Wydarzenia wokół konfliktu syryjskiego. Czy to koniec Pax Americana?


Stanisław Niewiński

W przeciągu ostatniego czasu wojna domowa w Syrii – trwająca od 2011 r. – nabrała iście międzynarodowego charakteru. Stało się tak za sprawą użycia 21 sierpnia 2013 r. przez jedną ze stron konfliktu (do dziś nie zostało wyjaśnione przez którą) gazu bojowego [1]. Stany Zjednoczone oskarżyły o ten akt stronę rządową oraz zagroziły im interwencją zbrojną. Po stronie reżymu Bashara Al-Assada opowiedzieli się jego najważniejsi sojusznicy – Rosja oraz Chiny. Na Morzu Śródziemnym rozpoczęły się manewry marynarek wojennych różnych państw. Swoje jednostki wysłali Amerykanie, Francuzi, Rosjanie oraz Chińczycy. Niektórzy analitycy porównywali nawet sytuację z września 2013 r. do wydarzeń z października 1962 roku.

 

Świat wydawał się wstrzymywać oddech, kiedy na początku września prezydent Władimir Putin zaproponował przekazanie syryjskiego arsenału chemicznego społeczności międzynarodowej. Władze syryjskie zgodziły się na propozycję Moskwy. Z aprobatą o tym pomyśle wypowiedziały się Chińska Republika Ludowa (dalej: ChRL). Ostatecznie zaakceptowały ją również Stany Zjednoczone [2].

Gdy stopniowo milkły nawoływania do ewentualnej międzynarodowej interwencji w Syrii, uwagę świata przykuły wydarzenia w Stanach Zjednoczonych. W wyniku sporów pomiędzy demokratami i republikanami nie udało się przyjąć ustawy o wydatkach państwa. W konsekwencji największe mocarstwo świata funkcjonuje od ponad tygodnia bez budżetu, zaś znaczna część jego administracji została sparaliżowana. Amerykański pat fiskalny budzi również uzasadnione pytania o stan zadłużenia USA [3]. Przyglądający się amerykańskim problemom chiński politolog Sheng Dingli zadał znamienite pytanie: Jak oni [Amerykanie przyp. S.N.] chcą przewodzić Azji albo światu, skoro nie potrafią nawet przegłosować swojego budżetu [4]?

Powstrzymanie interwencji militarnej w Syrii przez tandem rosyjsko-chiński, fiskalne kłopoty supermocarstwa, mogą być poczytywane za kolejny przejaw erozji amerykańskiej potęgi. Jej początek stanowi kryzys finansowy z 2008 roku i wedle części analityków jeszcze w ciągu tej dekady USA może utracić miano największej potęgi ekonomicznej globu.

Stany Zjednoczone stały się największą gospodarką świata już w 1890 r., wyprzedzając swoją starszą siostrę, czyli Wielką Brytanię [5]. W ciągu następnych pięćdziesięciu pięciu lat stopniowo rosło polityczne znaczenie Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej. W 1945 r. USA są już supermocarstwem o niekwestionowanej pozycji. Od kilkudziesięciu lat Stany Zjednoczone usiłują utrzymać status największego mocarstwa globu. Rywalizują na tym tle z różnymi konkurentami.

Najważniejszym rywalem Stanów Zjednoczonych w drugiej połowie poprzedniego stulecia był Związek Radziecki. Moskwa konkurowała z Waszyngtonem na wielu polach: ideologicznym, politycznym, militarnym i gospodarczym. Rywalizacja obu supermocarstw zdominowała stosunki międzynarodowe na ponad czterdzieści lat. Związek Radziecki był potęgą polityczną i militarną. Posiadał również znaczne osiągnięcia w dziedzinie industrializacji i urbanizacji. Niemniej gospodarka centralnie planowana nie mogła na dłuższą metę rywalizować z gospodarką kapitalistyczną. Wzrost gospodarczy był tutaj generowany często nie poprzez zwiększanie produktywności, ale angażowanie większej ilości zasobów naturalnych: robotników, surowców, inwestycji [6]. W latach 80. XX w. elity KPZR zdecydowały się na reformę systemu, jednakże popełniły przy tym poważny błąd. Reformowały model ekonomiczny i system polityczny w tym samym czasie. Doprowadziło to do chaosu i w konsekwencji upadku ZSRR w grudniu 1991 roku.

W czasie, gdy Związek Radziecki stopniowo chylił się ku upadkowi, szczytowe natężenie osiągnęła rywalizacja USA z innym państwem. Krajem tym była Japonia. Rywalizacja Waszyngtonu z Tokio miała znacznie węższy charakter, aniżeli z Moskwą. Japonia w wyniku porażki w II wojnie światowej znalazła się w amerykańskiej strefie wpływów. W konsekwencji rywalizacja ta nie miała charakteru militarnego, a także ideologicznego i politycznego (a przynajmniej Japończycy nie manifestowali jawnie dwóch ostatnich elementów). Japonia przede wszystkim konkurowała z Ameryką na niwie gospodarczej. Była to rywalizacja na bardzo szeroką skalę. Japońskie koncerny stanowiły wówczas najpoważniejsze zagrożenie dla przedsiębiorstw amerykańskich. Wydawało się tylko kwestią czasu, kiedy Japonia stanie się największą gospodarką globu. Tak się jednak nie stało. Szef japońskiego rządu w latach 1982-1987 konserwatywny nacjonalista Nakasone Yasushiro, mógł co prawda szokować opinię publiczną stwierdzeniem z 1986 r., że Japończycy są mądrzejsi od Amerykanów, ponieważ są społeczeństwem rasowo czystszym7. Japońska opinia publiczna mogła negować potrzebę sojuszu amerykańsko-japońskiego8. Wydarzenia te nie zmieniały jednak faktu, iż aby pokonać Amerykę gospodarczo, Japonia koniecznie musiała stać się państwem w pełni suwerennym. Natomiast Tokio nie odważyło się dokonać politycznego uniezależnienia się od Waszyngtonu. Japończycy zbyt obawiali się otwartej wojny handlowej z USA oraz osamotnienia w ewentualnym konflikcie z ZSRR/Rosją i ChRL. Dlatego Stany Zjednoczone (we współpracy z Wielką Brytanią, Francją, Niemcami) wymusiły ostatecznie na Japonii aprecjację yena. Decyzja ta wpłynęła negatywnie na wyniki bardzo ważnego dla japońskiej gospodarki eksportu. W celu jej pobudzenia, władze japońskie zdecydowały się na szerokie działania inwestycyjne z zastosowaniem taniego kredytu. Doprowadziło to do napompowania bańki spekulacyjnej, która pękając doprowadziła do kryzysu gospodarczego. Japonia odczuwa jego skutki do dziś.

W latach 90. zeszłego stulecia Rosja ponosiła ciężary wynikające z upadku Związku Radzieckiego, zaś Japonia walczyła ze skutkami kryzysu gospodarczego. Tymczasem swoją pozycję międzynarodową odbudowywało inne mocarstwo – Chiny. W 2009 r. Chiny stały się największym eksporterem świata (wyprzedzając Niemcy), zaś rok później drugą gospodarką świata (wyprzedzając Japonię). Wielu analityków uważa, że Stany Zjednoczone utracą miano największej gospodarki globu właśnie na rzecz Chin. Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, iż może to nastąpić już w 2016 roku [9]. Wielu politologów, internacjologów i ekonomistów zastanawia się nad konsekwencjami tych zmian.

Chińska Republika Ludowa stanowi w pewnym sensie syntezę dwóch poprzednich rywali Stanów Zjednoczonych. Podobnie jak Związek Radziecki jest mocarstwem politycznym. Globalna pozycja ChRL jest tym silniejsza, iż państwo to pozostaje w sojuszu z Federacją Rosyjską – mocarstwem także odbudowującym swoją potęgę. Współpraca rosyjsko-chińska znacząco wpływa na sytuację globalną. Oba mocarstwa odgrywają kluczową rolę w takich instytucjach międzynarodowych jak G20, BRICS, czy Szanghajska Organizacja Współpracy (dalej: SOW). Chiny są również mocarstwem militarnym. Chociaż siły zbrojne ChRL są wciąż relatywnie zapóźnione wobec np. wojsk amerykańskich i rosyjskich, to jednak stale nadrabiają zaległości. Przykładem tego jest m.in. zakup przez Turcję chińskich rakiet przeciwlotniczych średniego zasięgu FD-2000 (oferta chińska pokonała amerykańską, rosyjską oraz francusko-włoską konkurencję) [10]. Chiny mogą także stanowić także potencjalną konkurencję dla USA na niwie ideologicznej. Chiny Ludowe nie są już dzisiaj państwem dogmatycznie komunistycznym. Ideologia maoistowsko-leninowska wciąż funkcjonuje, aczkolwiek w coraz większym stopniu uzupełniają ją odwołania do w pełni rodzimych koncepcji politycznych: konfucjanizmu i legizmu. W konsekwencji współcześnie Zhonguo Moshi (model chiński) jest połączeniem autorytarnej władzy z korygowanym przez państwo kapitalizmem. Stanowi to przeciwwagę dla reprezentowanego i promowanego przez Stany Zjednoczone systemu demoliberalnego. Chińskie rozwiązania polityczne i ekonomiczne spotykają się z zainteresowaniem w świecie niezachodnim. Dotyczy to szczególnie blisko związanych z ChRL krajów w Afryce, Azji oraz w Ameryce Łacińskiej.

Można zaobserwować także pewne podobieństwa pomiędzy dzisiejszym rozwojem ChRL, a rozwojem Japonii w latach 80. XX stulecia. Chiny łączą z ówczesną Japonią duże ambicje na polu gospodarczym. Chiński kapitalizm państwowy (wzorowany zresztą w pewnej mierze na rozwiązaniach japońskich) odnosi liczne sukcesy. Możliwe, że jeszcze w tej dekadzie Chiny dokonają tego co nie udało się Japonii – staną się największą gospodarką globu.

W ciągu ostatnich kilku lat Chiny stały się mocarstwem o światowych wpływach. Swoją pozycję odbudowała Rosja. Mocarstwa te skutecznie przeciwstawiły się Stanom Zjednoczonym w kwestii syryjskiej. Niemniej na podstawie tego wydarzenia nie należy wysuwać zbyt daleko idących wniosków.

Wydarzeniem które będzie miało kluczowe znaczenie dla utraty hegemonicznej pozycji przez Stany Zjednoczone jest ewentualna utrata przez to państwo pozycji pierwszej gospodarki globu. Według analityków Chiny mają wyprzedzić gospodarczo USA w tej, bądź następnej dekadzie. Niemniej nie możemy być całkowicie pewni zrealizowania takiego scenariusza. Chiny – jak każde mocarstwo – odnoszą wiele sukcesów, ale muszą borykać się również z licznymi problemami. Współcześnie gospodarka ChRL rozwija się wciąż dynamicznie, ale ten stan nie musi trwać wiecznie. Kłopoty modelu gospodarczego ChRL, to bardzo szeroki temat, zasługujący na oddzielne potraktowanie. Dlatego zasygnalizujemy tutaj jego najważniejsze elementy.

Zbudowany trzydzieści lat temu model gospodarczy stopniowo wyczerpuje swoje możliwości. Dotąd opierał się on głównie na inwestycjach i eksporcie. Ekspansja inwestycyjna z jednej strony uczyniła chińską infrastrukturę jedną z najnowocześniejszych na świecie, ale doprowadziła również do zadłużenia wielu samorządów. Niektóre szacunki wskazują, że chińskie władze lokalne są zadłużone nawet na 10,7 bln RMB (dane z 2010 r.) [11]. Chińscy ekonomiści uspokajają opinię twierdząc, że zadłużone znajduje się pod kontrolą [12]. Niemniej problem istnieje. Innym problemem KPCh jest uzależnienie Chin od eksportu. Skutkuje to podatnością gospodarki na zawirowania na arenie międzynarodowej. Ilekroć USA, UE, czy Japonia ma ekonomiczne problemy, to ma je również gospodarka ChRL. Chiny muszą zwiększyć rolę popytu wewnętrznego w swoim modelu gospodarczym. Ponadto zmianom powinien również ulec profil chińskiej wytwórczości. Chiny muszą przestawić swój przemysł na produkcję bardziej innowacyjnych towarów. Co więcej – w przyszłych latach ChRL będzie musiało zmierzyć się z problemem starzejącej się populacji. Liczba osób w wieku produkcyjnym osiągnęła swoje maksimum w 2010 r. i od tego czasu kurczy się [13]. Najprawdopodobniej w tym roku KPCh zniesie politykę jednego dziecka, aczkolwiek – zdaniem wielu uczonych – decyzja ta nie wpłynie diametralnie na sytuację demograficzną Państwa Środka [14]. Z wymienionych powyżej powodów gospodarka chińska zwalnia. Wzrost gospodarczy za II kwartał wyniósł 7,5% [15]. Jest to wynik wciąż pod wieloma względami imponujący, jednakże jeszcze w 2011 r. chińska gospodarka powiększyła się o 9,3% [16]. Niewykluczone, że tempo wzrostu będzie w przyszłości spadać nadal do 6%, bądź nawet 5%. Chociaż wciąż będzie to stopa wzrostu nieosiągalna dla wielu rozwiniętych państw, to warto mieć na uwadze, że wzrost PKB oscylujący wokół 6,5–7% jest uważany za próg bezpieczeństwa społecznego. Jeśli będzie on niższy, to kraj może zostać zdestabilizowany protestami społecznymi. W konsekwencji Chiny nie staną się pierwszą gospodarką globu. Osamotnionej Rosji będzie bardzo trudno stawiać opór Stanom Zjednoczonym.

Wymieniony powyżej scenariusz należy do najbardziej pesymistycznych i nie musi się zrealizować. Bardziej prawdopodobna jest inna sytuacja. Chińska Republika Ludowa będzie kontynuować swój relatywnie dynamiczny rozwój gospodarczy i w obecnej, bądź następnej, dekadzie staną się największą gospodarką globu. Wiele elementów wskazuje jednakże, że ChRL nie będzie w stanie w pełni skorzystać z owoców gospodarczej supremacji. Sytuacja taka wynika z kilku przyczyn.

Po pierwsze zdobycie przez Pekin miana pierwszej ekonomii świata nie oznacza przecież, że Waszyngton z dnia na dzień przestanie się liczyć na arenie międzynarodowej. Stany Zjednoczone przez dziesięciolecia swej międzynarodowej hegemonii wypracowały przewagę w bardzo wielu dziedzinach: gospodarczej, naukowo-technicznej, czy militarnej. W konsekwencji Chińczycy będą skupieni głównie na swojej sytuacji wewnętrznej. Wiele lat zajmie jeszcze Chinom doganianie Ameryki w poszczególnych dziedzinach. Ponadto jak zauważono wcześniej, ChRL musi w najbliższych latach zmierzyć się z licznymi wyzwaniami. Państwo Środka stoi przed koniecznością transformacji swojego modelu społeczno-gospodarczego oraz będzie musiało zmierzyć się z problemem stopniowo starzejącego się społeczeństwa. Współczesne Chiny mają poniekąd janusowe oblicze. Z jednej strony ChRL jest potężnym i bogatym państwem o globalnych wpływach. Z drugiej strony to bogate i potężne państwo jest zamieszkiwane przez relatywnie wciąż ubogie społeczeństwo. Chiński PKB na jednego mieszkańca wynosi obecnie 9 300 USD [17]. Dla porównania PKB na jednego mieszkańca Polski (nie należącej wciąż do grona najzamożniejszych państw UE) to 20.900 USD [18]. Elity KPCh pragną, aby do 2020 r. PKB na osobę uległo podwojeniu. Tym samym obywatele ChRL osiągną poziom życia zbliżony mniej-więcej do tego jaki wiodą współcześnie obywatele Federacji Rosyjskiej [19].

Powody chińskiego izolacjonizmu nie wynikają wyłącznie z wyzwań współczesnej polityki wewnętrznej. Ma on głębokie podłoże kulturowe i historyczne. Chiny przez setki lat były najpotężniejszym państwem globu. Niemniej nie wykorzystały swojej przewagi gospodarczej, aby prowadzić np. jak mocarstwa europejskie ekspansji kolonialnej. Cesarze i mandaryni zadowalali się funkcjonowaniem w Azji Wschodniej tzw. systemu trybutarnego – polegał on na uznaniu (często jedynie symbolicznym) Chin za suwerena przez kraje regionu. Nierzadko władze Chin decydowały się na samoizolację. W tym celu poszczególne dynastie budowały fortyfikacje na północnej granicy, zaś w połowie XV w. mandaryni rozkazali zniszczyć flotyllę na której czele wcześniej admirał Zheng He dotarł do wybrzeży Afryki. Zamknięcie Chin na świat przez Mao Zedonga w latach 1949–1976 stanowi w pewnym sensie kontynuację podobnych praktyk z czasów cesarskich. Państwo Środka było krajem w znacznym stopniu skupionym na sobie i własnych problemach, ewentualnie na sprawach swojego najbliższego otoczenia międzynarodowego. Współczesne Chiny, chociaż pod wieloma względami współpracują ze światem zewnętrznym, nie porzuciły zupełnie praktyk izolacjonistycznych. Ich wyrazem jest m.in. testament Deng Xiaopinga zalecający, że (…) nie należy podnosić głowy i wysuwać się przed szereg, nie udawać lidera i nie pełnić tej roli, lecz czekać na stosowną chwilę i nabierać sił (…) [20]. Tradycje samoizolacji wpływają po dzień dzisiejszy na dyplomację ChRL. Kilka lat temu Stany Zjednoczone zaproponowały Chinom wspólne zarządzanie problemami globalnymi poprzez utworzenie klubu G2. Pekin odmówił [21]. Reakcja Chin na amerykańską propozycja bywa tłumaczona (takiego zdania jest np. francuski politolog Guy Sorman) w ten sposób, iż Państwo Środka byłoby w klubie G2 elementem słabszym. Natomiast już w krótkim czasie może stać się największą gospodarką globu, więc nie chcą wchodzić w kompromisowe układy [22]. Jest to chyba zbyt makiaweliczne spojrzenie na problem. Chiny nie zgodziły na udział w G2, ponieważ nie chcą brać odpowiedzialności za zarządzanie globem i związane z tym zaangażowanie się w działania niekoniecznie powiązane bezpośrednio z ich racją stanu. Biorąc pod uwagę to założenie, można zrozumieć politykę ChRL wobec konfliktu syryjskiego. Pekin konsekwentnie wspiera Damaszek oraz sprzeciwia się interwencji Zachodu w tym kraju. Niemniej Chiny ograniczały się głównie do poparcia dyplomatycznego – dopiero na początku września zdecydowały się na wysłanie kilku okrętów [23]. Kluczową rolę w zastopowaniu interwencji zagranicznej odegrała Rosja, pomimo tego, że jest już gospodarką mniejszą niż Chiny. Władimir Putin odegrał znacznie aktywniejszą rolę dyplomatyczną wokół Syrii, niż Xi Jinping. Wynika to z różnych przyczyn. Istotną rolę odgrywa tutaj fakt, że Rosja posiada w Syrii większe interesy, aniżeli Chiny. Niemniej nie można pominąć w tej kwestii bardzo starej tradycji chińskiego izolacjonizmu.

Wymienione powyżej kwestie będą w najbliższych latach wpływać na politykę ChRL. Wedle słów prof. Jin Cangronga, jednego z najwybitniejszych chińskich internacjologów, Chiny będą w następnych 20-30 latach mocarstwem introwertycznym, skupionym przede wszystkim na sobie [24]. Politykę taką w znacznym stopniu akceptują teoretycy chińskiej mocarstwowości. Pułkownik Liu Mingfu (autor głośnej książki pt. Chiński sen) twierdzi, że panowanie ChRL nad światem będzie opierać się na szlachetnym przywództwie [25]. Autor proponuje ową wizję w opozycji do amerykańskiej hegemonii wojskowej [26]. Pułkownik odwołuje się tym samym w jakiejś mierze do tradycji dawnej dominacji Cesarstwa Chińskiego w Azji Wschodniej, opartej na wzorcach konfucjańskiej harmonii. Koncepcje proponowane przez chińskich uczonych mają wiele pozytywnych aspektów. Ludzie krytycznie nastawieni do amerykańskiej hegemonii – zalicza się do nich autor niniejszego artykułu – doceniają przekonanie chińskich elit o potrzebie powstrzymania się od ingerencji w wewnętrzne sprawy innych państw. Niestety, chińskie szlachetne przywództwo może zawierać w sobie także poważne słabości. Żyjemy w świecie globalnym. Wiele aspektów tworzy system naczyń połączonych. Wydarzenia z jednej części świata zawsze w jakiejś formie dotkną i ChRL. Niechęć Państwa Środka w stosunku do angażowania się w różne światowe problemy może odbić się negatywnie na ich pozycji międzynarodowej. Stany Zjednoczone podejmą wszelkie starania, aby wykorzystywać konkurenta.

Skutki chińskiego izolacjonizmu są łagodzone przez sojusz ChRL z innymi nieufnie nastawionymi wobec Zachodu mocarstwami, przede wszystkim Rosją. Potęgi te współtworzą instytucje międzynarodowe o wzrastającej roli np. SOW, czy BRICS. Zdaniem Roberta Kagan’a sojusz rosyjsko-chiński stanowi najpoważniejsze zagrożenie dla hegemonii amerykańskiej. Uważa on, iż państwa te tworzą swoistą koalicję państw autorytarnych, cofając stosunki międzynarodowe do XIX stulecia. Wszelako pojawia się pytanie, na ile ta koalicja zrealizowana się w SOW, bądź BRICS, będzie trwała. Patrząc na te instytucje międzynarodowe należy zauważyć, że łączy je głównie jeden element: niechęć do Stanów Zjednoczonych, bądź szeroko rozumianej dominacji świata Zachodniego. Antyamerykanizm/antyokcydentalizm są bardzo solidnym spoiwem. Niemniej warto pamiętać, iż jest to spoiwo silne dopóty, dopóki USA są największą potęgą świata oraz prowadzą awanturniczą politykę zagraniczną. Ponadto w każdym z tych krajów antyamerykanizm ma inny charakter. Dlatego ewentualne spory w ich gronie mogą poważnie utrudnić przeciwdziałanie powrotowi amerykańskiej hegemonii. Chiny nie chcą zbytnio angażować się w różne problemy o charakterze globalnym, jednakże na obszarze własnego regionu i terenach sąsiadujących prowadzą bardzo aktywną politykę. To z kolei nie zawsze wzbudza pozytywną reakcje ze strony sąsiadów. W tym względzie warto zwrócić uwagę na relację Chin z kilkoma bardzo ważnymi członkami SOW i BRICS: Rosją, Indiami i Iranem.

Najbardziej antyamerykańską politykę prowadzą Chiny i Rosja. Wszelako w obu krajach przyjmuje ona inną formę. Chiny prawdopodobnie są skazane na jakąś formę konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi. Chińscy przywódcy woleliby tego uniknąć, niemniej może się to okazać nierealne. Chiny dzięki swojej modernizacji gospodarczej, rzuciły wyzwanie międzynarodowej pozycji USA. Prawdopodobnie jest już tylko kwestią czasu, kiedy ChRL stanie się największą gospodarką globu. Jak zwrócił uwagę singapurski uczony Kishore Mahbubani (były ambasador tego kraju przy ONZ), niemal zawsze w dziejach świata dochodziło do konfliktów pomiędzy największym mocarstwem zmierzchającym, a wschodzącym [27]. Waszyngton nie jest mentalnie przygotowany do odgrywania roli drugiego mocarstwa świata. Amerykańskie elity wskazały na Chiny jako na swojego głównego rywala w tym stuleciu. Podejmują różnego rodzaju działania mające na celu przeciwstawienie się rozwojowi potęgi ChRL. Pomiędzy USA i Chinami najpewniej będzie w przyszłości dochodzić do konfliktów – o niekoniecznie militarnym charakterze.

Interakcje pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Federacją Rosyjską wyglądają natomiast trochę inaczej. Jakkolwiek relacje obu mocarstw są bardzo napięte, to nie muszą mieć takiego charakteru. Rosja w ostatnich kilkunastu latach odbudowała do pewnego stopnia swoją pozycję międzynarodową. Niemniej sama nie jest w stanie rzucić Stanom Zjednoczonym poważniejsze wyzwanie globalnego. Elity rosyjskie wiedzą o tym. Rosja po prostu pragnie kontynuować modernizację społeczno-gospodarczą oraz zachować swoje wpływy w wybranych regionach świata (przede wszystkim obszarze postradzieckim). Ameryka nie ma żadnych racjonalnych powodów, aby obawiać się Rosji. Przeciwnie – prowadząc radykalnie antyrosyjską politykę, umacnia jedynie sojusz chińsko-rosyjski. Racja stanu USA wymaga, aby sojusz Moskwy i Pekinu uległ rozluźnieniu, a najlepiej likwidacji. Stany Zjednoczone powinny dążyć do zbliżenia z Moskwą. W Ameryce wielu prominentnych ludzi zauważa tą potrzebę. Współpracę z Rosją popiera m.in. Zbigniew Brzeziński [28]. Warto pamiętać, iż w pierwszych latach swojej prezydentury Barack Obama działał na rzecz zbliżenia z Rosją. W 2010 r. zaproponował Moskwie stworzenie wspólnego systemu obrony przeciwrakietowej [29].

Jeśli w przyszłości USA wyciągną rękę do Rosji, to prawdopodobnie nie zostanie ona odtrącona. Współcześnie stosunki rosyjsko-chińskie są bardzo bliskie. Wszelako elity rosyjskie wiedzą, że w zestawieniu obu mocarstw Rosja wypada minorowo. Gospodarka rosyjska, to obecnie tylko ok. 20% gospodarki chińskiej [30]. Proporcje demograficzne są jeszcze bardziej niekorzystne – populacja federacji stanowi jedynie ok. 10% populacji ChRL [31]. Chiny coraz bliżej współpracują z krajami Azji Środkowej. Niedawno przewodniczący ChRL Xi Jinping wezwał do budowy w tym regionie Ekonomicznego Pasa Jedwabnego Szlaku [32]. Chińczycy starają się, aby takie kroki nie zostały potraktowane w Moskwie, jako antyrosyjskie. Należy zaznaczyć, iż popularne w Polsce teorię o chińskich planach podboju wschodnich rubieży Rosji mają charakter bajkopisarstwa. Dla Pekinu Moskwa, to najważniejszy sojusznik polityczny. Jednakże stały rozwój Chin wywołuje obawy w regionie. Rosjanie wiedzą, iż pogłębianie kooperacji z ChRL może teoretycznie poskutkować uzależnieniem się Rosji od południowo-wschodniego sąsiada. Istnieją obawy, że w przyszłości sojusz Chin i Rosji może przybrać formę zbliżoną do sojuszu Niemiec i Austro-Węgier, gdzie Moskwa będzie odgrywać rolę Wiednia. Rosjanie wiedzą o tych negatywnych tendencjach. Kreml prowadzi bardzo aktywną politykę zagraniczną zogniskowaną na poszukiwanie ewentualnych partnerów równoważących ChRL. Federacja współpracuje np. z Japonią i Indiami. Zbliżenie rosyjsko-amerykańskie w przyszłości nie jest niemożliwe, o ile Waszyngton zacznie prowadzić bardziej realistyczną politykę wobec federacji.

Nie tylko współpraca chińsko-rosyjska może ulec w przyszłości pogorszeniu. Taka sytuacja może mieć miejsce w wypadku relacji Pekin-Nowe Delhi. Jakkolwiek o ile stosunki chińsko-rosyjskie są dziś bardzo dobre, to o relacjach Chin i Indii tego samego powiedzieć nie można. W Indiach po dzień dzisiejszy istotną rolę odgrywa trauma związana z klęską w wojnie himalajskiej. Oba mocarstwa wciąż nie uregulowały do końca kwestii granicznych. Indie patrzą z obawą na wzrost wpływów chińskich w basenie Oceanu Indyjskiego, traktowanego przez induskie elity jako swoiste Mare Nostrum [33]. Chiny i Indie mają również wspólne interesy – obie potęgi sprzeciwiają się amerykańskiemu imperializmowi oraz działają na rzecz zreformowania systemu międzynarodowego w duchu bardziej pluralistycznym. Niemniej w przyszłości może to być zbyt mało. Jeśli Indie uznają Chiny za główne zagrożenie, to mogą zacieśnić swoje stosunki z USA. Waszyngton od czasów prezydentury George’a W. Busha działa na rzecz współpracy z Nowym Delhi. Ostatnie wizyty Baracka Obamy są tego dobrym przykładem.

Niepewnym fragmentem koalicji jest Iran. Współcześnie Chiny i Rosja są jego najistotniejszymi aliantami. Wszelako współpraca Teheranu z Pekinem i Moskwą nie zawsze przebiega pozytywnie. W 2010 r. oba mocarstwa poparły zaostrzenie sankcji gospodarczych wobec Iranu. Pekin i Moskwa tłumaczyły się później, że nie mogą zbyt jawnie sprzeciwiać się USA. Temu stanowisku nie brak zasadności. Jednakże to tylko część prawdy o stosunku Chin i Rosji do Iranu. Iran to duży rynek o rosnącej klasie średniej, która konsumuje coraz więcej dóbr. Z punktu widzenia przedsiębiorstw chińskich i rosyjskich obecna sytuacja jest bardzo wygodna. Koncerny z USA, Wlk. Brytanii, Francji, Niemiec, Włoch, czy Japonii niejako dobrowolnie wycofały się z Iranu. Chińczycy i Rosjanie nie muszą konkurować na rynku irańskim ze byt dużą ilością przeciwników. Przed rewolucją 1979 r. Iran był bardzo istotnym importerem broni z Europy i USA. Dziś siły zbrojne tego państwa korzystają głównie z broni chińskiej i rosyjskiej. Władze Iranu wiedzą, że taka polityka prowadzi do zbytniego uzależnienia Iranu od Chin i Rosji [34]. W konsekwencji prezydent Hassan Rouhani usiłuje doprowadzić do jakiegoś prozumienia z USA [35].

Podsumowując należy stwierdzić, że droga do trwałego ograniczenia amerykańskiej hegemonii jest jeszcze daleka. W tym kontekście warto pamiętać o dziejach imperium brytyjskiego. Wielka Brytania utraciła swoją gospodarczą dominację w drugiej połowie XIX stulecia, lecz mimo wszystko zdołała jeszcze wyjść zwycięsko z dwóch wojen światowych [36]. Nawet w sytuacji, gdy USA utraci pozycje największej gospodarki globu, wciąż będą istotnym graczem globalnym. Chiny potrzebują jeszcze wielu lat na uporanie się z licznymi problemami natury wewnętrznej oraz dogonienie Stanów Zjednoczonych w różnych dziedzinach. Dyplomacja waszyngtońska nie będzie w tym czasie próżnować. Głównym spoiwem organizacji SOW, czy BRICS jest sprzeciw wobec hegemonii amerykańskiej. W wyniku utraty przez USA pozycji największej gospodarki globu, obawy związane z dominacją USA mogą ulec zmniejszeniu. Co więcej, w międzyczasie wzrosnąć mogą międzynarodowe obawy związane z rozwojem Chin. Ameryka zapewne będzie wykorzystywać sinofobiczne resentymenty, szczególnie silne na obszarze Azji Wschodniej. Warto pamiętać, że administracja Baracka Obamy podejmuje od kilku lat w tej dziedzinie odpowiedni kroki. Waszyngton dąży do stworzenia wrogiej wobec Pekinu koalicji w regionie. Amerykanie pragną, aby jej członkami były takie państwa jak Japonia, Korea Południowa, Tajwan, Filipiny, Wietnam, Malezja, Birma, Indonezja, czy Indie. Z punktu widzenia amerykańskiej racji stanu szczególnie opłacalnym jest wciągnięcie do tego sojuszu Federacji Rosyjskiej. Z dzisiejszej perspektywy taka wizja wydaje się nierealna. Jednakże nie musi tak być w przyszłości. Obawa przed wzrostem potęgi Chin może zbliżyć Waszyngton i Moskwę. Utworzenie takiej koalicji będzie miało bardzo doniosłe skutki geopolityczne. Doprowadzi to do zupełnego okrążenia i izolacji Chin. Japonia, Tajwan, Filipiny, Malezja oraz Indonezja blokują Chinom dostęp oceanów Spokojnego i Indyjskiego. Elity Państwa Środka postrzegają to, jako swoistą odwrotność Wielkiego Muru położoną u swoich wybrzeży [37]. Mając na uwadze amerykańskie koncepcje geostrategiczne wobec Chin, można inaczej spojrzeć na wydarzenia wokół Syrii. Powstrzymanie się przed interwencją zbrojną w tym kraju przez Baracka Obamę niekoniecznie musi być oznaką słabości. Można je traktować, jako przejaw rozsądku. Amerykański przywódca ostatecznie cofnął się przed lekkomyślną decyzją, tym samym nie doprowadzając do głębszego scementowania aliansu rosyjsko-chińskiego. W konsekwencji furtka do porozumienia amerykańsko-rosyjskiego wciąż pozostaje otwarta…

Państwa sprzeciwiające się amerykańskiej dominacji powinny mieć powyższe kwestie na uwadze. Dotyczy to w szczególności Chin. Państwo Środka stanowi dziś główny motor organizacji takich jak SOW, czy BRICS. Pekin ma realne szanse zdeklasować Waszyngton w różnych sferach. Niemniej władze ChRL muszą stale doglądać swoich stosunków z największymi sojusznikami oraz sąsiadami. Zhongnanhai nie może pozwolić, aby wzrost międzynarodowej pozycji Chin stał się przyczyną niesnasek z sąsiadami. Chiny nie mogą dopuścić do konfliktów z Rosją, Indiami, czy Japonią. Jeśli chińskim elitom się to nie uda, Ameryka może być spokojna o swoją międzynarodową pozycję.

Fot. wikimediafoundation.org 

____________________________________
1. M. Nowicki, Dziwna wojna Ameryki, „Newsweek Polska” 2013, nr 36 z 2-8 IX, s. 48-53.
2. Jest porozumienie w sprawie rezolucji dotyczącej Syrii, http://www.rp.pl, 11 X 2013.
3. Por. Brak postępu w rozmowach ws. kryzysu budżetowego, http://www.rp.pl, 11 X 2013.
4. J. Giziński, Pekin udziela lekcji Waszyngtonowi, http://www.rp.pl, 11 X 2013.
5. W. Orłowski, Stulecie chaosu, alternatywne dzieje XX wieku, Warszawa 2009, s. 26.
6. K. Seitz, Chiny. Powrót olbrzyma, Warszawa 2008, s. 300.
7. K. G. Henshall, Historia Japonii, Warszawa 2011, s. 204.
8. Tamże, s. 201.
9. D. Konieczny, Video komentarz: o rosnącej potędze gospodarczej Chin i możliwych konsekwencjach, http://www.polska-azja.pl.
10. Turcja wybrała chińskie rakiety ziemia-powietrze, http://www.defence24.pl, 12 X 2013.
11. T. Sierakowski, Zadłużenie chińskich prowincji, „Opcja na Prawo” 2011, nr 12 z XII, s. 21-22.
12. Chińskie banki nie utoną, http://www.ekonomia.rp.pl, 12 X 2013.
13. J. Giziński, Chińska starość nie radość, http://www.rp.pl, 12 X 2013.
14. Radosław Pyffel: konsekwencje polityki jednego dziecka to bomba z opóźnionym zapłonem, http://www.onet.pl, 12 X 2013.
15. PKB Chin wzrósł w II kw. 2013 r. o 7,5%, http://www.ekonomia.rp.pl, 12 X 2013.
16. Economy :: China, http://www.cia.gov, 12 X 2013.
17. Tamże, 12 X 2013.
18. Economy :: Poland, http://www.cia.gov, 12 X 2013.
19. Economy :: Russia, http://www.cia.gov, 12 X 2013.
20. B. Góralczyk, Przebudzenie smoka. Powrót Chin na scenę globalną, Warszawa 2012, s. 132.
21. Tamże.
22. P. Jendroszczyk, Pekin chce być jak Waszyngton, http://www.rp.pl, 12 X 2013.
23. Chiny wysyłają okręty w kierunku Syrii, http://www.defence24.pl, 12 X 2013.
24. Jin Cangrong, Przyszłość Chin, Toruń 2013, s. 7.
25. B. Góralczyk, Przebudzenie smoka…, s. 32.
26. Tamże.
27. B. Góralczyk, Wiek Pacyfiku. Epoka konwergencji czy konkurencji?, „Przegląd polityczny” 2013, nr 118, s. 30-33.
28. Z. Brzeziński, Strategiczna wizja. Ameryka a kryzys globalnej potęgi, Kraków 2013, s. 205.
29. Miedwiediew: Okres napięć pomiędzy Rosją i NATO minął, http://wiadomosci.dziennik.pl, 3 XI 2012
30. Country Comparison :: GDP (purchasing power parity), http://www.cia.gov, 12 X 2013.
31. Country Comparison :: Population, http://www.cia.gov, 12 X 2013.
32. B. Góralczyk, Nowy Jedwabny Szlak właśnie się tworzy, http://www.obserwatorfinansowy.pl, 12 X 2013.
33. A. Bartnicki, H. Dalewska-Greń, M. Dehnel-Szyc, Konflikty współczesnego świata, Warszawa 2008, s. 136.
34. Patrz szerzej: J. P. Cardenal, H. Araujo, Podbój świata po chińsku, Katowice 2012, s. 81-89.
35. Ł. Wójcik, Chytry Hasan, „Polityka” 2013, nr 40 z 2-10 X, s. 52-53.
36. F. Zakaria, Koniec hegemonii Ameryki, Warszawa 2009, s. 199.
37. R. D. Kaplan, Monsun. Ocean Indyjski i przyszłość amerykańskiej dominacji, Wołowiec 2012, s. 350.

 

za: http://www.geopolityka.org/syria-2012/2500-wydarzenia-wokol-konfliktu-syryjskiego-czy-to-koniec-pax-americana

 

Advertisements

14 uwag do wpisu “Wydarzenia wokół konfliktu syryjskiego. Czy to koniec Pax Americana?

  1. Słynny amerykański geopolityk i „jastrząb” Zbigniew Brzeziński w późniejszych latach stwierdził koniec globalnej hegemonii USA. Jednak o pozycję światowego lidera Stany kontynuują walkę z dawną siłą, ale już nowymi metodami.

    Występując na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa (Waszyngton) na prezentacji książki napisanej o Zbigniewie Brzezińskim przez jego byłych kolegów i uczniów, sam geopolityk niespodziewanie poddał w wątpliwość dzieło całego swojego życia – umocnienie światowej hegemonii USA. Według Brzezińskiego, dominacja Ameryki trwająca od zakończenia zimnej wojny przez 13 lat, pozostała w przeszłości i raczej nie będzie przywrócona w dającej się przewidzieć przyszłości.

    za Głosem Rosji

    Lubię to

  2. Foto: SXC

    „Ciężka ręka Rosji naciska na sąsiadów”, „Sytuacja w Rosji bliska przewrotu”, „Putin walczy z NGO”, „Moskwa powinna przemyśleć metody polityki zagranicznej”. To tylko kilka nagłówków artykułów zachodnich mediów z ostatnich tygodni. Antyrosyjskie przekazy informacyjne zaktywizowały się po niedawnym zwycięstwie dyplomatycznym Rosji w kwestii syryjskiej. Zresztą „zimna wojna” na polu informacyjnym nie zatrzymała się nawet na jeden dzień, zaznaczają eksperci.

    Antyrosyjska agitacja polega na próbach przekonania Rosjan o prawdziwości korzystnych dla Zachodu pomysłów. Niektóre z tych idei są szczerze fałszywe i niedorzeczne, inne są zniekształceniem faktów. Główny zarzut jest prosty. W Rosji absolutnie wszystko jest złe: prezydent – dyktator-odwetowiec, rząd ubezwłasnowolniony, gospodarka w rozsypce – i dalej po liście. A Zachód jest nieskończenie bardziej rozwinięty i cywilizowany. Tam jest więcej wolności, więcej porządku, więcej pieniędzy. Zachodnie towary są lepsze od krajowych, a zachodni politycy – uczciwsi i mądrzejsi od rosyjskich. Korzyści z takiego przekazu informacyjnego można rozpatrywać w kilku kierunkach: to i wsparcie innych pochodzących z „mądrego Zachodu” idei, i dążenie do „głosowania nogami” poprzez emigrowanie do jakiegoś zachodniego kraju.

    Jeżeli armaty światowych mocarstw coraz częściej milczą, to kanonada walk informacyjnych nigdy nie cichnie. Fakt pozostaje faktem: Rosja i Unia Europejska znajdują się w stanie zimnej wojny. Arena konfrontacji jest szeroka: jest tu i Syria, i kraje znajdujące się na rozdrożu, Unia Europejska, Unia Celna i różnice w rozumieniu wolności demokratycznych, mówi międzynarodowy arcymistrz szachowy, politolog Aleksiej Kuźmin.

    Przeprowadzając analogię z szachami, rzeczywiście, polityczne kroki można przyrównać do strategicznych manewrów, a ataki mediów to taktycznych operacji na szachownicy. Jeden z głównych szachowych postulatów brzmi: „Taktyka w służbie strategii”. Czyli nagłe wypady o taktycznym charakterze powinny odbywać się na kanwie wspólnej głęboko przemyślanej linii strategicznej. To doskonale wiedzą zachodni dowódcy zimnych wojen. Ogólnie rzecz biorąc, pewien dysonans między wycofanymi działaniami liderów krajów a wściekle wrogą kampanią w mediach nikogo nie powinien zmylić – to ogniwa jednego strategicznego planu, uruchomionego w Brukseli przez waszyngtońskich strategów.

    W tym, że po dyplomatycznym sukcesie Rosji w Syrii w zachodnich mediach przypomniano sobie o schematach medialnego nacisku, nie ma nic dziwnego, uważa arcymistrz i analityk Władysław Tkaczow.

    Wysiłki Rosji w stworzeniu Euroazjatyckiej Unii Celnej – to nic więcej niż „gambit”, czyli wyraźnie niemająca perspektyw ofiara w imię niepochowanych jeszcze imperialnych ambicji. Dyplomatyczny skandal w stosunkach z Holandią to powrót do starej praktyki zastraszania „a la KGB”, rozbieżności z Unią Europejską – próba szantażu, Baszar al-Asad – zło w czystej postaci, przeciwstawiający się mu – bojownicy o wolność i tak dalej. Istnieje pragnienie, aby przekonać rosyjskich polityków o przesadzie i bezmyślności przestrzegania własnych interesów na tle już osiągniętego światowego konsensusu.

    W chórze antyrosyjskich głosów przy dobrych chęciach można usłyszeć także zrównoważone opinie. Na przykład we włoskiej La Stampa wystąpił znany sprawozdawca Robert Toscano. Jego zdaniem, polityczne zwycięstwo Putina w historii z chemicznym rozbrojeniem Syrii to nie jednostkowy przypadek. Te wydarzenia należy rozpatrywać jako wynik politycznej strategii Rosji. Jak Rosja może odzyskać wpływy i na ile jest to zgodne z interesami Europejczyków i Włochów? – pyta się Toscano. I odpowiada: rosyjski lider jest ambitny, ale nie cierpi na manię wielkości. Putin zrozumiał, że dyplomacja dla jego kraju to jedyny sposób obrony swoich interesów i polepszenia wizerunku.

    Wierzyć czy nie wierzyć dziełom zachodnich „ekspertów światowej sławy” – każdy zadecyduje sam. A nasi analitycy przypominają: zajadłość ataków przeciwnika w partii to najlepsze świadectwo tego, że dla nas na szachownicy rozwija się zupełnie nie najgorzej.
    za: GR

    Lubię to

  3. Do baz wojskowych Stanów Zjednoczonych w pobliżu stanu Waszyngton wróci znajdujący się we wschodniej części Morza Śródziemnego lotniskowiec „Nimitz” oraz towarzyszące mu niszczyciele rakietowe „William Lawrence” i „Stokdale”. Lotniskowa grupa uderzeniowa przypłynie do brzegów Stanów Zjednoczonych w ciągu kilku najbliższych tygodni. Okręty zostaną wysłane do bazy w Bremertonie.

    Z dyżuru bojowego na Morzu Śródziemnym zostaną wycofane również niszczyciele rakietowe „Barry” i „Grawly”, które zostaną wysłane do atlantyckiej bazy w Norfolku. U wybrzeża Syrii zostaną tylko trzy okręty bojowe marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych: krążownik rakietowy „Monterey” oraz niszczyciele „Stoute” i „Ramage”.

    Lubię to

  4. Niemcy chcą uzyskać „wszechstronne i uczciwe” informacje, dotyczące działalności amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego – oświadczył szef MSZ RFN Guido Westerwelle w związku z doniesieniami o prawdopodobnym podsłuchiwaniu telefonu Angeli Merkel.

    Minister powiedział, że Amerykanie powinni „wyłożyć wszystkie karty”. „Ci, którzy ufają sobie nawzajem, nie zajmują się podsłuchiwaniem. Natomiast ci, którzy uciekają się do tego, niszczą przyjaźń” – podkreśla minister spraw zagranicznych.

    Lubię to

  5. W USA po 1954r. wystąpiły jednocześnie trzy czynniki
    Amerykanie chcieli mieć wielkie dochody z biznesu (biznesmeni), wysokie zarobki (robotnicy) i niskie ceny w sklepach (konsumenci)

    Co oczywiście jest niemożliwe, bo wysokie koszty produkcji muszą przekładać się na koszt produktu finalnego.

    By jednak niemożliwie stało się możliwe wymyślono globalizację.
    I tak produkcję przeniesiono do krajów gdzie był tani surowiec i bardzo niskie płace.
    W ten sposób biznesmeni (korporacje) mieli jeszcze większe zyski, robotnicy stracili pracę ale zyskali jako konsumenci nisze ceny w sklepach.
    Ameryka mając swoje fabryki, ale już poza granicami zachowała ( może tylko pozory) pozycję gospodarczego lidera i w takim stanie rzeczy zaczęła się samodestrukcja.
    Chiny były tym krajem które globalizację umiały wykorzystać do swojego rozwoju.
    Czy na pomysł globalizacji wpadli Amerykanie, czy podpowiedział im to Chiński przywódca Deng tego nikt nam nie powie.

    Lubię to

  6. Autor pewnie się napracował ale ten artykuł jest jednak na poziomie miejsca „geopolityka.org”. O poziomie artykułu mówią trochę źródła. To jest w dużym stopniu technokratyczny bełkot z gazet typu „New York Times” czy „Rzeczypospolita”. Można w tej narracji długo rozprawiać i w ogóle nie dotknąć istoty problemu.

    Skąd Wielki Szatan miał i ma pieniądze na utrzymanie prawie tysiąca baz wojskowych za granicą. Przecież to jest najbardziej agresywnie nastawione państwo świata, przeznacza na „obronę” ~50% swojego budżetu federalnego. Jednocześnie to jest ponad 70% światowych wydatków na zbrojenia licząc w dolarach „amerykańskich”.

    Czego „broni” Wielki Szatan?

    Jaki mechanizm zapewnił Wielkiemu Szatanowi taką dominację na ziemi? Kto jest odpowiedzialny za stworzenie i funkcjonowanie tego mechanizmu?

    Kto, zapewnił motywację Wielkiemu Szatanowi do budowy takie sieci baz wojskowych na ziemi?

    Jaka to jest motywacja?

    To wszystko są pytania dość ważne, na które tacy technokraci nie są w stanie odpowiedzieć.

    Lubię to

  7. Autor zasługuje na miano wielkiego jasnowidza.Można go porównać do Jackowskiego.Potrafi przewidzieć przyszłość 30 lat do przodu.Nie wiem jaka naiwność go kierowała że nie widzi głównego protektora kryzysu globalnego,czyżby nie wiedział kto pociąga w tej grze od wieków za sznurki?.Pytam się jak można analizować rzeczy które może się wydarzą.Możemy tylko gdybać ale nigdy nie analizować.

    Lubię to

  8. Wczoraj zastanawiałem się jaką nazwę wprowadzić na określenie zachodniej tz. demokracji.
    Chodziła mi po głowie
    Faszystowska Mendokracja od słowa mendy, szuje, oszuści
    Faszystowska Mordokracja (od słowa mordować)
    lub Imperium Mordokracji
    dziś szczypior mówi o Wielkim Szatanie
    Autor artykułu jakby w podświadomości ma nadzieję że to imperium mordokracji będzie dalej wiodło prym w globalnej polityce terroru, wyzysku, barbarzyństwa i niszczenia narodów

    Lubię to

  9. Bron genetycznej zaglady – prawda czy mity ?

    http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/genetyczna-bron-masowej-zaglady-prawda-czy-mity

    Najgorsza bronia w dzisiejszych czasach moze okazac sie gruzlica, ktora cicho polozyla juz Nowy Jork i bedzie pracowala w innych miastach. Z Nowego Jorku uratowali sie tylko Zydzi, bo oni dzieki swojemu wywiadowi zostali poinformowani o rozprawadzaniu paleczek Koha. Zydzi i tylko Zydzi badali sie i zapobiegali rozwojowi gruzlicy. Tyle wiem na ten temat !

    Gruzlica, to straszna bron, bo nie boli i poza stanem podgoraczkowym nie ma zadnych innych objawow. Ludzie do stanu podgoraczkowego nie przywiazuja zadnej wagi. Kto dzisiaj bada sobie temperature i czym ? Termometrow prawdziwych nie ma juz dawno i wiele narodowosci w ogole nie wie o ich istnieniu. Ludzie nie sa dzisiaj uczeni niczego. Swiat Zachodni do toczacej ich gruzlicy nie chce w ogole sie przyznac. Wszystko zgania sie na raka, a gruzlice latwo przeciez mozna wyleczyc od kiedy wynaleziono Penicyline i Streptomecyne w USA.

    Paleczki Koha mozna przenosic na falach, a w danym srodowisku przenosza sie juz same. Wystarczy czegokolwiek dotknac po zarazonym gruzlica. Kaszel w jakim srodowisku tez robi swoje, a nawet kichniecie. W Australii ludzie kichaja na potege. Kicha kazdy, wszedzie i bez zadnej krempacji. Ci co kaszla siedza w domu.

    Pozdrawiam. Goska
    (e-mail)

    Lubię to

  10. @ gość

    Myślałem że to jest czytelne.

    „Wielki Szatan” to określenie Stanów Zjednoczonych używane głównie w krajach arabskich, generalnie w świecie islamu. Ten termin o tyle mi się podoba że dotyka właśnie tej motywacji potrzebnej dla terroryzowania świata i prowadzenia globalnej wojny na ziemi. Kraje islamskie są obiektem bezwzględnego wyzysku od czasów kiedy tym Wielkim Szatanem było Imperium Brytyjskie.

    „Mały Szatan” to dla odmiany Izrael.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s