie nowatorskie podejście powinno ujrzeć światło

dzienne.

 

V. Narzędzia protekcjonizmu dydaktycznego

 

Każde państwo ma niezbywalne prawo stosowania protekcjonizmu

do budowania spójności gospodarczej obywateli. Społeczeństwa zdezintegrowane

to takie, w których jedynie wyznacznik ceny do jakości stanowi

kryterium wyboru decyzji zakupowych. Nasi koloniści narzucili nam

mentalność dezintegracyjną, której powinniśmy się wyzbyć i to jak najszybciej.

W projekcie takim rozwiązaniem jest „dodatek seniora” wypłacany

emerytom, wtedy i tylko wtedy, gdy nastąpi przyrost PKB. Jego wielkość

uzależniona zaś od wielkości tego przyrostu. Śledzenie wskaźników

ekonomicznych powinno stać się naszym narodowym sportem. Konsument

dostaje jednoznaczny sygnał: nie jest obojętne czyjej produkcji wyrób

kupi i czy za wykonaną usługę każe sobie wystawić paragon (likwidacja

szarej strefy).

Żyjemy w świecie, w którym narastać będzie konflikt pomiędzy

gospodarką globalną i regionalną. Za gospodarką globalna stoją potężne

siły i potężne pieniądze ponadnarodowe. Siła państwa powinna służyć

obronie gospodarki lokalnej i regionalnej. Państwo powinno promować

„gospodarcze obwody zamknięte” dbając, aby z tych „obwodów” pieniądz

nie wyciekał na zewnątrz, a wręcz przeciwnie, absorbować je z zewnątrz.

W gospodarce regionalnej państwo staje się istotnym graczem

gospodarczym a sprawdzonym narzędziem jej realizacji są klastry

gospodarcze.

 

VI. Plan wyciągania Polski z niewoli zadłużeniowej

 

„Terapię szokową„ i „wrzucanie na głęboką wodę” już przerabialiśmy.

Jeśli przeżyłeś to miałeś sporo szczęścia.

Inni może trochę mniej.

 Czy musimy to powtarzać tak bez namysłu?

 

Często bezrefleksyjnie podajemy dane o finansowym zadłużeniu

Polski powołując się na słynny licznik Balcerowicza.

Liczby są tak niewyobrażalne, że zachodzi, jednak uzasadnione pytanie, czy nie staliśmy się

ofiarami gigantycznego finansowego przekrętu. Tak w istocie jest. Pętla

zadłużeniowa zagraża naszej suwerenności i została nam założona z pełna

premedytacją. Rodzi się pytanie: czy możemy odzyskać suwerenność

gospodarcza i czy walka o tę suwerenność musi być okupiona dużymi

ofiarami. Odpowiedź jest optymistyczna, pod warunkiem, że sięgniemy po

rozwiązania niekonwencjonalne i nie będziemy się bali reform bardziej

Federal Reserve Board (specjalistów od przykuwania niepokornych do

wózków inwalidzkich).

Podstawowym zadaniem jest wytworzenie mocnego impulsu gospodarczego.

Aby to nastąpiło musiałyby pojawić się w gospodarce specyficzne

pieniądze, które mogłyby być spożytkowane jedynie na powiększenie

mocy produkcyjnych (nazwiemy je pieniędzmi inwestycyjnymi), oraz

także specyficzne pieniądze konsumentów. Specyficzne, bo skierowane na

zwiększenie podaży produkcji krajowej. Okazuje się, że takie pieniądze są.

Jest nadzieja, na to, że można wyzwolić się z niewoli kredytowej bez straszenia

potem, łzami i postem zupełnym.

Oto plan działań:

I. Rozpędzamy gospodarkę, aby odciążyć budżet od presji na tworzenie

nowych miejsc pracy i rozbuchany socjal. Potrzebne są nam twarde (nie do

skonsumowania) pieniądze inwestycyjne oraz pobudzenie popytu wewnętrznego.

Najważniejsze działania:

1. Bierzemy się za ustawy emerytalne i poprawiamy kapitałowy filar

ubezpieczeń społecznych tak, aby zarachowane składki na drugi filar

mogły trafiać do firm lub związków firm bezpośrednio tzn. bez

pośrednictwa OFE i giełdy.

Dla sfery produkcji dóbr i usług jest to możliwe. Ustawa powinna określać warunki formalne, na których

przedsiębiorstwa mogłyby wprowadzać do obrotu zarachowane

składki będące formalnie własnością ZUS. Podstawowym warunkiem

powinno być posiadanie przez firmę „planu własności pracowniczej”.

Nie mamy jeszcze możliwości zakładania takich firm

więc ustawa musiałaby poczekać na dalsze uregulowania

2. Dopisujemy nowy rozdział do Kodeksu Spółek: „Spółka właścicielsko-

pracownicza”. Spółka taka powinna przejąć dobre cechy

spółki kapitałowej (twardy zarząd) oraz spółki pracowniczej (dywersyfikacja

kapitału). Kapitał firmy musiałby być podzielony na

kapitał statutowy (właścicielski) oraz kapitał pracowniczy. Do tak

zorganizowanego kapitału powinny być dostosowane organa nim

zarządzające. Mówiąc językiem kostycznym: przechodzimy z konfliktowego

do partnerskiego modelu stosunków przemysłowych.

Efekt: polskie przedsiębiorstwa w krótkim czasie mogłyby być dokapitali

zowane kwotą około 100 mld zł pieniędzy „twardych” gnijących dotychczas

na kontach OFE. Pieniędzy, które mogłyby być przeznaczone na

wzrost mocy produkcyjnych. Potencjalnie rokrocznie sektor MiŚP mógłby

być dofinansowywany kwotą szacowana na około 30 mld zł. Spokój społeczny

zostaje zachowany i następuje bum inwestycyjny.

Gospodarka generuje mocny impuls w zakresie obniżki bezrobocia.

II. Pobudzamy popyt wewnętrzny.

1. Likwidujemy możliwość fiducjarnej emisji pieniądza (udzielanie

bankom pożyczek pod redyskonto weksli i pożyczek lombardowych).

Kwoty „potrzeb emisyjnych” wynikłe ze wzrostu PKB oraz

wzrostu inflacji „wstrzykujemy” do gospodarki nie poprzez system

bankowy a poprzez system ubezpieczeń społecznych. Osobiście

optuje za rozwiązaniem w postaci „dodatku seniora” czyli zmiennej

(bo uzależnionej od wzrostu PKB) miesięcznej kwoty dodatku do

emerytury. Dyskutowanych jest w tej kwestii kilka alternatywnych

rozwiązań też możliwych do przyjęcia.

2. Zmuszamy banki do wykupu kwot pożyczek pod zastaw (weksli

lub akcji) lub ich zwrotu. Z kwot tych spłacamy zadłużenia.

3. Negocjujemy z USA zasady naszej przyjaźni. Albo chwycą za mordę

swoich Golden Sachsów i te przestaną grać przeciwko naszej

walucie, albo idziemy w niewolę do Ruskich pod parasol ich SS-20

(sic!).

Efekt: następuje znaczny wzrost popytu wewnętrznego poprzez obniżenie

renty emisyjnej banków. Dla społeczeństwa oznaczałoby to: oszczędność

około 20 mld zł rocznie na rencie emisyjnej banków oraz około 25 mld

przychodów z emisji poprzez system ubezpieczeniowy, i skierowanie tych

kwot na dodatkową konsumpcje (w blogosferze zaczyna się to nazywać

„rozpuszczeniem emisji”).

Ważne, aby ten popyt skierować na dobra wytwarzane

w kraju co jest dodatkowym argumentem za „dodatkiem

seniora”. Występuje drugi impuls na obniżkę bezrobocia.

Po stronie dochodów państwa należałoby oczekiwać impulsu pobudzającego

gospodarkę na poziomie wskaźnika aktualnie wypracowywanego

wzrostu PKB, a po stronie kosztów znacznych oszczędności na pomoc

socjalną oraz wydatki systemu ubezpieczeniowego.

Ponieważ w chwili pisania tego artykułu nie ma jeszcze opublikowanych

oficjalnych danych na temat PKB za rok 2010 wstępne modelowanie

wpływu na budżet możemy oprzeć na danych za 2009 rok przyjmując 3%

planowany wzrost PKB.

Strona dochodowa:

 

Załóżmy że dodatkowy impuls gospodarczy wywołany „rozpuszczeniem

inflacji” wyniesie 3% co zwiększy kwotę wpływów budżetowych

o:

520 mld (wpływy za 2009r) * 3% = 15,6 mld zł.

Strona kosztowa:

 

Tu oszczędności należałoby upatrywać w większej aktywizacji zawodowej

i ograniczeniu bezrobocia. Przyjmijmy, że aby wytworzyć te

30

dodatkowe 3% PKB zatrudnimy dodatkowo 3% pracowników w sferze

produkcyjnej. Szacunkowe dane to:

10 000 000 * 3% = 300 000 osób, co dawałoby (300 000 nowo zatrudnionych

/ 2 000 000 bezrobotnych) *100 =15% spadku bezrobocia.

W pozycjach budżetowych mogłoby to wpłynąć na ograniczenie pomocy

społecznnej:

44 mld zł(kwota pomocy za 2009r) * 15% = 6 mld zł.

Co łącznie dałoby efekt równoważenia budżetu na kwotę:

15,6 + 6 =21,6 mld zł.

Oznacza to natychmiastowe obniżenie potrzeb pożyczkowych państwa o

tę kwotę, co wiąże się z odczuwalnym obniżeniem kosztów obsługi długu

publicznego.

Niniejsze wyliczenie nie uwzględnia „efektów mnożnikowych”,

które mogą mieć wpływ chociażby na ograniczenie kosztów ubezpieczeń

społecznych a tam rezerwy tkwią ogromne.

Sprowadzamy bezrobocie do rozmiaru pozwalających znacznie ciąć wydatki

socjalne.

III. Dokonujemy cięć innych wydatków socjalnych oraz redukujemy

biurokrację.

 

Dokonujemy tego jednak w warunkach niskiego bezrobocia i przez

to unikamy groźby wybuchu społecznego. Rozwijająca się gospodarka

szerzej otworzy drzwi dla potencjalnych urzędników. Nie trzeba będzie

mieć „szwagra na urzędzie”, aby stworzyć rodzinie szansę na przeżycie.

Szacunki liczbowe nie uwzględniają efektów synergii oraz aktywizacji kapitału

strukturalnego po „ucywilizowaniu” naszych spółek. Mogą one zdecydowanie

przewyższać efekty zmiany w przepływach finansowych.

I wszystko. Jednak bez radykalnych zmian w architekturze finansowej i w

zasadach ustroju gospodarczego wyjścia nie ma!

 

Całość poniżej

Filary państwowości naszaj

 

Posted in: Polityka