Chiński kot się skrada


Świat się zmienia, lecz czy my to dostrzegamy?

————————–

800px-Shanghaiviewpic1

Zachodni dziennikarze i analitycy przyzwyczaili się do XX-wiecznego, dwubiegunowego układu sił w świecie. Z jednej strony USA, z drugiej komunistyczna Rosja.

Za jeden z efektów dawnych medialnych sentymentów można uznać listę „najbardziej wpływowych ludzi świata” sporządzoną przez amerykański magazyn „Forbes”. Na czele rankingu znalazł się prezydent Rosji Władimir Putin, który wyprzedził prezydenta USA Baracka Obamę i przywódcę Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinpinga. Autorzy zestawienia uznali, że rosyjski prezydent twardą ręką dzierży władzę nad swym krajem, przez co jego wpływy są większe niż prezydenta potężniejszej, ale bardziej zdemokratyzowanej Ameryki.

Gdyby jednak podobne kryterium obowiązywało przy ocenie rangi pozostałych światowych przywódców, to Putin powinien przegrać… z Xi Jinpingiem. Chiński przywódca skoncentrował w swoim ręku władzę nie mniejszą niż Putin w Rosji. Jest jednocześnie sekretarzem generalnym Komunistycznej Partii Chin, prezydentem Chińskiej Republiki Ludowej oraz przewodniczącym Centralnej Komisji Wojskowej. Jego kraj lekceważy standardy zachodniej demokracji przynajmniej w równym stopniu co Rosja, ma silniejszą pozycję międzynarodową i to on zdaje się wyrastać na główne zagrożenie dla amerykańskiej hegemonii.

Kilkadziesiąt lat temu trudno było sobie wyobrazić, aby jakiekolwiek z pozostałych państw mogło rywalizować z mocarstwowym tandemem USA – ZSRS. Silne gospodarczo kraje Europy rozwijały się zbyt wolno, by ekonomicznie dorównać Ameryce, a miażdżącą przewagę militarną miał nad nimi także Związek Sowiecki. Przez wiele lat Azja (z wyjątkiem Japonii) – podobnie jak Ameryka Południowa i Afryka – nie miała w ekonomii większego znaczenia. Jednak dzięki coraz szybszemu rozwojowi krajów Dalekiego Wschodu udział Azjatów w światowej gospodarce systematycznie wzrastał.

W ostatnich latach z pierwszej trójki rankingów największych gospodarek świata ostatecznie wypadły kraje europejskie. W ogólnoświatowych zestawieniach zdecydowanie przewodzą USA, za nimi pojawiły się Chiny i Japonia. Zgodnie z prognozami ekonomistów, najpóźniej w ciągu 15 lat i ten układ sił powinien się znacząco zmienić. Chińczycy wyprzedzą Amerykanów, a miejsce Japonii zajmą Indie.

Gospodarka Państwa Środka rozwija się w tempie wynoszącym średnio około 10 proc. rocznie już od końca lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. To właśnie wtedy komuniści zarządzający najludniejszym państwem świata, nie rezygnując z dyktatury (jak mawiał ówczesny przywódca ChRL Deng Xiaoping: „Bez takiego środka jak dyktatura nie można się obejść. O dyktaturze należy nie tylko mówić, lecz w razie konieczności trzeba ją też stosować”), zdecydowali się na wprowadzenie zasad wolnego rynku w gospodarce. W efekcie szybkiego, wieloletniego rozwoju udział Chin w światowej produkcji przemysłowej w latach 1980-2010 wzrósł pięciokrotnie – do ok. 20 proc. produkcji globalnej!

Aktualnie choć amerykański produkt krajowy brutto (suma wartości dóbr i usług) jest jeszcze niemal dwukrotnie większy niż w Chinach, to wartość produkcji (z pominięciem usług) azjatyckiej „fabryki świata” jest już większa od produkcji amerykańskiej! W handlu z USA Chiny od lat odnotowują potężną nadwyżkę. Co więcej, posiadają amerykańskie papiery skarbowe warte ponad 1,3 bln dolarów, przez co stały się największym posiadaczem amerykańskiego długu. Można sobie wyobrazić, jakie zamieszanie zapanowałoby na finansowym rynku, gdyby nagle postanowili się ich pozbyć… Jak dotąd Chińczycy deklarują jednak, że „nie zamierzają prowokować problemów”.

Tymczasem w związku z kłopotami budżetowymi w USA i wielu krajach europejskich w międzynarodowym handlu od kilkunastu miesięcy rośnie rola chińskiej waluty – juana. Od stycznia 2012 roku do października 2013 roku udział juana w finansowaniu handlu wzrósł z 1,9 do 8,7 procent. W tym samym okresie udział euro w transakcjach handlowych spadł z 7,9 do 6,6 procent.

Chińska ekspansja jest coraz lepiej widoczna także poza gospodarką. Państwo Środka systematycznie zwiększa swój potencjał militarny. Dysponuje najliczniejszą, ponad 2-milionową armią świata, której budżet corocznie zwiększany jest o ponad 10 procent. Choć w perspektywie najbliższych lat nie jest możliwe, aby dorównała ona pod względem nowoczesności armii amerykańskiej, to jednak można się spodziewać, że różnice potencjału militarnego obu państw będą się stopniowo zmniejszały.

Efekty wzmocnienia pozycji azjatyckiego mocarstwa najlepiej widoczne były pod koniec ubiegłego roku w czasie sporu po wprowadzeniu przez Pekin tzw. stref obrony powietrznej nad Morzem Wschodniochińskim, obejmujących także wyspy należące do Japonii. Pekin oznajmił, że przelatujące tamtędy samoloty obcych państw mają się identyfikować i podawać plany lotów. Wiceprezydent USA Joe Biden przez pięć godzin rozmawiał z chińskim prezydentem Xi Jinpingiem, ale nie udało mu się skłonić go do zmiany decyzji.

Czym w dalszej perspektywie może grozić światu wzrost wpływów „cichego agresora”? Chińscy komuniści od lat uspokajająco powtarzają za swym dawnym przywódcą, uznawanym za inicjatora reform wolnorynkowych w ich kraju, Deng Xiaopingiem: „Chiny nie mają przewodzić światu, tylko robić z nim interesy”. A jak należy tłumaczyć sytuację, w której komuniści strzegą zasad wolności gospodarczej? „Nieważne, czy kot jest czarny, czy biały. Ważne, aby łowił myszy”.

Gdyby wierzyć przywódcom ChRL, należałoby przyjąć, że nie są oni żadnym zagrożeniem – ani dla jakiegokolwiek kraju reszty świata, ani dla chińskich rodzin terroryzowanych okrutną „polityką jednego dziecka”, ani dla katolików wiernych Stolicy Apostolskiej czy dla domagających się przestrzegania praw człowieka miejscowych studentów. Oficjalnie marzeniem komunistycznych przywódców Chin jest jedynie pomyślność ich kraju, pokojowe współistnienie z innymi państwami i obrona wolnego rynku. Z przedstawieniem rzeczywistych zamiarów zaczekają zapewne do czasu, gdy będą już największym mocarstwem naszego globu.

Piotr Tomczyk

za: Prawica.net

———————–

Chińska Republika Ludowa
Chińska Republika Ludowa, ChRL, popularnie Chiny – państwo w Azji Wschodniej, obejmujące historyczne Chiny oraz Tybet i inne ziemie w Azji Środkowej zamieszkane w sumie przez 56 grup etnicznych. (Wikipedia)
Stolica: Pekin
Liczba ludności: 1,351 miliarda (2012) Bank Światowy
Waluta: Renminbi
Produkt Krajowy Brutto: 8,227 tryliarda USD (2012) Bank Światowy
Prezydent: Xi Jinping

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Chiński kot się skrada

  1. WOJNA O PIENIĄDZ opisana przez Chińczyka Song Hongbinga powinna wzbudzić refleksję na temat miejsca Polski na scenie tego teatru polityki.

    Polubienie

  2. Ciekawe byłoby porównanie PKB per capita (tj. PKB/mieszkańca) USA z innymi państwami, ale po odjęciu od PKB wartości całej wirtualnej finansowej piramidy.
    O „realności”, czyli o absurdzie funkcjonowania gospodarki w systemie żydowskiego kapitalizmu np. w USA świadczą choćby następujące dane z prasy branżowej przemysłu drzewnego:
    przyjmując wartość całego rynku mebli w USA (materiał, produkcja, wyroby gotowe) za 100%, 48% tej wartości należy przypisać producentom, a pozostałe 52% należy do handlu.

    Liczby te świadczą o ogromnych niezasłużonych (bo nie wypracowanych) dochodach pośredników – pasożytnictwo w USA ma się jeszcze lepiej niż w Polsce. Dlatego USA skazane są na taki sam upadek gospodarczy i polityczny, jaki był udziałem Polski w XVII w. Pasożytujący szkodnik był i jest ten sam.

    ChRL rozwija się dynamicznie, to fakt, ale ChRL znajduje się w przededniu poważnych problemów gospodarczych wynikających z polityki „jednego dziecka” – kto będzie pracował na emerytury starzejącego się społeczeństwa -?
    W przyszłości pojawią się dodatkowe problemy w ChRL związane z koniecznością wprowadzenia do gospodarki w państwach objętych kryzysem zasad autarkii. Sztucznie nakręcone tempo wprowadzania ciągle nowych wyrobów, ale jednocześnie o krótszej żywotności niszczy człowieka i jego naturalne środowisko. Podyktowane jest to tylko i wyłącznie powiększeniem zysków pośredników, czyli pasożytów.

    A poniżej karnawałowy dodatek, też o kocie, o „Czarnym kocie”:

    Polubienie

  3. Gdzieś mi się przewinęła informacja, że polityka jednego dziecka już od kilku lat nie obowiązuje, ale o tym zachodnia prasa milczy.
    Zastanawia mnie czy towar sprowadzany z Chin do USA jest tam (w USA) wliczany do dochodu narodowego ( marze handlowe, podatki od tych marzy)
    Chiny też zmieniają nieco kurs, mianowicie mają wykorzystywać w większym stopniu swój olbrzymi rynek i wzrastającą zamożność samych Chińczyków, zatem mniej na rynek UE i USA a więcej na rynek wewnętrzny.
    Polska polityka winna dostrzegać zmiany światowe i politykę gospodarczą do nich dostosowywać na bieżąco.

    Polubienie

  4. O przyszłość, ale również „nieprzewidywalność” Chin, jak przystało na kraj „złotego środka”, w ogóle bym się nie martwił.

    Mandarynat tego kraju doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, co zresztą doskonale zostało wyrażone w zdaniu: „Chiny nie mają przewodzić światu, tylko robić z nim interesy”,
    że ich ekonomiczno – gospodarczo – militarna SIŁA,
    jest w bardzo dużym stopniu zasługą …CHCIWOŚCI hiperburżuazji naszego „Starego Świata”, która przeniosła właściwie niemal całą do nich produkcję.

    Budując swój potencjał (ek-go-mi), paradoksalnie, Chiny wyświadczają całemu światu przysługę… to za jego sprawą, skutecznie przyczyniają się do wyhamowania globalnych zapędów anglosasów…
    Chiny (mandaryni) są na to za mądre, szybko się uczą i przede wszystkim wyciągają właściwe wnioski, dlatego nie sądzę, aby popełnili ten sam, jak przed ponad 100 lat temu, błąd…
    po brzydkim, opiumowym wygłupie, pozostało jedynie wspomnienie

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s