Wojciech Kilar – Epitafium


 

Ten gigant muzyczny o duszy wyrosłej na polskim etosie narodowym potrafił się głęboko wsłuchać w nie skonkretyzowane przecież przeczucia muzyczne reżysera, w podpowiadaną przez niego dramaturgię muzyczną filmu.

Dzisiaj dowiedziałem się o śmierci niewątpliwie największego kompozytora muzyki poważnej ( choć nie tylko). Był kompozytorem narodowym z wpisaną w serce i umysł tożsamością. Miałem szczęście i zaszczyt pracować z nim dwa razy nad filmami, w których muzykę kształtowała polskość. Jednym z nich był film „Daleka jest droga” o żołnierzach I Dywizji Pancernej gen Stanisława Maczka. To do dzisiaj jedyny pełnometrażowy film o żołnierzach formacji zachodnich. Kręciłem go w roku 1963 gdy gen. Maczek miał odebrane  polskie obywatelstwo ( od 1946 roku).

 Poetyckim podtekstem filmowej opowieści o polskich czołgistach, oswobadzających Francję, Belgię i Holandię był kawaleryjski rodowód dywizji. Jeszcze w 1939 roku gen Maczek dowodził brygadą kawalerii ze zmotoryzowanym zwiadem. Na obczyźnie przesiadł się na nowoczesne, angielskie czołgi Cromwelle. Ale stając się najwybitniejszym dowódcą wojsk pancernych w II wojnie światowej co zgodnie przyznali hitlerowski dowódca wojsk pancernych Heinz Guderian i brytyjski Bernard Law Montgomery, nie zapomniał o ułańskiej tradycji. Jego dywizja za swój znak obrała skrzydła husarskie, które żołnierze nosili na ramionach, a czołgi na pancerzach. Generał Maczek wprowadził w regulaminie pancerniaków, terminologię ułańską: szeregowy nazywał się „ułanem”, starszy szeregowy „starszym ułanem”, sierżant „wachmistrzem” a kapitan „rotmistrzem”. Na znak żałoby po koniu, nosili lewy czarny naramiennik. Wojtek napisał muzykę symfoniczną, przez którą raz po raz przebijał się refren pieśni o młodym szyldwachu: „barwny ich strój, amaranty podpięte pod szyją, ech Boże mój, jak te polskie ułany biją, ziemia aż drży…” To była Jego wielka umiejętność – dostosowanie stylu muzyki do założeń treściowych i dramaturgicznych filmu.
 Ale ten film był naszym drugim twórczym spotkaniem. Bowiem zadebiutowaliśmy razem: on jako kompozytor, ja jako reżyser, filmem „Lunatycy”. Nasze spotkanie zawdzięczaliśmy muzykologowi Helenie Zdanowskiej, która wykładała w Wojtka Szkole Muzycznej i jednocześnie w Szkole Filmowej. To ona powiedziała mi o niezwykle zdolnym absolwencie, Wojciechu Kilarze. Wojtek, do filmu o wykolejającej się młodzieży, skomponował muzykę o charakterze jazzowym.
 Trzecim naszym wspólnym filmem był „Hubal”, gdzie Wojtek skomponował muzykę na kontrapunkcie dwóch motywów: Kawaleryjskim marszu w rytmie kopyt końskich, który pojawiał się zawsze w scenach kawaleryjskich przemarszów i scenach bitewnych i rozlewnym, nostalgicznym, kujawiaku, nadającym wrześniowemu pejzażowi niepowtarzalną, przenikliwą, polskość.
 Ale spotkaliśmy się również trzy razy w teatrze. Kiedy odbywałem pierwszy z sześciu moich lat bezrobocia za film „Daleka jest droga” realizowałem w teatrze „Hamleta”, do którego Wojtek napisał znakomitą,dramatyczną muzykę z motywami jakby trochę z Kurosawy.
 Wojtek znakomicie czuł teatr, wszak wyrósł w teatrze. Był synem aktorki.
 Po raz drugi na scenie współpracowaliśmy w Teatrze Dramatycznym w Warszawie,gdzie Wojtek napisał muzykę do mojego spektaklu, który był prapremierą nie tylko sztuki „Zjazd Rodzinny” ale pierwszą sztuką Thomasa Stearnsa Eliota na polskiej scenie. Eliot napisał wierszem tragedię antyczną, bo z Eryniami, chórem komentującym akcję, ale osadzoną we współczesnej, arystokratycznej, angielskiej rezydencji. Kilar stworzył muzykę bardzo dramatyczną z motywami antycznej Grecji.
 I trzecie nasze spotkanie teatralne odbyło się znów przy pracy nad Szekspirem,kiedy w 1975 roku realizowałem w Teatrze Studio w Warszawie,polską prapremierę ” Życie i śmierć Króla Jana”. Ten pełen skrajnych ludzkich namiętności,tętniący niezwykle dynamiczną akcją utwór z wielkimi dramatami miłosnymi i walką o władzę, prawdziwie renesansowy utwór stał się znakomitą pożywką dla wyobraźni muzycznej Wojciecha Kilara.
 Ten gigant muzyczny o duszy wyrosłej na polskim etosie narodowym był jednocześnie znakomitym partnerem. Potrafił się głęboko wsłuchać w nie skonkretyzowane przecież przeczucia muzyczne reżysera, w podpowiadaną przez niego dramaturgię muzyczną filmu. Ciężko jest pomyśleć, że się już nigdy nie spotkamy przy pracy. A po cichu planowałem,że Go zaproszę do mojego wymarzonego filmu, mającego przywrócić Polakom godność historyczną, a który traktuję jako misję życia. Wojtek czułby się w tym temacie jak ryba w wodzie.
 Było mi ciepło na sercu,  gdy na dzisiejszej mszy świętej w Konkatedrze Praskiej, ksiądz zaraz po odczytaniu listu biskupów polskich, wypowiedział parę zdań na temat wielkości zmarłego Kompozytora  Należało Mu się to. Wojtek był głęboko wierzącym człowiekiem, wyznającym szczególny kult Matki Bożej. Cześć Jego Pamięci.
Bohdan Poręba.
 29 grudzień 2013
Reklamy

22 uwagi do wpisu “Wojciech Kilar – Epitafium

  1. JEGO muzyka” przez” duże M, na zawsze pozostanie, w naszych sercach i duszy. Była jest i będzie ponadczasowa.Spoczywaj w pokoju, wielki „malarzu” muzyki.Sceny z „Hubala”, w połączeniu z muzyką, zawsze „powodują” łzy, ukradkiem wycierane. Niski pokłon p.Porębie, za całokształt przekazany w mądrych filmach i prezentację polityczną w zgodzie z prawdą historyczna , „pod prąd”.

    Lubię to

  2. Nie napiszę, że jestem jakimś szczególnym znawcą muzyki instrumentalnej, bo to byłoby po prostu zwykłym oszustwem. Tym niemniej doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że niezdolność słuchania tego rodzaju muzyki, jest pewnego rodzaju nabytym kalectwem.
    A ta, niestety, ale łączy się z brakiem bądź utratą pewnej wrażliwości na prawdę, dobro i piękno, a co za tym idzie, poczucia tak szczególnie dziś ważnej sprawiedliwości.

    Dlatego należy oddać cześć wielkiemu kompozytorowi, zachowując tę pamięć w sercach i umysłach własnych. Mało tego, obowiązkiem naszym jest również, przekazywać ją następnym pokoleniom.

    Przy tej okazji, wielki szacunek należy się również wybitnemu reżyserowi, który przez tyle lat, idąc pod prąd, za pośrednictwem swych dzieł, przybliżał nam wszystkim między innymi karty naszej historii, które nie z rzadka miały postać białych plam.

    I choć jest jeszcze wiele do zrobienia, to już teraz, dziękuję za pielęgnowanie pamięci osoby gen Maczka.
    Przyjemnie mnie było, przed kilku laty, spacerować ulicami Edynburga, takimi choćby jak High Street na starym średniowiecznym mieście, czy Princess Street na nowym. A przy tym myśląc, że chodzę jego śladami, zachwycając się tymi samymi widokami, jak choćby, osadzonego na wysokiej skale Zamku Królewskiego, czy panoramą całego miasta i okolic, rozciągającą się z Góry Artura, położonej niemal w samym sercu stolicy Szkotów.

    Nie mam pojęcia, o jakim filmie marzy aktualnie Pan Poręba, bo tych niezrealizowanych pomysłów było już wiele. Co jest w pewnym sensie zasługą „naszego” antynarodowego Ministerstwa Edókacji…

    Jednakże mnie marzy się film, który byłby taką współczesną, bardzo na czasie, adaptacją wcześniejszych „Lunatyków”.
    Czyli film o moim straconym pokoleniu wyżu demograficznego, pokoleniu królików doświadczalnych, których pozbawiono normalnego wejścia w dorosłość, czyli pokoleniu „naszej” szeroko rozumianej transformacji…
    Filmie, ku pokrzepienia serc z jednej, a z drugiej wlania wiary, że można ten niekorzystny tren w końcu odwrócić…

    Lubię to

  3. MIĘDZY KILAREM A PORĘBĄ

    Wojciech Kilar spoczywa akuratnie tam, gdzie wszyscy zdążamy, ale zaraz po spopieleniu Jego szczątków odzywają się obdarzeni łaską bożą twórcy.
    A to nie trzeba było zabrać głos za jego życia?
    Teraz to każda fałszywa nuta się przyłączy.
    I dopisze do jego muzyki nasze polskie spopielenie.

    Albowiem nigdzie nie zostało powiedziane, że wiara Wojciecha Kilara w chrześcijańskie symbole ma bardziej właściwy wymiar aniżeli jego lęk przed Nicością.

    Lubię to

  4. Z całym szacunkiem dla autora epitafium, ale czy ta laurka na cześć Kilara nie jest przejaskrawiona. Fakty są takie, że wielki kompozytor został skremowany. Podobno był katolikiem….ale jakim? Jako osoba wykształcona, był świadomy podejmowanych za życia decyzji, również tych związanych z pochówkiem. Zapewne był posoborowym jueochrześcijaninem i posłuchał przyzwolenia na kremację JPII – przyjaciela żydków. Posłuchajcie jak w mediach np w radiu Katowice kpią z Kilara, że taki pobożny, a jednak kremacja. Zejdźmy na ziemię, bo bujanie w obłokach w tym życiu szkodzi. Pozdrawiam

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s