Powstanie Listopadowe


Powstanie Listopadowe czyli zakazana historia żydów w Polsce – cz. 8.

PO STŁUMIENIU POWSTANIA LISTOPADOWEGO “CAR MIKOŁAJ HOJNIE ŁASKĄ SWOJĄ WSZYSTKICH ŻYDÓW OBSYPYWAŁ, SZCZEGÓLNIE ŻYDÓW W KRÓLESTWIE, KTÓRZY MU się NIEMAŁO na SZKODĘ POWSTAŃCÓW PRZYSŁUŻYLI” !!!

Wybuch Rewolucji Lipcowej w Paryżu i naśladujące ją powstanie w Belgji odezwały się żywem echem w Królestwie Kongresowem. Wśród radykalnych żywiołów kraju rozbudziły się nadzieje. Wbrew dążeniom ludzi umiarkowanych, pragnących odroczenia burzy rewolucyjnej, którą uważali za zgubną dla kraju, skrajni parli do czynu. Rozpoczęli oni energiczną kampanję między młodzieżą, wciągniętą do spisku, za natychmiastowem rozpoczęciem akcji zbrojnej. Na czoło agitatorów wysunęli się: Józef Zaliwski podpor. I-go pułku piechoty, “człowiek ordynaryjny, tępego i małego pojęcia, pokątny intrygant i kłamca” (Mochnacki: “Powstanie narodu polskiego” t. II. 82, 111) i Józefat Bolesław Ostrowski, tak zwany Ibuś, żyd z pochodzenia. Znana gadatliwość polska doprowadziła do odkrycia związku młodzieży akademickiej. Doniesiono o tem w ks. Konstantemu. Została ustanowiona komisja śledcza dla badania konspiratorów. W kołach spiskowych wywołało to zaniepokojenie. Obawiano się, i całkiem słusznie, że komisja śledcza wyciśnie z uwięzionych akademików pewne zeznania i odkryje konspirację i jej zamiary. Postanowiono przeto przyśpieszyć wybuch powstania.

Wypadki nocy listopadowej pobudziły do działania wrogie Polsce żywioły. Energiczną akcję rozwinął znany już nam konsul pruski Szmidt. Jego złowrogą zasługą było, że niedopuścił do zlikwidowania rozwijających się wydarzeń i sprowokował, że stały się one podstawą do późniejszej walki zbrojnej. Pośredniczył on bowiem w poufnej rozmowie między Władysławem Zamoyskim a W. Księciem w ofiarowaniu, w imieniu masonerji, korony polskiej “bratu w zakonie” Konstantemu. Układy te zostały udaremnione wprawdzie na posiedzeniu Rady Administracyjnej przez męskie wystąpienie Lubeckiego, który przeszkodził w swoim czasie rosyjskiemu ministrowi skarbu Kankrinowi (z pochodzenia niemieckiemu żydowi) w zrujnowaniu ekonomicznem Królestwa.

Pertraktacje w Wierzbnie uniemożliwiły jednak w pierwszych dniach po nocy listopadowej jasność i decyzję zarządzeń władz, co sprawiło, że rozwój wypadków potoczył się znaną, a tak smutną losów koleją.

Pewne koła dążyły też do wywołania jak najżywszych nieporozumień wewnątrz tajnych organizacyj, ażeby pozbawić w nich decydującego głosu rdzenny żywioł polski. Użyto do tego Lelewela, który o swej roli w dziejach spisku Wysockiego zostawił cenne wyznanie. Znajduje się ono w dziele Śliwińskiego p. t. “Joachim Lelewel” str. 201, gdzie czytamy: “Wszakże pochlebiam sobie, żem mógł nieco wpłynąć na przyjęcie zasad przez spiskową młodzież, z których główniejsze przytoczyć wypada. Przysięgali sobie poświęcić się bezinteresownie, powołując tylko naród i wszelkie jego klasy do powstania“. Dzięki Lelewelowi w łonie tajnych organizacyj, ofiarujących Konstantemu koronę, zorganizowano spisek, który miast władzy miał przynieść śmierć księciu.

Już w pierwszych dniach po wybuchu powstania członkowie Klubu Patriotycznego rozpoczęli zgubną dla kraju działalność. Celem klubistów, w których szeregach znajdowało się wielu neofitów, jak np. Jan Czyński, Tadeusz Krępowicki (późniejszy zwierzchnik węglarstwa polskiego), Jan Majewski, Krzyżanowski, kapitan Majzner i wielu innych, była rewolucja społeczna. Nienawidzili oni szlachty, wpatrzeni w rewolucję francuską, której krwawe praktyki chcieli zastosować w Polsce. Gmina rewolucyjna, a nawet rewolucyjna komuna, jako władza najwyższa, była celem, ku któremu zmierzali klubiści.

Na początku grudnia zaczęły krążyć po mieście najdziwaczniejsze wieści, że w Petersburgu wybuchła rewolucja, że Mikołaj zginął, że Francja wypowiedziała wojnę Prusom, że powstało W. ks. Poznańskie, Litwa, Wołyń, Podole i Ukraina, że korpus litewski przypiął białe kokardy i idzie do wojew. krakowskiego, ażeby je osłaniać przed zamierzonem jakoby wkroczeniem Austrjaków. Szemrano na członków Rządu, zarzucając im brak aktywności. Skrajne żywioły dążyły do zerwania wszelkich rokowań Rządu z carewiczem Konstantym. Po wiecu, który odbył się 3 grudnia w Sali Redutorwej, wysłano deputację do Rady Administracyjnej z żądaniem rozpoczęcia bezwłocznej walki z wrogiem.

Głównym celem ukrytych ataków była osoba Chłopickiego, którego rozpoczął zwalczać Klub Patrjotyczny. Mechesi nie mogli widocznie przebaczyć dyktatorowi jego dążeń do uniknięcia zbrojnej Rozprawy z Rosją. Nie wierzył on w powodzenie powstania, a krwi polskiej rozlewać daremnie nie chciał. W rozmowie z Czartoryskim oświadczył Chłopicki: “Nie mam innych widoków, nadziei i zamiarów, jak tylko Kongresowe Królestwo w całości utrzymać, ale utrzymać z całą niepodległością, jaką mu traktaty i konstytucje zawarowały. Będę żądał, aby odtąd konstytucja nie była martwą literą, ale w całej świętości zachowana została. Będę się domagać, aby wojska rosyjskie w Królestwie nie konsystowały, bo to da większe znamię i gwarancję naszej niepodległości. Tego wszystkiego zażądam i otrzymać muszę“. (B. Limanowski: “Historja Demokracji Polskiej w epoce porozbiorowej” t. I. 213).

Klub Patrjotyczny, w którego skład wchodzili wojskowi, co nigdy pułków nie widzieli i prochu nie wąchali, literaci bez wydawców, adwokaci bez klijentów, eks-księża i eks-szpiedzy przedpowstaniowego rządu, rozpoczął zaciętą walkę przeciw dyktaturze Chłopickiego. Największą czynność rozwinęli najradykalniejsi z klubistów: Czyński, Krępowicki, Wojciech Kazimierski, J. B. Ostrowski, przy cichem poparciu wpływowych członków innych stronnictw, jak to posła Jasińskiego oraz Krysińskich i Wołowskich, potomków najgorliwszych szermierzy i krzewicieli frankizmu… W “Nowej Polsce” (organie secesji radykalnej części Kaliszan, którego redaktorami byli Kazimierski i J. B. Ostrowski), Dominik Krysiński, prof. uniw. i poseł na sejm pisał o dyktaturze Chłopickiego, że “Europa zrozumie ją, jako przygotowanie do pogromu żydów“. Żądał on w drukowanej przez siebie broszurze, ażeby ministrowie byli mianowani przez sejm, a nie przez rząd. Prof. Krysiński, za krytykowanie działalności którego został napadnięty na dziedzińcu zamku królewskiego rektor Linde, wspomagali w walce: deputowany Wołowski, człowiek próżny i żądny popularności, oraz Aleksander Krysiński, sekretarz Chłopickiego, zgięty pokornie, zręczny, nieodłączny totumfacki dobrodusznego dyktatora. Wystąpienia Krysińskich i Wołowskich były zgubnym przykładem dla innych. Niektórzy z publicystów “Kurjera Polskiego”, organu Kaliszan (którego redaktorem był Wincenty Majewski, a najwybitniejszym ze współpracowników Adrjan Krzyżanowski), pracującego nad utrąceniem dyktatury, oświadczali wprost, że są gotowi Chłopickiego zastrzelić.

Wprost przeciwne stanowisko zajęła polska młodzież akademicka, grupująca się około prof. Szyrmy. Oświadczyła ona, że gotowa jest użyć gwałtu przeciwko sejmowi, gdyby z jego przyczyny dyktator miał utracie swoją władzę. Studentów popierało społeczeństwo polskie stolicy, które nazywało Chłopickiego zbawcą ojczyzny i porównywało go z Kościuszką. Pełną entuzjazmu dla dyktatora była również armja, która chciała go widzieć na czele rządu zamiast Czartoryskiego. W przekonaniu wojskowych Chłopicki był najdzielniejszym generałem.

Tak wielka popularność Chłopickiego zaskoczyła krypto-żydów. Postanowili oni zaszachować dyktatora. Po odpowiedniem przygotowaniu gremjum posłów, Franciszek Wołowski, na jednym z posiedzeń sejmu przemówienie swoje zakończył okrzykiem: “Dziś jeszcze w obliczu Europy wyrzeczmy, że Mikołaj I przestał nad nami panować“. Następnie sejm przystąpił na wniosek tegoż frankistowskiego mówcy (członka komisji prawodawczej), popartego energicznie przez Krasińskiego, Czyńskiego, Krępowickiego i innych, do uchylenia wszystkich artykułów konstytucji Królestwa, które, po ogłoszeniu detronizacji cara i usunięciu całego jego rodu od tronu, były w sprzeczności z nowym stanem rzeczy. Doprowadziło to do szeregu zatargów między Sejmem a Chłopickim, który uważał, że taka uchwała sejmu utrudnia mu prowadzenie układów z Rosją, gdzie wpływy neofitów żydowskich były też dość silne na dworze carskim, nie przypadkowo bowiem Mikołaj I, mianując w marcu 1831 r. nowych członków Rady Administr., postawił na jej czele neofitę Engla, a wydział skarbu powierzył zięciowi jego, neoficie Fuhrmanowi.

W styczniu 1831 r. zniechęcony Chłopicki zrzekł się dyktatury. Napróżno pewne koła poselskie, poparte przez armię, czyniły starania o odwołanie tego. Wojsko, którego przedstawiciel, ppłk. artylerii Dobrzański, wystąpił z formalnym oskarżeniem, że klubiści namawiali saperów i 4-ty pułk liniowy do obalenia dyktatury zbrojną ręką, przyjęło wiadomość o ustąpieniu Chłopickiego z przygnębieniem. Od kilku pułków wysłano deputację, żądającą wyjaśnienia, czy Chłopecki został oddalony, czy też sam złożył dyktaturę. Wątpliwości przyjaciół popularnego wodza usunął neofita dr Wolff, który, jako dawny lekarz i przyjaciel Chłopickiego, prosił ich, żeby byłemu dyktatorowi nie poruczyli żadnej ważnej czynności, gdyż dostaje on pomieszania zmysłów.

Upadek dyktatury Chłopickiego klubiści uważali jako skompromitowanie się próby szukania ratunku przez jedynowładztwo żołnierza. Zdaniem ich, nic innego nie pozostało, jak rewolucja społeczna. Miał jej dokonać lud stolicy. Po Warszawie zaczęły krążyć listy osób, których skrajni dla wielu względów znienawidzili. Miały to być pierwsze ofiary “gniewu ludowego“. Wkrótce jednak frankistowscy członkowie Klubu Patrjotycznego doszli do żałosnego dla siebie wniosku,iż te rogate czapki Warszawy miały tylko jedną myśl polityczną, jedno uczucie narodowe: “nienawidzjeć Moskali” i znali tylko jedno hasło: „wyrżnąć Moskali”.

Rzemieślnikom polskim nie brakło bohaterstwa i poświęcenia się. Szli oni w ślady Kilińskich i Morawskich. Z samej czeladzi krawieckiej utworzono artylerję wałową. Podczas szturmu stolicy licho uzbrojony lud śpieszył zewsząd ku obronie. Wszystko inne było dla niego obce. Lud staromiejski, drobni rzemieślnicy, wyrobnicy, czeladnicy, terminatorzy i rybacy Powiśla, gorliwie ciągnąc na wiece i chciwie słuchając mów ognistych, nie chcieli jednak popierać agitatorów, gdy ci sięgali po władzę.

Niepowodzenie nie powstrzymało skrajnych elementów od dalszej działalności. Uważali oni bowiem, że samo powstanie bez rewolucji socjalnej nie uda się. Agitacja klubistów zaczęła przedostawać się do armji. Szczególnie silną stała się po bitwie pod Ostrołęką. Członkowie Klubu starali się wszelkiemi siłami wzbudzić w armji niezadowolenie i podejrzliwość ku zwierzchnikom, zarzucając im zdradę. Na rękę demagogom szło zachowanie się poszczególnych wyższych oficerów pochodzenia frankistowskiego. Zbyt dobrze wiadome było nie podporządkowanie się Szymanowskiego rozkazom dowództwa w bitwie pod Szawtami, która zakończyła się klęską Polaków. Sarkano głośno na Lewińskiego za dezorganizację sztabu i czerpanie bez wiedzy wyższych władz z kasy komisji kwaterunkowej. Mówiono w stolicy o nadużyciach w pracujących dla armji zakładach, nad któremi miał nadzór generał Pawłowski. Puszczono w armji pogłoskę o istnieniu tajnej organizacji “rycerzy sztyletu”, która postawiła sobie za zadanie wymordowanie wyższych oficerów. W prasie warszawskiej, kierowanej przeważnie przez neofitów, a specjalnie w organie Klubu, “Nowej Gazecie“, subsydjowanej przez zdrajcę Dombrowskiego Ksawerego, rozpoczęło się jawne szczucie przeciwko osobie Skrzyneckiego. Najenergiczniej występował przeciwko naczelnemu wodzowi późniejszy redaktor “Echa miast polskich”, Jan Czyński, co do którego istnieją poważne poszlaki, że był on szpiegiem rosyjskim. Antysemita Skrzynecki, który nie chciał generałowi Lewińskiemu powierzyć dowództwa na Litwie, okrzyczany został przez neofitów za zdrajcę, którego trzeba powiesić.

Na początku sierpnia 1831 r. Czyński posunął bezczelność tak daleko, iż żądał wprost od rządu, ażeby przedsięwzięto energiczne środki przeciwko Skrzyneckiemu, który, staje się coraz niebezpieczniejszym. Klubiści, marzący o konwercie i terrorze, postanowili dokonać przewrotu za poradą Maurycego Mochnackiego, który zdaniem Szmitta (“Historja polskiego powstania” t. III, 344) “nie był człowiekiem bezinteresownym”, miano obalić Skrzyneckiego i Czartoryskiego z pomocą generała Krukowieckiego, zakamieniałego wroga naczelnego wodza. Mochnacki uważał, że Krukowieckiego, gdy spełni przeznaczoną mu rolę, łatwo będzie usunąć.

W domu redaktorowej Chłędowskiej, Czyński, Krępowicki i inni zawiązali tajne sprzysiężenie, mające na celu drogą gwałtownych, rewolucyjnych wystąpień i krwawego zamachu na rząd (przedewszystkiem zaś na Czartoryskiego) obalić go i utworzyć rząd rewolucyjny. Klubiści, zapomniawszy o wojnie i o wrogu, który znajdował się w pobliżu stolicy, zarzucili miasto proklamacjami, wzywającemi ludność do rewolucji. W smutny dzień 15 sierpnia 1831 r. tłum zapełnił Sale Redutowe. Zebraniu przewodniczył Czyński, który mówił, że rząd i wodzowie, zamiast przygotowywać wszystko do walki, myślą jedynie o układach. Stąd podniecone masy, z okrzykiem “zdrada”, pociągnęły pod Zamek i dokonały krwawego samosądu. Motłoch, powiesiwszy wszystkich więźniów, nie rozchodził się głośno krzycząc: “Śmierć arystokratom“.

Chciano zniszczyć drukarnię dziennika “Zjednoczenie”. Energiczna interwencja Krukowieckiego zapobiegła częściowo rozszerzeniu się ekscesów. Część tłumu jednak pociągnęła za wolską rogatkę, gdzie dokonała dalszych egzekucyj. Najgłówniejszych jednak, zdrajców nie dosięgnęła ręka sprawiedliwości. Dzięki Aleksandrowi Krysińskiemu poginęły akta tajnej policji w Belwederze, zawierające dokładne spisy szpiegów, wśród których nie brak było zapewne przedstawicieli najwybitniejszych rodzin frankistowskich i żydowskich.

W Warszawie głośno mówiono o tem, konsekwencyj jednak nie wyciągnięto. Frankistowscy przywódcy klubistów chcieli te smutne wypadki sierpniowe przeistoczyć w prawdziwą rewolucję. Na szereg dni przed zaburzeniami mówili oni o mającej wkrótce wybuchnąć rewolucji socjalnej. Zrewolucjonizowana ludność miała zmusić sejm do zamianowania Rady Najwyższej, któraby się składała z 9 lub 15 członków, łączących w sobie władzę prawodawczą i wykonawczą. Rada ta, zdaniem Czyńskiego, który zamyślał o stworzeniu rządu z bliskich mu pochodzeniem i zapatrywaniami osób — miała stać się dla Polski tem, czem była w 1793 r. konwencja dla Francji. Sejm po zamianowaniu Rady Najw. powinien był się rozwiązać. Ponad Radą miała stanąć dobrana grupa ludzi. Jak wyobrażali sobie frankiści rewolucję społeczną, o tem pisał później Czyński w swojej francuskiej broszurze p. t. “La Nuit du 15 aout 1831 a. Varsovie”, w której, co najciekawsze, nic nie wspomina o rozwiązaniu kwestji włościańskiej. A była to przecież sprawa, którą klubiści wszędzie podnosili jako najważniejszą do załatwienia. Pilniejszą bowiem sprawą dla Czyńskiego i towarzyszy było rozprawienie się na wzór francuski z t. zw. arystokratami. Miało to przyśpieszyć upadek społecznego porządku feudalnej Europy. Zdaniem wielu z nich, rewolucja socjalna w Królestwie objęłaby też Rosję, przygotowując grunt dla nowych Steńków Razinów i Pugaczewów.

Nawet po upadku stolicy nie zaprzestali klubiści swojej agitacji. Dzięki nim nie ustawały niesnaski wśród, stronnictw, które wpływały demoralizująco na armję. Niedarmo pisze Szmit, (“Historja…” t. III, 605), że “członkowie klubu i dziennikarze przygotowali nowy spisek“.

Co się tyczy prawowiernych żydów, to zachowywali się oni podczas powstania listopadowego w stosunku do Polaków naogół nieprzyjaźnie. Lękali się oni bowiem, aby, po zaprowadzeniu w Królestwie nowego porządku, nie utracić tysięcznych korzyści, których, przy ogólnej, do najwyższego stopnia doprowadzonej demoralizacji urzędników, za moskiewskiego rządu używali. Faktorstwem, pochlebstwem, płaszczeniem się i złotem umieli żydzi pozyskać sobie najeźdźców. To też po wzięciu Warszawy, jak pisze Otton Spazier (“Hisiorja powstania narodu polskiego w 1830 i 1831 r. t. I. 305) “car Mikołaj hojnie łaską swoją wszystkich żydów obsypywał, szczególnie żydów w Królestwie, którzy mu się niemało na szkodę powstańców przysłużyli“. Nie zachwycił się żydami polskimi, których współbracia paryscy wiedzieli wcześniej od rdzennych Polaków o wybuchu powstania (Sapieha: “Wspomnienia” str. 110) i ich zachowaniem się podczas wypadków 1831 r. słynny rewolucjonista rosyjski Bakunin. Jego zdaniem: “…żydzi polscy… w czasie ostatniego powstania chcieli służyć jednocześnie obydwom stronom walczącym, Polakom i Rosjanom, wobec czego jedni i drudzy ich wieszali” (J. Kucharzewski: “Od Białego Caratu do Czerwonego” t. II. 157). Uwiecznił też zachowanie się żydów, podczas wypadków 1831 r., mistrz Juljusz Kossak w akwareli p.t. “Zaaresztowanie szpiega”.

http://konwentnarodowypolski.wordpress.com/2013/11/25/powstanie-listopadowe-czyli-zakazana-historia-zydow-w-polsce-cz-8/

Reklamy

20 uwag do wpisu “Powstanie Listopadowe

  1. Chodzi o wyłączenie z ” waszej” , czy z „naszej”, czyli strony wiernipolsce.wordpress.com ?, bo nie za bardzo zrozumiałem ?

    Pozdrawiam
    PZ

    Polubienie

  2. REDAKCJA PMN

    wnosi o rzecz niesłychaną! Może to trzeba czytać wspak?… A może to jakaś krecia robota?…
    A może jakaś strzyga?…

    Polubienie

  3. @paziem

    Nie życzymy sobie przedrukowywania tekstów z PMN jako komentarzy, w sposób niszczący strukturę tekstu i hiperłączy. Zasady przedruku były jasne – przedruk wyłącznie bez ingerencji w treść, za podaniem linku do oryginalnego tekstu.

    Wkrótce wycofamy się z dopuszczania przedruków jakichkolwiek naszych tekstów, bo łamanie zasad przedruku jest nagminne. Jeśli ktoś jest szczerze zainteresowany popularyzacją naszych opracowań powinien albo przedrukować zajawkę, krótki fragment – i podać link do całego tekstu, albo zadowolić się podaniem linku. Przedrukowywanie całego tekstu tak, jak zrobił to @adm jest szkodliwe, bo zmniejsza unikalność naszego tekstu i cofa go w wynikach google na dalsze strony. W ten sposób szkodzi wszystkim Polakom, a naszej witrynie przy okazji. Wypozycjonowanie tekstu w google jest trudne i przynajmniej Polacy nie powinni szkodzić innym Polakom.

    Oczywiście korzyść z tego, że komentarz @adm przeczyta 100 osób zaglądających na WPS nie zrównoważy szkody odcięcia tysięcy od wyniku google.

    Opisane względy doprowadziły nasz zespół do odstąpienia od dopuszczania przedruków, tym bardziej, że przedrukowujący celowo zatajali źródło (działanie obliczone na obniżenie unikalności tekstu połączone z usuwaniem/niezamieszczaniem linków zwrotnych).

    Funkcjonując w sieci trzeba mieć rozeznanie w obszarze pozycjonowania i konsekwencji pewnych działań dla stron, z których przedrukowuje się teksty.

    Ponawiamy żądanie usunięcia cytatu z naszego tekstu, przedrukowanego z naruszeniem zasad przedruku.

    Redakcja PMN

    Polubienie

  4. Na marginesie – artykuł Hasbara w polskim internecie. Definicja, metody, organizacja (wikipedia). jest naszym najusilniej atakowanym opisanymi metodami tekstem, różne podejrzane osoby rozprzestrzeniają jego (pozbawione linków i źródła) fragmenty na przeróżnych stronach. Nie trzeba dodawać, że robią to osoby świadome skutków tych działań. Póki co „Hasbara w polskim Internecie …” trzyma się dobrze, ale jak długo jeszcze?

    Polubienie

  5. Redakcja PMN
    Zgodnie z życzeniem Redakcja PMN tekst został usunięty.
    Przepraszam Redakcja PMN za jego zamieszczenie.
    Publikując go miałem na uwadze jedynie jego walory i chęć popularyzacji wśród jak największej ilości internautów.

    Jednocześnie piszecie na swojej stronie http://myslnarodowa.wordpress.com/ w prawej kolumnie na górze

    Propaguj narodowy punkt widzenia
    Pomóż innym Polakom dotrzeć do naszych opracowań.
    Poleć naszą stronę znajomym, zamieść linki do naszej strony w dyskusjach, które prowadzisz w sieci. Z góry dziękujemy!

    Polubienie

  6. @adm

    Dziękujemy. Nie ma problemu, rozumiemy i doceniamy Pana intencje (choć nie – wykonanie 😉 ).

    Mamy nadzieję, że nasze stanowisko zostało wyjaśnione i ułatwi Państwu prace przy przedrukach z innych stron tak, by nie traciły pozycji w wynikach (np. linki zwrotne najlepiej dawać linkując poprzez oryginalny tytuł tekstu).

    Jesteśmy środowiskiem zepchniętym na tak daleki margines debaty publicznej, że jedynym naszym oknem na świat jest internet. Poza niszowymi portalami i blogami główną metodą docierania przez nas do Polaków są wyszukiwarki – i musimy sobie raczej pomagać w pozycjonowaniu naszych tekstów, a nie – szkodzić.

    Redakcja PMN

    Polubienie

  7. MIĘDZY FIKCJĄ A CHARYBDĄ

    Jest to pierwszy przypadek, że tak dalece nie zgadzam się z uzasadnieniem dość szokującego zalecenia bliskiej mi formacji, które ma formę nakazu.
    Mój umysł widocznie nie jest jeszcze na tyle zmilitaryzowany, aby poddać się z kretesem i bez szemrania. Ostatecznie honor internetowego publicysty też coś znaczy.

    Pan Palmer ma u mnie wysłużone w różnych bojach wpisy do osobistej teczki, których nie potrzebuje się wstydzić. Ale, na Swarożyca, te teksty powyżej czytam tracąc wszelkie rozeznanie…

    I to uzasadnienie, że w googlach będzie ich trudno znaleźć?!
    To kliknijcie sobie tam Państwo na Gerwazy Gagucki. I znajdziecie tam jakiegoś kretyna, który wciąż sepleni. A ja przecież napisałem jako Gerwazy Gagucki setki tekstów, jako Błotniak jeszcze więcej i co? NiC!
    Wprawdzie raz albo dwa się zdarzyło, że Maszyna wygoglowała uczciwy przegląd moich dokonań, ale nazajutrz wszystko to zostało skasowane!

    Dlatego na własnym przykładzie stwierdzam, że googlaki redagują polski Internet. A taki na ten przykład redaktor Michalkiewicz korzysta z jakiejś zaczarowanej opcji, albowiem jak redaktor sobie puści bąka, to zaraz googlowskie syny przenoszą owe bąknięcie do swojej biblioteki.
    Ta biblioteka to nie mój wymiar!
    O czym z żalem donoszę.
    (Rozesłać proszę według rozdzielnika).

    Gerwazy

    Polubienie

  8. POWSTANIE LISTOPADOWE

    A tak, nawiasem mówiąc, chciałem napisać o generałach, zamordowanych przez podchorążych w ową Noc Listopadową!
    Piotr Wysocki jednakże nie był zbrodniarzem, chociaż na nim, młodzieńczym żołnierzu, spoczął fatalizm owych dni.

    Rzecz inaczej się ma, gdy chodzi o rozliczenie przywódców Powstania Warszawskiego. Tu już nie możemy mówić o duchach romantycznych. To zbrodnicza polityczna kalkulacja.
    Dlatego niniejszym okazuję im mój brak szacunku. Trzeba było na własnym sznurowadle się obwiesić… Przynajmniej Naród miałby jakiś powód do stawiania pomników.

    Polubienie

  9. Redakcja PMN !! Liczenie na auto pozycjonowanie się w Google to dziecinna naiwność. Tam , a zwłaszcza tam działa „niewidzialna ręka” rządzącego współcześnie majestatu i ona decyduje o tym kto pierwszy. Tam nie rządzi zasada: ” kto pierwszy, ten lepszy”. Zgadzam się z Gerwazym Gaguckim w tym względzie. Google nie jest obiektywnym strażnikiem prawdy i przestrzegania porządku w internecie. Google są tylko środkiem współczesnej wojny informacyjnej /ideologicznej/, zresztą nie tylko one ale cała masa innych portali społecznościowych. Postrzeganie ich w innej perspektywie to błąd. To poprzez Google realizowana zasada wszech omnipotencji współczesnej władzy. Jedno medium jest łatwiej kontrolować, niż wielość mediów. Wprowadzona ostatnio reguła logowania się na inne portale poprzez Google ma właśnie temu służyć.

    Polubienie

  10. Queimada
    To film z udziałem Marlona Brando opis do filmu poniżej.
    Wspominam o nim gdyż film perfekcyjnie pokazuje jak robione są powstania i rewolucje, czyimi rękoma i w czyim interesie.
    Nasze powstania robione były jeśli nie w identyczny sposób to przynajmniej według podobnego scenariusza, z udziałem tych którzy za kurtyną pociągali sznurkami
    Opis filmu:
    Dramat historyczny, którego akcja rozgrywa się w XIX wieku. Film przedstawia epizod z walki narodowowyzwoleńczej murzyńskiej ludności wyspy Queimada. Angielski emisariusz, sir William Walker [Marlon Brando] przybywa tutaj z zadaniem podburzenia ludności.

    Akcja filmu rozgrywa się w połowie 19. wieku na fikcyjnej karaibskiej wyspie Queimada. Zostaje tam wysłany przez rząd brytyjski sir William Walker, by przełamać monopol handlu cukrem, znajdujący się w rękach kolonizatorów portugalskich. Jedynym sposobem na zrealizowanie zamierzeń wydaje mu się sprowokowanie buntu afrykańskich niewolników, sprowadzonych niegdyś na wyspę. Wskutek jego poczynań prymitywny kolonializm Portugalczyków zostaje zastąpiony -;oświeconym; neokolonializmem Brytyjczyków. Jednak świadomość niewolników została obudzona;
    Ten widowiskowy film zawiera polityczne przesłanie reżysera, zaangażowanego od dawna w problemy polityczno-społeczne. Gillo Pontecorvo obnaża tu oparty na prowokacji mechanizm przejścia od; oficjalnego; kolonializmu do perfidnego neokolonializmu. Według pierwotnej koncepcji akcja filmu miała dotyczyć hiszpańskich podbojów kolonialnych i jej tytuł miał brzmieć;Quemada; wypalona. Jednak w związku z protestem władz hiszpańskich reżyser dodał literę;;Queimada;, zastępując słowo hiszpańskie portugalskim, a drażliwych Hiszpanów; Portugalczykami. Nie zmienia to w niczym wymowy filmu, a chociaż jego akcja rozgrywa się w 19. wieku, twórca nie ukrywał, że temat filmu jest jak najbardziej współczesny, zwłaszcza w dobie ówczesnej amerykańskiej agresji w Wietnamie. Zamysł reżysera poparł swoim udziałem w filmie Marlon Brando, zawsze zaangażowany w problemy kolonializmu i walki z dyskryminacją narodowościową oraz rasową.
    Spośród najnowszych wytworów kina włoskiego;Queimada; jest dziełem najbardziej zasługującym na szacunek: nie tylko ze względu na tematykę, ale również na walory stylu; pisali krytycy.
    [Filmoteka Narodowa]
    za:
    http://www.filmweb.pl/film/Queimada-1969-9023/descs

    Polubienie

  11. Odnośnie filmu powyżej – pan Kossecki wygodnie pomija kwestię udziału Prus w wywołaniu Postania Styczniowego (o czym pisali np. Wrotnowski i J. Giertych [Powstanie Styczniowe pruską intrygą?]). W ogóle w tej opowieści Kosseckiego to nie Prusy (i Żydzi) rozgrywają Polaków, tylko nie wiadomo kto, po czym Anglia korzysta by rozbić sojusz francusko-rosyjski.

    Kossecki manipuluje słuchaczami. Jego główna teza (z grubsza), to to, że dzięki Powstaniu Styczniowemu powstała sytuacja geopolityczna, która doprowadziła do Pierwszej Wojny Światowej, więc Powstanie Styczniowe służyło sprawie polskiej. W ten sposób mnóstwo osób zostało przekonanych, że dokonano na narodzie polskim zbrodni, która mu na dobre wyszła.

    Pan Kossecki perfidnie usprawiedliwia oczywistą głupotę polityczną, oczywisty antynarodowy charakter działań „czerwonych” (a potem i „białych”) czymś, co nie znajdowało się w zasięgu analizy stronnictw podejmujących decyzje. Fatalny to pomysł, by oczywistą głupotę rozgrzeszać zupełnie nieoczekiwanymi skutkami. Na tej zasadzie można dać wyrżnąć połowę narodu polskiego.

    Panu Kosseckiemu warto jeszcze przypomnieć, że żaden wariant „geopolityczny” nie dawał Polsce niepodległości. Ani zwycięstwo caratu nad „państwami centralnymi”, ani tym bardziej sytuacja odwrotna. Można było liczyć na jakąś marionetkową ograniczoną autonomię. To, co dało Polsce niepodległość było nieprzewidywalnym zbiegiem okoliczności – nastąpiła implozja zarówno Niemiec (rewolucja komunistyczna) jak i Austrowęgier (rozpad na państwa narodowe) oraz Rosji (rewolucja komunistyczna). Tego nie mógł przewidzieć nikt. Tezy i analizy Kosseckiego są więc bezwartościowe zarówno jako wytyczne do prowadzenia polityki narodowej, jak i do pojęcia zjawisk geopolitycznych.

    Jako odtrutkę na „mądrości” pana Kosseckiego zalecam lekturę:

    Powstanie Styczniowe – chybiony patriotyzm i spustoszenia w świadomości narodowej współczesnych Polaków
    oraz
    Żydzi a Powstanie Styczniowe i jego planowo antypolski wymiar

    Polubienie

  12. Grzanek napisał: Ty mi lepiej @Palmer wytłumacz, dlaczego udajesz, że mnie nie widzisz na PMN czy na prywatnym…

    Mam niewiele czasu. Nie gwarantuję nikomu reakcji na jego interpelacje. Tym bardziej szybkiej. Konto redakcyjne jest obsługiwane przez kilka osób, ale nie przeze mnie (po to zostało założone).

    Wypowiedź pana Gaguckiego odbieram jako kierowaną do mnie, więc odpiszę

    Gerwazy Gagucki napisał: I to uzasadnienie, że w googlach będzie ich trudno znaleźć?!
    To kliknijcie sobie tam Państwo na Gerwazy Gagucki. I znajdziecie tam jakiegoś kretyna, który wciąż sepleni. A ja przecież napisałem jako Gerwazy Gagucki setki tekstów, jako Błotniak jeszcze więcej i co? NiC!
    Wprawdzie raz albo dwa się zdarzyło, że Maszyna wygoglowała uczciwy przegląd moich dokonań, ale nazajutrz wszystko to zostało skasowane!

    Swoje przygody z Google opisałem w tekście „Cenzura: Google ukrywa, Polakom nie wolno znaleźć w Internecie”. Oczywiste są ingerencje w wyniki wyszukiwania. Ale nie każde hasło jest śledzone i monitorowane. Tekst „Żydzi a powstanie styczniowe i jego antypolski wymiar” wisiał z pół roku na 1szej lub 2giej stronie wyników, zanim został usunięty w ramach przygotowań do 150 rocznicy obchodów. Widać do kogoś dotarło, że pozostawienie go w wynikach hasła, które będzie wyszukiwane miliony razy, może być szkodliwe dla Eskimosów. Także tekst o „multikulti” oberwał dawno temu wyłącznie dlatego, że był duży ruch na tym haśle.

    Jeśli ma Pan wątpliwości co do tego, że można wypozycjonować stronę dla niszowych haseł, proszę wpisać frazy „hasbara” czy „jedwabne kłamstwa”.

    Sądzę że mimochodem odpowiedziałem również panu Michałowi Jarzyńskiemu.

    Polubienie

  13. @ Michał Jarzyński

    Opisał Pan w skrócie to, w co wielu użytkowników Internetu nie może jeszcze uwierzyć.
    Ukłony.

    @ Palmer Eldritch

    Co innego hasło, a co innego człowiek, którego płody umysłu nie tylko się monitoruje, ale i — wprawdzie mało udolnie — „redaguje”. Naturalnie ta cenzura albo flekowanie konkretnych osób jest jeszcze dziurawa, lecz chyba Pan nie ma wątpliwości, że jest wciąż udoskonalana.
    Jak tak dalej pójdzie, to trzeba będzie się zwijać z tej sfery i powrócić do drukowania samizdatów wedle sprawdzonych recept. Pogląd, że dzięki elektronicznej formie przekazu docieramy do wielu ludzi, jest o tyle fałszywy, że taką grą w sposób twórczy zainteresowana jest wciąż ta sama grupa. Dlatego ograniczanie dystrybucji własnych myśli zdaje mi się pielęgnowaniem iluzji.
    Ukłony.

    Polubienie

  14. NAUKI Z POWSTANIA LISTOPADOWEGO

    Powracając do tematu i przy okazji do naszych dzisiejszych klęsk — może nie będzie od rzeczy przypomnienie, dzięki jakim okolicznościom Powstanie Listopadowe taką klęską się stało. (Oddzielam tu dywagacje na temat jego sensu).

    Otóż takim dobrym obrazem polskich wad narodowych, jest brak umiejętności przekładania dobra wspólnego nad własne ambicje i brak wiary w nośność politycznej myśli, która przed czynem powinna się sformować. I tu spójrzmy na kabaretową wręcz karuzelę, w której koń wodza naczelnego tak często zmieniał swego jeźdzca.

    Otóż mieliśmy wodzów naczelnych w ciągu niespełna roku trwania Powstania Listopadowego aż JEDENASTU!
    I tu krótki przegląd:

    gen. Józef Chłopicki: 3 grudnia 1830 — 17 stycznia 1831
    gen. Michał Radziwiłł: 20 stycznia 1831 — 26 lutego 1831
    gen. Jan Skrzynecki: 26 lutego 1831 — 12 sierpnia1831
    gen. Henryk Dembiński: 12 sierpnia 1831 — 16 sierpnia 1831
    gen. Ignacy Prądzyński: 16 sierpnia 1831 — 17 sierpnia 1831
    gen. Henryk Dembiński: 17 sierpnia 1831 — 19 sierpnia 1831
    gen. Kazimierz Małachowski: 20 sierpnia 1831 — 7 września 1831
    gen. Kazimierz Małachowski: 7 września 1831 — 10 września 1831
    gen. Maciej Rybiński: 10 września 1831 — 23 września 1831
    gen. Jan Nepomucen Umiński: 23 września 1831 — 24 września 1831
    gen. Maciej Rybiński: 24 września 1831 — 5 października 1831

    Kiedy ten raport przełożymy na dni — ukaże się nam w całej okazałości nasza własna, rodzinna maszkara… Wnioski każdy może sobie sam spłodzić.

    Polubienie

  15. WOJNA!

    Tak, jesteśmy w stanie wojny!
    Stawką jest istnienie albo zagłada po wsze czasy Rzeczypospolitej!
    To, co się dzieje dzisiaj na Ukrainie, powinno być dla wielu uśpionych obywateli Rzplitej drastycznym ostrzeżeniem, a przynajmnie tematem do refleksji.

    Nie da się bowiem puścić Rzplitej w pacht za „dopłaty”, za „renty strukturalne”. Za propagowanie na wszystkich poziomach korupcji, czyli oddawania za grosiki własnych tkanek.
    Ten walec biurokratcznej siły już się toczy. Ale po drodze jest Olszynka Grochowska!

    Polubienie

  16. PANIE PREZYDENCIE PUTIN

    Póki co mam jeszcze możliwość pisania. I w tym zakresie proponuję Panu, abyś mnie wziął na swego rzecznika prasowego. Mnie, polaczka, który będzie się starał zetrzeć wrogów Rosji na miazgę.
    Niech Pan przywoła ducha cara Aleksandra, dla którego jaśnie pan Czartoryski był przyjacielem i ministrem.
    To właśnie Pan, Panie Prezydencie Rosji, jest tym szczęśliwym wybrańcem losu, który może z dawna podzielone nasze narody w jedność scalić. Wprawdzie mamy wiele zaszłości, ale i po pysku się sprać nie stanowi dla naszej słowiańskiej godności ujmy. Albowiem czasem jest tak, że to co dzieli, w wyniku pomieszania języków — także ponad przelaną krew łączy.

    Jest tu wiele tematów, w których znajdziemy wspólnych przyjaciół. I te rozmowy nie mają zaprogramowanego końca.

    Panie Prezydencie!
    Polska, przecież nie tylko w mojej osobie, jest tutaj!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s