Złoty a euro


czyli rzecz o stanie polskich nauk ekonomicznych

W zamieszczonym w „Rzeczpospolitej” z 26.03.2014 r. artykule Złoty czy euro, autorstwa Alojzego Z. Nowaka i Kazimierza Rycia, postawiony został ponownie problem przystąpienia Polski do strefy walutowej euro. Odpowiedź końcowa autorów brzmiała:

„Wspólna waluta naszym zdaniem ma przyszłość, a więc Polska powinna do niej przystąpić. Zwiększona nasza aktywność w tworzeniu odnowionej Unii Walutowej: tak. Nerwowy pośpiech w celu przystąpienia: nie.”

Dyskwalifikujące pominięcia intelektualne

Wszystkie zaś zagrożenia „egzogenicznością” euro w stosunku do polskiej gospodarki i jej zasadniczo niższej konkurencyjności oraz innowacyjności wobec krajów rdzenia strefy euro, mają być ich zdaniem zasadniczo zlikwidowane stworzeniem Unii Bankowej oraz wdrożeniem przez Brukselę koncepcji cyt. „inteligentnej specjalizacji regionów i krajów bardziej wertykalnej polityki gospodarczej”, co ma ułatwić „proces integracji realnej”.

Pomijając spekulatywność dowodzenia tezy końcowej i enigmatyczną nowomowę, ten artykuł dyskwalifikuje się naukowo sam z siebie. Po pierwsze dlatego, że nie uwzględnia przyczyn kryzysu strefy euro i zapaści finansowej państw południowoeuropejskich tej strefy. To jest intelektualna dyskwalifikacja całej argumentacji o „egzoteryczności” i „endogeniczności” euro. Po drugie zaś dlatego, że nie uwzględnia współczesnego dorobku naukowego światowej ekonomii ostatnich kilkunastu nawet lat, nie mówiąc już o latach ostatnich. To jest naukowa dyskwalifikacja całej argumentacji odwołującej się do nauki ekonomii obu autorów będących profesorami nauk ekonomicznych Katedry Gospodarki Narodowej Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.

I w zasadzie na tym polemikę z tym artykułem należałoby skończyć. Ale ponieważ takie same atrybuty samodyskwalifikacji intelektualnej mają wywody choćby prezesa Narodowego Banku Polskiego profesora nauk ekonomicznych Marka Belki, acz także szeregu innych utytułowanych profesorsko ekonomistów publikowanych na łamach nie tylko „Rzeczpospolitej”, pozwolę sobie na uwzględnienie tych dwóch pominięć intelektualnych. Pokażę też ich konsekwencje dla tezy końcowej obu autorów.

Kryzys strefy euro i jego walutowa przyczyna

Wybuch światowego kryzysu finansowego we wrześniu 2008 roku wywołał zjawiska recesyjne w gospodarkach krajów UE oraz trwałe spowolnienia wzrostu gospodarczego. Odsłonił jaskrawo ukryte negatywne konsekwencje wprowadzenia wspólnej waluty przede wszystkim dla krajów speryferyzowanych gospodarczo. Głównym zagrożeniem okazały się finansowe konsekwencje strukturalnych różnic gospodarczych w innowacyjności i konkurencyjności pomiędzy krajami strefy euro europejskiego centrum z Niemcami na czele, a krajami strefy euro południowoeuropejskich semiperyferii.

Wspólna waluta i ponadnarodowa polityka monetarna stworzyły sytuację uniemożliwiającą używania kursu walutowego do reagowania na bilans handlu zagranicznego, a szerzej deficyty rachunków bieżących odzwierciedlających bilans handlowy. W warunkach wspólnej strefy celnej i wspólnych polityk gospodarczych, wspólna waluta odbiera krajom speryferyzowanym jakiekolwiek możliwości wpływu na międzynarodową wymianę handlową i w ostateczności przeciwdziałanie deficytom handlu zagranicznym. Nie istnieje bowiem możliwość polityki deprecjacji lub dewaluacji własnej waluty, której nie ma.

Światowa stagnacja i recesja tylko ten proces szybko odsłoniły. Bez wybuchu kryzysu światowego ten proces toczyłby się jeszcze o wiele dłużej, zanim doszłoby do kryzysów płatniczych w poszczególnych krajach, ujawniających się rosnącym zadłużeniem sektorów publicznych. Acz byłby on w moim przekonaniu nieuchronny.

Wejście do strefy euro głównych semiperyferyjnych krajów Południa Europy – Portugalii, Hiszpanii, Grecji i dualnych semiperyferyjnie Włoch, pogorszyło istotnie ich pozycję w handlu międzynarodowym. Przede wszystkim są to kraje o strukturalnie niższej innowacyjności gospodarek, co obniża konkurencyjność ich finalnych produktów przemysłowych. Wspólna waluta euro uniemożliwiała poprawianie konkurencyjności tanią walutą krajową.

Równocześnie euro czyniło te gospodarki bezbronnymi wobec innowacyjnych i konkurencyjnych towarów krajów rdzenia, w tym przede wszystkim Niemiec. Acz dotyczyło to także towarów Stanów Zjednoczonych i Chin, ze względu na fakt, iż siłę euro wyznacza głównie siła niemieckiej gospodarki.

Dodatkowym czynnikiem obniżenia konkurencyjności dzięki wejściu do strefy euro, stał się silny wzrost popytu wewnętrznego, który przyciągał import i wzrost płac, który obniżał konkurencyjność eksportową towarów. Tani kredyt zewnętrzny i wewnętrzny w walucie euro, relatywnie niskie stopy procentowe i wzrost popytu wewnętrznego, wywołały okresowe ożywienie gospodarcze. Zaś wzrost gospodarczy, jak zwrócił na to uwagę Jan F. Staniłko, doprowadził do wzrostu cen dóbr i usług krajowych oraz szybkiego wzrostu płac, który wyprzedził wzrost produktywności pracy, a w konsekwencji obniżył konkurencyjność.

”Wzrost płac stał się szybszy od wzrostu wydajności szczególnie w Grecji, Irlandii, Hiszpanii i Włoszech. „W rezultacie wg EBC – jak podsumowywał w 2011 roku Jędrzej Krakowski – konkurencyjność Niemiec w stosunku do Włoch, Hiszpanii i Grecji zwiększyła się o blisko 24%, Irlandii prawie 36%, a wobec Francji, gdzie wprowadzono 35-godzinny czas pracy, o prawie 15%.”

Efektem stała się chroniczna sytuacja deficytów w handlu zagranicznym południowoeuropejskich semiperyferii, a w konsekwencji deficyt ich bilansów handlowych, wyrażany ich rachunkiem bieżącym bilansu płatniczego, zwanym dalej rachunkiem bieżącym. Z zestawienia rachunków bieżących Avrahama Baranesa za lata 1996 -2011, wyrażonych w procentach PKB m.in. Portugalii, Włoch, Grecji i Hiszpanii wynika, iż to pogorszenie jako trend rozpoczyna się z wyraźnie w związku z przystąpieniem tych krajów do strefy euro w latach 1999-2001.

I tak Portugalia, która w 1996 roku miała deficyt rachunku o wysokości -3,5%, a w 1998 roku -7,1%, w 1999 roku osiąga deficyt -8,5%, w 2001 już 9,8%, a w 2008 aż -12,2, by w 2011 zejść do -10,1%. Jej saldo rachunku bieżącego z deficytu w wysokości 11,6 mld dol. w 2000 roku wzrosło do deficytu w wysokości 29,6 mld dol. w 2008 roku. Włochy, które rozpoczynały w 1996 roku z nadwyżką na rachunku w wysokości 3,2%, a w 1998 roku 2,8%, w 1999 roku miały nadwyżkę już tylko 0,6%, w 2001 zaś już deficyt -0,1%, by w 2008 roku mieć deficyt -3,2%, a w 2011 roku -2,7%.

Włochy w 2000 roku miały deficyt rachunku w wysokości 5,8 mld. dol, a w 2008 roku już 78,0 mld dol. Grecja, która rozpoczynała w 1996 roku z deficytem w wysokości -3,4 %, a w 1998 roku miała – 2,8%, w 1999 roku osiągnęła deficyt już -5,2%, w 2001 zaś już -7,4 %, by w 2008 roku mieć deficyt aż -14,8 %, a w 2011 roku – 8,0 %. Deficyt rachunku Grecji w 2000 roku wynosił 9,8 mld dol., a w 2008 sięgnął 51,3 mld dol. Hiszpania w 1996 roku miała minimalny deficyt w wysokości -0,1%, w 1998 roku -0,8%, w 1999 roku już 2,8%, w 2001 -3,9%, by w 2008 roku osiągnąć deficyt na poziomie -9,8%, a w 2011 zejść do -4,8%. Jej saldo rachunku bieżącego wzrosło z deficytu w wysokości 23,2 mld dol. w 200 roku, aż do 154,1 mld dol. w 2008 roku.

Ścisły związek przyczynowo-skutkowy między wprowadzeniem wspólnej waluty, a bilansem płatniczym pokazuję bardzo silnie rachunek bieżących płatności kluczowego kraju europejskiego rdzenia Niemiec. Niemcy w 1996 roku miały niewielki deficyt rachunku w wysokości około -0,3%, w 1998 roku -0,4%, a w 1999 roku -0,8%, by w 2001 osiągnąć zerowy bilans płatniczy, osiągając w następnych latach stale zwiększającą się, kilku procentową nadwyżkę, która w 2008 roku osiągnęła aż 7,1%, zaś w 2011 roku 5,6%. Z deficytu rachunku bieżącego w wysokości 32,0 mld dol. w 2000 roku, Niemcy przeszły do olbrzymiej nadwyżki 245,3 mld dol. w 2008 roku.

„Od 1999 roku – twierdzi A. Baranes – wielkim zwycięzcą w UE były Niemcy. Po prostu patrząc na bilanse rachunku bieżącego, Niemcy przeszły z małych deficytów rachunku bieżącego od 1996 roku, gromadząc wielkie nadwyżki po roku 2001. W tym czasie Włochy, Irlandia i Francja mogły obejrzeć jak ich bilanse rachunków bieżących zmierzały z nadwyżki (w przypadku Włoch i Irlandii całkiem poważne, większe niż 3% PKB) do deficytu.”

Dodajmy, że nadwyżki rachunków bieżących po wejściu do strefy euro miała również Holandia, Belgia, Austria, Dania oraz Finlandia.

Ekonomiczne prawo tożsamości finansów krajowych

W wypadku kryzysu strefy euro nowoczesna teoria ekonomiczna wyprzedziła wszakże praktykę gospodarczą. Wyprzedziła za sprawą sformułowanego przez brytyjskiego ekonomistę Wynne’a Godley’a pod koniec lat 90. XX wieku prawa ekonomicznego, które nazwałem ekonomicznym prawem tożsamości finansów krajowych. Zostało ono w ostatnich latach teoretycznie rozwinięte w ramach Nowoczesnej Teorii Pieniądza, przez ekonomistów skupionych głównie na wydziale ekonomii Uniwersytetu Missouri w Kansas City na czele z amerykańskim ekonomistą, a uczniem Goodley’a, L. Randallem Wray’em.

To prawo tożsamości finansów krajowych pokazuje ścisłą zależność matematyczną pomiędzy bilansem handlu zagranicznego, a zadłużeniem sektora publicznego i prywatnego sektora krajowego oraz wyjaśnia w pełni sytuację załamania finansowego strefy euro.

Tą tożsamość finansową można ująć następująco:

 

bilans krajowego sektora prywatnego + bilans krajowego sektora publicznego + bilans sektora zagranicznego = 0.

 

Prywatny sektor krajowy to krajowe gospodarstwa domowe i krajowe firmy. Krajowy sektor publiczny to rząd i samorządy lokalne oraz regionalne. Sektor zagraniczny to reszta świata w postaci zagranicznych gospodarstw domowych, firm i rządów. Bilans każdego z sektorów to roczne zestawienie jego finansowych przychodów i wydatków. Deficyt jednego sektora musi się więc równać nadwyżce przynajmniej jednego z dwu pozostałych sektorów.

„Jest to więc widoczne – konkludował w 2011 roku L. Randall Wray – że jeśli jeden sektor zmierza w kierunku posiadania nadwyżki bilansowej, to co najmniej jeden z dwu pozostałych sektorów musi posiadać deficyt bilansowy. W warunkach zróżnicowania papierów wartościowych, aby jeden sektor akumulował bogactwo finansowe netto, co najmniej jeden z dwu pozostałych musi powiększać swe zadłużenie o taką samą kwotę. Jest niemożliwe aby wszystkie sektory akumulowały bogactwo finansowe netto przez wytwarzanie nadwyżki bilansowej. Możemy to przeformułować w inny jeszcze „dylemat”: jeśli któryś z trzech sektorów tworzy nadwyżkę, to co najmniej jeden z dwu pozostałych musi wpadać w deficyt.”

To oznacza, że jeśli kraje południowoeuropejskie mają tak ogromne deficyty krajowych bilansów rządowych, to muszą być one równoważone ogromnymi nadwyżkami w krajowym sektorze prywatnym lub/i w sektorze zagranicznym. Ponieważ krajowe sektory prywatne nie mają tak wielkich nadwyżek i są często również mniej lub bardziej zadłużone, to nadwyżki muszą mieć sektory zagraniczne i to one są głównym źródłem olbrzymich deficytów sektorów publicznych.

Mówiąc w uproszczeniu, to olbrzymie nadwyżki eksportowe Niemiec, a szerzej strefy euromarki, są głównym powodem olbrzymich deficytów rządowych i długów publicznych Grecji, Portugalii, Hiszpanii czy Włoch.

Zewnętrznym tego efektem był przyrost długu publicznego krajów południowoeuropejskich i zasadnicze trudności z obsługą płatności zadłużenia Grecji, Portugalii, Hiszpanii i Włoch. Zupełnie innym bowiem jakościowo problemem jest olbrzymi dług publiczny i jego obsługa w Irlandii, gdyż jest on wynikiem decyzji politycznych irlandzkiego rządu o ratowaniu w 2009 czterech głównych prywatnych banków, a nie wynikiem finansowym funkcjonowania narodowej struktury gospodarczej.

Grecja, która otrzymała od Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego pierwszy pakiet pomocowy w wysokości 110 mld euro, a kolejny w 2012 roku wysokości 142 mld euro, stanęła na progu bankructwa, jeszcze bardziej pogrążając się w długach. Portugalia w roku 2010 otrzymała pomoc w wysokości 78 mld euro.

Problemy z utrzymaniem płynności w obsłudze zadłużenia od 2011 roku miała Hiszpania i Włochy. Ta skala zadłużenia tylko sektora publicznego uniemożliwia jego realną spłatę, stąd jak spointował Michael Hudson – „Podstawowa zasada matematyczna, tak samo jak zasada polityczna, stale działa: długi, które nie mogą być spłacone, spłacone nie będą.”

Zdaniem Wray’a, podobnie jak i zdaniem innych przedstawicieli amerykańskiejNowoczesnej Teorii Pieniądza, w tym w szczególności Państwowej Teorii Pieniądza, poszczególne kraje strefy euro nie poradzą sobie z wyjściem z globalnego kryzysu finansowego, jeśli nie powrócą do swych suwerennych walut narodowych. Ale nawet w ramach konwencjonalnej teorii ekonomicznej zbliżony wniosek wyciągnął w 2012 roku Paul Krugman, odpowiadając na postawione sobie pytanie „Co dolega Europie?”

„Co więc dolega Europie? Prawda jest taka, że jest to problem głównie monetarny . (…) Gdyby kraje peryferyjne miały własne waluty, powinny i mogłyby użyć deprecjacji do szybkiego przywrócenia konkurencyjności.”

Istotą bowiem problemem krajów południowoeuropejskich nie są ich deficyty budżetowe, a deficyty rachunku bieżącego. Pakt fiskalny niczego nie rozwiążę, a pogłębi problemy. Te zaś wynikają z różnic w poziomie konkurencyjności gospodarek krajów strefy euro. A w najgłębszej swej istocie rzeczywistym problemem są strukturalne różnice gospodarcze między krajami europejskiego rdzenia i europejskich semiperyferii w długookresowej innowacyjności i konkurencyjności.”

Strefa euro jest w tej sytuacji w obecnym kształcie nie do utrzymania. Instrumenty polityki fiskalnej obniżających zadłużenie sektora publicznego i umożliwiających spłatę długów denominowanych w euro, w postaci niskich deficytów budżetowych, a więc cięć wydatków publicznych, obniżania wynagrodzeń oraz świadczeń społecznych, a także podwyższania podatków, co już jest stosowane w odniesieniu do państw takich jak Grecja, Portugalia i Irlandia, którym udziela się pomocy, uderzając w popyt wewnętrzny obniża wzrost gospodarczy, a więc wtórnie uderzy w budżety państw w postaci zmniejszenia wpływów budżetowych.

Postulowanie by Polska zrzekła się własnej suwerennej waluty i przystąpiła do strefy euro, jest nawoływaniem do ekonomicznego samobójstwa w postaci niewypłacalności dłużniczej, katastrofy finansów publicznych i skrajnej pauperyzacji zdecydowanej większości Polaków. To właśnie w swej naukowej ignorancji postulują nie tylko obaj autorzy artykułu lecz również prezes NPB oraz utytułowana czołówka nauk ekonomicznych w Polsce. I taki jest ogólnie rzecz biorąc stan nauk ekonomicznych w Polsce.

P.S. Powyższa polemika miała być przesłana do redakcji „Rzeczpospolitej”, jako że zamierzam wydać swoją książkę z artykułami odrzuconymi przez „Rz” na przestrzeni ostatnich lat. Chciałem te odrzucenia tym artykułem uaktualnić. Aliści zostałem kompletnie zaskoczony „nową świecką tradycją” dziennikarską „Rz”. Redaktor naczelny Bogusław Chrobota zlikwidował bowiem wszystkie adresy e-maili od czytelników do redakcji. Nie ma nawet maila „Listy do redakcji”. Zostały tylko maile prenumeraty i sprzedaży. I słusznie. Dziennikarze są od pisania, a czytelnicy od czytania. A rednacz Chrobota od decydowania, co pisać i co czytać.

Autor:
Wojciech Błasiak Ekonomista i socjolog, doktor nauk społecznych, był posłem Konfederacji Polski Niepodległej, niezależny wydawca tygodnika „Puls Zagłębia”, działacz Ruchu JOW, niezależny naukowiec i publicysta. Prowadzi własny Instytut Studiów i Projektów Rozwoju zajmujący się projektami unijnymi i edukacyjnymi.

 

za: http://prawica.net/37930

To jest: Wojciech Błasiak
Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Złoty a euro

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s