Dlaczego świat musi zbankrutować…


…jeśli nie przepędzimy banksterów.

Czyli największy szwindel finansowo-bankowy w historii ludzkości.

Obowiązujący na prawie całym świecie system finansowy został celowo i z premedytacją tak zagmatwany, zasypany teoriami i nowymi pojęciami, aby był on jak najbardziej NIEZROZUMIAŁY. Celem tej manipulacji jest ukrycie za parawanem skomplikowanych i zagmatwanych teorii i pojęć największego oszustwa w historii ludzkości – czyli ograbiania przez banki ludzi, społeczeństw i całych państw. System bankowo-finansowy jest po prostu najwyższą formą przestępczości zorganizowanej. Szefami gangu okradającego cały świat przy pomocy wymyślonego i narzuconego światu kryminalnego systemu finansowego są BANKSTERZY. Ich pomagierami-agentami są politycy i media.
Ekonomia tak naprawdę jest prosta – jest to arytmetyka (dodawanie i odejmowanie cyfr i sum) plus logika, plus znajomość ukrywanych przed opinią publiczną faktów. Np. tego – czym są w rzeczywistości „kredyty” bankowe i jak ograbiają one ludzkość.
Nie będzie to traktat ekonomiczny napisany tak, aby wyglądał on „naókowo” ale zaciemniający rzeczywiste funkcjonowanie grabieżczego systemu finansowo-bankowego. Będzie to opowieść o zorganizowanej przestępczej mafii banksterów i ich największym szwindlu napisany językiem człowieka z ulicy przy pomocy prostych, wręcz celowo uproszczonych przykładów.

Jak banksterzy okradają świat…

Najpierw musimy zrozumieć, czym naprawdę jest „kredyt” pobierany w banku.  Wbrew powszechnemu przekonaniu nie jest to przelanie pieniędzy z konta banku na konto „kredytobiorcy”. Kredyty nazywane są potocznie pożyczkami i powinne być one de facto pożyczeniem z banku (na określony cel) pieniędzy.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kredyt_bankowy
http://pl.wikipedia.org/wiki/Po%C5%BCyczka
Jak funkcjonuje pożyczanie pieniędzy, wszyscy wiemy. Opiszę to na prostym przykładzie.
Pożyczam w pracy od kolegi 10 złotych, bo zapomniałem śniadania, a nie mam akurat pieniędzy. Kolega ma 100 złotych. Pożycza mi 10 i zostaje jemu 90 złotych. W sumie mamy nadal 100 złotych (90 plus 10). Idę do kiosku, ale jest on zamknięty. Oddaję więc koledze pieniądze i ma on ponownie 100 złotych. Ja nie mam w tym momencie już nic. W naszym zamkniętym systemie pieniędzy nie przybyło. Było ich na początku 100 złotych i tyle było ich na koniec.
Gdyby banki udzielały rzeczywiście kredytów (czyli pożyczały klientowi pieniądze), powinno to wyglądać tak:
Wyobraźmy sobie mały bank posiadający akurat 1 milion złotych jako własne aktywa. Przychodzi klient i pobiera kredyt w wysokości 500 tys. złotych. Bank przelewa na konto klienta (lub wręcza jemu gotówką) 500 tys., a na własnym koncie odpisuje pożyczone klientowi 500 tysięcy złotych,  zapisując we własnych „aktywach” (to co bank „ma”) wysokość kredytu, jaki ten konkretny klient jest bankowi „winny”. Po tej transakcji klient i bank mają po 500 tys. złotych na kontach (z tą różnicą jedynie, że klient ma je „pożyczone” i musi je zwrócić). Bank ma dodatkowo w aktywach 500 tys. udzielonego właśnie kredytu – czyli razem milion złotych.
Wyobraźmy sobie dalej, że przychodzi do tego samego banku drugi klient i pobiera kredyt – również w wysokości 500 tys. złotych.
Po podpisaniu umowy i otrzymaniu kredytu drugi klient ma na koncie 500 tys. (do oddania), a bank ma na koncie 0 złotych, natomiast w aktywach banku istnieją dwa kredyty po 500 tys., które bankowi zaczną spłacać kredytobiorcy. Gdyby w tym momencie przyszedł trzeci klient po kredyt w gotówce, to bank nie mógłby go udzielić, gdyż chwilowo nie posiada on ani złotówki.

Tak powinno wyglądać w uproszczeniu pobieranie/udzielanie kredytów w bankach, gdyby kredyty były rzeczywiście kredytami, czyli pożyczkami pieniężnymi.
Rzeczywistość oszustwa bankowego wygląda jednak tak (opiszę ją na przykładzie banku z przykładu powyżej):
Przychodzi klient i „pobiera” kredyt w wysokości 500 tys. złotych. Bank zapisuje klientowi na koncie sumę 500 tys., ale bank nie przelewa tych pieniędzy z własnego konta na konto kredytobiorcy! NIE! Na koncie banku nadal jest milion złotych! Bank nie pożycza więc klientowi pieniędzy będących w posiadaniu banku, bo po „udzieleniu” kredytu bank ma nadal tyle samo pieniędzy, ile miał przed udzieleniem tego „kredytu”. Tak więc to, co robi bank rzekomo „udzielając” kredytu, to zapisanie na koncie klienta-kredytobiorcy sumy, jaką on od tej chwili MUSI bankowi zwrócić – mimo iż od banku nie otrzymał on żadnej pożyczki-kredytu! Bo gdyby bank pożyczył mu pieniądze, to sam musiałby mieć po udzieleniu takiej pożyczki ich mniej – dokładnie o wysokść udzielonego klientowi „kredytu”.
Co więcej, bank we własnych aktywach, nie odpisując sobie „pożyczonych” klientowi pieniędzy dopisuje sobie po takim „udzieleniu” kredytu sumę 500 tys., jaką kredytobiorca MUSI bankowi zwracać.  Summa summarum, „pożyczając” 500 tys. złotych, suma aktywów banku wynosi po „udzieleniu” kredytu tyle: (początkowy) milion złotych plus 500 tys. „kredytu”, jaki klient ma bankowi do spłacenia.
Pójdźmy jeszcze chwilę dalej w tym przykładzie. Przychodzi drugi klient i „pożycza” kolejne 500 tys. od banku. Na koncie drugiego klienta pojawia się wysokość „kredytu” – 500 tys. złotych. A na koncie banku figurują w aktywach: milion własnych pieniędzy, plus 500 tys. jakie musi „zwrócić” pierwszy klient, plus 500 tys. jakie musi „zwrócić” bankowi drugi klient.
Najciekawsze jest to, że i trzeci, czwarty czy piąty klient też otrzymają „kredyty” po 500 tys. złotych. Bank posiadający kapitał miliona złotych może „pożyczać”, czyli dopisywać sobie w aktywach jako pieniądze jemu „należne” nawet dziesięciokrotnie więcej pieniędzy, niż ma ich w rzeczywistości.
Jeszcze jedna rzecz jest tutaj istotna – banki na bieżąco dodrukowują tyle pieniędzy, ile „udzieliły” kredytów. Chodzi tutaj o to, aby klienci mieli skąd brać pieniądze, które muszą wpłacać bankowi jako zwrot domniemanego kredytu. Istotne jest też to, że banki nie dodrukowują pieniędzy na spłatę odsetek od kredytów – i to właśnie doprowadziło cały Zachód do stanu bankructwa (co za chwilę wyjaśnię).
Banki pomnażają swoje bogactwa przede wszystkim „kredytami”, a nie odsetkami od nich. Choć to odsetki spełniają rolę narzędzia rujnującego i okradającego gospodarki, państwa, rządy, budżety i zwykłych ludzi.
Nie jest bowiem prawdą, że banki zarabiają głównie na spłacanych im odsetkach od kredytów. NIE. Bank zarabia przede wszystkim na każdym „udzielanym” kredycie – i to zarabia za darmo całą wysokość rzekomo udzielonego kredytu plus odsetki! W naszym przykładzie bank posiadający początkowo milion złotych po tzw. „udzieleniu” kredytu w wysokości 500 tys. złotych i po spłaceniu tego kredytu z odsetkami przez klienta posiada teraz nie milion plus odsetki, a milion plus 500 tys. plus odsetki.
Polska wikipedia łże o funkcji kredytów pisząc, że : „istotą kredytu jest wykorzystanie czasowo wolnych środków pieniężnych, a nie tworzenie nowych.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kredyt_bankowy
Niemiecka wikipedia jest o tyle uczciwsza, że pisze prawdę o tworzeniu przez banki nowych pieniędzy poprzez „udzielanie” kredytów.
http://de.wikipedia.org/wiki/Kredit#Kredit_und_Geldsch.C3.B6pfung
Także w raporcie wydanym przez niemiecki Bundesbank (str 88) jest wyraźnie i jednoznacznie stwierdzone, że banki „tworzą” nowe pieniądze poprzez „udzielanie” kredytów – czyli – jak już wiemy poprzez zapisanie na koncie nieświadomego „kredytobiorcy” sumy, jaką MUSI on bankowi zwrócić, mimo iż bank jemu żadnych pieniędzy nie pożyczył – bo nie odpisał ich z własnego konta.
http://www.bundesbank.de/download/bildung/geld_sec2/geld2_gesamt.pdf

Gdyby banksterzy w tak „cudownie” i niewyobrażalnie prosty i oszukańczy sposób napychali sobie sejfy i kieszenie pieniędzmi „kredytobiorców”, nie szkodząc przy tym gospodarkom państw, w których funkcjonują (na których żerują), można by było nawet machnąć na to oszustwo ręką. Niech się nażrą, byleby nie szkodzili gospodarkom. Jednak banksterski, koczowniczy system bankowy wymyślono PO TO I TYLKO PO TO, aby banksterzy przy jego pomocy obrabowali, zrujnowali, a następnie wykupili na własność cały świat. Do tego celu służą im ODSETKI od kredytów.

Opiszę to na prostym przykładzie.

Wyobraźmy sobie mały kraj. Mieszka w nim tysiąc ludzi. Całkowita ilość pieniędzy w tym kraju, mniej więcej równomiernie rozłożona, wynosi równo milion złotych (czyli po ok. tysiąc złotych na łebka). Wszystko jest tutaj państwowe. Mieszkańcy pracują w państwowych firmach i urzędach, co miesiąc otrzymują wypłatę (po ok. tysiąc złotych), którą następnie wydają (zakupy, usługi, czynsz itp). Ale ponieważ wszystko jest w tym kraju państwowe, wszystkie opłaty i rachunki lądują spowrotem w „kieszeni” państwa – i w następnym miesiącu ponownie w formie wypłat otrzymują je mieszkańcy, mogąc je ponownie wydawać. I tak w kółko Macieju – czyli ekonomiczno-finansowe perpetum mobile.
W pewnym momencie do kraju tego przywędrował BANK PRYWATNY. Przekonał następnie on państwo, że dla ożywienia gospodarki kraju korzystny byłby (do realizacji przeróżnych inwestycji) kredyt pobrany przez państwo w tymże prywatnym banku. Kredyt byłby oprocentowany na jedyne dziesięć procent od wysokości całego kredytu. Bank posiadał milion złotych i cały milion państwo od banku na jeden rok pożyczyło.
W momencie otrzymania „kredytu” zasoby finansowe państwa podwoiły się. Obok własnego miliona państwo dysponowało drugim milionem – tym niby otrzymanym z banku. O czym państwo nie wiedziało (a raczej wiedziało, ale przekupione przez BANK o tym milczało i udawało, że niczego nie widzi) – bank „udzielając” państwu kredytu dodrukował sobie milion złotych (równowartość „kredytu”) – i te dodrukowane pieniądze państwo otrzymało na inwestycje.
Na początku radość mieszkańców była ogromna. Ich kraj z dnia na dzień stał się dwukrotnie bogatszy. Ruszyły przeróżne inwestycje. Po roku, czyli po spłaceniu kredytu i ODSETEK w kraju zapanowało wzburzenie, rozczarowanie i zaczęły się strajki.
Okazało się, że po spłaceniu kredytu w wysokości miliona złotych i odsetek od niego – czyli 100 tys. złotych – państwo z dnia na dzień stało się biedniejsze niż przed rokiem. Wcześniej do podziału dla mieszkańców był milion, obecnie już tylko 900 tysięcy. Brakujące 100 tysięcy poszło na ODSETKI od kredytu. Państwo zmuszone było obecnie albo dzielić nierówno, albo płacić wszystkim o 100 zł miesięcznie mniej.
Bank tymczasem zamiast początkowego miliona posiadał w tym momencie własny milion plus dodrukowany milion, „pożyczony” i zwrócony przez państwo, plus 100 tys. odsetek – czyli 2 miliony i sto tysięcy złotych.
Jedynym rozsądnym i logicznym oraz  SKUTECZNYM wyjściem z zaistniałego kryzysu byłoby – co jest oczywiste – przepędzenie BANKU, dodrukowanie lub odebranie od banku brakujących 100 tysięcy i powrót do sytuacji sprzed pobrania „kredytu”.
Niestety przepłacone przez bank państwo wybrało rzecz najgorszą z możliwych – wzięło kolejny kredyt. Tym razem „pożyczyło” w banku milion sto tysięcy złotych (aby uzyskać taki sam pułap finansów, jak po otrzymaniu pierwszego kredytu). Bank dodrukował więc 1 100 000 złotych i dał je państwu.
Reszty można się domyśleć. Tuż po otrzymaniu kredytu gospodarka ponownie ruszyła z kopyta. Po roku państwo posiadało już tylko, po spłaceniu „kredytu” i ODSETEK (których bank nie dodrukował) 790 tysięcy złotych. Bank natomiast był w posiadaniu 3 milionów dwustu dziesięciu tysięcy złotych (3 210 000).
Znów doszło do kryzysu, do wybuchów niezadowolenia i kolejny raz państwo zaciągnęło kolejny kredyt.
Skąd my ten scenariusz ZNAMY ?
Nie trzeba być matematykiem, aby widzieć, że przed upływem dekady – jeśli państwo nadal będzie brało kredyty w tym BANKU –  zostanie BANKRUTEM! Bez grosza przy duszy (a raczej w budżecie).
Państwo z naszego przykładu, aby ratować gospodarkę (a raczej, aby udawać przed ludnością, że chce gospodarkę ratować) przed narastającymi kłopotami i cyklicznymi recesjami rozpoczęło z podpowiedzi BANKU prywatyzację mienia dotychczas państwowego. Okazało się bowiem, że BANK ma brataprzedsiębiorcę-inwestora chętnego do kupienia fabryk, sklepów, czy kopalni. No i państwo (z polecenia banku) powiedziało ludziom wtedy, że prywatne firmy przyniosą większe zyski (o czym państwo nie powiedziało – lądujące jednak nie w kieszeni państwa, a w kieszeni brata BANKU) i że prywatyzacja będzie dla gospodarki rzekomo ratunkiem.
Okazało się jednak, że JEDNORAZOWE zastrzyki gotówki  uzyskane ze sprzedaży firm szybko się rozchodziły. A gdy je wydano, nie było ani tych pieniędzy, ani dotychczasowych dochodów z państwowych firm. Bo dochody te lądowały od tej pory w kieszeni bankowego braciszka. Budżet był kompletnie pusty, bo wprowadzone w międzyczasie podatki PIT i VAT ledwo starczały na pensje dla rządzących i dla resortów siłowych. Wtedy musiano wyprzedawać wszystko – kamienice, lasy, drogi, ziemię, wyspy, jeziora…

Na tym etapie znajduje się lub powoli do niego dociera obecnie Polska, Unia Jewropejska, Duży USrael i prawie cała reszta świata. Im gorszy kryzys, im więcej ludzi i państw dobija do dna bankructwa, tym bogatsi są banksterzy i ich bracia kapitaliści.

Nawet bankructwa pojedynczych banków tego nie zmieniają. Kiedy bankrutuje prywatny bank, banksterowi nie odbiera się jego prywatnego mienia. Zbankrutowany bank przejmuje państwo, spłaca za bankstera długi (powstałe na skutek „inwestycji” banku w ryzykownych i oszukańczo-złodziejskich spekulacjach giełdowych), dofinansuje bank z pieniędzy publicznych – podatków zdzieranych z okradanych ludzi – i bank zostanie ponownie „sprywatyzowany”.

Jeszcze jeden ekonomiczny mit chciałbym w skrócie opisać i przeanalizować.
Jest nim głoszony przez zaczadzonych lub agenturalnych ekonomistów dogmat, jakoby państwo nie mogło prowadzić emisji (tworzenia) pieniądza. Głównym „argumentem” na ten wyssany z banksterskiego palca dogmat jest straszenie ludzi domniemaną inflacją, jaka wtedy mogłaby wystąpić.
Ale…
– Inflacja występuje i tak, nawet w sytuacji, gdy pieniądz drukują banksterzy a nie państwo.
– Jeśli do władzy dojdą mądrzy i odpowiedzialni politycy, a nie agenci banksterów, będą mogli oni stosować te same metody utrzymywania kontroli nad inflacją, jakie stosowane są obecnie.

Państwo ma prawo, więcej, ma obowiązek emisji (tworzenia) pieniądza.

Aby to wyjaśnić, powrócę do przykładu małego państwa z tysiącem mieszkańców. Po wygonieniu BANKU (i odebraniu mu 100 tys. złotych) sytuacja w państwie wróciła do normy. Ludzie pracowali, otrzymywali od państw za pracę pieniądze, wydawali je na zakupy czy usługi w państwowych firmach, pieniądze wracały do państwa, państwo ponownie płaciło wypłaty i tak w kółko.
Jednak z zagranicy dochodziły głosy, że świat idzie naprzód, i że ludzie żyją tam lepiej i bogaciej. Państwo postanowiło więc dodrukować 100 tysięcy złotych, po czym podniosło odrobinę ludziom wypłaty. Część z dodrukowanych pieniędzy zainwestowało też państwo w nowe technologie podnoszące nieco wydajność w fabrykach. Chodziło o to, aby produkcja towarów wzrosła, gdyż ludzie trochę więcej towarów kupowali – bo mieli trochę więcej pieniędzy. Resztę dodrukowanych pieniędzy przeznaczono na nowe inwestycje (autostrady, nowe większe mieszkania itp.). Doświadczenie to pokazało, że ludzie rzeczywiście okazali się odrobinę zamożniejsi – po prostu mieli odrobinę więcej pieniędzy – przy cenach sprzed dodrukowania 100 tys. złotych, bo ceny nie wzrosły.
Od tego czasu państwo powoli i stopniowo dodrukowywało nowe pieniądze, wykorzystując je przede wszystkim do finansowania wszelkich nowych inwestycji. Ludziom nie brakowało pracy, a zarobki powolutku, ale stale wzrastały.

W ten sposób państwo dorównało innym krajom zz granicy, a nawet je przegoniło.

Konieczność dodrukowywania przez państwo pieniędzy najlepiej widać w sytuacji mojego przykładowego państwa wtedy, gdy sobie wyobrazimy, że po 50-ciu latach liczba jego mieszkańców się podwoiła. Jeśli państwo by nie dodrukowało w międzyczasie pieniędzy, to w państwie tym przy nowej liczbie mieszkańców (2 tys.) na jednego mieszkańca przypadałoby 500 zł – czyli o połowę mniej, niż 50 lat wcześniej.

Bicie monet, czyli emisja pieniędzy przez wieki było atrybutem i wyłącznym prawem monarchów.
Dlaczego to prawo polityka oddała banksterom?

Polska (i świat) giną pod ciężarem „kredytów” i odsetek od nich. Majątki narodowe są bezlitośnie szabrowane pod hasłami „prywatyzacji”.

Istnieje tylko jedna metoda, aby uratować się przed pełnym bankructwem.
Należy przepędzić banksterów, odebrać im ich nakradzione majątki, unieważnić wszelkie długi a lichwę karać śmiercią.
Lichwa jest ona konieczna. W islamie np. istnieją banki, a nie ma ma tam pożyczek NA PROCENT.
Potem należy rozliczyć polityczne marionetki banksterów i medialną agenturę za to, że nas okradali i okłamywali.

Tylko… jak to zrobić…

 

opolczyk

Reklamy

16 uwag do wpisu “Dlaczego świat musi zbankrutować…

  1. Finanse w państwie to sprawa bardziej skomplikowana.
    Takie właśnie państwo bez prywatnego banku mieliśmy i nastąpił niewypał gospodarki finansowej.
    Czasy Gomółki.
    Produkcja rolna, przemysłowa i finanse na początku były zgrane
    Ale ludzie byli nagradzani podwyżkami.
    Produkcja jednak nie rosła tak szybko jak owe podwyżki płac.
    Co więcej, znaczne ilości produktów rolnych i przemysłowych były sprzedawana za granicę (zatem nie trafiały na rynek krajowy), a za otrzymane pieniądze kupowano maszyny i budowano fabryki.
    W ten sposób mimo iż kraj się rozwijał, pieniędzy było coraz więcej, towarów konsumpcyjnych coraz mniej. Skutek towaru zaczynało drastycznie brakować.
    Pierwszy sekretarz PZPR chcąc wyrównać bilans towarów do ilości pieniądza na rynku musiał znacznie podnieść ceny. To oznaczało dla ludności jakby cofnięcie się do tyłu, powrót do uboższego poziomu życia. Nastąpiła pierwsza eksplozja niezadowolenia społecznego.
    Identyczna sytacja powtórzyła się za Gierka. Więcej płacono niż wat był produkt wypracowany. Towar wysyłano za granicę, co więcej nie otrzymywano za niego właściwej ceny. Innymi słowy zachód płacił za nasz produkt tyle ile chciał zapłacić ( grosze) a sprzedawał swój, maszyny i technologie za cenę ile zażądał ( ceny wygórowane)
    Mamy ten sam syndrom w Grecji.
    Grecy brali pieniądze, przyzwyczaili się do wyższej stopy życiowej a teraz muszą się cofnąć do właściwego (niższego) poziomu życia z dodatkową obniżką o kredyt do spłacenia.

    Kredyt bankowy, oprocentowanie, gangsterzy.
    Nie można tak jednoznacznie zwalać winy na bankierów.
    Przykład.
    Wziąłem 50 tysięcy kredytu na 20%, dodałem do niego 50 tysięcy własnych oszczędności i kupiłem lokal usługowy.
    Że oprocentowanie było lichwiarskie i drenujące kieszeń spłaciłem je nie w ustalonym okresie 20 lat lecz tak szybko jak to w moim przypadku było możliwe. Zatem bank zarobił nie 300 czy 400 tysięcy a jedynie 100 tysięcy.
    Zarobił mimo to na mnie sporo, ale ja dzięki temu kredytowi mam lokal i stały dochód z jego wynajmowania dzięki czemu nie tylko odrobiłem odsetki ale i pozyskałem i pozyskuję dodatkowe pieniądze.
    Tu należy zwrócić uwagę na jeden drobny haczyk.
    Mianowicie, mamy 50 tysięcy, pożyczamy z banku 50 tysięcy i kupujemy określoną rzecz za 100 tysięcy zł.
    Wartość przedmiotu jest ściśle określona i wynosi te wspomniane 100 tysięcy zł. ale koszt jaki faktycznie ponieśliśmy to 150 tyś ( wliczam zapłacone bankowi odsetki)
    Zatem mamy rzecz za 100 tysięcy za które ( łącznie z odsetkami ) zapłaciliśmy faktycznie 150 tysięcy zł.
    Na starcie już mamy stratę 50 tyś. zł
    Jeśli zakup był chybiony, lub nie dający dochodów jesteśmy przegrani.
    Jeśli nie możemy spłacić kredytu lub odsetek, jesteśmy bankrutem.
    Mamy zatem dwie możliwości, pożyczyć i zyskać przy mądrym i prawidłowym wyborze, lub stracić.
    To akurat nie koniecznie zależy od banku.
    Oczywiście kolejną prawidłowością w życiu jest to, że więcej popełniamy błędów niż podejmujemy słusznych decyzji.
    Stąd bogaczy jest znacznie mniej niż ludzi biednych
    Czy można przegnać banksterów?
    Ludzie w bankach mają jednak sporo oszczędności, czy godziliby się na ich utratę?
    Zgoda co do tego, że mamy kiepskich gospodarzy w wielu krajach świata, w tym w Polsce
    Gdy się ma własną walutę, można od biedy sobie poradzić, gdy waluta jest obca, wówczas jest krach bez wyjścia.

    Polubienie

  2. Komunikat
    >
    > Zarząd Stowarzyszenie Unum Principium informuje, że podjął uchwałę o przystąpieniu do prac zmierzających do powołania Obywatelskiego Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej, którego celem będzie sformułowanie i zdobycie społecznego poparcia dla ustawy wprowadzającej prawną ochronę religii katolickiej w Polsce.
    >
    > Lawinowo narastające agresywne działania wymierzone w uczucia religijne katolików mają charakter antynarodowy i antypaństwowy, powodują rozkład tradycyjnych norm życia społecznego. Polska racja stanu wymaga docenienia roli religii katolickiej w procesie kształtowania się naszego narodu, jego niełatwych dziejów, a także przezwyciężeniu problemów, u progu których stanęło nasze państwo.
    >>
    > Krzysztof Zagozda,
    ————–
    Co na to Palikot?
    Czy poprze taką ustawę?

    adm

    Polubienie

  3. ” Wy Moje dzieci drogie
    jesteście w Świętych obcowanie ubogie.
    Za dużo grzechów macie na sumieniu,
    bo gdy przyjdzie zdać rachunek, to Bóg zawoła was po imieniu.

    Wy w kraju i na obczyźnie
    nad wami ręka Anioła Sprawieliwości zabłyśnie.
    Na kolana do pokuty – od rana do nocy,
    aż zapanuje Bóg – Król w swojej mocy.

    Nałóżcie wory pokutne jak Niniwa,
    a wtedy ogrom kar na was Bóg zatrzyma.
    Żal Mi was Moje drogie dziatki,
    bo nie będziecie mieli ani jednej chatki.

    Odrzućcie wszelkie zabawy i rozrywki,
    a wszystko to się stało przez wasze zbytki.
    Jeszcze nie wszystko stracone – mówiłem,
    szybko prostujcie te wasze drogi zawiłe.”

    Polubienie

  4. Gość
    Kłopoty gospodarcze i finansowe PRL miały wiele przyczyn. We władzach było zbyt wielu pełniących obowiązki Polaków koczowników, którzy byli ignorantami i dbali o własne wygody.
    Postulat istnienia wyłącznie banków państwowych oraz upaństwowionej gospodarki, zwłaszcza kluczowych jej gałęzi uważam za słuszny. Jest to jedyna możliwość likwidacji biedy, głodu, zjawiska bezdomności. Pod warunkiem, jak zaznaczyłem w tekście, że do władzy dojdą mądrzy i odpowiedziałni politycy. Realny socjalizm narzucony PRL przez sowietów miał wiele wad. Nauczeni doświadczeniem możemy je wyeliminować.
    Co do Grecji to obawiam się, że zbytnio uwierzyłeś w żydo-propagandę. Grecy są normalnymi ludźmi, pracują, chcą żyć normalnie. Ich kraj opanowała żydowska agentura i celowo Grecję wpędziła w bankructwo. To było w latach 70-tych, kiedy Grecja jeszcze nie była w Unii, jak żyd-globalista Kissinger powiedział, że Grecję muszą zniszczyć i oderwać od jej korzeni, historii, kultury. Zniszczenie Grecji było zaplanowane. Ale na resztę żydo-Zachodu też przyjdzie kolej. Pozorny dobrobyt i zamożność Zachód ma wyłącznie na kredyt. Ale będą musieli kiedyś banksterom zacząć zwracać te biliony dolców i euro. A wtedy będzie tak, że z głodu powróci w Jewropie i USA kanibalizm.
    Upaństwowienie banków i przegnanie banksterów nie oznacza, że ludzie stracą ich oszczędności. Wręcz przeciwnie. W realnym socjaliźmie nie było bankructwa ani jednego banku. A na żydo-zachodzie przy każdym kryzysie banki bankrutowały.
    Domniemane „kredyty” udzielane prywatnym osobom są tylko kroplą w oceanie kryminalnej i szkodniczej działalności banków i banksterów. Gospodarki są niszczone przede wszystkim „kredytami” jakie polityczna agentura zaciąga na polecenie ich mocodawców (tych od Bilderberga) w żydo-bankach i spłacanymi odsetkami, na które pieniędzy nie dodrukowano.
    W Niemczech obecnie zadłużenie jest takie, że odsetki narastają w tempie 200 milionów euro dziennie. 5 dni i kolejny miliard dodatkowego długu. Czy taki system ma szansą przetrwać?

    Adm.
    A kto zapewni ochronę prawną ludziom w chamski sposób wyzywanych i obrażanych przez fanatycznych jahwistów? Ileż to razy mnie wyzwano od odszczepieńca, renegata, zdrajcy – tylko dlatego, że nie chcę klękać przed obrazami przedstawiającymi żydowski personel w jahwistycznym niebie.

    Polubienie

  5. „Co na to Palikot? Czy poprze taką ustawę? adm”

    To samo pytanie zadać można Panu Zagoździe:

    „Czy Panu się marzy Konfederacja Barska? Bo przecież sejm, który posiadając na początku 2007 roku katolicką (wydawało się) i „prawicową” większość nie uchwalił wtedy słusznej dla każdego człowieka, bez względu na jego wyznanie, poprawki chroniącej życie ludzkie od poczęcia do naturalnej śmierci (nb. dzięki posłom PiS-u) – więc tym bardziej dzisiaj nie uchwali ustawy chroniącej dobre samopoczucie jednej tylko grupy wyznaniowej.

    Ochrona prawna religii i wiernych w Polsce istnieje, tak jak i zakaz parkowania samochodów na trawnikach i w poprzek chodników, którego kierowcy nie przestrzegają, a władza zupełnie nie egzekwuje.

    Dlatego potrzebna jest zmiana praktyki stosowania prawa i zmiana stylu życia narodu, bo policjant Panu dzisiaj nie wymusi respektu dla katolicyzmu, ani konstytucja nie zmusi ochrzczonych do bycia katolikami.

    Polska katolicka, łacińska – to Polska żyjąca głównie na wsi i zajmująca się głównie rolnictwem. Dlaczego zatem nie walczy Pan w pierwszym rzędzie o stworzenie warunków dla osadnictwa ludności miast na własnej ziemi, czyli o odtworzenie społecznej bazy polskiego katolicyzmu?

    Poza tym jestem za jednoczesnym uchwaleniem, w jednej ustawie, takiej samej ochrony katolicyzmu, jak i prawosławia. By nie powtarzać XVI i XVIII-wiecznych błędów patrzenia na prawosławnych współobywateli (i współrodaków!) „z góry”.

    Utrzymująca się po dziś dzień schizma wschodnia, to także nasze (katolików) dzieło.

    Pan chce dzisiaj „zmuszać Polaków do uszanowania przez nich rangi katolickiej religii”.

    Zmusi ich Pan tylko dobrym przykładem, a nie ustawami i funkcjonariuszami.

    Gdy więc Pan mówi o naszym dzisiejszym grzechu zaniechania obrony katolicyzmu, jako o przyczynie jego upadku, to powinien Pan zauważyć, że ten grzech i ten upadek nie zaczął się wczoraj, tylko właśnie w okresie międzywojennym, gdy zamiast od samego początku II Rzeczypospolitej traktować prawosławnych jak równych Polakom-katolikom i układać sobie z nimi dobre stosunki – Polacy robili odwrotnie: traktowali prawosławnych „z góry”, niesprawiedliwie, krótkowzrocznie i brutalnie (v. karne ekspedycje i wysadzanie cerkwi). Sprzeciw katolików był wobec tej kompromitującej polityki zbyt słaby, zło tryumfowało. Aż do upadku państwa.

    Zgoda buduje, niezgoda rujnuje, Panie Zagozda.

    Szkoda, że zdroworozsądkowe i zgodne z opinią papieży wezwanie do zgody z prawosławiem i do traktowania prawosławnych na równi z katolikami nazywa Pan prowokacją.

    Wnoszę z tego, że nie wyciągnął Pan wniosków z naszej historii i tym samym podnosić rangi katolicyzmu w Polsce nie jest Pan w stanie.”

    * * *

    Zob. także: Rosja z Bogiem http://polski.blog.ru/128631027.html Россия с Богом

    Polubienie

  6. Jak uratować świat?

    „REWOLUCYJNA IDEA: JEDEN PROCENT NA KOŚCIÓŁ

    12.10.2011

    „Gazeta Krakowska”: Jeden procent podatku na rzecz Kościoła lub gminy wyznaniowej – to pomysł abp. Stanisława Budzika, nowego metropolity lubelskiego. Obywatele mogliby przekazywać część podatku w taki sam sposób jak na organizacje pożytku publicznego. W zamian za pieniądze z jednego procenta Kościół zlikwiduje tzw. Fundusz Kościelny.

    Obecnie każdy podatnik wypełniając PIT może przekazać 1 procent np. na fundację lub stowarzyszenie. Co proponują duchowni? – Chodzi o pozwolenie obywatelom, aby mogli decydować o jeszcze jednym procencie ze swojego podatku i mieli możliwość przekazania go na rzecz konkretnego Kościoła – tłumaczy abp Budzik. I podaje, że podobne rozwiązanie funkcjonuje m.in. na Węgrzech.

    Gdyby pomysł wszedł w życie, moglibyśmy odpisać dwa procenty podatku. W zamian Kościół zgodziłby się na likwidację Funduszu kościelnego. (…)

    Poseł PSL, Jan Łopata, członek Komisji Finansów, zastanawia się, czy Kościół nie straci na nowym rozwiązaniu. (…) Pozytywnie zaskoczony propozycją jest Ruch Palikota. – Jestem w szoku. To przecież jeden z naszych postulatów” (wiadomości.onet.pl).

    FUNDUSZ KOŚCIELNY został powołany na mocy art. 8 ustawy z 20 marca 1950 roku o przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki, poręczeniu proboszczom posiadania gospodarstw rolnych i utworzeniu Funduszu Kościelnego i znajdować się miał pod nadzorem ministra administracji publicznej. Miesiąc później Sejm zreorganizował administrację centralną i m.in. powołał do życia Urząd do Spraw Wyznań. Odtąd Fundusz Kościelny do 1989 znajdował się w strukturze UdSW jako samodzielny referat.

    Obecnie Fundusz Kościelny działa na rzecz wszystkich Kościołów i innych związków wyznaniowych posiadających uregulowany status prawny w Rzeczypospolitej Polskiej (także tych, którym państwo niczego zabrać nie mogło, gdyż powstały po roku 1950). Według rejestru MSWiA jest ich ponad 160, ale większość pieniędzy z Funduszu dostaje Kościół katolicki. Od 1990 roku jedynym źródłem finansowania Funduszu jest budżet państwa.

    Wydatki z budżetu państwa na Fundusz Kościelny w złotych:

    1990 – 2 000 000
    1991 – 4 656 000
    1992 – 7 800 000
    1993 – 9 360 000
    1994 – 11 000 000
    1995 – 15 000 000
    1996 – 22 100 000
    1997 – 25 400 000
    1998 – 28 579 000
    1999 – 36 778 000
    2000 – 67 834 000
    2001 – 132 280 000
    2002 – 75 719 000
    2003 – 78 333 000
    2004 – 78 333 000
    2008 – 97 908 000
    2009 – 95 929 000
    2010 – 86 336 000

    CELE FUNDUSZU: W myśl pierwszego statutu Funduszu (z 1951 r.) jego działalność powinna obejmować:

    – Konserwację i odbudowę miejsc poświęconych kultowi religijnemu;
    – Udzielanie duchownym pomocy materialnej oraz lekarskiej;
    – W uzasadnionych wypadkach obejmowanie duchownych ubezpieczeniem chorobowym;
    – Dotowanie związków wyznaniowych;
    – Specjalne zaopatrzenie emerytalne duchownych „społecznie zasłużonych”.

    Obecnie cele Funduszu Kościelnego to m.in.:

    – dotowanie lub całkowite finansowanie składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne duchownych (całkowite dotyczy tylko misjonarzy i zakonnic klauzurowych)
    – wspomaganie kościelnej działalności charytatywnej,
    – wspomaganie kościelnej działalności oświatowo-wychowawczej i opiekuńczo-wychowawczej, a także inicjatyw związanych ze zwalczaniem patologii społecznych oraz współdziałania w tym zakresie organów administracji rządowej z Kościołami i innymi związkami wyznaniowymi,
    – odbudowa, remonty i konserwacja obiektów sakralnych o wartości zabytkowej.

    Fundusz jest krytykowany: powstał on w założeniu jako rekompensata za szkody jakich doznał Kościół od państwa, a Kościół otrzymywał rekompensaty i nadal ma taką możlkiwość na drodze sądowej. Krytykowany jest fakt, że pieniądze z Funduszu dostają także Kościoły, których dobra państwo nigdy nie przejęło, jak również fakt, iż każdego roku ponad połowa pieniędzy Funduszu jest przeznaczana na ubezpieczenia dla duchowieństwa. (wikipedia)

    O CO CHODZI KOŚCIOŁOWI I NA CZYM MA POLEGAĆ JEGO ZYSK?

    „Po co nam Fundusz Kościelny?

    To nie Kościół odpowiada za to, że państwo nie potrafiło zagospodarować majątków, które kiedyś mu zabrało.

    Fundusz Kościelny jest ostatnim reliktem komunistycznego modelu relacji Kościół-państwo. Pora z tym skończyć, wziąć należne odszkodowanie i stanąć na własnych nogach.

    W poprzednim numerze „Gościa” przedstawiłem najważniejsze założenie antykościelnej polityki władz PRL, polegającej na zabraniu kościelnej własności, tzw. dóbr martwej ręki, oraz próbie stworzenia państwowego systemu finansowego wspomagania, a w istocie uzależnienia Kościoła od państwa. Nacjonalizacja mienia kościelnego miała miejsce na podstawie ustawy z marca 1950 r., a także innych dekretów i rozporządzeń. W zamian państwo stworzyło specjalny Fundusz Kościelny, z którego miały być płacone m.in. ubezpieczenia dla duchowieństwa. Tak się jednak nie stało. W komunistycznym bałaganie roztrwoniony został cały przejęty od Kościoła majątek, a Fundusz Kościelny, istniejący dzięki budżetowym dotacjom, wspierał głównie działania środowiska „księży patriotów”, sprzyjających komunistycznej władzy.

    W nowych warunkach

    Ten stan zmienił się w maju 1989 r. Wtedy uchwalone zostały: długo negocjowana ustawa o stosunku państwa do Kościoła katolickiego i ustawa o ubezpieczeniu społecznym duchownych, która po raz pierwszy w PRL stwarzała możliwość ubezpieczeń osób duchownych w zakresie emerytalno-rentowym i zdrowotnym. (…)

    Stoimy przed wielkim wyzwaniem, jakim dla państwa i społeczeństwa będzie debata nad projektem ustawy reprywatyzacyjnej. Wśród krajów dawnego bloku większość już dawno, właśnie przez reprywatyzację, rozprawiła się z komunistycznym bezprawiem w sferze własności. Oczywiste, że zabrany majątek może być zwrócony jedynie w jakimś fragmencie, najczęściej w formie pośredniej, z uszanowaniem praw tych, którzy w dobrej wierze stali się jego właścicielami. Nie będzie to więc zwrot w naturze, lecz w papierach wartościowych — obligacjach, bonach skarbowych. To być może ostatnia okazja, aby wyrównać także kościelne rachunki z czasów PRL. Powinno się to dokonać właśnie w ramach ustawy reprywatyzacyjnej, z zastosowaniem tych samych reguł, jakie obowiązywać będą wszystkich pozostałych obywateli i osoby prawne. Majątek, który straciła wspólnota Kościoła w latach PRL, można oszacować, a także pożytki, należne z tytułu jego użytkowania. To, co przed laty było ziemią orną, wchodzącą w skład dóbr martwej ręki miejskich parafii, dzisiaj jest często centrum wielkomiejskiej zabudowy, gdzie ceny ziemi są zupełnie inne. Zabierano nie tylko dobra martwej ręki, ale i lasy, zakłady pracy, drukarnie, szkoły, internaty, szpitale, sanatoria, ośrodki wypoczynkowe.

    Zrobienie takiego szacunku jest potrzebne nie po to, aby szokować opinię publiczną ogromnymi sumami żądań odszkodowawczych, lecz aby uzyskać minimum środków, które zastąpią państwowe dotacje na Fundusz Kościelny. Kościół znacznie więcej utracił, aniżeli starałby się odzyskać, gdyby swych roszczeń miał dochodzić w ramach przygotowywanej ustawy reprywatyzacyjnej.”

    „Gość Niedzielny” nr 21/2008
    http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IS/gn200821_funduszk.html

    CZY ZATEM ŚWIEŻO UPIECZONEMU ARCYBISKUPOWI CHODZI O WPROWADZENIE DOBROWOLNYCH JEDNOPROCENTOWYCH ODPISÓW PODATKOWYCH NA DOWOLNY ZE 160 KOŚCIOŁÓW I ZWIĄZKÓW WYZNANIOWYCH, CZY TEŻ O ZABEZPIECZENIE KORZYŚCI KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO W SPODZIEWANEJ USTAWIE REPRYWATYZACYJNEJ (NA KTÓREJ KSZTAŁT KOŚCIÓŁ ZAPEWNE WYRAZI MILCZĄCĄ ZGODĘ)?

    W każdym razie widzimy jakąś receptę na kryzys.
    A co z ludem Bożym?…

    P.S.: Wprawdzie Ministerstwo Skarbu Państwa w tym roku podało:

    „MSP: ustawa reprywatyzacyjna nie może być uchwalona
    10.03.2011
    Ustawa reprywatyzacyjna w obecnej sytuacji ekonomicznej nie może być uchwalona – poinformował resort skarbu. Według MSP mogłoby to spowodować przekroczenie dozwolonej przez UE bariery długu publicznego w stosunku do PKB.
    Chodzi o nacjonalizację przeprowadzoną na podstawie wydanych w latach 1944-1962 dekretów PKWN i ustaw uchwalonych przez Sejm PRL. Zgodnie z proponowanymi przepisami, poszkodowani, np. dawni właściciele (lub ich spadkobiercy) dworów, pałaców czy przedsiębiorstw, mieliby otrzymywać świadczenie majątkowe o wymiarze symbolicznym.” (prawo.gazetaprawna.pl ),

    ale już od kilku lat jest nam wiadome, że:

    „Rząd Tuska odsuwa reprywatyzację do 2012 r.
    22.09.2009
    Byli właściciele odebranych w PRL majątków muszą poczekać na pierwsze rekompensaty co najmniej do stycznia 2012 r. Prawdopodobnie wówczas ma wejść w życie ustawa o reprywatyzacji – dowiedział się dziennik „Polska”. Dlaczego trzeba czekać aż tak długo? Rząd liczy na to, że za trzy lata widmo kryzysu się oddali i znajdą się pieniądze, aby poszkodowanym wypłacić zadośćuczynienie.” (polskatimes.pl ).

    Polubienie

  7. Swiat caly nie zbankrutuje ,zbankrutuja glupcy,ktorzy dali sie nabrac na zydowskie pierdoily i oszustwa !
    Rozwiazanie jest proste ,jak to Maciejczyk radzi:

    NIE IDZ PO NIC DO ZYDA !!!

    Polubienie

  8. Pingback: Duchowy niewolnik wolnego kraju nie zbuduje « Piotr Bein's blog = blog Piotra Beina

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s