Robiąc z Putina demona


Prezentujemy tłumaczenie ciekawego artykułu p. Kanwala Sibala, byłego ministra spraw zagranicznych Indii nt. stosunku Zachodu do prezydenta Putina i Rosji.

Kanwal Sibal(1)

Robiąc z Putina demona

Z naszej perspektywy trudno zrozumieć napastliwy atak na prezydenta Putina prowadzony przez zachodnie kręgi polityczne, a w szczególności przez media. Media, które oczywiście odzwierciedlają dominującą postawę amerykańskich i europejskich kręgów politycznych wobec rosyjskiego prezydenta. Nieograniczany przez okowy dyplomacji, [medialny atak] może być niezwykle ostry, zaś rządy, by odrzucić jakąkolwiek zań odpowiedzialność, powołują się na argument wolności prasy.

Zachód

To, że zachodnia prasa może głosić, że jest wolna i często atakować politykę rządu, nie oznacza, że nie można jej zarzucić tendencyjności, lekceważenia faktów i kiepskich osądów, kiedy wypowiada się w sprawach nie należących do jej dziedziny. Tym bardziej, jeśli media te chełpią się utrzymywaniem najwyższych standardów dziennikarstwa z punktu widzenia etyki, niezależności i respektowania faktów.

W rzeczywistości, argument niezależności i obiektywizmu jest przejaskrawiony. Osoby medialne nie są obcymi implantami we własnych krajach – są częścią i to nieodłączną, społeczeństw, w których żyją. Amerykańscy i europejscy dziennikarze patrzą na świat amerykańskimi bądź europejskimi oczyma, a nie jako oderwani i neutralni obserwatorzy poruszający się po ziemi niczyjej. Kiedy patrzą na Rosję, to nie tymi samymi oczyma, co na przykład Hindus. Ale czy to oznacza, że łagodniejsze hinduskie spojrzenie na Rosję i Putina miałoby być mniej niezależne i obiektywne?

Podczas zimnej wojny, zachodnie media cieszyły się niewątpliwie znacznie większą wiarygodnością na arenie międzynarodowej niż w wysokim stopniu kontrolowane media bloku komunistycznego. Funkcjonując w demokratycznym środowisku wielości opinii i dyskusji, musiały pozyskiwać sobie odbiorców wiarygodnością argumentów, nie zaś narzucaniem punktu widzenia bez dyskusji. To przyczyniło się do ugruntowania poważnej pozycji zachodniej prasy w nie-komunistycznym świecie, wzmocnionej, oczywiście, przez międzynarodową polityczną hegemonię Zachodu i globalny zasięg jego mediów, osiągnięty przez wyższy poziom wiedzy technicznej i zarządzania. 

Wzrost znaczenia Azji, rozluźnienie hegemonii Zachodu w stosunkach międzynarodowych, amerykańska polityka interwencji wojskowej i zmiany reżymów z europejskim poparciem – która nie tylko obniżyła moralną pozycję tych krajów, ale też poddała w wątpliwość ich geopolityczną mądrość – jak również pojawienie się alternatywnych kanałów informacyjnych o zasięgu globalnym, które odmiennie interpretują wydarzenia międzynarodowe, spowodowały, że braki, stronniczość, ciasnota umysłu i samolubna natura zachodniej narracji na różne tematy są obecnie coraz częściej dostrzegane.

Ataki

W tym szerszym kontekście, ostre ataki personalne na prezydenta Putina wywołują zdziwienie. Wszystkie polityczne, ekonomiczne i społeczne ułomności Rosji – które uznaje nawet sam Putin – przypisuje się jego osobie, czy chodzi o wymykającą się spod kontroli korupcję, negatywny wpływ na ekonomię przedsiębiorstw państwowych, dławienie sił rynku, niedoskonałości systemu sądownictwa, ograniczenie wolności demokratycznych czy tłumienie sprzeciwów. Jeśli zostaje zamordowany dziennikarz, Kreml z pewnością maczał w tym palce. Jeśli skandalizujący zespół Pussy Riot zachowuje się bluźnierczo w katedrze w Moskwie i zostaje ukarany, winna jest rosnąca nietolerancja Putina.

Jeśli prowadzi się dochodzenie przeciwko opozycjonistom, podkręcanym przez Zachód za pomocą propagandy i pieniędzy, i badana jest informacja o zagranicznym finansowaniu organizacji pozarządowych, to stoi za tym Putin utrudniający demokratyczną ewolucję Rosji. Jeśli rosyjski parlament uchwala ustawę mającą chronić dzieci przed homoseksualizmem, stanowi to niewybaczalny atak na wolności osobiste, za który Putin powinien być w jakiś sposób ukarany poprzez połączenie tej sprawy z igrzyskami olimpijskimi w Soczi, charakteryzowanymi zresztą przez niektórych zachodnich komentatorów, jako wykazujące się podobieństwem do berlińskich igrzysk Hitlera. Nie traci się żadnej okazji, aby przypomnieć KGB-owską przeszłość Putina, która ma tłumaczyć jego wsteczne instynkty. Wszystkie działania Rosji, które nie dostosowują się do zachodniej listy życzeń tego, jak Rosja powinna postępować, przypisywane są osobiście Putinowi. Sądząc z dominującego nurtu zachodnich komentarzy, w putinowskiej Rosji nie ma niczego pozytywnego. To demonizowanie Putina jest niewytłumaczalne z jakiegokolwiek zdroworozsądkowego punktu widzenia. 

Ekonomia

W rzeczywistości, postępowanie Putina na arenie międzynarodowej było znacznie bardziej odpowiedzialne od zachowania Stanów Zjednoczonych. Nie można go oskarżyć o interwencje wojskowe w krajach trzecich w imię demokracji lub walki z terroryzmem, które niosą ze sobą ogromne koszty ludzkie; o podkopywanie multilateralizmu i ONZ. To nie on jest źródłem międzynarodowych kryzysów finansowych, które spustoszyły gospodarkę światową. Nie on był odpowiedzialny za wojnę w Iraku, która zdewastowała ten kraj, ani za chaos w Libii. Działał odpowiedzialnie w Syrii, zapobiegając nie tylko kolejnej zachodniej interwencji militarnej, ale także patronując zniszczeniu syryjskiego arsenału broni chemicznej. W sposób konstruktywny przyczynił się do pokojowego rozwiązania irańskiego problemu nuklearnego. Jego podejście do amerykańskiej interwencji w Afganistanie było pragmatyczne. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, Putin nie grał geopolitycznie kartą islamskiego fundamentalizmu, która teraz obraca się przeciwko Zachodowi.

Jeżeli Rosja interweniowała w Gruzji ze względu na inspirowane przez USA prowokacje, i podejmuje obronne kroki polityczne i ekonomiczne by zabezpieczyć swoje peryferia stale narażone na ingerencje USA / NATO / UE, obliczone na jej permanentne geopolityczne osłabienie – tak jak to widzimy obecnie na Ukrainie – winna jest Rosja a nie Zachód. Zachód ma polityczne prawo, by podejmować próby kontrolowania rosyjskiej polityki i gospodarki od wewnątrz, gdyż rzekomo opiera się o wyższe moralne wartości demokracji, ludzkich wolności i wolnej przedsiębiorczości. Putin to moralne zło, któremu należy się przeciwstawić.

Wszystkie słabości Rosji, na które tak gwałtownie skarży się Zachód, występują także w Chinach, jednak ani chińscy przywódcy nie są tak demonizowani jak Putin, ani nie prowadzi się przeciwko nim tak ostrej geopolitycznej kampanii. Amerykańskie przedsiębiorstwa są w o wiele większym stopniu zaangażowane w Chinach niż w Rosji, co może tłumaczyć, dlaczego troska o ich bilanse handlowe wymaga od USA zajęcia bardziej zrównoważonego stanowiska wobec Chin niż wobec Putina. Czy to ekonomia jest głupia?

Kanwal Sibal
Indian Defence Review, 14 lutego 2014 r.
Tłum. Adam Śmiech

(1) – Kanwal Sibal – ur. w 1943 r., pracownik służb dyplomatycznych Indii od 1966 r. Ambasador w Turcji, Francji i Egipcie. Od lipca 2002 do listopada 2003 r. minister spraw zagranicznych Indii.

(2) – Czyli międzynarodowych działań i układów wielostronnych. Np. WTO, NATO.

 

za:http://www.jednodniowka.pl/news.php?readmore=519

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Robiąc z Putina demona

  1. Philip Giraldi

    Obama w kręgu złych porad

    Eksperci-aktywiści produkują złych ambasadorów, szczególnie, kiedy potrzebna jest dyplomacja.

    Niechęć Waszyngtonu do używania dyplomacji jako środka rozwiązywania konfliktów międzynarodowych na przestrzeni ostatnich 13 lat, okazała się zadziwiająco konsekwentna. Nawet przypisanie tego niekompetencji uwolniłoby administracje Busha i Obamy od kłopotów, które mają najwyraźniej charakter błędów systemowych. Odnoszę się tu do niezdolności do wyjścia poza schemat, połączonej z rodzajem politycznego kumoterstwa, które automatycznie ogranicza jakąkolwiek zdolność do wypracowania ostrożnej i proporcjonalnej do rozwoju sytuacji odpowiedzi. Ukraina jest najświeższym przykładem amerykańskiego niepowodzenia w rozpoznaniu sytuacji zupełnie oczywistej, ale mamy przecież do czynienia z całym katalogiem błędnych polityk, począwszy od Bośni, poprzez Gruzję i interwencje w Afganistanie, Iraku i Libii, które wszystkie zakończyły się marnie. Jeżeli ten schemat jest obecnie powtarzany, czeka nas katastrofa, gdyż zaangażowanie na Ukrainie pogłębia się, zaś tendencja do jakiejś konfrontacji z Iranem nabiera rozpędu w Kongresie i w mediach.

    Część problemu leży w psychologii. Stany Zjednoczone od 1865 r. nie doświadczyły wojny na własnej ziemi, nie mają też zbyt wielu kongresmanów czy dziennikarzy, którzy faktycznie służyli w wojsku. Dla nich wojna to abstrakcja, coś co przytrafia się innym narodom, ale nie Stanom Zjednoczonym. Niestety, ta ocena amerykańskiej niezniszczalności ma coraz bardziej wątłe podstawy. Rosja jest jednym z niewielu światowych mocarstw, które mogą rzeczywiście odpowiedzieć Stanom Zjednoczonym uderzeniem nuklearnym i pociskami balistycznymi; jest to groźba, której nie można wykluczyć w sytuacji, kiedy Moskwa zostanie zapędzona w kozi róg.

    Tymczasem, prawdopodobne niepowodzenie porozumienia z Iranem odnośnie jego programu nuklearnego, tylko zachęci Teheran do zbudowania tej broni, co zapewne doprowadzi w odpowiedzi do zwiększenia ilości państw posiadających broń atomową, włączając w to niestabilne reżimy, jak Arabia Saudyjska i Egipt. Kiedy ilość broni nuklearnej w posiadaniu rządów mających wewnętrzne problemy z bezpieczeństwem wzrośnie, to samo stanie się z ryzykiem, że jakaś bezpańska broń znajdzie się w rękach autentycznych terrorystów, których liczebny wzrost w wielu krajach jest efektem wstecznym nieprzemyślanej polityki kolejnych interwencji Stanów Zjednoczonych. To wcale nie jest nie do pomyślenia, że diabelska mikstura polityki „więcej broni, więcej wrogów”, może doprowadzić do ziszczenia się fantastycznej wizji Condoleezzy Rice, atomowego grzyba nad Waszyngtonem.

    Polityka zagraniczna prezydenta Baracka Obamy nacechowana porzucaniem jednych pomysłów, oraz rozpoczynaniem innych, być może nie zaskakuje u tego inteligentnego człowieka, niemniej jednak, brak mu prawdziwego zrozumienia tego, co się dzieje na świecie poza jego środowiskiem akademickim i granicami Chicago. Był zmuszony polegać na rzetelności serdecznych przyjaciół z partii demokratycznej i na często samozwańczych ekspertach, którzy nim kierowali; podejście zrozumiałe, chociaż niespecjalnie skuteczne, i które przyniosło niewiele w kwestii zdroworozsądkowej debaty wewnętrznej. Ogłoszony ostatnio w New York Timesie komentarz Michaela A. McFaula, do niedawna ambasadora Obamy w Federacji Rosyjskiej, dobrze ilustruje ten problem.

    Nie da się zaprzeczyć, że McFaul wie o Rosji dużo. Jest byłym profesorem nauk politycznych w Stanford i członkiem Instytutu Hoovera. Był stypendystą Rhodesa i ma ukończone studia rosyjskie i slawistyczne, zarówno w Stanford jak i w Oxfordzie. Mówi językiem rosyjskim i mieszkał w Rosji. Po okresie służby w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, jako Specjalny Doradca prezydenta, został mianowany ambasadorem w Federacji Rosyjskiej, piastując to stanowisko od stycznia 2012 r. do lutego roku obecnego.

    Nominacja do Moskwy trafia na ogół do zawodowego dyplomaty, biorąc pod uwagę złożoność stosunków i prawdopodobieństwo, że dokonanie złego wyboru może wywołać poważne konsekwencje. Obama zdecydował się na kogoś, kto był dla niego wygodny, zamiast na profesjonalistę z Departamentu Stanu Johna Beyrle’a, który był powszechnie uznawany w Foggy Bottom [czyli w Departamencie Stanu – AŚ] za najlepszy wybór na to stanowisko, mając już za sobą służbę zarówno jako zastępca ambasadora, osoba numer dwa w ambasadzie i jako pełniący obowiązki ambasadora. McFaul, w przeciwieństwie do Beyrle’a, to bezkompromisowy aktywista demokratyczny. Napisał nawet książkę „Pogłębianie demokracji za granicą: dlaczego i jak powinniśmy to zrobić”. Kiedy został mianowany ambasadorem zauważył, że „Stany Zjednoczone mogą wypowiadać się otwarcie na temat demokracji [w Rosji] i Gruzji, jednocześnie poszukując porozumienia z Rosją na innych płaszczyznach”, przygotowując w ten sposób pole do przyszłej konfrontacji z rządem rosyjskim.

    McFaul wierzy, że Zimna Wojna nigdy nie zakończyła się w zadowalający sposób, ponieważ Rosja nie stała się instytucjonalnym klonem Stanów Zjednoczonych, co jest jego tezą, rozwiniętą w książce „Niedokończona rewolucja Rosji”. W swoich tekstach McFaul szczególnie ostro traktuje Władymira Putina, którego opisuje jako reakcjonistę zamierzającego odbudować Imperium Sowieckie, ignorując fakt, że rosyjski prezydent jest bardzo popularny wśród swoich rodaków, jak i wśród niektórych akademików amerykańskich. McFaul określa innych uczonych, tych którzy bardziej życzliwym okiem niż on sam patrzą na rosyjskiego przywódcę, jako „apologetów Putina”, natomiast sam rząd Putina atakuje jako „nowy autokratyczny reżim”. Książki McFaula dowodzą jasno, że wierzy on, iż demokracja w amerykańskim stylu, kapitalizm i wolność prasy są prawami uniwersalnymi, i że Stany Zjednoczone powinny narzucić te standardy Rosji, jako warunek przyjęcia jej do, jak to określa McFaul, „międzynarodowego porządku”.

    Od początku kadencji w Moskwie, McFaul wysyłał rosyjskiemu rządowi wiadomość. Już w pierwszym tygodniu urzędowania, spotkał się z opozycyjnymi politykami i grupami, nawet jeszcze przed przedstawieniem listów uwierzytelniających w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Był ambasadorem, kiedy w październiku 2012 r. rząd rosyjski podjął zdecydowane kroki wobec agend obcych rządów i organizacji pozarządowych, które były aktywne w „promocji demokracji” w Rosji, zauważając, że wiele spośród nich jest niczym więcej, niż grupami nacisku działającymi przeciwko wybranemu w wolnych wyborach rządowi. W swoim komentarzu [w New York Timesie] McFaul protestuje przeciwko rosyjskim próbom „kontynuowania polityki straszenia Rosjan amerykańskim okrążeniem i wtrącaniem się w jej wewnętrzne sprawy…”, kiedy to właśnie dokładnie ma miejsce od 1991 r.

    McFaul to bratnia dusza innych ulubionych doradców Obamy od polityki zagranicznej, Susan Rice i Samanthy Power. Wszyscy oni wierzą, że Stany Zjednoczone mają do wypełnienia na całym świecie coś na podobieństwo misji cywilizacyjnej, a związane jest to z przekonywaniem innych krajów, by stały się demokratyczne. W rzeczywistości jest to niczym innym niż łagodnie sformułowanym żądaniem dla Ameryki unikalnego prawa do przerobienia świata na swoje podobieństwo, rażąco ignorującym prawo międzynarodowe i opinię świata.

    Tekst McFaula jest pouczający w tym, że opiera się na pewnej liczbie założeń wyprowadzonych z imperatywu promocji demokracji, które są co najmniej dyskusyjne. Przyjmuje on, że Stany Zjednoczone mają prawo mieszać się w wewnętrzne sprawy innych krajów, nawet jeśli ich rządy się temu sprzeciwiają. Zakłada również, że rozprzestrzenianie demokracji jakimikolwiek wymaganymi środkami, musi być głównym priorytetem dla każdego amerykańskiego rządu.

    McFaul nie dowodzi nawet, że demokracje mają mniejsze inklinacje do pójścia na wojnę, co czasami się fałszywie podkreśla, lecz zamiast tego wydaje się wierzyć, że demokracja jest rzeczą dobrą z samej natury. Jego założenie jest, oczywiście, uzależnione od tego, co on sam przez demokrację rozumie. Ponieważ promuje on amerykańską markę, bardzo łatwo zauważyć jak demokracja w Stanach Zjednoczonych jest zasadniczo dysfunkcyjna w wielu ważnych kwestiach, jak zapewnienie dostępnej opieki zdrowotnej czy zrównoważenie budżetu. Jest ona także rozdarta od góry do dołu przez różnego gatunku korupcję. Trudno ją uważać za wzorzec dla reszty świata i McFaul nawet uznaje, że jej obecna inkarnacja nie „inspiruje”, niemniej jednak dowodzi, że musi ona zostać narzucona czy to dobrowolnie, czy nie.

    Bycie ideologiem jak McFaul, Rice, Power, jak zapewne i Obama, prowadzi do wyboru polegającego na niewidzeniu, czy też nierozpoznawaniu konkretnej rzeczywistości. McFaul pisze, że „nie szukaliśmy tej konfrontacji [z Rosją o Ukrainę]”. Następnie precyzuje – „rewizjonistyczny i autokratyczny przywódca wywołał tę nową konfrontację. My tego nie zrobiliśmy”. Doprawdy? Czyli umyślne działania podejmowane przez kolejnych prezydentów USA zmierzające do rozszerzenia NATO na Wschodnią Europę pomimo podjętych zobowiązań, żeby tego nie robić, nie miały miejsca? Albo 5 miliardów dolarów wartych „zainwestowania”, czy też wtrącanie się przez p. Nuland i spółkę w sprawy Ukrainy, ostatnio w postaci usunięcia pochodzącego z wyborów rządu i zastąpienia go czymś bardziej w waszyngtońskim guście – to wszystko się nie zdarzyło? A czy wprowadzenie nowych systemów rakietowych do Europy Wschodniej nie było prowokacją? Bądź zachęta do dokonania gwałtu na rosyjskiej ekonomii przez amerykańskich i europejskich „przedsiębiorców”, wspomaganego przez krajowych oligarchów po upadku Związku Radzieckiego, by w pośpiechu stworzyć gospodarkę kapitalistyczną, to fantazja? Mógłbym kontynuować, ale myślę, że to wystarczy, żeby stwierdzić, że Rosja miała i ma bardzo słuszne powody by bać się agresywnych i często niekontrolowanych Stanów Zjednoczonych.

    McFaul pisze o „rosyjskiej inwazji na Gruzję w 2008 r. …”, co jest bez wątpienia przesadą, chyba że ktoś spędza zbyt dużo czasu z Johnem McCainem, oraz potępia moskiewską propagandę drwiącą z „amerykańskiego imperializmu, niemoralnych praktyk i domniemanych planów obalenia rządu Putina”. Z pewnością sugestia obalenia rządu idzie zbyt daleko, gdyż Waszyngton nie posiada takich możliwości, ale Stany Zjednoczone wyraziły jasno swoją intencję zreformowania Rosji poprzez manewrowanie „dookoła Kremla”. Większość rządów sprzeciwiłaby się ich podkopywaniu przez płatnych pachołków obcego państwa, a jeżeli chodzi o przypisywanie Waszyngtonowi imperializmu i niemoralności, czy to rzeczywiście niesłuszne?

    McFaul oskarża Putina ponieważ on życzy sobie „…konfrontacji z Zachodem, nie czuje się już dłużej skrępowany przez międzynarodowe prawa i normy, i nie boi się użyć potęgi Rosji, by zrewidować porządek międzynarodowy”. Ale z pewnością, jeśli ktoś choć trochę rozumie kontekst, zarzuty te o wiele łatwiej postawić Waszyngtonowi niż Moskwie. Po apelu o znaczący międzynarodowy nacisk na Rosję w celu jej ukarania, McFaul konkluduje, że demokracja zatriumfuje w Rosji ponieważ „demokracje konsolidują się w nadzwyczajnym tempie, zaś autokracje wciąż upadają”.

    Jeśli to prawda i istnieje nieuchronność takiej przemiany, to prawdopodobnie wszyscy możemy ją przyjąć. I jeśli to się tak czy owak zdarzy, to na pewno nie jest warte wznowienia Zimnej Wojny celem przyspieszenia tego procesu.

    Philip Giraldi
    The American Conservative, 10 kwietnia 2014 r.

    Philip Giraldi, były oficer CIA, dyrektor wykonawczy The Council for the National Interest (Rady na rzecz Interesu Narodowego).

    Tłum. Adam Śmiech

    za:http://www.jednodniowka.pl/news.php?readmore=524

    Polubienie

  2. Moskwa pelna demonow

    Powszechnie dostepne wiadomosci o Rosji z ostatnich 20 lat musza prowadzic do jednego wniosku: zle sie dzieje w panstwie dunskim: prawdziwa smuta. Kilka istotnych danych: w Rosji przyrost naturalny, zwlaszcza wsrod etnicznych Rosjan spadl zastraszajaco, w tym takze w porownaniu do krajow z nia graniczacych. Rosja jako najwiekszy obszarowo kraj swiata ma mniej ludnosci niz Bangladesz o powierzchni rowny polowie Polski. Zdawaloby sie, ze troska rzadu w takiej sytuacji bylaby troska o rozwoj fizyczny i psychiczny narodu. Z punktu widzenia demonow tak sie dzieje. Rosja wraz USA zajmuja czolowe miejsce w swiecie pod wzgledem ilosci wiezniow w stosunku do ilosci mieszkancow. Narkotyki, alkohol, aborcje, samobojstwa staly sie tak czescia Rosji, ze mozna sie obejsc bez rosyjskiej ruletki. Demonom na sercu najbardziej lezy los dzieci, najlepiej dla nich to gdy beda milutkie i pulchniutkie. Po odkryciu, ze najwiecej chorobliwych grubaskow zyje w USA wiec tylko tam w ostatnich 20 latach wyslano 60 000 adoptowanych dzieci. Adoptio naturam imitatur / adopcja nasladuje nature. Oczywiscie mieszanie ras w obecnym swiecie jest calkiem naturalne. Biedna wierchuszka walczy z narkomania i sklonnych do takich ulomnosci przymyka w wiezieniu. W XIX wieku Chiny pod zachodnimi wplywami zalane byly indyjskim opium. Ostatecznie wladcy rozwiazali problem przez produkcje wlasnych narkotykow i takim sposobem pozbyli sie obcych dostawcow i problem sie sam rozwiazal. Jak to jest, ze Stalin zakazal aborcji w Rosji i to w trudniejszych warunkach a aborcja ma sie dobrze pod zbawcza reka Putina. Na marginesie ptytanie czy Putin przylaczyl Krym do Rosji dla Rosjan czy dla nowych osiedlencow. Rolnictwo Krymu w przewazajacym stopniu polega na wodzie z Dniepru na terytorium Ukrainy. Obecna junta kijowska doglada tego by Krymowi wody zabraklo. Kraj mozna uszkodzic za pomoca ognia, zalac woda albo pozbawic wody. Agresja jest agresia ale demonom w moskwie sie nie spieszy. I slusznie, rolnicy krymscy pozbeda sie ziemi a potem za grosze zostanie ona wykupiona przez roznego rodzaju koczownikow i problemy wodne ustana. No coz brawo dla Putina.

    Polubienie

  3. demony zachodnie ubierają się w słowiańskie szaty. Na nic się to zdało. Są zdemaskowane już dawno.

    Putin jest Mężem Stanu, Przywódcą, pod którego kierownictwem Rosja stanęła na nogi. Przyrost naturalny się zwiększa, zwłaszcza, że państwo dotuje każde narodzone dziecko.

    Wszelkie zło stało się w Rosji pod wpływem V kolumny wysłanej z Zachodu. To z Zachodu przyszedł alkoholizm, prostytucja, narkomania, bezrobocie, złodziejstwo i zadłużenie. To za czasów działalności zachodnich demonów w Rosji pojawiły się dzieci ulicy, czego za czasów ZSRR nie było. To za czasów działalności zachodnich demonów w Rosji pozbawiano ludzi pracy, zamykano zakłady pracy i spowodowano milionowe bezrobocie.To za czasów działalności zachodnich demonów w Rosji niemoralność i rozwiązłość przyczyniały się do nie chcianych ciąż i aborcji.

    Obecnie, po tym, gdy część zachodnich demonów została wygoniona na Zachód, a część padła na kolana przed Rosjanami, przed Putinem, wszystko wraca do normy, jest spokojnie, przyrost naturalny się zwiększa, ludzie dostają na czas emerytury i renty, jest praca i to nawet w nadmiarze. Bezrobocie praktycznie nie istnieje. Rosjanie wracają do swoich słowiańskich korzeni, są chronieni prawem przed pedałami i lesbijami.

    Rosja jako jedyny samowystarczalny kraj na świecie ma potencjał duchowy, by światu przewodzić. I ludzie to widzą, chcąc się przyłączać do Federacji Rosyjskiej.
    Putin jest bardzo mądrym człowiekiem, żyjącym skromnie i stosującym wobec siebie dyscyplinę: jest wysportowany, zna się na wielu sprawach i opanował wiele czynności niezwykłych dla zwykłego człowieka – potrafi kierować samolotem, jest mistrzem sztuk walki, potrafi prowadzić czołg czy łódź podwodną. Jest wszechstronny. To mu daje ogromną przewagę nad prostakami z Zachodu.

    Na zgniłym i śmierdzącym Zachodzie są preferowane zboczenia, toleruje się pedofilię, handluje organami ludzkimi, porywa kobiety słowiańskie do zachodnich burdeli (widać ich baby nawet na dziwki się nie nadają)a burdeli u nich tyle, co sklepów; kradnie słowiańskie dzieci pod przykrywką adopcji; na zgniłym i śmierdzącym Zachodzie jest bezrobocie, analfabetyzm (przyjmuje się, że ok. 4mln Niemców nie potrafi normalnie czytać i pisać), są koczujący menele i ludzie zmuszani są do brania zapomóg socjalnych z braku miejsc pracy dla nich.
    Zgniły i śmierdzący Zachód jest degeneratem, jest zwyrodniałym bytem, który Ewolucja właśnie utylizuje.

    Jest możliwe zapewnienie każdemu zdolnemu do pracy człowiekowi miejsca pracy. Jest możliwe zapewnienie każdemu żyjącemu człowiekowi wystarczającej ilości jedzenia. Jest możliwe utrzymanie takiej ilości pieniędzy w obiegu, by gospodarka funkcjonowała przez stulecia bez zakłóceń. Są to sprawy bardzo proste i łatwe do urzeczywistnienia.

    Na przeszkodzie stoją demony, dezorganizujące życie ludzi i chcące ludzi sobie podporządkować a to bezrobociem, a to kredytami, których spłata jest według demonich zasad niemożliwa.
    Wystarczy usunąć demony, a jeszcze lepiej – poczekać aż same się zutylizują, co ma obecnie miejsce – i życie na Ziemi stanie się łatwe i przyjemne. Czyli takie, jakie ma być.
    Rosja jest tego gwarantem. Ma ona potencjał militarny, gospodarczy i duchowy. Rosja nie potrzebuje żadnych obcych ziem, żadnych emigrantów. Rosja wysyła po uczciwych cenach swoje surowce do innych krajów, by te mogły się rozwijać.

    Pozdrawiam naszych Braci Rosjan!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s