Zmierzch Ukrainy jaką znamy


Legalna władza na Ukrainie przegrywa, cofa się, a to oznacza jej początek końca. Kiedy piszę te słowa, sytuacja wygląda tak, że prezydent Janukowycz uległ naciskowi motłochu oraz zagranicznych polityków (kolejność dowolna) i zgodził się na dictum w istocie czyniące jego władzę marionetkową. Zobowiązał się do przywrócenia w ciągu 48 godzin od piątku 21 lutego, konstytucji z 2004 r., w której uprawnienia prezydenta są mniejsze oraz do przeprowadzenia nowych wyborów nie później niż do grudnia 2014 r. Polityk pełniący najwyższą władzę w państwie i godzący się na tak upokarzające warunki może tylko i wyłącznie przedłużyć swoją agonię. Agonia ta zresztą najpewniej nie będzie zbyt długo trwać. Strona przeciwna poczuła krew i już teraz nie odpuści. Za chwilę z więzienia wyjdzie Tymoszenko, zapewne w doskonałym zdrowiu. Z jednej strony, będziemy obserwować dobijanie Janukowycza, z drugiej jednak, wyjście Tymoszenko na wolność oznacza pojawienie się czwartego, a może nawet piątego konkurenta, jeśli obok Tiahnyboka, Kliczki i Jaceniuka, policzyć oddzielnie także Prawy Sektor, który powyższego porozumienia nie uznaje, do zdobycia władzy leżącej już właściwie na ulicy.

 

 

Dlaczego właśnie w tym kierunku rozwija się sytuacja na Ukrainie? Dlaczego Janukowycz, mając formalnie wszystkie argumenty po swojej stronie, tak sromotnie oddaje pole? Dlatego, że Ukraina jest tworem sztucznym, nie tylko w swych sztucznych granicach nakreślonych za czasów ZSRR, ale przede wszystkim, jako państwo bez jednego, współodczuwającego narodu, z tradycjami, których nie sposób pogodzić i z licznymi mniejszościami, z potężną mniejszością rosyjską na czele. Jak wielokrotnie wskazywaliśmy, państwo ukraińskie pod prezydenturą Wiktora Janukowycza było pod wieloma względami najlepszym rozwiązaniem z punktu widzenia interesów Polski. Także, w jakże istotnym wymiarze historycznym. Dziś, kiedy obserwujemy zmierzch tej formy państwowości ukraińskiej przypomnijmy jeszcze raz, że to właśnie Wiktor Janukowycz zignorował obchody ludobójstwa wołyńskiego w Łucku, gdzie polscy przedstawiciele wiary ukrainnej, z panem prezydentem Komorowskim na czele, pragnęli pojednać się z banderowcami. Janukowycz wysłał wiceministra, a człowiek z jajkiem dopełnił reszty. Drugim znakomitym ruchem ze strony obozu prezydenta Ukrainy była inicjatywa posła Kolesniczenki, która storpedowała i ośmieszyła polskich obrońców banderowszczyzny głoszących, że polskie uchwały potępiające ludobójstwo obrażają naród ukraiński. Okazało się, że nie tylko nie obrażają normalnych Ukraińców, ale i oni sami domagają się potępienia zbrodniczej ideologii OUN i jej praktycznego zastosowania na Kresach. Dziś to wszystko jest już tylko wspomnieniem.

Janukowycz ulega obcemu dyktatowi w zasadzie nie wiadomo po co. Być może nie panuje już nad państwowymi służbami powołanymi do zapewnienia bezpieczeństwa. Bo na pewno nie panuje nad szeregiem jednostek administracyjnych państwa, w których władze przejęli rokoszanie. Jaskrawie widoczne jest to zwłaszcza w zachodniej części Ukrainy, gdzie we Lwowie mer Sadowy, banderowskiej proweniencji, pogonił milicję państwową i powołał własną. Czy w tej sytuacji Janukowycz może jeszcze liczyć na utrzymanie jakieś cząstki władzy w „nowej” Ukrainie? Moim zdaniem, nie. Przy rozpadzie ZSRR Gorbaczow okazał się niepotrzebny i miejsca dla niego zabrakło. Podobnie było z kolegialnym ciałem rządzącym Jugosławią u progu wojen z lat 90-tych. Także widoki na władzę w ewentualnej Wschodniej Ukrainie są dla Janukowycza raczej marne. Przy takim rozwiązaniu znajda się lepsi kandydaci na przywódców od polityka, który mając za sobą demokratyczną legitymizację władzy, konstytucję i system prawny, sam w zasadzie się tych atutów pozbawił. Jedni powiedzą, że chodziło tylko o pieniądze, o interesy oligarchów, którzy za nim stali. Ale być może, Janukowycz jest (był?) tylko i aż kolejnym politykiem, który pragnie uparcie zachować dotychczasową formę państwa w sytuacji, w której uratować się jej już nie da. Być może zapisze się w historii jako ostatni prezydent tej sztucznej Ukrainy łączącej w sobie bez powodzenia ogień i wodę. Wiele wskazuje na to, że dalsza władza Janukowycza, bądź ewentualnego następcy pochodzącego z jego kierunku politycznego, będzie tylko iluzją trwająca do kolejnego przesilenia. Oczywiście, taką samą iluzją, zwłaszcza na wschodzie Ukrainy, będzie władza nowego prezydenta pochodzącego z obecnej tzw. opozycji. A to oznacza, że zachowanie jedności państwa jest jedynie kwestią czasu. Nie ma tutaj analogii wprost, ale pamiętajmy, jak szybko w pewnym momencie porzucono pomysł walki o zachowanie Jugosławii czy ZSRR w ich pierwotnych kształtach. Tak będzie – prędzej czy później – i na Ukrainie. W jaki sposób Ukraina zostanie podzielona, czy dojdzie do tego w sposób cywilizowany, czy też w drodze krwawej masakry, czy powstaną dwa, czy trzy nowe państwa, tego jeszcze nie wiemy. Na razie, miłujący demokrację zachód podsyca nastroje. I nie szczędzi grosza. Kliczko i jego Udar odbywali szkolenia w Niemczech za pośrednictwem Fundacji Adenauera związanej z rządzącą CDU, z kolei pani Victoria Nuland (zastępca Sekretarza Stanu USA d/s Europy i Eurazji), która zasłynęła ostatnio wypowiedzią o Unii Europejskiej i Kliczce z użyciem angielskiego słowa na „f” (f… UE!), wystąpiła z przemówieniem na spotkaniu lobbystów na rzecz Ukrainy, sponsorowanym przez koncern Chevron i stwierdziła m.in., że USA od 1991 r. przeznaczyły 5 miliardów dolarów na „promocję kierunku europejskiego” na Ukrainie. Dla ciekawych świata podaję, że p. Nuland to wnuczka emigranta z imperium rosyjskiego Meyera Nudelmana oraz żona Roberta Kagana, czołowego, tak jak i ona sama, neokonserwatysty. Obok tego obserwujemy działania znanego harcownika neokonów (i przy okazji idola pokaźnej części polskiej prawicy), senatora Johna McCaina. Jego groteskowe groźby i ataki na prezydenta Putina reprezentują poziom podobny do nawoływań pp. Saryusza-Wolskiego i Adama Lipińskiego o sankcje UE wobec Rosji. A przecież natura klauna nie wyczerpuje znaczenia postaci McCaina. Nie sądźmy, że to jakiś prywatny głos człowieka, który zatrzymał się mentalnie w epoce zimnowojennej. To głos neokonserwatystów, którzy po klęsce, czyli – jak do tej pory – nie dojściu do skutku inwazji na Syrię i Iran – w sposób ewidentny, przy okazji Ukrainy, podjęli poważną akcję mającą na celu dokonanie zemsty na Rosji, sprawcy tamtych politycznych i wizerunkowych porażek USA.

 

 

Bez względu na formę jaką przybierze, rozpad Ukrainy jest nieuchronny. Jako Polska, stoimy u progu powstania na naszej wschodniej granicy państwa neobanderowskiego i to do tego na ziemiach, które w swojej najbardziej zachodniej części były kolebką Lędzian-Lachów, zaś w pozostałej części, były przez setki lat (niektóre nawet przez lat 600) elementem składowym Polski, ziemiami, na których wyrosło wspaniałe dziedzictwo polskiej historii i kultury, o które Polska toczyła niezliczone boje. Z doświadczenia ostatnich lat wiemy, że neobanderowskie siły polityczne na tych ziemiach, w poważnym stopniu dzierżące władzę samorządową oraz, obecnie, faktyczną władzę quasi-państwową, prowadzą bezwzględną politykę banderyzacji historii i świadomości współczesnych mieszkańców tych terenów. Przekłada się to na nazewnictwo ulic, na pomniki, popiersia, upamiętnienia innego rodzaju, prasę, literaturę itd. Polak jest wrogiem, Polak był okupantem, Polak prześladował, Polaka słusznie usunięto. Co więcej, ludzie ci roszczą sobie prawa do 19 powiatów obecnej Polski. Wydawało się, że ten postulat wygłoszony samowolnie przez członka Prawego Sektora, a później mętnie zdementowany przez szefostwo organizacji (nie odrzucono go wprost, lecz wskazano, że dziś roszczenia terytorialne są niestosowne; kiedy staną się na powrót stosownymi?) stanie się momentem otrzeźwienia dla polskich tzw. elit politycznych. Nic podobnego nie nastąpiło! Przeciwnie, odnosi się wrażenie, że dla establishmentu w Polsce, nie tylko władza neobanderowców, ich rosnące znaczenie, ale nawet ich roszczenia terytorialne wobec Polski, nie stanowią żadnego problemu, żadnego powodu do choćby zaniepokojenia. Neobanderowców cywilizuje się, mówiąc, że czerwono-czarne sztandary i hasła UPA, to już teraz „symbole ogólnoukraińskie uświęcone krwią pomordowanych przez reżim Janukowycza”. Przedstawianie w Polsce neobanderowców jako przede wszystkim antyrosyjskich jest zarówno śmieszne, jak i naiwne. Rosjanie byli gośćmi na tych ziemiach, czy to w 1914, czy w 1939/44, czy później. Nie stanowili rdzennej, ani nawet napływowej, w zwartej, liczącej się masie o ugruntowanej historycznie pozycji, ludności tej ziemi. Antyrosyjskość przyszłego państwa neobanderowskiego będzie miała wymiar zewnętrzny, międzynarodowy. W odróżnieniu od tego, wymiar antypolski, ma charakter wewnętrzny, nawet pomimo bardzo niewielkiej ilości żyjących tam jeszcze Polaków. To deptanie polskiej historii, deptanie naszych zasług i dokonań, to bezczelne i oburzające nazywanie rdzennej i zasiedziałej od setek lat ludności polskiej, okupantami. To wreszcie, nieskrępowana niczym (dzięki posiadaniu tak możnych protektorów jak np. neokonserwatyści) apologia prymitywnej, nienawistnej ideologii szowinizmu ukraińskiego, apologia jej zbrodniczych dokonań, i zakłamanych „bohaterów”.

Wobec tego wszystkiego stanie Polska, której elity polityczne żyją w ułudzie, w oparach absurdu. Polscy politycy są zamroczeni rusofobią. Uwielbienie dla wyśnionego ideału antyrosyjskiej Ukrainy odbiera im zdolność racjonalnego oglądu sytuacji. Wszystko widzą przez różowy pryzmat własnych wyobrażeń, nie widzą zaś niczego, co im ten obraz psuje. Nie widzą prawdy. Na ich usługach ogłupia Polaków zgraja pseudodziennikarzy, w istocie płatnych pachołków, bezwzględnych kłamców i dezinformatorów z premedytacją. Treści przekazywane przez tą kastę prezentują ordynarny prymitywizm ideologiczno-polityczny (tytułem przykładu – przekonują, że banda zamaskowanych byczków z pałami i koktajlami Mołotowa w rękach, to społeczeństwo obywatelskie tłamszone przez Berkut!).

 

 

Sprawa Ukrainy pokazuje, jak bardzo Polska opanowana jest przez ludzi jednej opcji, którzy dla swoistej zabawy gawiedzią niby-różnią się w kwestiach drugorzędnych na użytek wyborów. W kwestii ukraińskiej jednym głosem mówią wszystkie siły postsolidarnościowe, i tzw. prawica i centrum, i oportunistyczni ludowcy i takaż lewica, Gazeta Wyborcza i Gazeta Polska. Dawni KOR-owcy podzieleni na europejczyków i niepodległościowców, gdy chodzi o Ukrainę i Rosję, wracają do źródeł. Źródłami tymi są prometeizm, mesjanizm, rusofobia, ukraińska mitomania („wiara ukrainna”), tradycja polityki wschodniej Piłsudskiego i Giedroycia, ta pierwsza, zweryfikowana negatywnie przez historię, ta druga, będąca wyrazem chciejstwa oderwanego od rzeczywistości, wyrażającego pragnienie skrojenia Rosji na własną modłę, Rosji niby-demokratycznej, takiej, jak ostatnio stwierdził Pieskow, sekretarz prasowy prezydenta Putina, która rozwiąże armię, odda w koncesję wszystkie zasoby naturalne i sprzeda całą ziemię zachodnim inwestorom. Wszystkie elementy tej tradycji politycznej są niezwykle szkodliwe i niebezpieczne dla Polski. Jednak poza jednostkami i poza takimi głosami, jak głosy publicystów tygodnika Przegląd – mówię o pismach obecnych w tzw. mainstreamie medialnym – mamy do czynienia z tragiczną dla Polski jednomyślnością.

Widać tu w całej rozciągłości dwie kwestie, po pierwsze – patrząc w przeszłość – klęskę myśli narodowej, która w okresie powojennym przez bierność swoich oficjalnych czynników wegetowała na marginesie emigracji, zaś w Polsce nie wywarła istotnego wpływu na Solidarność (paradoksem historii jest to, że w największym stopniu wyrazem ideologii endeckiej była w wielu aspektach swojego istnienia Polska Rzeczpospolita Ludowa) oraz, po drugie – patrząc na teraźniejszość i przyszłość – paląca potrzeba odrodzenia wpływu endeckiej szkoły myślenia na politykę polską. Podkreślam – WPŁYWU! Nie chodzi o takie czy inne partie z wielkimi nazwami i sztandarami, i o dzielących się na starcie wodzów kanapowych, ale o faktyczny wpływ na sposób myślenia Polaków i na politykę Polski. Nie czas ubolewać, że jest źle. Czas się wziąć do pracy, bo proces uświadamiania Polaków i zdobycia przełożenia na rzeczywistość, nie będzie wspomagany czarodziejską różdżką, ale nastąpić może jedynie w drodze żmudnego, wieloletniego wysiłku ludzi konsekwentnych i zdecydowanych.

Adam Śmiech

 

za: http://www.jednodniowka.pl/news.php?readmore=487

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Zmierzch Ukrainy jaką znamy

  1. Przecież okazało się,że wszystko było uzgodnione z Putinem,który sam się obawiał aby Majdan nie rozlał się na Rosję.Tak prognozował W.Bukowski.

    Lubię to

  2. Dobrze ze nie Chodorkowski… a moze i na jedno wyjdzie, gdy dodamy do s-ki Suworowa, czy jak mu tam…p.Kazimierzak, czas na, no własnie…moze czas na powazne
    przewartosciowanie aktorów wystepujących w „teatrze” świata tego.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s