KYSY


   Ze skrzynki pocztowej;

Drodzy Przyjaciele znajduję się w trudnej sytuacji , moja sytuacja z dnia nadzień staje się coraz gorsza, miedzy innymi zostałem pokonany przez swoich wrogów , którzy mnie do tego doprowadzili ale sądzę ,że mojego ducha nie pokonają. Mam dla Was propozycję chcę komuś dać prezent taki by do końca życia nie musiał już pracować. Otóż mam duży zbiór bajek i wierszy o tematyce patriotycznej. Wielu mówi mnie, że moja twórczość budzi świadomość narodową czy daje Polakom nadzieję. Ja nie znalazłem wydawnictwa bym to mógł wydać w sposób profesjonalny, wydawnictwa także mojej twórczości się boją.

  Jeśli jest pośród Was ktoś na tyle odważny ,że potrafiłby dogadać się z którymś wydawnictw literackich by to wydać, lub też może znajdziecie czasopismo które by w częściach wydało moja twórczość , to ja takiej osobie przekażę swoje zbiory wraz z prawami autorskimi, pod warunkiem ,że moje nazwisko oraz imię ma być zachowane jako autora. 

   Być może poniesiecie jakieś koszty ale to się z nawiązką Wam zwróci. Będziecie mieć stałe źródło i to dobrego utrzymania.

  Kto kocha nasz Kraj i Naród a ma takie możliwości by to wydać i podnieść Ducha Narodu niech się ze mną skontaktuje. Pozdrawiam Was KYSY ,,Trybun Ludowy”.

                     >>Czas nieunikniony<<

Ja stąd wkrótce wnet odchodzę,

– w innym Świecie się narodzę.

Gdzie jest piękno i poeci,

– gdzie artystom słonko świeci.

 

Nie ma głodu nie ma wojen,

– tworzą sobie ze spokojem.

Gdzie niczego nie wydają,

– między sobą wymieniają.

 

Nie ma sobót i niedzieli,

– każdy się miłością dzieli.

Cały czas też –  jest tam święto,

– każdy twarz ma uśmiechniętą.

 

Nie ocenia nikt Cię z góry,

– mają pod nogami chmury.

Prawda z pięknem idą w parze,

– obok dobroć się ukaże.

 

Dobroć zwana też miłością,

– nikt nie krzyczy tam ze złością.

Także nie ma tam kościoła,

– kościół jest tam – dookoła.

 

Tam też Boga wychwalają,

– bo Go też naprawdę znają.

Bóg się Nimi opiekuje,

– bo i miłość do nich czuje.

 

Bóg ich Ojcem oraz Matką,

– jest ich tam ogromne stadko.

Każdy swoje miejsce ma,

– każdy się też, z każdym zna.

 

                   Nikt nie głodny , nikt nie goły,

– każdy miły i wesoły.

Oraz każdy uśmiechnięty,

– ani też nikt nie jest spięty. 

 

Medycyny tam nie znają ,

 – bo i wieczne zdrowie mają.

A i zegar też nie chodzi,

– bo są zawsze wszyscy młodzi.

 

Tam też nie ma polityki,

– bo z niej to są same krzyki.

Tam nie znają też pieniędzy,

– także nie ma ,,grama” nędzy.

 

Tu nie będzie więc KYSEGO,

– tutaj większość do niczego.

Gdy już będę w innym Świecie,

– to i szybko mnie znajdziecie.

 

               9 lipca 2012 godz.13,05-13,22

             Autor: Krzysztof  Szczurkops.KYSY

              Zwany także Trybun Ludowy,

            – Prawdę głoszę zawsze z głowy

             Dam wam tajny numer który ,

– dzwoni wprost do mej komóry:

                782-119-573

 Także podam i gotowy ,

– adres mój e-mailowy:

  kysyprzemysl@gmail.com

 – to komputer na mój dom.

Proszę kontakt czytelnika,

– bo kontaktów nie unikam

 

 

​   W okresie stanu wojennego a było to w Przemyślu pewien Kolega powiedział: ,,KYSY  ty ​robisz taką robotę za całą tą opozycję i tyle się poświęcasz dla Polski  , wielu ludzi ma tak wielki dla ciebie szacunek ,że nie możesz podpisywać swój pseudonim małymi literami: ,,Kysy”  a tylko dużymi; ,,KYSY”, bo twój pseudonim stanowi pewien symbol dla Mieszkańców. Symbol walki odwagi i inne pozytywne cechy.

http://www.nowiny24.pl/reportaze/art/6074843,prosze-panstwa-posluchajcie-przemawia-kysy-nasz-trybun-ludowy,id,t.html

 

http://forum.nowiny24.pl/prosze-panstwa-posluchajcie-przemawia-kysy-nasz-trybun-ludowy-t28497/

https://www.youtube.com/watch?v=KfkM0Ve_RPg

>>To było naprawdę<<

            Przyszła do mnie Pchełka mała,

            – ledwie co na nogach stała.

            Choć zupełnie trzeźwa była,

            – grzecznie mnie się ukłoniła.

 

            Ja wyczucie tutaj miałem,

            – także grzecznie Ją spytałem.

            ,,Co byś chciała pchełko mała?

            – widzę blada jesteś cała”.

 

            Ona do mnie wzrok podniosła,

            – mina smutna nie radosna.

            ,,Chciałam ja drobinkę chleba,

            – u mnie w domu straszna bieda.

 

            Modlę się też drogi Boże,

            – nikt mnie dziś już nie pomoże.

            Jestem ja dziś bez pieniędzy,

            – z każdym dniem jest więcej nędzy.

 

            Mam ja w domu głodne dzieci,

            – głód oczami im już świeci.

            Ni przyjaciół ni rodziny,

            – powiem biednie my stoimy.

 

            Sama jestem i bez męża,

            – jest mnie ciężko choć się sprężam.

            Kwartał temu pracowałam,

            – jeszcze groszy nie dostałam.

 

            I jak tylko grosz zobaczę,

            – zaraz za chleb ja zapłacę”.

            Ja odrzekłem, Pchełko mała,

            – dobrze żeś mnie tu spotkała.

 

            Powiem Ci ,że sam bieduję,

            – biedę znam i ją czuję.

            I choć ja sam nie mam wiele,

            – to z biedniejszym się podzielę.

 

            Choć nie jestem też bogaty ,

            – to sprzedaję chleb na raty.

            Dziś ode mnie go dostają,

            – grosz za tydzień dostarczają.

            Zaufanie do mnie mają.

 

            Tobie Pchełko dam w prezencie,

            – dzieci będą mieć zajęcie.

            Mam ja tu wiejskiego sera,

            – też dam dzieciom, boś jest szczera.

 

            Idź i nakarm głodne dzieci,

            – niechaj głód im już nie świeci.

            Idź czym prędzej nakarm Dziadki,

            – bo też będą różne gadki.

 

            Będzie wielkie też gadanie,

            – za to znikąd pomaganie.

            Ta przede mną tak jak stała,

            – to ze szczęścia aż łzy miała.

 

            Czym ja panu to zapłacę,

            – nie wiem kiedy grosz zobaczę?

            Nie myśl Pchełko o tym wiele,

            – są dziś w Świecie przyjaciele.

            Choć naprawdę ich nie wiele.

 

            Tacy jak ja pomagają,

            – w zamian nic nie wymagają.

            A najlepiej jeśli możesz,

            – umyć szyby mnie pomożesz.

 

            Zawsze chleb tu będziesz miała,

            – byś o Pchełki swoje dbała.

            Dbaj o Dzieci wychowanie,

            – życie ciężkie i nie tanie.

 

            Dałem chleba dałem sera,

            – bieda powiem zawsze szczera.

            Rogaliki dzieciom dałem,

            – i się z Pchełką pożegnałem.

 

            Powiedziałem do widzenia,

            – życzę Pchełko powodzenia.

            Niech się los na lepsze zmienia,

            – by nie brakło wam jedzenia.

 

            Choć dziś głodne Twoje Dzieci,

            – jeszcze słonko Wam zaświeci.

            Jeszcze będzie Wam radośnie,

            – tak jak cieszy nas przedwiośnie.

 

            Pchełka tak się radowała,

            – choć na nogach ledwo stała.

            Resztką sił podskakiwała,

            – choć łzy w oczach , radość miała.

 

            Proszę Państwa , proszę Państwa,

            – pełno biedy oraz draństwa.

            Władze za nic Pchełki mają,

            – w coraz większą biedę pchają.

 

            Gdy wybory; wizje mają,

            – niechaj Pchełki głosy dają.

            Dalej już bez komentarza,

            – każdy niech się sam wyraża.

 

                21 stycznia 2014 godz: 20,50-21,10

Autor: Krzysztof Szczurko ps. ,,KYSY”

    Zwany także Trybun Ludowy

    Dam Wam tajny numer który,

    – dzwoni wprost do mej komóry.

   A najlepiej jak się da,

 – dam Wam tajne tutaj dwa:

  781-096- 772  oraz:782-119-573

  Oraz dam wam i gotowy,

 – adres mój e-mailowy:

  kysyprzemysl@gmail.co

​m​

KOT i PIES – ,,bajka zreformowana”

       W domu mam staruszka Kota,

            – Psa co blisko mieszka płota .

            Kotu,,,Mruciu” jest na imię,

            – z Psem rozmowa była przy mnie.

 

            Ja też z nimi rozmawiałem,

            – co słyszałem zapisałem.

            Mówi Mruciu tak do Burka,

            – nie te Myszy,nie ta Kurka.

 

            Dość pamiętam tamte czasy,

            – Myszy były, ,,ful-wypasy”.

            Jedną jak upolowałem,

            – tłuste była , siły miałem.

 

            Pozostałe dla zabawy ,

            – by z łowieckiej nie wyjść wprawy.

            Jakie smaczne Myszy były,

            – bo też dobrze się żywiły.

 

            Ludziom wciąż coś brakowało,

            – ale myszom to starczało.

            Pełne były magazyny,

            – w polach rosło bez ,,biostyny”.

 

            Wszystko naturalne było,

            – i się zdrowo wtedy żyło.

            Kotki jakie futra miały,

            – i puszyste, blask wspaniały.

 

            Ogon był aż podniesiony,

            – tak miałczałem zachwycony.

            Pod dostatkiem Mysz znosiłem,

            – wiele Kotek ja lubiłem.

 

            W domu piękny piec ja miałem,

            – całe zimy na nim spałem.

            Kołysanki też mruczałem,

            – tłuste mleko dostawałem.

 

            Gospodyni była szczera,

            – nigdy mnie nie brakło sera.

            Trochę sera zostawiałem,

            – na nie myszy, ja łapałem.

 

            Gdy na ser się złakomiła,

            – już za chwilę moja była.

            Dzieci Mysich ja nie jadłem,

            – bo to brzydkie i nie wpadłem.

            Dzieci to ja szanowałem,

            – sera dałem i puszczałem.

            Polowałem na staruchów,

            – ,,obiboków” i ,,leniuchów”.

            Bo też jakiś kodeks  miałem,

            – młodszych, też tak nauczałem

 

            Dziś to całkiem się zmieniło,

            – chciałbym by się coś wróciło.

            Nie mam już tamtego pieca,

            – zimą gniecie, mnie po grzbiecie.

 

            Są grzejniki z jakiejś blachy,

            – a za nimi kurz istrachy.

            Na grzejniku nie poleży,

            – bo zaparzy , żeś nie świeży.

 

            Nawet Myszy się nie pchają,

            – bo do domu dziur nie mają.

            A te Myszy niegdyś śliczne,

            – dzisiaj są nie apetyczne.

 

            Jakieś takie są ,,bladzieńkie”,

            – chorowite w talii  cienkie.

            Jednym słowem skóra kości,

            – gdy ją ujrzysz, skręca złości.

 

            Gdzieś na chemii są chowane,

            – takie w Rządzie Ludzie ,,cwane”.

            Jak rok temu jedną zjadłem,

            – to mój Burku, prawie padłem.

 

            Trzy dni w pysku nic nie miałem,

            – Myszą cały czas rzygałem.

            Mam dobrego gospodarza,

            – wziął mnie On do Weterynarza.

 

            Ten od Myszy mnie odkaził,

            – źle o władzach się wyraził.

            Ciężkie czasy. Nic nie cieszą,

            – ludzie ciągle za czymś śpieszą.

 

            Na to Burek tak do Kota,

            – gdzie nie spojrzysz . Pies ,,idiota”.

            Dziś na siebie Psy szczekają,

            – chociaż miski pełne mają.

 

            Jeden zagryzł by drugiego,

            – choć nie zrobił mu nic złego.

            Kiedyś inne czasy były ,

            – obok siebie Psy chodziły.

 

            Nikt nikogo nie napadał,

            – chyba, że go ktoś obgadał.

            Bez powodu, gdyś obszczekał,

            – wtedy tamten i narzekał.

 

            Owszem, czasem walki były,

            – dla zabawy . Sport jest miły.

            Nie odnosił nikt też rany,

            – honor był tu zachowany.

 

            W Rządzie honor dziś nie mają,

            – Psy na siebie napuszczają.

            Jeden na drugiego zły,

            – choć nas wspólne jedzą Pchły.

 

            Do jedzenia co bądź dają,

            – chociaż wybór duży mają.

            Wszystko chemia, sztuczne takie,

            – a i w smaku byle jakie.

 

            Jeść to musisz , bo żyć trzeba,

            – wolałbym postnego chleba.

            Robię się z tej karmy dziwny,

            – nieraz głupi agresywny.

 

            Raz żem w taki szał gdzieś wpadł,

            – gospodarza ja bym zjadł.

            Gdy się też opamiętałem,

            – to po rękach Go lizałem.

            Chyba duszę zachowałem.

 

            Była taka i rozmowa ,

            – że zepsuta moja głowa.

            I gadano tutaj jeszcze ,

            – od jedzenia, lub przez kleszcze.

 

            Kury Mruciu inne były,

            – jakie jaja tu znosiły.

            Każdy kurczak wypasiony,

            – i nie ważył aż pół tony.

 

            No a mięsko od nich jakie,

            – i pachnące smaczne takie.

            Kości chrupkie jaki smaczek,

            – byłem wtedy ,,nieboraczek”.

 

            Dziś kurczęta albo blade,

            – i bez pierza jakieś słabe.

            Jakieś dziwne to dziś ,,zwierze”,

            – chce to latać. A gdzie pierze?

            Jakieś witaminy dają,

            – po tym Ludzie umierają.

            Powiem Mruczku , nawet Pchły,

            – dziś nie jestem na nie zły.

 

            Delikatnie mnie kąsają,

            – widać siły coś nie mają.

            Tym przyjemność, mnie sprawiają,

            – nawet mniej się rozmnażają.

 

            Albo ,,gdziesik”  wyjechały?,

            – już dla Pcheł, Świat jest za mały.

            Może Słonie Pchły przyjęły?,

            – bo by z chemii tu zginęły.

 

            Bo tu robią wciąż ustawy,

            – chemia ma być! Też dla ,,sprawy”!

            I gdzie mogą to ją dają ,

            – a najwięcej w żywność pchają.

 

            Nawet Unię założyli,

            – by miejscowe Pchły wybili.

            Wyrzucają jak się da ,

            – no i kończą też raz dwa.

 

            Drogi Mruczku miły Kocie,

            – dziś nie widzę Cię na płocie.

            Widzę lata Ci przybyły,

            – a i także,  nie te siły.

 

            Nieraz widzę Twoje Myszy ,

            – ledwie idą. Nikt nie słyszy.

            Widzę Myszy, Ty omijasz,

            – czy im teraz, dzisiaj sprzyjasz?

 

            Nie mój Burku. Myszy strute!,

            – Rząd sumienia ma ,,wyzute”.

            Myszy dzisiaj tak nie zdrowe,

            – wybić Koty są gotowe.

 

            Ja tym Myszom nic nie sprzyjam ,

            – lecz z daleka ich omijam.

            Szkody robią. To są łapki,

            – oraz też na Myszy klapki.

 

            Trutki na nie działają,

            – bo je w paszach dosyć mają.

            Jeszcze dodam od niechcenia,

            – trutki w resztkach są jedzenia.

 

            Burku uwierz mnie. Lub też nie,

            – trutki te zwą jakoś –  ,,E”.

            Gospodyni raz coś miała,

            – skład jedzenia też czytała.

 

            Szkło też wzięła do czytania,

            – i co chwilę czyta ,,E…”.

            Aż Cię z tego strachem rwie .

            I westchnęła . Jak nas trują!,

            – ileż trutki, nam pakują!

 

            I nie jedna Młoda taka,

            – dziś z tej trutki ma, i raka.

            Dzieci Ludziom, gdzieś głupieją,

            – z byle czego, się też śmieją.

 

            Chodzą jakby zamroczeni,

            – co przednimi?- Zaślepieni.

            Tu Gospodarz się odzywa,

            – tak się ,,wolność”, dziś nazywa.

 

            Paszport biorę i Wam zrobię,

            – wyjedziemy wszyscy sobie.

            Na obczyznę wyjedziemy,

            – i od nowa gdzieś zaczniemy.

 

            Choć jesteśmy wszyscy starzy,

            – godny byt, nam też się marzy.

            Albo zagrać trzeba w ,,Totka”,

            – może szczęście wszystkich spotka.

 

            Módlmy się do Boga swego,

            – w tym też nie ma nic tu złego.

            Tak to Trójka rozmawiała,

            – i wnet bajka też powstała.

            Ja to wszystko też słyszałem,

            – jak najlepiej Wam spisałem.

 

            Więc dziś mądrze rozmawiajmy,

            – i na lepsze Świat zmieniajmy.

            Nie daj nabrać się na słowa,

            – w czynach cała jest wymowa.

 

                28 września godz:8,20-9,31

 

                Autor: Krzysztof Szczurko ps. ,,KYSY”

    Zwany także Trybun Ludowy

    Dam Wam tajny numer który,

    – dzwoni wprost do mej komóry.

   A najlepiej jak się da,

 – dam Wam tajne tutaj dwa:

  781-096- 772  oraz:782-119-573

  Oraz dam wam i gotowy,

 – adres mój e-mailowy:

  kysyprzemysl@gmail.com

 

​                    ​

>>Rzeczywistość<<

                Pewien lokal jest w Rzeszowie,

            – co tam było Wam opowiem.

            Lokal  ten przy xxxxerze,

            -a opowiem Wam też szczerze.

 

            Pchełka tam przywędrowała,

            – dwoje dzieci z sobą miała.

            Rozglądała się dookoła,

            – była smutna nie wesoła.

 

            Szefa jak też zobaczyła,

            – grzecznie się mu ukłoniła.

            Pracę bym ja jakąś chciała,

            – bym tu dzieciom jeść coś dała.

 

            Okna pięknie ja umyję,

            – chociaż przyznam ledwie żyję.

            Jadłam jeszcze tydzień temu,

            – lecz nie głodna, nie wiem czemu?

 

            Moje dzieci wczoraj jadły,

            – a już dzisiaj bardzo zbladły.

            Jestem ja ,,zreformowana”,

            – moja firma skasowana.

 

            Razem z mężem pracowałam,

            – a odprawy nie dostałam.

            Mąż mój zginął też tragicznie,

            – bo załamał się psychicznie.

 

            Grosze jakieś więc przyznali,

            – komornicy je zabrali.

            Też z mieszkania wyrzucono,

            – z dziećmi tu się nie liczono.

 

            U przyjaciół pomieszkiwałam,

            – i choć pracę ja szukałam.

            Takiej stałej mnie nie dano,

            – bo meldunek nam zabrano.

 

            Dzisiaj jeszcze jeść nie muszę,

            – choć mam bardzo słabą duszę.

            Chcę by dzieci coś ciut zjadły,

            – by już gorzej tu nie bladły.

 

            Ja się wam więc zrewanżuję,

            – bo podłogę wypastuję.

            I posprzątam jak najlepiej,

            – nie chcę wiele , się nie

​,,​

lepię

​”​

.

            Bo też powiem proszę Pana,

            – na żwirowni ja kąpana.

            Dzieci także ja tam myję,

            – każde ma też czystą szyję.

 

            O higienę dbam najlepiej,

            – choć na co dzień biedę klepię.

            Może z Polski wyjedziemy,

            – jak przez lato grosz zbierzemy.

 

            Teraz jak wybory były,

            – jeden Pan była dla nas miły.

            Wiele też nam na obiecał,

            – jak głosować też polecał.

 

            Ja na niego głosowała,

            – w zamian pomoc nie dostała.

            Choć obiecał nam Schronisko,

            – bo też mieszkał on tam blisko.

 

            Teraz jest w dzielnicy nowej ,

            – dość bogatej i willowej.

            Mieszka jak na Wilanowie,

            – co innego ma już w głowie.

 

            ,,Pchełki” są mu nie potrzebne,

            – kłopot robią ludzie biedne.

            Jest już przecież po wyborach ,

            – dać nam trzeba po zaworach.

 

            Likwidować ,,trza” zakłady,

            – ziemię sprzedać gdzie da rady.

            Strefy więc Ekonomiczne,

            – obcym dać biznesy śliczne.

 

            Grosze niech tam zarabiają,

            – i przy groszach zamartwiają.

            Tak się w Polsce porobiło,

            – ludziom żyje się nie miło.

 

            Mało kto się kiedy śmieje,

            – źle naprawdę. Źle się dzieje.

            Dzieci często głodne płaczą,

            – gdy galerię też zobaczą.

 

            I nie płaczą od niechcenia,

            – płaczą z głodu. Do jedzenia.

            Ja jem sama, mało kiedy,

            – dzieci by nie zmarły z biedy.

 

            I je kocham ponad życie,

            – choć są małe jeszcze tycie.

            Dla nich ja dziś tylko żyję,

            – choćbym chciała sznur na szyję.

 

            Jeszcze chwilę się żaliła,

            – a Szef wie , że nie zmyśliła.

            Zna właściciel w Polsce życie,

            – wie że nie jest znakomicie.

 

            Rzekł do ,,Pchełki” by usiadła,

            – by wpierw z dziećmi coś też zjadła.

            Dał kebaby coś do picia,

            – by przywrócić ich do życia.

 

            Miała bardzo śliczne dzieci,

            – choć oczami głód im świeci.

            Pchełka aż się popłakała,

            – kiedy dzieciom jeść dawała.

 

            Dzieciak głodny też nie łykał,

            – KEBAB im w sekundy znikał.

            Pchełka choć się trzęsła cała,

            – delikatnie go zjadała.

            Godność swą zachować chciała.

 

            Gdy skończyli posilanie,

            – rozpoczęła wiec sprzątanie.

            Okna pięknie też   umyła,

            – nad podłogą się schyliła.

 

            Wzięła się za pastowanie,

            – dzieci były w grzecznym stanie.

            Każde grzecznie też siedziało,

            – każde coś tam rysowało.

 

            Jedno Madzia, drugie Tomek,

            – każde rysowało domek.

            A nad domkiem też słoneczko,

            – o tym każde marzy deczko.

 

            By się gdzieś nie poniewierały,

            – dzieci chcą mieć domek mały.

            Szef dał jeść też coś na drogę,

            – Pchełko zawsze Wam pomogę.

 

            Choć nas też tu dobijają,

            – bo podatki nakładają.

            Ciągle rosną nam opłaty,

            – choć nie jestem ja  bogaty.

 

            Jakoś wiążę koniec z końcem,

            – wiele zła jest dziś pod Słońcem.

            Pracownikom nie podniosę,

            – bo i zaraz się wyniosę.

 

            Za podwyżką są opłaty,

            – rośnie ZUS oraz podatkowe łaty.

            Zaraz więc się zbankrutuje,

            – kto podwyżki płac szykuje.

 

            System państwa całkiem chory,

            – choć w finansach są ,,doktory”.

            Państwa nam nie reperują,

            – wręcz odwrotnie ciągle psują.

 

            Pchełka w pracy była miła,

            – kawę jeszcze tam wypiła.

            Była jeszcze kilka razy,

            – miała żywszy wyraz twarzy.

 

            Nie zatrudni szef na ,,czarno”,

            – bo by miał kontrolę marną.

            Zawsze podał coś dla dzieci,

            – niechaj głód im też nie świeci.

 

            Teraz ponoć wyjechała,

            – w Świecie pracę gdzieś dostała.

            Dzieci chodzą tam do szkoły,

            – nie są głodne , dzień wesoły.

 

            Nawet ładnie tam mieszkają,

            – i szczęśliwe rano wstają.

            Wspominają też KEBABY,

            – kiedy każdy z nich był słaby.

 

            Szefa miło wspominają,

            – nawet tu przyjechać mają.

            Pomógł Mamę im ratować,

            – chcą z wdzięcznością podziękować.

 

            Polska ,,Pchełek” nie kochała,

            – i wynocha powiedziała.

            Pchełki młode wyjeżdżają,

            – gdyż przyszłości tu nie mają.

 

            Jaki Kraj jest tutaj zły,

            – przybywają Obce ,,Pchły”.

            Nawet biegle język znają,

            – więc się w Polsce osiedlają.

 

            Nic tym obcym nie brakuje,

            – Rząd się nimi opiekuje.

            Bo te Obce ,,Pchły’’ poważne,

            – ponoć w całym Świecie ważne.

 

            Kończę bajki tej pisanie ,

            – czekam od Was na pytanie.

            A o ,,Pchełce” gdy usłyszę,

            – to i jeszcze coś dopiszę.

 

            Tu na koniec rada taka,

            – kupuj i jedz u Polaka,

            I patriotów też wspierajcie,

            – a tych ,,Obcych” unikajcie.

 

19 czerwca 2014

 

 Autor: Krzysztof Szczurkops.,,KYSY

                 Zwany także ,,Trybun Ludowy

                  Dam Wam tajny numer który,

                  – dzwoni wprost do mej komóry.

     A najlepiej jak się da,

– dam Wam tajne tutaj dwa:

781-096- 772  oraz:782-119-573

Oraz dam Wam i gotowy,

– adres mój e-mailowy:  

 kysyprzemysl@gmail.com

 

​             ​

            Cóż się z nami porobiło,

           – nas milionów dziesięć było.

           Cóż dziś z ludzi tych zostało?,

            – i dlaczego nas tak mało?

            Komu na tym zależało?

 

            Naród mocno podzielony,

            – ten czerwony, ten zielony.

 Gdyby kto się pytał co ,

            –  Ten jest z Pi-Su , a ten z Pe-O.

 

            Ta wypowiedź, to jest wredna,

            – dziś jest Partia tylko jedna.

            Partia ta, to jest Ojczyzna!,

            – imię Polska to Jej przyznam.

 

            Bo od czasów jeszcze Mieszka,

            – każdy Polak w Polsce mieszka.

            Była wielka Partia cała,

            – a się Polska nazywała!

 

            Obudź się dziś Polsko cała,

            – pókiś jeszcze nie skonała.

              Kłóćmy się, i sprzeczajmy,

            – ale też nie rozdzielajmy.

 

            Bo jak się porozdzielamy,

            – wrogom tu przewagę damy.

            Wojownicy tu zjeżdżają ,

            – broni czołgów choć nie mają.

 

            Ale są tak wyszkoleni,

            – tutaj będą uzbrojeni.

            Jak zdobędą arsenały,

            – będzie galimatias cały.

 

            I nie będą też żartować,

            – wszystkich zaczną nas mordować.

            Zwykły naród już ma stracha,

            – zrobią w imię to Allacha.

 

            Ważni rozum potracili,

            – Islamistów sprowadzili.

            Pachnie to też wielką zdradą,

            – oni tu na wojnę jadą.

 

            Niech nas Bóg przed nimi chroni,

            – toż to widać jak na dłoni.

            Kto ojczyznę chce ratować,

            – proszę się tu skontaktować.

 

            18 stycznia 2016

            Autor: KYSY ,,Trybun Ludowy”

            Tel: 781 096 772

            e-mail:kysyprzemysl@gmail.com

W tym występie przemówienie skąd się wzięło zagrożenie

Jak uważnie posłuchacie to odpowiedź mnie też dacie.

https://www.youtube.com/watch?v=KfkM0Ve_RPg

https://www.youtube.com/watch?v=-0qMdlhugn0

 

​   ​

                    ,,Wchodźcy”
                Proszę Państwa !. Proszę Państwa!
                – ileż dziś jest w Świecie draństwa.                       Dziś  uchodźca tu się złości,                – że za mało w nas miłości.                 ,,Gadał” jeden mój znajomy,                – chcieli by też nasze domy.                Gwałcić nasze i kobiety,                – taka prawda jest niestety.                              Tu zasiłki w Polsce mikre,               – mieli by więc życie przykre.                Trzysta Euro dla nich mało,               – dwa tysiące by się zdało.                 Każdy z nich w Allacha wierzy,                – wszystko im się więc należy.                Ich religia z tego znana ,                – tolerancja nie lubiana.                 Jak szarańcza tu się pchają,                – nas też jeszcze zadeptają.                Dziś Europa niespokojna,                – wisi i nad nami wojna.                 Więc Putina my przeprośmy,                – też o interwencję prośmy.                Bliski Wschód jest niespokojny,                – ktoś  chce Świat nasz pchnąć do wojny.                 Kto ma w tym też interesy,                – że chce nabić sobie kiesy.                Islam wroga nam kultura,                – taka jest już ich natura.                 Jak uchodźców sprowadzimy,                – łatwo ich nie wyprosimy.                Politycy nas zdradzają,                – bo nieszczęście sprowadzają.                 Takiej władzy się nie bójmy ,                – i przy urnach się zbuntujmy.                Jeśli to też nie pomoże ,                – strajk zrobimy wielki może,                 Na ,,Trybuna”  zawołanie ,                – cała Polska wtedy stanie.                Ale to oddzielny temat ,                -na następny już poemat.                 10 wrzesień  2015                Autor : KYSY zwany także ,,Trybun Ludowy”                Tel:781 096 772
                e-mail: kysyprzemysl@gmail.com
 

 

 

2 uwagi do wpisu “KYSY

  1. ALE NAM DOBRZE!!! Chi, chi, chi, cha, cha, cha! TRYBUN LUDOWY uprawia mowę nienawiści!!!

    Kabaret Czesuaf – Mowa nienawiści

    Serdecznie pozdrawiam

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s