Ile stracimy na kryzysie ukraińskim?


Za:  http://prawica.net/37421

– Jeszcze na początku roku byłem spokojny o 3-procentowy wzrost polskiego PKB. Teraz, w związku z sytuacją na Ukrainie, załamaniem tamtejszej gospodarki, a co za tym idzie także wymiany handlowej naszymi krajami, uważam, że tempo to nie jest możliwe do uzyskania – przyznał wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński.

Drugim czynnikiem, który będzie mieć wpływ na pogorszenie wyników ekonomicznych, w tym polskiego bilansu handlowego – jest epidemia afrykańskiego pomoru świń. W związku z wykrytymi w Polsce przypadkami ASF – tracimy post-sowieckie i azjatyckie rynki zbytu. Nasi producenci eksportowali dotąd m.in. 51 tys. ton mięsa wieprzowego do Chin, 26 tys. ton do Rosji, 20 tys. ton do Korei i Japonii, 16 tys. ton na Ukrainę.

– Nie ma obecnie możliwości szybkiej dywersyfikacji handlu, ani wchłonięcia tych ilości przez rynek krajowy czy wewnątrzunijny, dlatego wspólnie z ministerstwem rolnictwa staramy się o uruchomienie systemu rekompensat dla producentów i eksporterów – zapewnia wicepremier Piechociński, dotychczasowe rozmowy z Komisją Europejską uważa jednak za mało optymistyczne.

Jeszcze gorzej jest z całokształtem polsko-ukraińskich relacji gospodarczych.

– Ukraina jest, czy raczej była dotąd naszym 8. partnerem w eksporcie i 18. w imporcie. Obroty handlowe sięgały 5 mld dolarów przy 2 miliardach dolarów nadwyżki dla Polski. Na tamtejszy rynek pracuje 15 tysięcy firm. Tymczasem tylko w styczniu odnotowaliśmy 6-procentowy spadek eksportu, w pierwszych dwóch tygodniach lutego – 15-procentowy, a łącznie spodziewamy redukcji aż o 30 proc. – wylicza prezes PSL.

Ekonomika Ukrainy jest w stanie całkowitego kolapsu. Od grudnia od naszych sąsiadów zwinęło się 10 procent inwestycji zewnętrznych poczynionych w ciągu ostatnich 20 lat. Ucieka m.in. PKO BP, podobnie jak i BGŻ nie widzący możliwości tak obsługiwania, jak i gwarantowania transakcji dokonywanych na Ukrainie. Skokowa dewaluacja hrywny dodatkowo uderza w polskich eksporterów, a nawet spodziewane przejście na rozliczenia dewizowe nie musi zrekompensować już poniesionych strat.

– Śmieciowy rating Ukrainy oznacza, że zachodnie agencje uznają to państwo za upadłe, a jego papiery dłużne za praktycznie bezwartościowe, co stawia pod znakiem zapytania nawet pomoc rosyjską – uważa Piechociński, a dopowiedzieć można, że ta jest przecież warunkowana także sytuacją polityczną na Ukrainie.

Jeszcze w listopadzie wprawdzie blisko 20 proc. ukraińskiego długu (wówczas o wartości 5 mld dolarów) wykupił amerykański fundusz inwestycyjny Franklin Templeton, co zapewne nie pozostało bez wpływu na decyzje o metodach rozwiązania kryzysu podejmowane przez poprzednie władze w Kijowie – dziś jednak trudno wskazać źródło finansowania „porewolucyjnej” gospodarki ukraińskiej. Wicepremier Piechociński potrzeby pomocowe Ukrainy szacuje na co najmniej 40 mld euro od ręki – a takich środków przynajmniej Unia Europejska na tym etapie wyasygnować nie jest w stanie.

Załamanie gospodarcze Ukrainy wydaje się nie mniejszym zagrożeniem dla Polski, niż dalsze perturbacje polityczne za Bugiem. Choć to polityką pozostaje na Ukrainie funkcją stosunków ekonomicznych, to można również założyć, że zmiana układu władzy, choć zapewne zrealizowana pod dyktando i wskutek interesów poszczególnych oligarchów – może także w pierwszym rzędzie skupić się na przesunięciach wewnętrznych.

Czyjeś „akcje” (tak w znaczeniu przenośnym, jak i dosłownym) pójdą w górę, ktoś majątek i wpływy utraci, względnie będzie musiał ograniczyć się do „skromnego” konsumowania posiadanych zasobów. Całościowa stabilizacja ekonomiki może w tym procesie zejść na plan dalszy, dopóki nie ustali się którzy to właściwi nowi panowie (panie?) i za czyje pieniądze przejmą władzę polityczną na Ukrainie.

Niewiadomą pozostaje też, czy czynnikiem stabilizacji, czy raczej wprost przeciwnie okaże się największy surowcowo-energetyczny partner Ukrainy – czyli Rosja. Z punktu widzenia Moskwy utrata przez Ukrainę płynności finansowej i zdolności płatniczych w połączeniu z destabilizacją polityczną każe sobie postawić pytanie: czy użyć gospodarczego pistoletu do zabezpieczenia interesów politycznych, czy też poświęcać dalej politykę w nadziei odzyskania choć części nakładów poniesionych np. w dotowanych dostawach gazu i ropy.

Kończą się powoli na polskich ulicach „wiece solidarności” z Ukrainą (czytaj – z Euromajdanem). Najwyższy czas postawić pytanie kto z organizujących ten sino-żowtyj festiwal będzie się teraz solidaryzował z polskimi przedsiębiorcami, którzy na kijowskich awanturach ponieśli wymierne straty?

Właściwie poza wspomnianym Piechocińskim i Leszkiem Millerem żaden polski głównonurtowy polityk nie ośmielił się w ostatnich tygodniach odnosić do ekonomicznych – i stricte polskich! – aspektów zagadnienia ukraińskiego. Niestety, nasze zapatrzenie na Zachód przynosi nam kolejną falę kryzysu, nadchodzącą z „uzachodnianego” Wschodu.

Czas więc zmodyfikować hasło wznoszone często na imprezach popierających podporządkowanie Kijowa Brukseli. Teraz wszyscy możemy już jak ostatnie barany wiwatować „za naszą i waszą… biedę!”

Autor:
Konrad Rękas Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej. Publicysta portalu Konserwatyzm.pl, doradca rolniczych związków zawodowych – ZZR „Ojczyzna” i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych.
Advertisements

2 uwagi do wpisu “Ile stracimy na kryzysie ukraińskim?

  1. Powinno się przejść od języka propagandy do języka matematyki i Majdan jako gwarant projektu politycznego powinien zaprezentować swoją EKONOMIĘ POLITYCZNĄ.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s