Miecz króla Jana odc. 16


By się oderwać od polityki i spraw  dnia codziennego zamieszczam 16 już odcinek powieści  w której główny bohater   płaszcza i szpady  walcząc dzielnie z Turkiem nie zapomina o innych przygodach, także tych miłosnych.

Rozdział 7

Bezkrólewie

Rzeczypospolita upokorzona haniebnym traktatem buczackim w roku 1672, teraz podnosiła czoło zwieńczone zwycięstwem nad potęgą Porty Ottomańskiej.

Doszczętne rozbicie armii Hussejna Paszy 11 listopada 1673 roku pozwoliło zając całą niemal Wołoszczyznę i wypchnąć pozostające tam wojska tureckie, poddane rozkazom Bejlerbeja Aleppo Kaplan Paszy, aż poza linię Dunaju. Cofnąć musiał się także z Isakczy w głąb swojego państwa sułtan Mahomet, wraz z wielkim wezyrem Ahmedem Köprolim.

Halil Pasza, naznaczony na dowódcę wojsk okupujących zdobyty w poprzednim roku Kamieniec Podolski, teraz odcięty od zaopatrzenia i posiłków lękał się o życie swoje i wojsk tam stojących.

Wojska koronne zajmowały Chocim, Suczawę, Cecorę i Jassy. Blokowały Bar i Kamieniec Podolski. Wieść o śmierci króla, strwożyły jednak żołnierza. Hetman wielki litewski Michał Pac opuścił wojska koronne i wracał do siebie na leża zimowe. Za jego przykładem poszły oddziały wojewódzkie świeżego zaciągu, niezdolne do stałego wojennego wysiłku, na dodatek nie przygotowane do jesienno– zimowej kampanii. Znacznie uszczuplone siły musiał opuścić Jan Sobieski, oddając komendę nad nimi chorążemu koronnemu Mikołajowi Sieniawskiemu, aby samemu udać się do Kałusza i mieć wgląd na oba kierunki działań wojennych, kamieniecki i mołdawski. Tu spotkał się z ukochaną swoją małżonką, aby po pewnym czasie przenieść się do Lwowa, a to celem wypłaty wojsku zaległego żołdu, nowych wiosennych zaciągów na dalszą z Turkami rozprawę, oraz dla omówienia pilnych spraw, wiążących się z bezkrólewiem i przyszłą elekcją.

Ta ostatnia sprawa wkrótce miała stać się najważniejszą i decydującą dla pomyślności Rzeczypospolitej.

Wysyłano i przyjmowano posłów. Krążyli po drogach szpiedzy i agenci obcych nie zawsze przyjaznych krajów. Złoto zaczęło napływać do Warszawy i w postaci pękatych mieszków trafiało do rąk wpływowych i obrotnych ludzi z otoczenia najwyższych sfer w państwie. W kraju, który pod względem wielkości swego obszaru ustępował w Europie jedynie Moskwie, zabrakło władzy monarszej. Stolec królewski był do wzięcia i sięgały po niego chciwe ręce Habsburgów poprzez posłów i licznych agentów starających się uzyskać wybór swego kandydata na przyszłego króla Polski. Przeciwnym temu był Sobieski oraz masy szlacheckie, godzące się na każdego innego kandydata byle nie dopuścić na tron polski Niemca.

Po nieudanych rządach Michała Korybuta Wiśniowieckiego, mniej popularna była kandydatura „Piasta”, jako że sama magnateria przez zwykłą zawiść niechętnym okiem patrzyła na możliwość wyniesienia na tron jednego z pośród swoich. Godzono się, zatem dość powszechnie na kandydaturę francuskiego księcia Kondeusza, wsławionego wodza, męża dzielnego i poważanego w całym ówczesnym świecie. Spodziewane przyszłe wojny z Turcją, wzrost potęgi państwa moskiewskiego i płynące stąd zagrożenie dla Litwy i Ukrainy, wskazywały na konieczność wyboru na przyszłego króla Polski osoby dzielnej i znającej się na sztuce wojowania. Taką osobą był książę Kondeusz, przez niektórych zwany nawet Wielkim.

Słało zatem do niego posłów w imieniu Rzeczypospolitej, stronnictwo Sobieskiego aby raczył objąć tron polski i chciał narodowi łaskawie panować. Ofiarując wszak tron żądano, by kandydat przyjął liczne warunki jakie przy tym wysuwano. W tym, aby ziemie przez Rzeczypospolitą w ostatnich wojnach na rzecz Turcji, Rosji i Szwecji odzyskał. Prawa i wolności szlacheckie w całości nie uszczuplając zachował. Podatków nowych nie nakładał i wojen nie wszczynał, dopóki na Turku Kamieńca i ziem tam utraconych nie odzyska. Wolności wiary i wyznań przestrzegał i prześladowań nie dopuszczał.

Książę Kondeusz wyrażał gotowość objęcia tronu królewskiego, obiecując przyjąć spisane warunki i zaprzysiąc je jak żądała szlachta, ale też wysuwał własne, które zdawały się być w sprzeczności z prawami i wolnościami szlacheckimi. Trwały, zatem targi i negocjacje, które siłą rzeczy przeciągały się i wstrzymywały powrót poselstwa. Na koniec znalazłszy polubowne rozwiązanie wróciło poselstwo do Warszawy aby zebranym tam senatorom przedstawić wyniki przeprowadzonych z kandydatem rozmów.

Tu jednak nie próżnował Szwancer, poseł cesarski który, zasilany płynącym z Wiednia strumieniem złota kupował zwolenników dla Habsburgów. Nie ograniczał się tylko do tego. Rozsiewał na wszystkie strony wieści, jakoby francuski kandydat już przyobiecał Turcji odstąpienie ziem Rzeczypospolitej zajętych w ubiegłych wojnach, zobowiązując się jakby przestrzegać haniebny traktat buczacki wymuszony na królu Korybucie Wiśniowieckim po doznanych w tych wojnach klęskach. W licznych pismach i pamfletach drukowanych za pieniądze i z polecenia Habsburgów, przypominano także o strasznych mordach, jakich dopuszczono się na Hugenotach w Paryżu i całej Francji w noc świętego Bartłomieja, kiedy to z polecenia rodziny królewskiej zabito 6000 niewinnych ludzi. Można było też przeczytać historię haniebnej ucieczki wcześniej wybranego i koronowanego na króla Rzeczpospolitej Henryka Walezjusza, płacącego za swój wybór sromotnym porzuceniem korony i polskich poddanych, którzy mu tą koronę ofiarowali.

Panował więc zamęt i niepewność w sercach i umysłach panów szlachty, jak i w śród wielu senatorów i magnatów bardziej świadomych rzeczy i spraw państwowych.

Sobieski nie ustawał w staraniach, aby kandydat francuski wbrew usilnym zabiegom dworu cesarskiego, znajdował szerokie poparcie i mógł liczyć na zwycięstwo w przyszłej elekcji.

Pani hetmanowa, potocznie zwana Marysieńką Maria Sobieska, wywodząca się ze starego rodu francuskiego, ze wszystkich swoich sił popierała i utwierdzała w tych wysiłkach męża. Sama podejmowała liczne inicjatywy i przedsięwzięcia mające na celu utorowanie drogi do tronu kandydatowi Francji. Kiedy hetman dalej był od spraw polityki, więcej zajmując się wojskiem i szykowaniem obrony dla kraju, pisała listy, podejmowała rozmowy, przyjmowała posłów Francji. Jednym słowem prowadziła wyrachowaną grę i rozliczne intrygi przeciw przeciwnikom, a szczególnie przeciw dworowi cesarskiemu. Umiejętnie i skutecznie podsycała niechęć braci szlacheckiej do wszystkiego, co cesarskie i niemieckie, wskazując na Francję, jako na jedynego prawdziwego sojusznika Rzeczypospolitej.

Nie żałowała też prywatnej szkatuły dla zjednywania sobie zarówno ludzi prostych jak i mających znaczny nieraz wpływ na bieg bieżących wydarzeń. Posiłkował ją także w pieniądze, za pośrednictwem posłów, sam król Francji, wiedząc, że choć Sobiescy to ród senatorski i bardzo zamożny, to jednak ze względu na wydatki wojenne, jakie hetman często pokrywał własnym sumptem, dodatkowe kwoty mogą bardzo się przydać w tej sprawie.

Upewniwszy się, co do sojuszników i licznych przyjaciół, Marysieńka zaczęła także zabiegać o pozyskanie tych, którzy dotąd byli Sobieskiemu nieradzi, czasem wręcz wrodzy.

Do nich należał wojewoda krakowski wierny i oddany stronnik zmarłego króla. Jako jedna z pierwszych osobistości w Rzeczypospolitej, miał głos decydujący w wielu sprawach dla kraju ważnych. Człowiek nie tylko rozumny, ale i uczciwy, a przy tym pełen energii i skory do działania. Miał dotychczas pan wojewoda za złe Sobieskiemu, że obniża autorytet majestatu królewskiego, że gardzi niemal nieszczęsnym Korybutem, nie kryjąc się z tym wcale. Ale też wyraźnie dostrzegał jak wiele niedostaje królowi, którego wspierał i przy którym dla dobra kraju stał niezachwianie. Gdy król zmarł wydawało się, że nie ma przyczyny, dla której ci dwaj możnowładcy tak wiele dobra czyniący dla ogółu mieli by pozostawać sobie nieżyczliwi i szkodzić sobie nawzajem, szkodząc tym samym krajowi.

Nie miał wojewoda krakowski, tak wielkich ambicji wpływania na losy Rzeczypospolitej jak hetman Sobieski, co nie znaczyło, że obojętnym mu było, kto zasiądzie na tronie polski. Skłaniał się na ogół, choć bez wielkiego przekonania na stronę kandydata wysuwanego przez dwór cesarski.

Marysieńka Sobieska, małżonka hetmana głowiła się często nad tym jak przeciągnąć wojewodę na swoją stronę. Pomagał jej w tym biskup krakowski, ale wojewoda wciąż pozostawał niezdecydowany do końca. Sprawę mógł rozstrzygnąć sam Sobieski gdyby możliwe było doprowadzić do rzeczowej i szczerej rozmowy o losach kraju tych dwóch magnatów. Nie było jednak ku temu okazji, jako że Sobieski bawił wciąż poza Warszawą. Zaprosiła wiec do siebie Kolnicką wiedząc, że ta kobieta wszystko może i każdą rzecz potrafi załatwić po swojej myśli. Zawiodła się w swych rachubach zaraz na wstępie, gdyż Kolnicka nim się zdążyła domyśleć o skrytych zamiarach Marysieńki, bez ogródek powiedziała co myśli o wojewodzie, wojewodzinie i jej złośliwej i jadowitej córce.

– W najgorszą pluchę i zimnicę wysłał mi niewinne pacholę – zaczęła swoją perorę Kolnicka – bo to przecież jeszcze nie mężczyzna i nie rycerz. I to gdzie wysłał? Na sam koniec Rzeczypospolitej. Dalej! Poza jej granice. W kraj zajęty przez Turka. Gdzie pełno wroga, podjazdów, band kozaczych, czambułów tatarskich. Jednym słowem na śmierć. Dał mu do tego za całą osłonę jednego obwiesia i włóczykija i pół wachmistrza, jąkałę i zezuna, którego za rękę trzeba do konia podprowadzać, bo inaczej płotu dosiądzie.

– Nie będę ja z panem wojewodą rozmawiać – ciągnęła dalej Kolnicka nie zważając na minę Sobieskiej – bo bym mu oczy wydrapała. A ta jego klacz rozłożysta, patrzeć na nią nie mogę. Klacz, a żmiję urodziła, jak to możliwe? Też się na Janka uwzięły. Za syna go chciała uważać. Jakie prawdziwe zamiary względem jego mieć może taka leciwa rozpustnica? Ona i jej córka. Chyba nie małżeństwo, skoro szuka jej księcia po obcych dworach?

Marysieńka cierpliwie acz niechętnie słuchała wybuchów Kolnickiej i dziwiła się jej nawet przez chwilę – czyżby była o chłopca zazdrosna? – pomyślała w duchu.

Posłała, więc po Janka następnego dnia i tak rozmowę zagaiła, że wyglądało, iż chce mu podziękować za doręczone od męża listy, a także ofiarować coś na pamiątkę za wyrządzoną przysługę.

Janek dumny z samego zaszczytu bycia w pałacu hetmana, z pochwał jakie płynęły z ust pięknej kobiety, gotów był zrobić dla niej wszystko. Kiedy rozmowa przeszła na temat obioru nowego króla, którym winien zostać książę Kondeusz, już był gotów stanąć przy jego boku z dobytą szablą i walczyć o jego kandydaturę. Na wzmiankę o nieprawościach posła cesarskiego, natychmiast przypomniał sobie o doznanym z jego strony upokorzeniu i krzywdzie.

Sobieska umiejętnie wydobyła od Janka całą tą nieszczęsną historię i pouczyła jak można zaszkodzić posłowi w jego knowaniach a przysłużyć się hetmanowi i przyszłemu królowi polski.

Janek wiedział, że nie może rzucić się po prostu z dobytą szablą na von Szwancera, gorąco pragnął jednak pomścić doznaną zniewagę, dlatego pilnie i uważnie wsłuchiwał się w pouczenia i udzielane przez hetmanową wskazówki.

Pierwsza rzecz polegała na zorganizowaniu wokół siedziby posła stałych punktów obserwacyjnych. Nie dopuszczania do niego przybywających kurierów i likwidację kurierów wysyłanych do cesarza. Chodziło także o przejmowanie korespondencji, jaką kurierzy przenosili. Ważne dla Sobieskiej było i to, aby czynili to ludzie nie związani bezpośrednio z hetmanem, ani mu podlegli.

Druga sprawa była dla młodego umysłu trudniejsza. Należało przeciągnąć na stronę zwolenników kandydata francuskiego, wojewodę krakowskiego. Tym samym tych wszystkich, którzy wojewodę otaczali i byli od niego zależni.

– Pierwsza rzecz to przekonać panią wojewodzinę, druga to przekonywać wojewodę – tłumaczyła Marysieńka.

– Wojewoda to człowiek w gruncie rzeczy prawy, chociaż tak jak my wszyscy ma także i swoje wady– dodała.

Jankowi nowe zadanie bardzo się podobało, zaraz tez energicznie zabrał się do jego wykonania. Kazał zebrać Kubie, wszystkich chętnych do uczestniczenia w przedsięwzięciu zwalczania knowań posła cesarskiego. Pod wieczór w wyznaczonym nad Wisłą miejscu mógł przemówić do ponad dwudziestu obwiesiów. Nie wyglądali oni rzecz jasna na zamożnych mieszkańców grodu. Z oczu wyzierała im jednak gotowość wykonania każdego łajdactwa. W krótkich słowach wyjaśnił, na czym ma sztuka polegać i co trzeba czynić. Zaraz też spostrzegł, że w mig został zrozumiany. Chęć czynu była powszechna i nikt nie miał wątpliwości, że trzeba na każdym kroku szkodzić posłowi.

– Możemy pana posła nawet utopić w gnojówce, byle by kapnął z nieba jakiś pieniążek. Dukacik, talarek, rubelek, albo złoty czerwony.

Ktoś zaśpiewał.

W brzuchu pusto,

Pić się chce,

A w sakiewce dziura.

Jak to zrobić by coś ukraść?

A uniknąć sznura?

Reszta zarechotała śmiechem.– Prawda to, prawda pusto w brzuchu i suszy w gardle.

Trzeba ludzi opłacić – pomyślał Janek. – Ale skąd wziąć pieniądze?

– Posłuchajcie! – krzyknął Kuba – u nas też pusto w sakwie i w brzuchu i też suszy w gardle – oj, jak suszy – jego głos przybrał dźwięk psiego skowytu. Ale sami temu zaradzimy. Skoro jest przyzwolenie, aby kurierów łapać i odbierać listy, to trzeba to robić. Listy oddamy panu Janowi, ale reszta nasza. – zgoda?– zapytał zwracając się do Janka.

– Zgoda – potwierdził Janek.

– W dzień niech czuwają żebracy – rozkazał – a w nocy, złodzieje i rabusie.

– Ja w dzień żebrzę, w nocy kradnę – przyznał się ktoś z grupy, reszta zaśmiała się rubasznie.

– Połowę zdobyczy idzie dla tych co ją zgarną, druga połowa idzie do wspólnej kasy na podział dla wszystkich – komenderował Kuba – zdradę karzemy nożem po grdyce i do Wisły.

– Tak jest! – zakrzyknęli chórem.

– No to do zabawy. Wszystkie listy do mnie, ja je przekażę Janowi, a co on z nimi zrobi to jego głowa nie nasza.

Teraz Jan dzień po dniu odwiedzał panią Zasławską, chętnie przez nią widziany. Wesoły, miły i rozmowny, wprowadził pogodny nastrój w dom, w którym jeśli pokazywali się goście, to przeważnie zafrasowani i poważni. Powoli zjednał także i przekonał do siebie Annę Łucję, próbującą swoim zwyczajem niezmiennie mu dokuczać, jednakże to jej dokuczanie było coraz mniej przykre, a często zamieniało się w wesołe żarty.

Utarł się także zwyczaj, że wieczorem zasiadał z panem wojewodą do gry w warcaby, które niekiedy zamieniano na kości. Gwarzono przy tym o tym i owym, czasem o sprawach publicznych. Czasem pytał Zasławski o nastroje, jakie panują pomiędzy szlachtą i mieszczaństwem. Czasem pytał o to, co sam Janek myśli o wyborze odpowiedniego kandydata na przyszłego króla.

Któregoś dnia powiedział, ze sam byłby gotów poprzeć kandydata francuskiego, lecz niezręcznie mu iść do ludzi, którzy poprzedniemu królowi kłody pod nogi rzucali, a jego samego stawiali na równi z wrogami.

– Miałem i ja pecha – podchwycił Janek – Piekota chciał mnie na drzewie powiesić i już rozkazy wydał. Teraz moim przyjacielem. Anna Łucja od stryczka mnie uratowała, teraz jak może mi dokucza.

– Gdym poszedł prosić o służbę u hetmana Sobieskiego za szpiega mnie wzięto i posłano za mną Knieziewicza, aby mi w pojedynku głowę na dwoje rozczepił. Teraz Knieziewicz i nie tylko on, jest mi przyjacielem.

– Tyś młody, szybko o krzywdach zapominasz, łatwo przebaczasz.

– Posłowi cesarskiemu ani nie wybaczyłem, ani nie zapomniałem – zastrzegł się Janek– bo to wróg. Innym przebaczam, bo są tego warci. Wrogami mi nie byli i nie będą. Do nich żalu nie mam, a przyjaciół potrzebuję. Sam słyszałem jak pani hetmanowa się zamartwia, że niezgoda panuje pomiędzy waszą wysokością i hetmanem. Wiele dobra by uczynić można było dla Rzeczypospolitej gdyby pomiędzy tymi dwoma ludźmi zgoda panowała. Tak to ona mówiła.

– Ona to widzi i ja to widzę, ale hetmana najpierw powinna do tego przekonać.

– Hetmana to samo gryzie – zapewnił Janek– wiem to od pani Sobieskiej, która mi kilka dni temu za doręczenie listów szczerze dziękowała.

Dnia następnego, zjawił się Kuba. Podrzucił w górę złotą monetę, a gdy spadła na otwartą dłoń powiedział.

– Złotą rybkę złapaliśmy. Nocą podróżowała bardzo spiesznie, sekret czyniąc ze swej podróży. Listów całą torbę przewoziła. – Oto one – podał Jankowi plik papierów.

Listy– stwierdził Janek–, ale pieczęcie przełamane – zauważył niezadowolony.

Przy wyjmowaniu z torby się uszkodziły – skłamał Kuba – jeden jest, który opisuje bardzo niepochlebnie twojego wojewodę. Ten powinieneś mu doręczyć, aby wiedział gdzie ma wrogów, a gdzie prawdziwych przyjaciół.

– Pisze tam poseł do swojego cesarza tak oto, posłuchaj:

(…) Jako że służył długo u króla miernego rozumu, sam rozum postradał i nie wie gdzie się obrócić (…).

– Słuchaj co dalej pisze w tym piśmie poseł do swojego pana cesarza:

(..) Poszczuć wojewodę przeciw hetmanowi, tak łatwe będzie, jak każdego innego psa łańcuchowego (…) Stracił znaczenie, od kiedy jego mierny król zszedł z tego świata, wpływ zatem jego niewielki na innych wielmożów. Wystarczy, jeśli jego przybrana córka dostanie, jakie chore na umyśle lub ciele, książątko, byle by zrodzone na cesarskiej ziemi, a służyć nam będzie nawet i po przedwczesnej tego książątka śmierci…

Janek chwycił za papier, z którego Kuba zdawał się odczytywać powyższe treści i wlepił wzrok w pismo. Nie znalazł tam jednak potwierdzenia tego co Kuba czyta bo list pisany był po niemiecku.

– Znowu kłamiesz – krzyknął –zmyślasz jak zawsze.

– Nie kłamię i nie zmyślam. Umiem czytać po niemiecku i po łacinie – zaperzył się Kuba.

Poszli zaraz na rynek i wśród licznych kramów znaleźli kupca, który jako tako pismo niemieckie znał i kilka zdań z pokazanego listu przeczytał. Teraz Janek uwierzył w to, co mu Kuba najpierw przeczytał. Zabrał wszystkie listy i pobiegł z nimi do pałacu Zasławskich, ale że nie było tam wojewody, zostawił list pani Zasławskiej z prośbą, aby przekazała go mężowi. Wyjaśnił, że kuriera wiozącego list do Wiednia szlachta po drodze upiła, a obwieś jeden listy mu wykradł, które później po karczmach za parę złotych sprzedawał. Tak ten list miał do rąk Janka trafić. Teraz, jako że wśród niemieckich słów nazwisko wojewody się powtarzało przynosi, aby wojewoda sam rozsądził, co z listem zrobić.

Resztę listów zaniósł do pani hetmanowej Sobieskiej, która zaraz wołała swojego sekretarza, gdyż sama tylko francuskie pismo i łacinę znała.

Wojewoda Zasławski, gdy przy podwieczorku podano mu poufny list pisany przez posła cesarskiego do samego cesarza, zdziwił się, że pieczęć na piśmie złamana, lecz gdy czytać zaczął posiniał z gniewu. Do głębi wstrząsnęło nim to, co przeczytał o sobie i o niecnych zamiarach, jakie planował poseł na przyszłość.

Tym razem wojewoda z niecierpliwością oczekiwał na przyjście Janka, który ostatnio codziennie się tu zjawiał. Zaraz tez posadził go przy stoliku do gry w warcaby i kazał przynieść mocnego czerwonego wina.

Grali w milczeniu. Janek powód tego milczenia doskonale rozumiał, nie mógł jednak przewidzieć, czym ono się skończy. Ani Anna Łucja, ani pani wojewodzina nie śmiały podejść do wojewody, od chwili, w której przeczytał on list doręczony przez Janka.

– Posłowi cesarskiemu aniś nie wybaczył, aniś nie zapomniał? – zagaił wojewoda.

– I nie zapomnę i nie wybaczę – potwierdził Janek.

– Gdybyś miał grać przeciw niemu, jak byś grał skoro on poseł.

– Tak, aby życia go nie zbawić, ale ośmieszyć i bez bielizny puścić jako on mnie zostawił.

– Nie łatwa to rzecz skoro rezyduje on w swym pałacu przez służbę wierną otoczony.

– Tak nie łatwa.– zgodził się Janek.– Ale może któregoś dnia ruszy w drogę.

Znów zapadło milczenie. Janek skupił się na grze w warcaby gdyż spostrzegł, że znacznie zaczyna przegrywać.

– Zostawmy warcaby – zaproponował wojewoda.– Zagrajmy o to, co w środku, – rzekł rzucając na stół pękaty mieszek i biorąc kubek do kości. Potrząsnął nim kilkakrotnie i wyrzucił kości na stół. Policzył wynik zgarnął szybko kostki, wrzucił je z powrotem do kubka i podał Jankowi. Janek potrząsnął kubkiem i wykonał rzut. Wojewoda policzył i podsunął mieszek w stronę gracza.

– Wygrałeś – rzekł cicho – poseł cesarski za trzy dni rusza do Torunia na spotkanie z elektorem pruskim. Droga długa wprawdzie nie jest, ale wiele się może zdarzyć, jeśli losowi pomagać. Mojej życzliwości i opieki możesz być pewny.

– Wojewoda wstał – grać już nie mam czym – rzekł –skoro za jednym zamachem mnie ograłeś. Ale nie żałuję. Dobrze się spisałeś gdym cię w pierwszą misję do hetmana Sobieskiego z wieścią o śmierci króla posłał. Obrotny jesteś i bystry. Myśl szybko umiesz pochwycić. A szczęście ci dopisuje i grać uczysz się szybko – rzekł odchodząc.

Janek poderwał się także. Ukłonił się nisko wojewodzinie, puścił perskie oczko Annie Łucji całując ją dodatkowo w policzek i rozradowany wybiegł na ulicę.

Kubę znalazł tam gdzie zawsze, w zajeździe ,,Pod gorącym serduszkiem”.

Odciągnął go siłą od towarzystwa, z którym wysiadywał na środku izby i siadłszy przy małym stoliku zaczął mu cos tłumaczyć, sprzeczać się i kłócić.

Tak ich zastała noc, wiec umówiwszy się na dzień następny rozstali się w zgodzie. Długo w noc rozmyślał jak sobie poczynać. Kuba wiele pomysłów mu podsunął, lecz nie znalazł wśród nich takiego, który mógłby być zrealizowany z pożądanym skutkiem. Dnia następnego znowu spotkał się z Kubą, w tym samym zajeździe. Kuba od razu, gdy go zobaczył wykrzyknął – Mam to, co ci potrzeba!

– Wiec mów byle mądrze – przynaglał go Janek.

– Zamów flaszkę wina – zaproponował Kuba.

– Zamówię, ale jak się pokaże wino lepsze od pomysłu to ty zapłacisz.

– Gdy skończę postawisz drugą bez proszenia, z własnej woli.

Kuba nachylił się w stronę Janka i mówił długo i z werwą.

Janek zrazu milczał potem rzucał od czasu do czasu krótkie pytania. Lecz twarz miał coraz weselszą. W końcu odwrócił się do przechodzącej obok służebnej dziewczyny, złapał ją za spódnicę i zatrzymał.

– Jesteś piękna jak róża i tylko wina nam brak– powiedział z czarującym uśmiechem.

– Dziewczyna zakręciła się jak fryga i już była z następną flaszką. W nadziei na kolejny uśmiech zatrzymała się na chwilę przy Janku, lecz tylko Kuba klepnął ją tam gdzie klepie się biodrzaste dziewczyny.

– No podobał ci się mój pomysł – stwierdził z satysfakcją, biorąc do ręki pełną flaszkę i lejąc wino do kubków.

– Znajdź mi takiego chłopa – odezwał się Janek – co by się znał na tym i wyglądał tak jak potrzeba – powiedział stanowczym tonem – babę, która mogłaby uchodzić za jego żonę i taką, co by na tych ziołach, o których mówiłeś się znała. Drugą, która będzie za jej córkę i dwudziestu wesołych kompanów, aby więcej śmiechu było na tym świecie. Potrzebny będzie także chłopski zaprzęg, dwa albo trzy liche konie, kilka diabelskich masek i innych maskarad.

– Nie da się tego zrobić, jeśli nie znajdzie się ktoś, kto nie brzdęknie monetą.

– Ja brzdęknę. O to się Kuba nie martw– uspokoił go Janek.

– Zbierz dziś ludzi i ruszaj jutro rano, tak abyś był na miejscu i zaczął swoje kupieckie targi. Ja ruszę z kopyta, gdy tylko się upewnię, że poseł wyrusza w drogę.

Informacja wojewody o tym, że poseł cesarski za trzy dni opuszcza Warszawę okazała się prawdziwa. Gdy tylko doniesiono Jankowi, że zaprzęgi na dziedzińcu pałacu, w którym mieszkał poseł, gotowe są do drogi, poderwał się i wbiegł do salonu, w którym siedziała Kolnicka w towarzystwie bratanicy.

– Wyruszam w drogę. Wkrótce będę z powrotem– oznajmił.

– Dokąd to znowu? – wykrzyknęła zaskoczona Kolnicka.

– Na spotkanie z posłem – odparł podnieconym głosem.

– Znowu mnie opuszczasz, Janku – szepnęła zmartwiona Marysia.

– Misia przygryzła wargi.

– Chcesz widzieć posła czekaj aż on przyjedzie do Warszawy. Tak się godzi w polityce – zauważyła roztropnie Kolnicka

– Ja go wole spotkać z dala od Warszawy.

– Nie tłumacząc się dłużej, wybiegł z domu ledwie rzuciwszy krótkie – do widzenia i bądźcie z bogiem.

– Rój os wyleciał z gniazda, więc pędzi za nim – mruknęła Misia nie kryjąc złego humoru.

– Jaki znowu rój?– zapytała Kolnicka

– Taki, który może go pokąsać – wyjaśniła Misia.

– Ten młodzik nie wie, co robi– zganiła ciotka.

– Czy to nie będzie ten sam poseł, którego już raz spotkał?– zapytała lekko blednąc Marysia.

Nikt nie chciał odpowiedzieć twierdząco na to pytanie, tymczasem Janek pędził jak na złamanie karku w stronę drogi prowadzącej na Toruń.

–––––––––––––––––––––––––––––––––––––

Korektę tekstu wykonał dr Marek Głogoczowski

Podziękowania dla pana Marka za wykonaną pracę

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s