USA nie będą czekać na ONZ?


Na stronie internetowej Białego Domu pojawił się nowy wpis: „Prezydent Obama odpowiada na zastosowanie broni chemicznej przez reżim al-Assada”. Poinformowano, że 10 września Barack Obama wygłosi orędzie telewizyjne do narodu w związku z kryzysem syryjskim. Podobne wystąpienia, zwłaszcza gdy chodzi o przygotowania do operacji zbrojnej za granicą przez Stany Zjednoczone, w amerykańskiej praktyce politycznej oznaczają zazwyczaj, że prezydent już przekroczył pewien punkt, uniemożliwiający powrót do stanu wyjściowego. Prawdopodobnie, Barack Obama przekroczył własną „czerwoną linię”.

 

Orędzie do narodu stanowi ostatnią próbę ze strony Baracka Obamy, który pragnie przekonać Amerykanów i Kongres USA co do konieczności surowego ukarania oficjalnych czynników w Damaszku za to, że wojska Baszara al-Assada sięgnęły rzekomo po broń chemiczną w dniu 21 sierpnia.

7 września, amerykański prezydent znów potwierdził swoją gotowość do „ograniczonego ataku” na Syrię i wezwał obie izby Kongresu do poparcia go. Barack Obama mówił o tym w swoim sobotnim przemówieniu radiowym do narodu: „Podjęcie tej decyzji nie było dla mnie łatwym zadaniem. Decyzja w sprawie użycia sił zbrojnych jest najpoważniejszą, jaką możemy podjąć jako naród. Wiem, że nasz kraj stanie się silniejszy, jeśli podejmiemy taką decyzją wszyscy razem. Właśnie dlatego zwracam się do Kongresu o omówienie tej kwestii i o głosowanie za użyciem siły. Nie chodzi o żadną otwartą interwencję. Nie będzie to jeszcze jeden Irak lub Afganistan. Żaden amerykański żołnierz nie wkroczy na terytorium Syrii.”

Zbieg okoliczności zadecydował, że głosowanie w spawie rezolucji odnośnie ewentualnego ataku rakietowego przeciwko Syrii wyznaczone zostało na dzień, w którym mieszkańcy Stanów Zjednoczonych będą wspominać potworny atak. 11 września 2001 roku cztery samoloty zaatakowały budynki WTC, Pentagon oraz Waszyngton. Odpowiedzialnością za ataki obarczono terrorystów z Al-Kaidy. Obecnie liczne ugrupowania bojówkarzy, którzy prowadzą wojnę przeciwko reżimowi Baszara al-Assada, nawet nie ukrywają swej przynależności do komórek Al-Kaidy. Sam Departament Stanu USA jeszcze w końcu ubiegłego roku wpisał na listę organizacji terrorystycznych ugrupowanie „Dżabhat an-Nusr”. Nazwano je bezpośrednio komórką Al-Kaidy. Innymi słowy, czy Stany Zjednoczone chcą tego, czy nie, okazuje się jednak, że w swej kampanii antysyryjskiej w rzeczywistości wspierają Al-Kaidę.

Nalegając na akcję zbrojną, prezydent Stanów Zjednoczonych czyni z sił powietrznych kraju „lotnictwo wojskowe Al-Kaidy” – oświadczył w wywiadzie dla amerykańskiej sieci telewizyjnej Blaze republikański senator Ted Cruz: „Prezydent opowiada się za wyposażaniem w broń powstańców w Syrii, co nie ma żadnego sensu. Wśród dziewięciu podstawowych grup bojówkarzy co najmniej siedem związanych jest z Al-Kaidą. Najprostsza zasada polityki zagranicznej, którą powinniśmy respektować, polega na rezygnacji z uzbrajania ludzi, którzy nas nienawidzą i są gotowi do zabijania.”

Jak podała gazeta „Los Angeles Times”, oddziały opozycji już przygotowują się do rozpoczęcia natarcia na Damaszek i w innych rejonach Syrii, jak tylko Stany Zjednoczone zaczną realizować „uderzenia punktowe” w wyznaczone cele. Sama opozycja, jak wynika z informacji znajdujących się w posiadaniu tego periodyku, już przekazała amerykańskim wojskowym dane odnośnie 50 dodatkowych celów w Syrii. W celu koordynacji działań 6 września do Waszyngtonu przybyli szef Narodowej Koalicji Sił Opozycyjnych i Rewolucyjnych Achmed Al-Dżarba i szef Rady Wojskowej Wolnej Armii Syrii generał Selim Idris.

Biały Dom utrzymuje, że międzynarodowe poparcie dla operacji zbrojnej w Syrii nasila się. Na potwierdzenie tego odwołuje się do listy, na której figuruje 11 państw członkowskich G20, jakie podczas szczytu w Petersburgu podpisały oświadczenie, popierając w ten sposób USA. Zresztą, w tym dokumencie nie ma żadnych wzmianek o militarnym wariancie uregulowania zaistniałej sytuacji. Chodzi jedynie o „sztywną rezolucję” ONZ w sprawie Syrii. Jednakże prezydent Stanów Zjednoczonych gotów jest mimo wszystko do rozpoczęcia „ataków punktowych” bez uzyskania odpowiedniej sankcji ze strony ONZ.

Obama zaczął mówić poważnie o operacji zbrojnej w Syrii pod koniec sierpnia. Dla porównania można przypomnieć, że George Bush junior – nader wojowniczo nastawiony republikanin – rozpoczął przygotowania do wojny w Iraku na ponad rok przed inwazją dokonaną w dniu 20 marca 2003 roku. Jeśli Barack Obama – demokrata i liberał przed wybraniem go na prezydenta, – zaatakuje Syrię już za tydzień, to w pewnym sensie będzie to rekordem w zakresie tempa przygotowań do operacji zbrojnej ze strony laureata Pokojowej Nagrody Nobla z 2009 roku. Na dodatek, nie należy zapominać o tym, że Bush, rozpoczynając wojnę w Iraku, miał do dyspozycji koalicję międzynarodową, do której należało 49 krajów.

Sekretarz stanu USA John Kerry powiedział w Wilnie szefom dyplomacji UE, że jego kraj nie zobowiąże się do czekania z możliwym atakiem na Syrię na raport ekspertów ONZ ws. użycia broni chemicznej. Poinformowały o tym amerykańskie źródła dyplomatyczne. W trakcie spotkania z 28 ministrami Kerry powiedział, że „przekaże amerykańskiej Radzie Bezpieczeństwa Narodowego rekomendacje niektórych państw unijnych, by poczekać na wyniki inspekcji ONZ” – powiedział agencji AFP amerykański dyplomata obecny podczas obrad. Kerry jednak „również powiedział jasno, że USA nie zdecydowały się czekać” na raport ekspertów – dodało to źródło. Kerry próbował w Wilnie w sobotę przekonać Unię Europejską do poparcia planów uderzenia na Syrię. Większość z 28 krajów UE jest – jak pisze AFP – wyraźnie przeciwna działaniom militarnym, z wyjątkiem Francji i Danii.

Wspólnota międzynarodowa oczekuje opublikowania przez ONZ raportu ekspertów, którzy badali w Syrii doniesienia o użyciu broni chemicznej pod Damaszkiem 21 sierpnia. USA ogłosiły, że są głęboko przekonane, że doszło do ataku chemicznego, dokonały go wojska prezydenta Syrii Baszara el-Asada i że zginęło w nim ponad 1400 osób. Niemcy zaapelowały do ONZ o „jak najszybsze” opublikowanie raportu ekspertów. Mają oni wypowiedzieć się na temat użycia broni chemicznej, bez orzekania, która strona w trwającym od 2,5 roku syryjskim konflikcie dokonała ataku.

Prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama zapewnił Amerykanów, że przygotowywana operacja wojskowa przeciwko Syrii nie będzie nowym Irakiem lub Afganistanem. „Nie przeprowadzimy lądowej operacji wojskowej. Działania, które podejmiemy, będą ograniczone czasem i skalą. Ich cel polega na nie pozwoleniu Damaszkowi na trucie gazem własnego narodu” – powiedział on podczas telewizyjnego wystąpienia do narodu. Zgodnie ze słowami Obamy, „jeśli Stany Zjednoczone nie zareagują, broń chemiczna może trafić w ręce terrorystów”. Obama stwierdził, że wydarzenia w Syrii zagrażają bezpieczeństwu USA.

Kraje Unii Europejskiej nie porozumiały się co do udziału w ewentualnej amerykańskiej operacji przeciwko Syrii. Poinformowały o tym media na podstawie wyników spotkania szefów MSZ UE w stolicy Litwy Wilnie. Jak poinformowały media szefowie MSZ Unii Europejskiej obciążyli odpowiedzialnością za atak chemiczny z 21 sierpnia na przedmieściach Damaszku siły rządowe i zażądali, aby osoby odpowiedzialne „osobiście za niego odpowiedziały”. Jednak w dokumencie końcowym nie wspomniano o możliwych konkretnych formach interwencji wojskowej przeciwko Syrii, którą omawiają Stany Zjednoczone.

Ministrowie spraw zagranicznych 28 krajów Unii Europejskiej wezwali Stany Zjednoczone do odroczenia podjęcia decyzji w sprawie operacji wojskowej przeciwko Syrii. Podczas nieoficjalnego spotkania w stolicy Litwy Wilnie w sobotę ministrowie oświadczyli o konieczności poczekania na wyniki prac ekspertów ONZ ds. broni chemicznej, którzy byli w Syrii w drugiej połowie sierpnia.

Tymczasem kanclerz Niemiec Angela Merkel oświadczyła w sobotę w Berlinie, że należy poczekać na raport inspektorów ONZ przed podjęciem działań przeciwko Syrii. Kanclerz z zadowoleniem przyjęła oświadczenie szefów MSZ krajów UE, w którym poparto „zdecydowaną odpowiedź społeczności międzynarodowej na ataki chemiczne w Syrii”.

Niemcy dołączyły do państw, które poparły na szczycie G20 w Petersburgu stanowisko Stanów Zjednoczonych w sprawie Syrii – poinformował szef MSZ Niemiec Guido Westerwelle w stolicy Litwy Wilnie. W Petersburgu solidarność z Waszyngtonem, który oskarżył Damaszek o użycie broni chemicznej, zadeklarowała Australia, Wielka Brytania, Hiszpania, Włochy, Kanada, Korea Południowa, Arabia Saudyjska, Turcja, Francja i Japonia. Jednocześnie minister obrony Niemiec Thomas de Maizière powiedział w wywiadzie, że udział Niemiec w operacji wojskowej w Syrii jest niemożliwy bez mandatu ONZ, zgody NATO i UE. Tymczasem niemiecka lewica uważa, że w przypadku zaatakowania Syrii Bundestag będzie musiał szybko zadecydować czy Niemcy powinny zostawić w Turcji swoje systemy obrony przeciwpowietrznej „Patriot”.

Stany Zjednoczone są przekonane, że zdołają osiągnąć porozumienie z Rosją w sprawie Syrii – powiedział rzecznik prasowy Departamentu Stany USA. „Rosja i Stany Zjednoczone mają wspólny interes w poszukiwaniu politycznych dróg uregulowania syryjskiego kryzysu. Myślę, że będziemy potrafili usiąść przy stole rokowań. W roli pośrednika wystąpi ONZ” – powiedział, mając na myśli międzynarodową konferencję pokojową Genewa 2. Ponadto rzecznik Departamentu Stanu przyznał, że nie może powiedzieć, kiedy to się stanie. Podkreślił on również, że syryjska opozycja, którą popiera Waszyngton, również nie jest przygotowana do przeprowadzenia konferencji.

Uzbrojone ugrupowania w Syrii otwarcie grożą pracownikom ONZ, udzielającym pomocy ludności – oświadczyła podsekretarz generalny pomocy humanitarnej ONZ Valerie Amos. Zabierając głos podczas konferencji wideo w siedzibie międzynarodowej organizacji, sprecyzowała, iż w Syrii zostało zabitych 11 pracowników ONZ. Amos poinformowała, że pogróżki pod adresem personelu humanitarnego ONZ „napływały ze strony różnych ugrupowań. „Z całą powagą podchodzimy do takich oświadczeń” – zapewniła podsekretarz.

Eksperci ONZ zebrali na miejscu rzekomego ataku chemicznego pod Damaszkiem 21 sierpnia fragmenty amunicji i około 100 próbek włosów i krwi ludzi i zwierząt. Pierwsze wyniki badania przypadków rzekomego użycia broni chemicznej w Syrii będą znane pod koniec przyszłego tygodnia – donoszą media.

Atakując Syrię, Stany Zjednoczone nie zmuszą Korei Północnej i Iranu do zrezygnowania z tworzenia broni jądrowej – napisał szef Komitetu ds. Międzynarodowych Dumy Państwowej Rosji Aleksiej Puszkow na swoim blogu na Twitterze. „Stany Zjednoczone uzyskają jedynie odwrotny efekt. Pjongjang już wywnioskował, że gdyby Jugosławia, Irak, Libia i Syria miały broń jądrową, Stany Zjednoczone nie zdecydowałyby się na atak” – podkreśla Puszkow.

Doradca przywódcy duchowego Iranu ajatollaha Chamenei Alireza Forghani opublikował na swoim blogu pogróżki pod adresem Stanów Zjednoczonych i prezydenta kraju. Forghani zagroził, że w przypadku ataku na Syrię, w ciągu 21 godzin na całym świecie zostaną porwani krewni i dzieci amerykańskich wysokich rangą urzędników, w tym także córka prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamy Sasha, a po upływie jeszcze 18 godzin rząd Stanów Zjednoczonych otrzyma zdjęcia przedstawiające amputację jej kończyn. Forghani ostrzega także Obamę, że jeśli strona amerykańska zaatakuje Syrię, „to ludzie na całym świecie uświadomią sobie, że sam zasługuje na przemoc”. „Obamo, jeśli zaatakujesz Syrię, trafisz do piekła” – pisze Forghani.

Członkowie kierownictwa rządzącej w Syrii Partii Socjalistycznego Odrodzenia Arabskiego (tzw. Partia Baas) zostali zmobilizowani w przededniu prawdopodobnych amerykańskich ataków rakietowych. Otwarte w Damaszku posiedzenia działaczy partyjnych „będzie trwać przez niesprecyzowany czas” – poinformowały media. Tymczasem Rada Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) poinformowała o poparciu dla „międzynarodowych środków odstraszających” przeciwko rządowi Syrii, czytamy w oświadczeniu organizacji.

W amerykańskiej telewizji pojawiła się reklama liberalnej grupy Move.On.org, w której wzywa ona członków Kongresu USA do głosowania przeciwko rezolucji sankcjonującej operację wojskową w Syrii – poinformowały media. Ponadto w sobotę w wielu amerykańskich miastach odbyły się protesty przeciwko zamiarom prezydent kraju Baracka Obamy, aby ukarać przeprowadzeniem operacji wojskowej rząd Baszara al-Assada, którego Biały Dom oskarżył o ataki chemiczne w Syrii.

Światowi przywódcy gardłujący na temat potrzeby ratowania ludzi ginących w konflikcie syryjskim są oczywiście hipokrytami. Wojna trwa krótko, gdy może się skończyć na skutek zwycięstwa jednej ze stron. W trwającej w Syrii wojnie końca nie widać, bo gdy tyko któraś ze stron zaczyna przeważać, odpowiednie mocarstwa wpływają na bieg wydarzeń.

W przeszłości przynajmniej dwa razy dochodziło do sytuacji, gdy wojska rządowe przeważały szalę zwycięstwa. Za każdym razem państwa zachodnie radziły sobie z tym poprzez wspomaganie rebeliantów kompetencyjnie i materialnie, to znaczy oferując broń. Strona rządowa kupuje broń z Rosji, która jest wielkim sojusznikiem Syrii.

Wojska Assada wygrywają, ponieważ są w stanie prowadzić walkę z wykorzystaniem piechoty, broni pancernej a przede wszystkim lotnictwa. Próbując za wszelką cenę przetrwać, sunnici finansowani z Arabii Saudyjskiej i Kataru, wpuścili do kraju najemników Al- kaidy, którzy na potrzeby objaśnienia ciemnemu ludowi, zostali przemianowani na „rebeliantów”. To zaostrzyło tylko okrucieństwo tej wojny. Obecnie przygotowywana jest operacja przeciwko szyitom z Syrii i wydaje się, że USA są zdeterminowane, aby pomóc terrorystom.

Zapewne rozważany jest scenariusz z wykorzystaniem siły uderzeniowej stacjonujących w okolicy Syrii sił zbrojnych wielu krajów, między innymi wspomnianej Arabii Saudyjskiej, Kataru, USA, Izraela, Turcji, Iraku. Okazuje się, że z wszystkich stron kraj ten jest otoczony gotowymi do startu samolotami.

Rosja próbuje przeciwdziałać jakoś temu, co planuje koalicja z USA na czele. Ewentualne naloty byłyby tak długo oczekiwanym wsparciem z powietrza, a jak wiadomo bez panowania w powietrzu nie da się wygrać konwencjonalnego konfliktu. Wszystko wskazuje na to, że armia USA szykuje się na przynajmniej trzymiesięczny udział w konflikcie syryjskim.

Z pewnością dojdzie do ataków za pomocą rakiet sterowanych. Listę celów sunniccy najemnicy już przekazali. Światowa opinia publiczna została odpowiednio przygotowana. Jeśli do ataku nie dojdzie będzie to oznaczało, że Barack Obama poniósł klęskę i przestraszył się Rosji, a gdy do niego dojdzie może to wywołać kolejny globalny konflikt.

Wczoraj odbył się szczyt państw G20, na którym rozmawiano o sytuacji w Syrii. Władimir Putin zadeklarował publicznie, że Rosja nadal będzie dostarczać Assadowi broń, oraz wzmocni swoją obecność w regionie w celu przeciwdziałania zagrożeniom ze strony państw sunnickich i zachodnich. Swoje robią też Chińczycy, którzy podobno sprzedali Syrii swoje systemy antyrakietowe wzorowane na doskonałych rosyjskich S-300. Swoją drogą obecność rosyjskich pierwowzorów tych rakiet też nie jest w Syrii rzeczą wykluczoną, bo Rosja ma ważny kontrakt na dostawę tej broni i Putin nie wyklucza, że zostanie on zrealizowany.

Jeśli Syria posiada wspomniane powyżej systemy do zwalczania celów latających może się okazać, że warte półtora miliona dolarów każda rakiety Tomahawk będą spadać jedna za drugą przed osiągnięciem celu. Ten sam los może spotkać lotnictwo wysłane w celu dokonywania nalotów na wzór tego, co działo się w dawnej Jugosławii. Gdy zaczną spadać samoloty zrobi się naprawdę ciekawie.

W samym środku syryjskiego kryzysu polemika zwolenników i przeciwników zbrojnego wariantu rozwiązania konfliktu sięgnęła najwyższego poziomu. Jednocześnie eksperci wzywają do starannego przeanalizowania wszystkich wersji, wyjaśniających pojawienie się w strefie bojowej broni chemicznej, a dopiero potem wysuwania na ich podstawie wniosków.

Niedawno w prasie pojawiła się ciekawa wersja pochodzenia broni chemicznej, użytej w Syrii. Została ona jakoby dostarczona ze Stanów Zjednoczonych, gdzie przestępcy zsyntetyzowali ją niemalże w domowych warunkach. Chodzi o to, że największe sieci targowe Stanów Zjednoczonych sprzedają produkty, które mogą zostać wykorzystane do przygotowania sarinu.

Nie wszyscy eksperci w to wierzą. Zdaniem kierownika działu naukowo-badawczego wydziału historii wojskowej Północno-Zachodniego Regionu Federacji Rosyjskiej Instytutu Historii Wojskowej Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej, podpułkownika Edwarda Korszunowa, „jest to mało prawdopodobne. Dlatego, że zarówno jego składniki, jak i sam sarin podpadają pod konwencję o zakazie broni chemicznej. Konwencja o zakazie broni chemicznej to dokument, do którego jako załącznik dołączone się dwie listy. Pierwsza to wykaz środków trujących. Zakazana jest ich produkcja, przechowywanie i stosowanie. Druga to składniki, z których syntetyzują się te substancje. One także są zakazane i znajdują się pod surową kontrolą. Tak zwyczajnie sprzedawane być nie mogą.”

Wielu specjalistów dopuszcza przy tym, że sarin może być syntetyzowany w prymitywnych warunkach. Jak uważa starszy pracownik naukowy Centrum Bezpieczeństwa Narodowego IMEMO RAN Piotr Topyczkanow, „inżynier-chemik w domowych warunkach może wytworzyć gaz trujący, który może zostać wykorzystany w ataku chemicznym. Ale chodzi tu nie o broń masowego rażenia, ale o niewielką ilość gazu, który można wykorzystać w zamachu terrorystycznym. W związku z tym przypomina się atak dokonany przez sektę Aum – Najwyższa Prawda” w Tokio.

Z drugiej strony, według danych Narodowego Instytutu Zdrowia, wystarczy 280 gramów sarinu, aby zabić ponad 10 tysięcy osób. A to właśnie jest skala syryjskiej tragedii. Dyrektor generalny Centrum Politycznej Koniunktury Siergiej Michiejew jest przekonany: „Należy opierać się na tym raporcie, który przygotowała strona rosyjska. Tam w dość profesjonalny sposób uzasadnia się, że znalezione substancje chemiczne były wytworzone w domowych warunkach. Natomiast to, że to w zasadzie jest możliwe, nie stanowi żadnej tajemnicy. W naszych czasach można tego dokonać. Wiele składników rzeczywiście sprzedaje się w publicznych sieciach handlowych, nie tylko w Anglii czy Ameryce, ale i na całym świecie.”

Istnieje doświadczenie zastosowania przez różne ekstremistyczne organizacje substancji trujących, na przykład sekta „Aum – Najwyższa Prawda” także zastosowała gaz sarin w tokijskim metrze. Przygotowała go samodzielnie. A to znaczy, że nie jest to niedostępne. Prawdopodobieństwo, że substancje chemiczne były przygotowane w domowych warunkach jest dość duże.

Tak czy inaczej, wszystko znów sprowadza się do konieczności przeprowadzenia śledztwa. Tylko powinno ono określić stopień winy wciągniętych w konflikt stron.

Należy przyznać, że wspólnota międzynarodowa jest w kwestii syryjskiej podzielona. Na szczycie G-20 stało się jasne, że przynajmniej połowa członków tego elitarnego klubu opowiada się za akcją zbrojną przeciw reżimowi Baszara al-Assada. Jednak druga połowa jest przeciwnego zdania. Konieczny jest jakiś kompromis. A do tego czasu każda akcja skierowana przeciwko al-Assadowi będzie wyglądać jak dobitna demonstracja lekceważącego stosunku wobec obecnego światowego ładu, zbudowanego na fundamencie uwzględniania wielu różnorodnych interesów.

Autorstwo: Andriej Fiediaszyn (akapity 1-8), gb (9-10), Głos Rosji (11-22), Zmiany na Ziemi (23-30), Siergiej Duź (31-38)
Źródła: Głos RosjiNiezależnaZmiany na Ziemi
Kompilacja 15 wiadomości na potrzeby „Wolnych Mediów”

 

za:http://talbot.nowyekran.pl.neon24.pl/post/98494,usa-nie-beda-czekac-na-onz

Reklamy

20 uwag do wpisu “USA nie będą czekać na ONZ?

  1. Od Redakcji: Prezentujemy poświęcony sytuacji wokół Syrii i możliwej amerykańskiej interwencji zbrojnej w tym kraju wywiad z profesorem Aleksandrem Duginem przeprowadzony przez niemieckiego dziennikarza i redaktora naczelnego miesięcznika „Zuerst!” Manuela Ochsenreitera.

    Manuel Ochsenreiter: Panie Profesorze, świat stoi teraz w Syrii przed największym kryzysem międzynarodowym od czasu upadku Bloku Wschodniego w 1989/90. Waszyngton i Moskwa znalazły się w pośredniej konfrontacji na syryjskiej ziemi. Czy jest to nowa sytuacja?

    Aleksandr Dugin: Musimy patrzeć na walkę o władzę geopolityczną jako stary konflikt pomiędzy siłami lądu reprezentowanymi przez Rosję i siłami morza reprezentowanymi przez USA i jego partnerów z NATO. Nie jest to nowy fenomen; jest to kontynuacja starej geopolitycznej i geostrategicznej walki. Lata ’90 były czasem wielkiej porażki sił lądu reprezentowanych przez ZSRR. Michaił Gorbaczow odmówił kontynuacji tej walki. Był to rodzaj zdrady i rezygnacji w obliczu świata jednobiegunowego. Ale z prezydentem Władimirem Putinem po roku 2000 nadeszła reaktywacja geopolitycznej tożsamości Rosji jako siły lądu.

    Jak rozpoczęła się ta reaktywacja?

    Zaczęła się wraz z drugą wojną czeczeńską (1999-2009). Rosja w tym czasie była pod presją czeczeńskich ataków terrorystycznych i możliwego oddzielenia się północnego Kaukazu. Putin musiał uświadomić sobie, że cały Zachód, USA i Unia Europejska stanęły po stronie czeczeńskich separatystów i muzułmańskich terrorystów walczących przeciw rosyjskiej armii. To jest ten sam scenariusz, który widzimy dziś w Syrii lub wczoraj w Libii. Zachód dał wsparcie czeczeńskiej partyzantce, i to był moment objawienia nowego konfliktu pomiędzy siłami lądu i morza. Z Putinem, siły lądu potwierdziły swoją istotę. Drugim momentem objawienia był sierpień 2008 roku, gdy gruziński pro-zachodni reżim Sakaszwilego zaatakował Cchinwali w Południowej Ossetii. Wojna pomiędzy Rosją i Gruzją była drugim momentem objawienia.

    Syryjski kryzys jest trzecim takim momentem?

    Dokładnie. Być może jest też ostatecznym, ponieważ teraz wszystko jest na szali. Jeżeli Waszyngton nie interweniuje i zaakceptuje pozycję Rosji i Chin, to byłby koniec USA jako pewnego rodzaju kandydata o wyjątkowej superpotędze. To jest powód, dlaczego myślę, że Obama posunie się daleko w Syrii. Ale jeżeli Rosja odsunie się na bok i zaakceptuje amerykańską interwencję, i jeżeli Rosja ostatecznie zdradzi Baszara al-Assada, będzie to natychmiastowo poważnym ciosem w rosyjską tożsamość polityczną. To będzie znaczyło wielką porażkę siły lądu. Po tym nastąpiłby atak na Iran, i także na północny Kaukaz. Pośród ugrupowań separatystów w północnym Kaukazie znajduje się wiele osób, które są wspierane przez anglosaskie, izraelskie i saudyjskie siły. Jeżeli Syria upadnie, natychmiastowo rozpoczną wojnę w Rosji, naszym kraju. Oznacza to: Putin nie może ustąpić; nie może opuścić Assada, ponieważ oznaczałoby to geopolityczne samobójstwo Rosji. Być może jesteśmy teraz w jednym z największych kryzysów współczesnej historii geopolitycznej.

    Tak więc teraz dominujące potęgi światowe, USA i Rosja, toczą walkę o swoją przyszłą egzystencję…

    W rzeczy samej. W tym momencie nie ma innej możliwości. Nie możemy znaleźć kompromisu. W tej sytuacji nie ma rozwiązania, które by zadowoliło obie strony. Znamy to z innych konfliktów jak Armeńsko-Azerskiego czy Izraelsko-Palestyńskiego. Jest niemożliwe znalezienie rozwiązania dla obu stron. Jesteśmy świadkami teraz tego samego w Syrii, ale na większą skalę. Wojna jest jedynym sposobem by powiedzieć ‚sprawdzam’.

    Dlaczego?

    Musimy wyobrazić sobie ten konflikt jako rodzaj gry karcianej, jako pokera. Gracze mają możliwość ukrycia swoich atutów, mają możliwość różnych sztuczek psychologicznych, ale gdy rozpoczyna się wojna wszystkie karty są w grze. Jesteśmy świadkami momentu końca gry, zanim karty zostaną rzucone na stół. Jest to bardzo poważny moment, ponieważ na szali jest miejsce potęgi światowej. Jeżeli Ameryce się powiedzie, mogłaby sobie zapewnić na jakiś czas absolutnie dominującą pozycję. Będzie to kontynuacja jednobiegunowości i amerykańskiego globalnego liberalizmu. Jest to bardzo ważny moment ponieważ do teraz USA nie mogły zapewnić sobie stabilnej dominacji, ale w momencie wygrania wojny to nastąpi. Ale jeżeli Zachód przegra trzecią bitwę (pierwszą była wojna czeczeńska, druga wojna w Gruzji), byłby to koniec USA i jego dominacji. Tak więc widzimy: ani USA ani Rosja nie mogą w tej sytuacji zrezygnować. To zwyczajnie nie jest możliwe by obie strony nie zareagowały.

    Dlaczego amerykański prezydent Barack Obama waha się z agresją na Syrię? Dlaczego apeluje o decyzję do amerykańskiego kongresu? Dlaczego pyta o pozwolenie na atak, którego nie potrzebuje?

    Nie powinniśmy popełniać błędu i rozpoczynać analizy psychologicznej Obamy. Główna wojna teraz toczy się za kulisami. I ta wojna toczy się wokół Władimira Putina. Jest pod wielką presją pro-amerykańskich, pro-izraelskich, liberalnych funkcjonariuszy wokół niego. Starają się go przekonać by ustąpił. Sytuacja w Rosji jest kompletnie inna od sytuacji w USA. Jeden człowiek, Władimir Putin, i zdecydowana większość rosyjskiej populacji jest po jednej stronie, a ludzie dookoła Putina są piątą kolumną Zachodu. To oznacza, że Putin jest sam. Ma za sobą ludność, ale nie elity polityczne. Tak więc zapytanie Obamy do kongresu jest rodzajem oczekiwania. Próbują naciskać na Putina. Używają wszystkich swoich sieci powiązań w rosyjskich elitach politycznych by wpłynąć na jego decyzje. To jest niewidzialna wojna, która się teraz toczy.

    Czy jest to nowy fenomen?

    (śmiech) W żadnym razie! To współczesna forma archaicznych plemion próbujących wpłynąć na wodza wroga przez głośne dźwięki, płacze i bębny wojenne. Uderzają się w piersi próbując wywołać strach we wrogu. Myślę, że próby USA wpłynięcia na Putina są współczesną formą takiej psychologicznej wojny zanim zacznie się prawdziwa bitwa. Administracja USA będzie próbowała wygrać tę wojnę bez rosyjskiego przeciwnika na polu. Do tego muszą przekonać Putina by się nie wtrącał. Mają ku temu wiele narzędzi.

    Ale ponownie: co z pozycją Baracka Obamy?

    Myślę, że te aspekty personalne po stronie amerykańskiej są mniej istotne niż po stronie rosyjskiej. W Rosji jedna osoba decyduje teraz o wojnie lub pokoju. W USA Obama jest rodzajem biurokratycznego zarządcy. Obama jest dużo bardziej przewidywalny. Nie działa we własnym imieniu; on zwyczajnie podąża za środkiem linii amerykańskiej polityki zagranicznej. Musimy zdać sobie sprawę, że Obama nie decyduje o niczym. Jest postacią systemu politycznego, który podejmuje prawdziwie ważne decyzje. To elity polityczne podejmują decyzje, Obama podąża za scenariuszem napisanym dla niego. By powiedzieć to wyraźnie: Obama jest niczym, Putin jest wszystkim.

    Powiedział Pan, że Władimir Putin ma większość społeczności po swojej stronie. Ale teraz jest czas pokoju. Czy poparliby go także w trakcie wojny w Syrii?

    To bardzo dobre pytanie. Przede wszystkim, Putin straciłby dużo poparcia jeżeli nie zareagowałby na zachodnią interwencję w Syrii. Jego pozycja byłaby osłabiona przez odejście na bok. Ludzie, którzy wspierają Putina robią to ponieważ chcą wspierać silnego przywódcę. Jeżeli nie zareaguje i ustąpi z powodu nacisków USA, będzie oznaczało to w oczach większości społeczeństwa jako osobistą porażkę Putina.Tak więc jak widzisz jest to znacznie bardziej wojna Putina niż Obamy. Ale jeżeli interweniuje w Syrii natknie się na dwa problemy: rosyjskie społeczeństwo chce silnej potęgi światowej, ale nie jest gotowe płacić wydatki. Gdy skala tych kosztów stanie się jasna, będzie to rodzaj szoku dla społeczeństwa. Drugi problem jest tym o czym wcześniej mówiliśmy, że większość elit politycznych jest prozachodnia. Natychmiastowo sprzeciwiliby się wojnie i rozpoczęli swoją propagandę krytykując decyzje Putina. To mogłoby wywołać wewnętrzny kryzys. Myślę, że Putin jest świadomy tych dwóch problemów.

    Gdy mówi Pan, że Rosjanie mogą być zaszokowani kosztami takiej wojny, czy nie istnieje niebezpieczeństwo, że mogliby nie poprzeć Putina z tego powodu.

    Myślę, że nie. Nasi ludzie są bardzo bohaterscy. Spójrzmy wstecz historii. Nasi ludzie nigdzie nie byli gotowi do wojny, ale gdy byli, wygrywali wojnę mimo kosztów i poświęceń.Spójrzmy na wojny napoleońskie czy II wojny światowej My Rosjanie przegraliśmy wiele bitew, ale ostatecznie wygrywaliśmy tamte wojny. Tak więc nigdy nie jesteśmy przygotowani, ale zawsze wygrywamy.

    Tłumaczenie dla Xportal.pl – BP

    za:http://xportal.pl/?p=10266

    Polubienie

  2. Ibrahim al-Amin: Naszym przeznaczeniem jest walka

    Do diabła z gadaniną o demokracji budowanej przy wsparciu Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii, Arabii Saudyjskiej, Turcji i Izraela.

    Do diabła z wolnością oferowaną przez tych morderców.

    Do diabła z każdym głupcem, kryminalistą i tchórzem niezależnie od tego jak się nazywa, jak wygląda, gdzie mieszka i co robi.

    Do diabła ze wszystkimi którzy wspierają międzynarodową wojnę mającą na celu zniszczenie Syrii.

    Do diabła z kolaborantami, których niezależnie od tego czy nastanie chaos czy stabilność pewnego dnia surowo osądzi lud.

    Do diabła ze zdrajcami, ich przemowami, ich fałszywymi łzami i do diabła z obrońcami praw człowieka i organizacjami pozarządowymi.

    Decyzja o ataku na Syrię jest ostatnim krokiem na szlaku wytyczonym dwa i pół roku temu, którego celem jest zniszczenie antysyjonistycznego oporu, jego miast, jego ludzi i samej idei.

    Nie ma tu miejsca na negocjacje, debaty i dyskusje. Nie ma żadnego powodu by słuchać jak kolaboranci wyliczają listy przyczyn wojny i tego kto jest winien. Nie ma miejsca dla tych którzy uparcie trwają przy swoim zdaniu, stanowisku czy partyjnym sztandarze i łączą siły z kolaborantami i wahabitami nakładając na czoła opaski bojowników po tym jak wcześniej zawiązali sobie oczy.

    Ci ludzie żyją dzięki resztkom ze stołów rzucanych przez tych którzy rabują ziemie arabskie z ich zasobów i bogactwa. Pracują dla nich w zamian za pieniądze i inne formy wsparcia.

    Obowiązkiem każdego jest walka z tymi mordercami, gdziekolwiek się oni znajdą. Gdziekolwiek istnieje szansa by wywrzeć na nich zemstę i ukarać wszystkich zdrajców, jednego po drugim, czy będą w łóżkach czy za biurkami, w swoich czołgach czy w swoich pałacach, sami albo pośród swoich rodzin.

    Czego chcecie dzisiaj?

    Czy chcecie powtórzyć to co stało się w Iraku?

    Czy chcecie powtórzyć to co stało się w Afganistanie i Somalii?

    Czy chcecie powtórzyć to co stało się w Libii?

    Czy chcecie powtórzyć to co stało się w podczas wojny domowej w Libanie?

    A może wydaje się wam, że ta wojna zniszczy prawo do ziemi której imię będzie zawsze trwać: do Palestyny?

    Nie musimy po raz kolejny przedstawiać naszych argumentów i odtwarzać procesu dochodzenia do odpowiedzi. Nie musimy powtarzać naszyć uwag i ostrzeżeń. Jedyną rzeczą jaką winniśmy uczynić jest wspomnieć o jednym fakcie: wojna szykowana przeciwko Syrii jest wojną kolonialną a każdy jej uczestnik który ją popiera, finansuje, promuje, usprawiedliwia lub bierze w niej udział poprzez bezpośrednią walkę jest tchórzliwym kolaborantem dla którego jedyną słuszną karą jest śmierć zadana na oczach wszystkich, bez żalu i wahania.

    To jest wojna!

    Ich bandy wejdą do Damaszku, matki wszystkich miast, by zniszczyć jego lud, jego armię, jego przywódców. Chcą zniszczyć jego historię i dumne dziedzictwo oporu przeciw najeźdźcom. Chcą zniszczyć każdą duszę która opiera się kolonializmowi i popiera opór całego regionu. Chcą rzucić koła ratunkowe Izraelowi i wyzyskiwaczom rządzącym w krajach arabskich. Chcą, żeby kolaboranci przejęli inne kraje, zrabowali ich bogactwo i zniszczyli ich ludy.

    Kiedy Ameryka ogłasza, że nie potrzebuje usprawiedliwienia prawem, wyników badań naukowców ani wsparcia politycznego i, że może dowolnie manipulować przyszłością innego kraju jedynym powodem takiego zachowania jest uznanie, że wymaga tego jej interes. Znaczy to, że musimy postąpić dokładnie tak jak Ameryka, nie zważając na układy, usprawiedliwienia, normy międzynarodowe itd.

    Musimy walczyć z nią i jej koloniami prowadząc wojnę przy użyciu wszelkich dostępnych środków, nie szczędząc wysiłków by pożar zapłonął na jej ziemi w każdym mieście i wiosce. Musimy splunąć w twarz rzeźnikom. I uczynimy to wszytko nie dając im okazji do pozbawienia nas człowieczeństwa które zachowamy dla siebie, naszych dzieci i uciśnionych całego świata.

    Wczoraj Zachód pokazał swoją prawdziwą twarz morderczą i pełną nienawiści. To Zachód na którym nie ma miejsca dla nikogo kto nie chce paść przed nim na kolana i wywiesić białą flagę.

    Wczoraj Europa pokazała swoją prawdziwą naturę. Jest nie tylko głupią, starą wiedźmą, lecz jest wyjątkowo szpetna i każde słowo wypluwa razem z jadem. Hańba spadnie na jej media, fabryki, szkoły i uniwersytety i jej mieszkańców jeśli nie potępią obecnych miedzy nimi morderców.

    Zrobimy wszystko co w naszej mocy by się im przeciwstawić. Nic nie stanie nam na drodze do pokonania naszego wroga który ma wiele oblicz lecz jedno imię: barbarzyńcy, pijący krew. Naszym przeznaczeniem jest walka.

    za:

    *

    Tekst ukazał się 31 sierpnia 2013 r. w libańskim dzienniku „Al-Akhbar”
    Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl

    z

    Ibrahim al-Amin jest redaktorem naczelnym dziennika ”Al-Akhbar”

    za: http://xportal.pl/?p=10145

    Polubienie

  3. Poinformowano, że 10 września Barack Obama wygłosi orędzie telewizyjne do narodu w związku z kryzysem syryjskim.

    …a 11.09 2013 r zgodnie z zapisami żydomasońskiej kabały w nawiązaniu do daty odpalenia WTC gwałcąc oenzetowską prowizorkę burak obambo wyda rozkaz ataku Syrii.
    Dla USraela będzie to wypełnieniem zobowiązań wobec syjonistycznego suwerena.

    Polubienie

  4. Handel wojną i pokojem coraz bardziej wymyka się spod kontroli.KAPITAŁ ma swoją narodowość i jak się okazuje ma rację Feliks Koneczny,że nie może być ogólnoludzkiej cywilizacji Dla Polski to doświadczenie,że nie można podcinać gałęzi kulturowej,na której się siedzi..

    Polubienie

  5. Biały Dom utrzymuje, że międzynarodowe poparcie dla operacji zbrojnej w Syrii nasila się.

    być może nie słabnie, ale tylko wśród syjonistycznych sukinsynów w USA, Izraelu, Francji itd.

    Polubienie

  6. Rosja sama jest za słaba by zablokować Amerykę. Jej flota, (zatem dostawy uzbrojenia do Syrii) może być łatwo zablokowana w Dardanelach i Gibraltarze.
    Kluczowym elementem w grze jest stanowisko Chin.
    Tylko włączenie się Chin po stronie Rosji mogłoby uniemożliwić Ameryce zajęcie Syrii.
    Bo to, że Amerykanie nie planują tam wkroczyć to bajka na dziś.
    Po zajęciu Syrii, najemnicy zostaną przerzuceni do Iranu.
    Raz by mieli zajęcie, dwa by nie chciało im się fikać przeciw Zachodowi. np. by nie przyszło im do głowy wjechać do Włoch, Jordanii, lub Arabii Saudyjskiej ( lub innego państwa) i obrobić kilkanaście banków, parlamentu i sieci domów towarowych.
    Bo bandzior to bandzior, w każdej okoliczności i każdym czasie.

    Polubienie

  7. Obama, ale także i inne syjonistyczne kanalie, politycy, żurnaliści podżegają do zbrodni przeciw narodowi syryjskiemu. Cała ta szumowina syjonistyczna winna stanać przed sądami, czy międzynarodowymi trybunałami. Problem w tym, że te trybunały są agendami syjonistyzcnych zbrodniarzy.

    Polubienie

  8. Myślę panie Tadeuszu, że nie docenia pan Rosji, a zarazem przecenia pan możliwości USA. Rosji pozostaje kilka innych posunięć, m.in. to z Pribałtyką, a następnie z Ukrainą. Do administrowania ewentualnym chaosem w Syrii( ale armia syryjska to poza tym jednak nieco inna jakość niż libijska) nie uda się USA zaangażować tylko „rebeliantów”, tam skończyłoby się totalną hekatombą, bądź koniecznością zaangażowania sił amerykańskich, francuskich i brytyjskich. To oznaczać będzie możliwość destabilizacji społecznej wewnątrz krajów takich jak Francja i Wielka Brytania za pomocą „zradykalizowanych” tym razem przez Rosję „fundamentalistów”. Rosji pozostaje także możliwość poważnego dozbrojenia Iranu.
    A poza tym może nadchodzi wreszcie czas dla słowiańskich narodowców?

    Polubienie

  9. Zbliża się szybkimi krokami ewakuacja wojsk okupacyjnych z Afganistanu. Stosunki Usraela z Pakistanem nie są tak jasne, jak za czasów prezydenta Muszarrafa. Innej drogi ewakuacyjnej jak przez byle republiki radzieckie ze strefą wpływów Rosji nie ma. Obambo musi się z tym liczyć, by Afgańczycy wiejących okupantów nie wystrzelali jak kaczki -to samo dotyczy również najemników z naszego kraju, stąd decyzja tumana w rozmowie z Bidenemo nie angażowaniu się czynnie w ewentualny syryjski front.

    Polubienie

  10. USA: Żydzi za wojną

    https://wiernipolsce.files.wordpress.com/2013/09/7.jpg?w=700

    Środowiska żydowskie w Stanach Zjednoczonych zdecydowanie popierają amerykański atak na Syrię. W wystosowanym do kongresmenów liście otwartym kilkudziesięciu rabinów i przywódców społeczności żydowskiej wezwało członków kongresu do poparcia planu akcji zbrojnej. Wśród sygnatariuszy listu znaleźli się m.in. rabini David Wolpe przez dziennik „Jerusalem Post” zaliczony do 50 najbardziej wpływowych Żydów na świecie, Eric Yoffie – były przewodniczący Unii na rzecz Judaizmu Reformowanego i Mark Dratch, wiceprzewodniczący Rady Rabinów Ameryki.

    Poparcie dla ataku na Syrię wyraziły także organizacje żydowskie afiliowane przy partiach republikańskiej i demokratycznej. Republikańska Koalicja Żydowska rozpoczęła kampanię nacisków na kongresmenów i domagania się od nich głosowania za wojną.

    (na podst. „The Guardian” oprac. JS) http://xportal.pl/?p=10263

    Polubienie

  11. Rosyjskie władze podjęły zasadniczą decyzję, aby wyjść na przeciw oczekiwaniom Iranowi w dwóch kluczowych kwestiach – dostawach zmodyfikowanych przeciwlotniczych zestawów rakietowych S-300 i budowie drugiego bloku energetycznego elektrowni atomowej w Buszerze.

    Kontrakt na dostawę do Iranu pięciu dywizjonów S-300 o wartości około 800 milionów dolarów został podpisany w 2007 roku. Trzy lata później Rada Bezpieczeństwa ONZ zatwierdziła rezolucję w sprawie Iranu, wprowadzającą przeciwko niemu sankcje, w tym także zakaz przekazywania nowoczesnej broni.

    We wrześniu 2010 roku Rosja unieważniła kontrakt na dostawę S-300. W odpowiedzi Iran pozwał Rosoboroneksport do Sądu Arbitrażowego Genewy.

    za:http://polish.ruvr.ru/2013_09_11/Rosja-i-Iran-porozumialy-sie-w-sprawie-dostaw-S-300/

    Polubienie

  12. Rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow potwierdził, że Władimir Putin podczas pierwszego spotkania z nowym irańskim przywódcą Hassanem Rouhanim zamierza przedyskutować, między innymi, kwestie współpracy wojskowo-technicznej Moskwy i Teheranu.

    Osobne spotkanie prezydentów Rosji i Iranu ma się odbyć 13 września w Biszkeku w ramach szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy.

    za:http://polish.ruvr.ru/2013_09_11/Putin-omowi-z-prezydentem-Iranu-kwestie-wspolpracy/

    Polubienie

  13. Duma Państwowa zaapelowała do Kongresu USA, by nie dopuścił do ataku na Syrię

    Rosyjska Duma Państwowa sporządziła dziś oświadczenie „O zaostrzeniu się sytuacji wokół Syrii”, w którym zaapelowała do Kongresu USA o niedopuszczenie do agresji wojskowej z zewnątrz na Syryjską Republikę Arabską i poparła inicjatywę objęcia syryjskiej broni chemicznej międzynarodową kontrolą. Decyzja ta została podjęta jednogłośnie.

    Wzywając zwolenników militarnego rozwiązania kwestii syryjskiej do rezygnacji ze swoich zamiarów, deputowani zwracają uwagę, że atak z zewnątrz na syryjskie terytorium może zostać zakwalifikowany jako „rażące naruszenie prawa międzynarodowego i zbrodnia przeciwko jej narodowi”.

    za:http://polish.ruvr.ru/2013_09_11/Duma-Panstwowa-zaapelowala-do-Kongresu-USA-by-nie-dopuscil-do-ataku-na-Syrie/

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s