Sun Tzu po polsku


Picture

Działalność polityczna podobnie jak i działalność gospodarcza ma w sobie wiele cech do złudzenia przypominających zasady prowadzenia konfliktu militarnego. Konkurencja w obu wyżej wspomnianych dziedzinach, zwłaszcza w obecnej sytuacji odejścia od wielu zasad ogólnoludzkiego kodu honorowego, nabiera coraz bardziej radykalnej formy. Walka o wyborcę lub klienta ociera się często o najbardziej ekstremalne formy łącznie z atakami personalnymi, sięganiem do życia rodzinnego i upublicznianiem wszystkiego, co może zaszkodzić przeciwnikowi. Wszystkie prestiżowe uczelnie w Stanach Zjednoczonych, w których szlify zdobywają przyszli „menadżerowie”, od kilkunastu lat wprowadziły do swoich programów nauczania dokładną analizę książki zatytułowanej „Sztuka Wojny”. Traktat ten napisany ponad dwa i pól tysiąca lat temu przez chińskiego dowódcę i filozofa Sun Tzu poddaje wnikliwej inferencji wszystkie aspekty związane z konfliktem poczynając od względów filozoficznych i kończąc na taktyce działania w poszczególnych sytuacjach na polu bitwy. Oczywiście dzieło to jest także lekturą obowiązkową we wszystkich uczelniach wojskowych, a każda formacja oddziałów specjalnych zawiera jego elementy w teoretycznej części treningu swoich żołnierzy. Jednym z najważniejszych względów poruszanych przez Sun Tzu jest aspekt stworzenia wspólnej ideologii, która potrafi scalić armię i natchnąć żołnierzy gotowością życia i umierania wraz ze swoim wodzem. Autor nazywa tą zasadę określeniem „Tao” i stawia na najważniejszym miejscu pośród pięciu aspektów prowadzenia działań wojennych lub rozwikłania na swoją korzyść jakiegokolwiek konfliktu w sferze cywilnej. „Tao” jest drogą i filozoficzną ideą scalającą wysiłki armii w celu osiągnięcia zwycięstwa, które z kolei będzie korzystne dla wszystkich zaangażowanych w walkę. Pełne zrozumienie „Tao” powoduje wytworzenie nierozerwalnych więzi pomiędzy żołnierzami, ich dowódcami i głównodowodzącym. Każdy, nawet najniższy rangą żołnierz wie, że jest niezastąpionym elementem, bez którego zwycięstwo będzie niemożliwe i gdyby został ranny jego towarzysze zrobią wszystko, aby go uratować narażając przy tym własne życie. Zasada ta stosowana jest od dawna w elitarnych jednostkach bojowych na całym świecie. Dzięki niej jednostki te utrzymują najwyższy poziom morale wśród żołnierzy, co jest głównym aspektem skuteczności działania tych oddziałów. Walka polityczna prowadzona w podobny sposób okazuje się równie skuteczna, upewniając członków ugrupowania czy politycznej partii o wspólnym celu i wsparciu w sytuacji ataku ze strony przeciwnej. Chronienie siebie nawzajem przed atakami politycznych przeciwników wysyła również na zewnątrz sygnał przekonywujący o sile i zwartości szeregów ugrupowania oraz o bezsensie ataków jego poszczególnych członków zwłaszcza, gdy skierowane są one „ad personam”. Nawet, kiedy krytyka członka ugrupowania politycznego posiada formalne podstawy, organizacja powinna wewnętrznie wyciągnąć konsekwencje, na zewnątrz pozostając zwartym monolitem.

Nie jestem zwolennikiem partii politycznej zwanej Platformą Obywatelską. Jest to twór polityczny powstały w wyniku ciemnych porozumień pomiędzy jeszcze ciemniejszymi charakterami polskiej sceny politycznej. Działanie jej, jako partii „trzymającej obecnie władze” napawa również wątpliwościami o jej dobrych chęciach w stosunku do Polskiej Racji Stanu. Nie można jej jednak odmówić skuteczności działania opartego o wyżej wspomniane zasady. Prezes partii i obecny premier rządu RP Pan Donald Tusk „wsławił się” wieloma kompromitującymi faktami, które jednak wobec całkowitego poparcia ze strony członków PO nie spowodowały żadnych poważnych reperkusji. Jak pamiętamy historia służby dziadka premiera w Wehrmachcie czy publiczne stwierdzenie, że: „polskość to nienormalność” odbiły się szerokim echem w mediach nie wyrządzając formalnej krzywdy premierowi, a już o dymisji czy chociażby przeprosinach nie było w ogóle mowy. Świadczy to niewątpliwie o sile politycznej tego ugrupowania, choć siła ta niestety powoduje więcej szkód dla Naszej Ojczyzny niż dobrego. Opozycyjna partia PiS nie posiada niestety podobnego „modus operandi”, będąc w zasadzie przeciwległym biegunem tego samego politycznego bezsensu, co udowodniła poprzez okres, w którym bracia Kaczyńscy „trzymając władzę” swoje przedwyborcze obietnice zamienili w „obiecanki” bez pokrycia. Podpisanie przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Traktatu Lizbońskiego odebrało wszelkie złudzenia, co do intencji tej wrogiej Polsce formacji, której „wierchuszka” składa się w większości z potomków „czerwonej arystokracji” PRL-u. Beznadzieja proponowana przez obydwa twory polityczne rządzące obecnie Polską spowodowała w ostatnich latach kolejne przebudzenie, zwłaszcza wśród młodszej części polskiego społeczeństwa. Młodzi ludzie zaczynają jednoczyć swoje wysiłki w najprzeróżniejszych formach, jednak wspólnym mianownikiem tych oddolnych, niejednokrotnie chaotycznych działań, staje się patriotyzm i Polska Racja Stanu. Powstały w ostatnich latach Ruch Narodowy i zorganizowane działania kibiców są tego najlepszym przykładem. Kibice drużyn piłkarskich w metodyczny sposób rozpoczęli skuteczną akcję informowania całego społeczeństwa o sytuacji politycznej w kraju i o niechlubnej przeszłości osób decydujących o jego losach. Powstały na bazie działających od dawna organizacji patriotycznych i reaktywowanych przedwojennych organizacjach Narodowych Ruch stał się nową nadzieją wielu Polaków na rozpoczęcie walki z postkomunistycznym układem z Magdalenki i „okrągłostołową” zdradą. Na czele organizacji stanęli młodzi ludzie publicznie głoszący chęć wprowadzenia odnowy narodowej i pozbycia się systemowego nowotworu postkomuny niszczącego ostatki Polskiej Państwowości. Jednym z sukcesów, jaki odniósł ten oddolny, nieformalny Ruch Narodowy jest niewątpliwie organizacja Marszu w dniu 11 listopada.

Święto Odzyskania Niepodległości jest najważniejszym dniem w kalendarzu świąt i rocznic obchodzonych przez Polaków w kraju i poza jego granicami. Tak jak to się działo podczas kilku ubiegłych lat w roku 2013 uświęcone zostało wieloma manifestacjami i marszami na czele z warszawskim, najliczniejszym w całym kraju. Trudno ustalić dokładnie ile osób wzięło w nim udział w tym roku, zapewne były to setki tysięcy, co jest jednak łatwe do ustalenia to zakrawająca na dywersyjną prowokację organizacja całego przedsięwzięcia. Jakby całkiem przypadkowo „nasz polski rząd” postanawia w tym samym czasie zorganizować w Warszawie międzynarodowy zjazd orędowników walki z globalnym ociepleniem, co oczywiście ściągnąć miało całą rzeszę lewackich bojówkarzy z najodleglejszych krańców Europy popierających ideę kultu stworzonego przez Alberta Gora. Przygotowania machiny policyjno-wojskowej do ochrony tej imprezy zakrawały na przygotowania do wojny. Spowodowało to obawy o sprowokowanie krwawych rozruchów w wyniku, czego spora część ewentualnych uczestników Marszu postanowiła pozostać w domu. Wytyczenie przemarszu pod Ambasadą Rosji i buńczuczne wezwania organizatorów o jak najmniejsze zaangażowanie miejskich służb porządkowych i policji były bezpośrednią przyczyną skandalu z próbą podpalenia budynku Ambasady. Organizatorzy zamiast poprosić publicznie o ochronę budynku przez policję dali się jak dzieci wprowadzić w odpowiedzialność za prowokację, zapewne zorganizowaną przez wrogie Marszowi siły, których jak wiadomo w Naszym Kraju nie brakuje. Czyżby byli do tego stopnia nieroztropni czy naiwni? Trudno mi w to uwierzyć, gdyż miałem okazję poznać kilku z nich podczas tegorocznego Zjazdu Organizacji Polonijnej USOPAŁ, który odbył się na hiszpańskiej Teneryfie. Robili wrażenie bardzo świadomych politycznie, a mając pośród siebie tak doświadczonych członków jak Pan Zawisza i doradców jak Pan Bender trudno uwierzyć, żeby tak podstawowy taktyczny błąd był zwykłym niedopatrzeniem. Oczywiście nie można wykluczyć przypadku i niezamierzonego błędu, z drugiej strony używając tej samej logiki nie można również wykluczyć działania celowego. Trudno również uwierzyć, aby ci młodzi ludzie, byli tak wyrachowani i chcieli we współpracy z nomenklaturą skanalizować, a później zneutralizować nowo powstałą energię w Polskim Narodzie. Niestety nie byłoby to zrobione po raz pierwszy. Zapewne wielu z czytających ten tekst pamięta dokładnie wydarzenia z roku 1980. W tamtym czasie, podobnie jak teraz powstał oddolny ruch robotniczy walczący o zmianę systemu w Polsce. Wtedy to, jak królik z czarnego kapelusza, pojawili się doradcy, którzy mieli jakby z góry przygotowany plan łącznie z nazwą „Solidarność”, formalizując, tworząc struktury i oczywiście umieszczając siebie i swoje marionetki na czele związku. Kim okazali się być ci ludzie? Dzisiaj wiemy, że wszyscy bez wyjątku byli dziećmi ubeckich morderców lub piewcami komunizmu po metamorfozie. Wielu z nich jeszcze podczas działania w „opozycji” współpracowało z SB i jak Geremek namawiało władze komunistyczne do zastosowania siły przeciwko Polakom. Czy dzisiaj mamy do czynienia z podobną sytuacją? Z pewnością przemalowany postkomunistyczny pomiot „raz zdobytej władzy nie odda bez walki” i jest zdolny do powtórnego oszustwa na miarę lat osiemdziesiątych, tym bardziej, że wielu którzy brali w tych wydarzeniach udział zostali z Polski „wypchnięci” szykanami na emigrację. Młodzi ludzie urodzeni w latach osiemdziesiątych mogą tak samo łatwo „nabrać się na doradców”, jak to zrobiło moje pokolenie w 1980 roku.

Moje pesymistyczne przemyślenia nie są niestety całkowicie bezpodstawne. Nie chodzi tu wcale o szeroko opisany skandal z nadużywaniem alkoholu i nieortodoksyjne, jak na hotel w międzynarodowym kurorcie, zachowanie części z kierownictwa Ruchu Narodowego. Ważniejsze niż, te nieodpowiedzialne wybryki są raczej posunięcia związane bezpośrednio z osłabianiem organizacji pozbywając się z niej aktywnych i sprawdzonych członków i poddawanie się naciskom medialnych aferzystów. Afera, jaka powstała wokół opublikowanych prywatnych korespondencji członka kierownictwa Ruchu – Pana Holochera i reakcja jego organizacyjnych kolegów przekonuje o niedojrzałości politycznej lub naciskach zewnętrznych, mających na celu jego odejście. Pan Holocher będący jednym z twórców Ruch Narodowego i Marszu Niepodległości znalazł się podobno na liście zainteresowań międzynarodowej organizacji „Wikileaks”, która to ponoć włamała się na jego prywatne konta internetowe i opublikowała ich zawartość. Jest to swego rodzaju ewenement. Z całym szacunkiem dla działalności Pana Holochera, ale każdy z Państwa zgodzi się przecież, że są w Polsce osoby odpowiedzialne za dużo większe „przekręty” niż parę tekstów zabarwionych „niezbyt poetyckim językiem” napisanych przez młodego mężczyznę do innych młodych mężczyzn czy swojej własnej żony. Dziwnym zbiegiem okoliczności „Wikileaks” publikująca „najtajniejsze” dokumenty Pentagonu i najbardziej strzeżone przez światowe służby specjalne informacje, postanowiła z całej plejady polskich polityków wybrać Pana Holochera? Czyżby używanie języka niecenzuralnego i głupawe, bezmyślne wpisy na Facebook’u były największymi przestępstwami w polskiej polityce? Platforma Obywatelska takie bzdury opublikowane o jednym z jej członków potraktowałby zapewne bez większego zainteresowania nie pozwalając niszczyć medialnie swojego człowieka. Po rozmowie telefonicznej z Panem Holocherem odniosłem wrażenie, że jego wizja Ruchu Narodowego różniła się nieznacznie od tej przedstawionej przez Pana Winnickiego i Pana Zawisze na Zjeździe USOPAŁ na Teneryfie. Oprócz założeń ideowych i historycznych przedstawił mi dość konkretny, choć wymagający dopracowania plan odnowy gospodarczej opartej o silny państwowy Bank Narodowy tworzący silną kontrolowaną przez sejm – polską walutę.

Scena polityczna w Polsce potrzebuje dzisiaj trzeciej siły, która swoją działalność oprze o konkrety pozostawiając ideologię w głębokim tle swojego działania. Nie chcę tu deprecjonować wartości ideologii, jako siły spajającej, jednak Polaków dzisiaj bardziej spoić może rzeczywisty patriotyzm praktyczny niż patriotyzm oparty jedynie o przeszłą historię. Analiza historycznych wydarzeń, w jakich brali udział obywatele naszego Narodu powinna skłonić nas do refleksji nad historią, która dzieje się przed naszymi oczyma w dniu dzisiejszym. Nasz wpływ na jej bieg, musi zapewnić przetrwanie Narodu i polepszenie przyszłości kolejnym pokoleniom. Traktowanie historii, jako książkowych zapisów i dat, których musieliśmy się w szkole nauczyć na pamięć powoduje oderwanie od teraźniejszości, która przecież za parę lat może stać się kolejnym zapisem na kartkach książki i kolejną datą do zapamiętania.

Obserwując obecną scenę polityczną w Polsce trudno nie odnieść wrażenia, że obserwuje się działania wojenne i choć odbywa się to w sferze polityki, niestety nie obywa się bez ofiar złożonych z życia osób biorących udział w tych zmaganiach. Ilość ofiar, które przez narażenie się establishmentowi i „grupie trzymającej władzę” tracą dobre imię, pracę czy rujnowane jest ich życie prywatne przybywa w zastraszającym tempie wraz z kolejnymi aferami publikowanymi przez media na usługach władzy. Dlatego nowe struktury polskich organizacji nie mogą być oparte o doradców, którzy brali udział w komunistycznej transformacji systemowej bez względu na posiadane przez nich tytuły profesorskie. Organizacje te muszą bezwzględnie wspierać się wewnętrznie tworząc monolityczny ogólnonarodowy i ponadpartyjny twór oparty tylko na Polakach i patriotach. Program działania oprzeć o założenia natychmiastowej odnowy gospodarczej poprzez drastyczne obniżenia opodatkowania i całkowite zniesienie biurokracji przy tworzeniu małych przedsiębiorstw oraz ustawowe usunięcie z Polski prywatnego banku centralnego drukującego zadłużony pieniądz.

Marek Wysocki

za: http://www.nasznowyjork.org/marek-wysocki.html

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Sun Tzu po polsku

  1. Mój imiennik napisał:

    „Dlatego nowe struktury polskich organizacji nie mogą być oparte o doradców, którzy brali udział w komunistycznej transformacji systemowej bez względu na posiadane przez nich tytuły profesorskie.”

    Tytułu profesorskiego nie posiadam, ale pozwolę sobie zauważyć, że pan Wysocki nie posiada podstawowej znajomości przedmiotu, bardzo popularnego w XX wieku, pod nazwą „komunizm”: przecież do cholery ta transformacja systemowa samego końca lat 1980 i początku lat 1990 to nie była żadna „komunistyczna”, tylko PROGRAMOWO ANTYKOMUNISTYCZNA. I dopóki nie mające żadnego pojęcia co się ze światem dzieje, „bojowe jołopy” w rodzaju MW będą bredzić, że coś wspaniałego się stało w „priwislanskim kraju” w ostatnim ćwierćwieczu, doputy będziemy w kapitalistycznym SUN TZU po polsku gównie grząść bez żadnego dla nas – i dla naszych dzieci – ratunku.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s