Miecz króla Jana odc. 20


Rozdział 9

Wyprawa.

Janek wylegiwał się w łóżku. Przewracał się z boku na bok i wciąż nie mógł zdecydować się na to by wstać. Drwi od pokoju który zajmował, otworzyły się i weszła Misia. Szybkim krokiem podeszła do okna i otworzyła je na całą szerokość. Na Janka leżącego wciąż w łóżku ledwie rzuciła okiem.

– Wstawaj – powiedziała tonem wykluczającym wszelki sprzeciw.

– Wstawaj – powtórzyła –Włóczysz się całymi nocami po zajazdach i karczmach bez żadnego pożytku. Potem wylegujesz do południa. Czy już dosyć masz Marysi, że karczemnych dziewuch ci się zachciewa?

– Na kwaterze u Knieziewicza byłem – odparł Janek niedbale – Posiedzieliśmy trochę, pogwarzyliśmy i to wszystko. Żadnych karczm. A już innych dziewuch wystrzegam się jak diabeł święconej wody.

– Tylko one się ciebie nie wystrzegają.

– Misia po coś przyszła? – zapytał zirytowany.

– Łóżko pościelić, pokój przewietrzyć – odparła wymijająco.

– Ty tu nie służąca.

–Z przyzwyczajenia lubię dbać o porządek. Czas najwyższy abyś wstał.

– Wstanę, a ty przynieś śniadanie – zaproponował.

– Śniadanie na stole, wystarczy zejść do komnaty na dół.

– Gdzie Marysia?

– Na dole, haftuje i czeka na ciebie, hulako.

Z dołu doleciał głośny śmiech Dąby.

– Przyszedł mości Dąba. Dobrze, wypytam go czy to jak mówisz u Knieziewicza byłeś wczoraj, czy może gdzie indziej.

Janek poderwał się z łóżka i w samej koszuli, która sięgała mu do kolan, podbiegł do Misi. Objął ją w pół i pomimo, że się opierała, przytrzymywał przy sobie.

– Misieńko wiesz, że kocham tylko ciebie i Marysię i nikogo innego na świecie nie chcę znać.

– Kochasz Marysię, a mnie tylko obmacujesz bezwstydnie po tyłku.

– Jesteś taka ponętna, że nie mogę przytrzymać rąk przy sobie. Wyjdź po obiedzie z domu. Chcę porozmawiać z tobą sam na sam na osobności.

– Nad Wisłą w zaroślach? – zapytała gniewnie.

– Nie pytaj, tylko wymknij się z domu, pod byle pozorem. Wiesz jak cię pragnę.

Misia odepchnęła Janka od siebie i wyszła bez słowa z pokoju.

Ubrał się szybko i zszedł na dół gdzie Dąba przymilał się pani Kolnickiej. Przywitali się i Janek zabrał się do śniadania

– Późno wstajesz – zauważył Dąba – Ja w twoim wieku skoro świt jelenie w puszczy strzelałem.

– Zasiedział się wczoraj, bo gościa miał – wtrąciła się do rozmowy Misia – Imć Knieziewicz był tu u nas i z Jankiem do późna w noc się zagadali.

– Jak to? – Dąba uważnie popatrzał na Janka.– Przecież Knieziewicza w mieście nie ma od trzech dni. Dziś się go dopiero spodziewam.

Misia także spojrzała bardzo znacząco na Janka, lecz już więcej nic nie powiedziała.

– Kuba hulaka, wyciąga go, co wieczór – rzekła Kolnicka – Trzeba z tym skończyć, bo się chłopak zmarnuje. Albo go jaka krzywda, lub zła przygoda spotka.

Na schodach wejściowych dały się słyszeć kroki. To wszedł Sokolnicki ze swoim nieodłącznym garbatym sługą. Bez przywitania siadł za stołem nie spojrzawszy nawet na córkę. Złym okiem popatrzał na Janka i na Misię.

– Dość czasu tu zmitrężyłem – krzyknął do Kolnickiej – albo mi córkę i służkę wydasz po dobroci, albo ci siłą na dom zajadę. Choćby się krew miała polać. Nic mnie nie powstrzyma. Sił znacznych zebrałem dosyć, aby ten zamiar w czyn obrócić. Więc odpowiedz czy chcesz, aby ci starszy brat, któremu posłuszeństwo winnaś, siłą dom zajmie, albo córkę i tą oto niewiastę zwrócisz.

– A my też mamy siły znaczne, aby jeśli mości pani Kolnicka zażyczy sobie, pomocy i obrony udzielić – odparł flegmatycznie Dąba.

– Nie waści to sprawa – oburzył się Sokolnicki – Między mną i siostrą to rzecz i o córkę moją chodzi. Rodzinna to sprawa i ja ją będę rozstrzygał.

– Znów dały się słyszeć na schodach kroki. Tym razem cięższe i wolniejsze.

Wszedł Sobieski. Potężnie zbudowany pełen godności i powagi. Przy nim kroczył Knieziewicz.

Wszyscy na widok nowo obranego króla powstali i kłaniali się nisko. Tylko Kolnicka stała wyprostowana. Widok i postawa Sobieskiego wyraźnie budziła w niej zachwyt. Sobieski uśmiechnął się do niej.

– Witam mości panią Kolnicką, dobrą przyjaciółkę domu Sobieskich. Takoż i ja jej z serca życzliwym.

– A, jest ten gołowąs – Sobieski zwrócił się do Janka i przypatrywał mu się z chmurną nieco twarzą.

– Jak ktoś powiedział – odezwał się po chwili – pro publico, hetmana słuchać, gdy w bój prowadzi. Ale gdy do ogółu zebranej szlachty, a i do rycerstwa przemawia, to go nie słuchać? I któż to tak mówił? Kogoż to ta szlachta i zgromadzone rycerstwo słuchać miało? Młodego Mleszkowskiego, ledwie że w dwudniowym starciu po raz pierwszy z turczynem doświadczonego. Gdy na beczkę, jak kogut na płot wskoczył i już mu się zdaje, że piać może przeciw hetmanowi ile sił w płucach.

– Wasza królewska mość – odezwał się zmieszany Janek – Nie to miałem na myśli, aby posłuchu odmawiać. Lecz w sercu, co innego było i miłość do waszej królewskiej mości.

– Łże obłudnik – wykrzyknął Sokolnicki – Za nie posłuch przeciw hetmanowi, srogą karę mu wyznaczyć. Także i ja skargę przed obliczę króla składam na rzeczonego Mleszkowskiego.

– A cóż on waści zawinił? – zdumiał się Sobieski.

– Córkę moją jedynaczkę i sierotę bez matki uprowadził i więzi wbrew ojcowskiej woli. Groźby mi czyni ze swoimi przyjaciółmi.

– Milcz braciszku – krzyknęła gniewnie Kolnicka przerywając bratu – Bo jak nie, to ja ci zaraz tutaj sąd uczynię, że się nie pozbierasz. Ze mną ona pojechała. Matki nie ma, za to ojca tyrana i okrutnika. Miłości matczynej może tylko u mnie znaleźć i opiekę. Wszyscy ją tu kochamy i szanujemy.

Sobieski spojrzał na Misię, spojrzał na Marysię. Zrozumiał, w czym rzecz i uśmiechnął się pod wąsem.

– Pamiętam, że zaginął nie tak dawno ten, co ją porwał i więzi, a ona go ze łzami w oczach szukała. Jeśli się niewolą, to nawzajem, bo młodzi są i kto wie czy nie sobie przeznaczeni – Ale czyżbyś wasz mość nierad był panu Mleszkowskiemu?

– Wróg to jest mój odwieczny.

– Czym że on zawinił, że wrogiem go masz?

– Bo staremu Mleszkowskiemu byłem wrogiem, młody też nie lepszy, a jeszcze mi córkę uprowadził i trzyma.

– Piękna to córka, mości dobrodzieju, a i Mleszkowski też znośnie wygląda. Para była by z nich dobra.

– Lepszego ona godna, nie takiego, co na jednej kulawej kobyłce siedzi. I ukarać go trzeba za nieposłuszeństwo i buntowanie szlachty czego się dopuścił przeciw hetmanowi.

Sobieski podszedł do Janka i objął go ramieniem.

– Dzielnie stawał pod Chocimiem. Woli hetmańskiej się nie sprzeciwił, jako że na polu elekcyjnym pod moją komendą nie był. Króla wybierał. A to mu było wolno. Według sumienia i rozumu dokonać chciał wyboru. A to, co przeciw hetmanowi powiedział, to jako król, o to żalu nie mam. Bo jak powiadał, z serca to mówił i ja mam serce dla niego otwarte.

Sobieski spojrzał na Marysię, a widząc w jej oczach radość ciągnął dalej.

– Jeśli kocha twoją córkę, a ona nie jest mu przeciwna, to błogosław im jako ojciec, a moja w tym głowa, aby z tej kobyłki kulawej, przesiadł się na szlachetnego rumaka. Bo zaiste śmiały to gołowąs i daleko zajdzie. A ja jako król, tutaj od zaraz powołuję go do swojej służby i radość byś mi waść uczynił, gdyby podczas uroczystości koronacyjnych mógł on iść w pierwszej parze nowożeńców. Tych, którzy uroczystości te uświetnić zechcą wstępując w związki małżeńskie.

Sokolnicki zmieszał się. Nie mógł wprost odmówić królowi. Przy tym król wyraźnie zaznaczył, że Janek będzie miał wyjątkowe u monarchy względy, a te przekładają się zwykle na różnorakie i znaczne korzyści.

– Bałamutnik to i pędzi wiatr i nie wiadomo czy z niego, jaki pożytek, a i posłuszeństwo będzie – mruknął niechętnie.

– Poznałem ja się na nim od razu – rzekł król – Od razu mi w oko wpadł. I od razu mi się przysłużył. Że w polu i na koniu dobrze się czuje? A któż z nas za młodu był inny.

– A posłuch będziesz miał u wnuków i radość największą. Gdy ojciec będzie w polu, w obozie, lub przy królu, do dziadka będą się garnęły. Niemłodyś już i czas abyś o tym pomyślał. I córkę będziesz miał przy sobie szczęśliwą. No mości dobrodzieju. Nie odmawiaj, gdy król prosi, a i on ci nie odmówi, gdy ty prośbę będziesz miał do niego.

– A no niech tak będzie – zgodził się Sokolnicki.

Janek podszedł szybko do przyszłego teścia i skłonił się nisko, dziękując i zaręczając, że nigdy nie przestanie kochać i szanować Marysi. Zaraz po tym zwrócił się do króla, lecz Sobieski go uprzedził.

– Wpadłem na chwilę, aby się z tobą rozmówić w cztery oczy i przyganić według konieczności. Teraz dalej mi do innych spraw pilno. Pamiętaj od dziś królowi służysz. Knieziewicz ci twoje funkcje objaśni i w miarę potrzeby pomoże we wszystkim. Żegnajcie, zatem z Bogiem.

Sobieski wyszedł, za nim Knieziewicz.

– Nawet kielicha wina nie wypił – oburzyła się Kolnicka – Brzuch mu szybko spadnie jak tak będzie się za każdą sprawą uganiał, jak za Tatarzynem.

– Iście zamącił mi w głowie – sapnął Sokolnicki – Nie młodym już. A któż mi powie, żem stary, że mi się wnukami zajmować. Przy piecu siedzieć. Muchy nad kominem tłuc. Zamącił mi w głowie. A no zobaczymy, co z tego wyniknie.

– Brata w domu przyjmujesz – huknął nagle pięścią w stół – A nawet talerza przed nim nie postawisz?

Kolnicka wydała szybko dla służby polecenie, by podano talerz owsianki na mleku.

Dąba zaraz podsunął kielich z winem.

– No to mamy pokój w domu, a niezadługo i wesele.

Sokolnicki myślał, co by na to powiedzieć. Gdy nowe kroki na schodach dały się słyszeć. Był to goniec od przyszłej królowej, Marii z pilną prośbą do Janka, by nie zwlekając stawił się w pałacu Sobieskich. Janek natychmiast poderwał się na nogi i nie oglądając za siebie poszedł za posłańcem.

– Jeszcze on króla nie pożegnał, a już biec musi do królowej – zauważył Sokolnicki – Znaczy to, że w domu nie posiedzi spokojnie.

Janek wrócił równie szybko jak wyszedł. Do Dąby najpierw się zwrócił oznajmiając, że za trzy kwadranse w drogę wyruszają.

– Na Turka? – zapytał Dąba.

– Nie – odparł krótko Janek.

– Więc dokąd?

– Tajna to misja i nikt o niej nie może wiedzieć. Dla tego nie wolno mi pary z gęby puszczać. Bo mogliby się tacy znaleźć, co by chcieli nam przeszkodzić.

– Janku, ale na jak długo? – zapytała Marysia – I czy naprawdę to ty musisz jechać?

– Za dziesięć dni wrócę cały i zdrowy. Mnie to obarczono misją, której innym dać nie wypadało. Bo śmiało i bez rozgłosu trzeba działać, przy tym szybko mam się uwinąć, bo to najważniejsze.

– Skoro trzeba jechać – westchnął Dąba – to trzeba do koni i w drogę.

– Do komnaty wpadł Kuba.

– Ja już jestem gotowy. Możemy ruszać.

–A może i ja się z wami zabiorę? – zapytała z przekąsem Kolnicka.

– Będziemy jechać dniem i nocą – oznajmił Janek – A nie wiadomo, co się w drodze może przytrafić. Nie dla niewiast to podróż, ale dla lotnego gołębia.

– Dziesięć dni – dziwił się Sokolnicki – Dokąd też można na dobrym koniu dojechać i wrócić na powrót w dziesięć dni? A czy zna on drogę, że tak dokładnie określa ilość dni podróży? Wszystkie niebezpieczeństwa, jakie go po drodze może spotkać – myślał – A niech jedzie na złamanie karku. Nie moja to rzecz. Służy Sobieskiemu to niech służy. Jak ma w niego piorun trzasnąć, to niech trzaśnie, byle przed ożenkiem. Nie musiałbym słowa dotrzymywać. Tak go i na drogę z radością pobłogosławię. Niech jedzie jak najprędzej i nie wraca wcale.

– Jeśli to tak trzeba lecieć jak gołąb – zagadnęła Kolnicka – To, czemu nie Kuba leci, on przecież najbardziej na miejscu usiedzieć nie może? Lekki przy tym jest i nic go nie trzyma. Mości Dąba, wielki i ciężki. Piersią każdą bramę wyłamie Do szarży jak wiem on najlepszy. Ale nie do pościgu. Nie gołąb on ani jaskółka, ale orzeł.

– Uprosiłem by mi mógł towarzyszyć, skoro misja za wszelką cenę ma być spełniona. Jak trzeba będzie się siłą przebić, bez niego ani rusz.

– Więc niebezpieczna to podróż? – zapytała Misia.

– Nie ma niebezpieczeństwa, gdy na czele jedzie taki rycerz, co samym widokiem płoszy najodważniejszych – zapewnił Janek.

– Będzie jeszcze Różewicz i wachmistrz Piekota – dodał Kuba.– Tyły nam osłonią. My w środku. Czas się pożegnać.

Janek podszedł do Marysi.

– Król mi kazał brać cię za żonę. Wkrótce koronacja. Królowa przykazała mi abym poprowadził cię do ołtarza podczas ceremonii koronacyjnych.

– A ty chcesz mnie wziąć za żonę? – zapytała Marysia.

Janek zmieszał się nieco. Chciał, lecz nie tak szybko.

– Wiesz, że cię kocham – odparł w odpowiedzi – Będę za dziesięć dni, albo wcale.

Dąba obrócił się do pani Kolnickiej – Ja też poproszę króla, aby zezwolił mi i wstawił się za mną, gdy poproszę o rękę mości panią.

Kolnickiej zaparło dech w piersiach.

– Jak to? –zapytała zdumiona, lecz szczerze uradowana.

– Byłby to zaszczyt i wielka uroczystość, w dniu koronacji pojąć za żonę tak wspaniałą niewiastę – zapewnił uroczyście Dąba.

– A ja – wtrącił się Kuba kierując swe słowa do Misi – Takoż mogę stanąć na kobiercu w kościele, jeśli tylko zerkniesz na mnie łaskawym okiem.

Ale Misia zamiast słuchać jego słów, posmutniałym wzrokiem popatrywała na Janka.

*

W dwie godziny później, szeroką piaszczystą droga obsadzaną starymi wierzbami i lipą, jechało pięciu jeźdźców. W pierwszym szeregu jechał ogromnego wzrostu i tuszy szlachcic, ubrany na modłę turecką, lecz bez zawoju na głowie. Czuprynę miał wysoko podgoloną, minę dumną i srogą. Przy pasie zakrzywioną zdobyczną szablę, oprócz tego do siodła przytroczony długi rycerski koncerz. Widać, że z bronią był obyty i z drogi nie miał zwyczaju ustępować. Przy swym wzroście i wadze robił wrażenie jakby siedział na zbyt małym i lekkim koniu. Ale rumak jego wysokiej był ceny i dzielnie nosił swego olbrzymiego pana. Wykazując się wielką wytrzymałością nie tracił wcale na szybkości biegu. Przy nim po obu bokach szły dwa równie dobre konie dosiadane przez nieco odmiennie uzbrojonych rycerzy. Gdy jeden oprócz szabli i koncerza miał jeszcze w olstrach dwa samopały, tak drugi był zbrojny tylko w szablę turecką i dobry krótki łuk. Za trzema jeźdźcami podążało jeszcze dwóch innych, jeden długi i chudy, drugi miernego wzrostu, na nieco gorszych koniach. Obaj zbrojni w szable i łuki tylko. Ten chudy tłumaczył skąd bierze się jego niezadowolenie.

– Pytam się, skoro to taka pilna i tajemnicza misja, to czy przynajmniej dobrze opłacona. Bo przecież wiadomo, że gdy dobrze złotem sypnąć, to niejedną sprawę można załatwić a on mi odpowiada, że nie wypadało o kosztach mówić. Nie ma złota, to znaczy, że kark trzeba nadstawiać. A właśnie o nasze karki chodzi. Jedź w drogę mości Piekota, konia karm chwastami z przydrożnego rowu, a sam podbieraj z pola rzepę. Do karczmy nie zajeżdżaj, bo cię jak włóczęgę pogonią bo nie masz grosza na opłacenie strawy. Będzie tu niedaleko właśnie taka karczma, gdzie można by zjeść dobrą jajecznicę i wypić kufel piwa w zimnym loszku w beczkach trzymanego.

– Po.. po… pospieszać trzeba – odparł silnie się jąkając mały jeździec.

– Jeśli się brzuch zapada, to człowiek słaby. Ma pośpiech nakazany, lecz sił mu na to brak. Co innego, gdy zatrzyma się, dobry posiłek zje, pragnienie zaspokoi. Wtedy może pospieszać. Mój koń także z sił powoli opada. Jemu owsa i wody potrzeba dąć.

– Do… do… dopiero co wy.. wy.. wyjechaliśmy. Do, do wieczora już nie długo. Przerwę zrobimy.

– Jak to przerwę? Na noc nie staniemy?

– Nie – wymówił bez zająknięcia Piekota.

– Godziłem się na podróż, bo tak mi się zdawało, że jakiś drab z nożem za mną chodzi, kto wie czy nie opłacony przez austriackiego posła. Ale godziłem się na podróż za dnia. Noc zostawiając do spania. Tym czasem mój braciszek Jan przeciw rozumowi i samej ludzkiej naturze działa.

– To on waści bra .. bra.. brat?

– Więcej jak brat, bo przyjacielem jego jestem. Uwolniłem go kiedyś z wielkich tarapatów, gdy prawie już zawisnął na suchym konarze. Ale co o wdzięczności ludzkiej wspominać skoro sam Sobieski o niej nie pamięta. Dzięki mnie on królem został wybrany i jaka dla mnie stąd nagroda? Ciężka służba bez zapłaty. Inny gdyby koronę dostał to w podzięce uczyniłby mnie księciem, albo choćby dał ten wakat, jaki czyni w urzędzie i buławę hetmańską. Nie wypada mu, będąc królem, już jej za pas zasadzać.

– Hetman, wielka to godność i nie dla po.. po.. powsinogi.

– Szlachcic jestem, chociaż majętności straciłem najechany przez Tatarów.

– I herb zabrali?

– Pokpiwasz sobie wachmistrzu. A ja ci powiem, co tam herb, gdy w kiesie pusto tak jak i w brzuchu.

– Pana Jana, ja odciąłem spod drze.. drzewa na rozkaz wojewodziny Zasławskiej, więc łżesz Kubo, jak masz w zwyczaju.

– Nie łżę. Tylko mi nie wyszło. Gdym go ze stryczka chciał zdjąć, pętla zsunęła mu się na nadgarstek i tak pozostała. Zobaczyłem, że zbrojny oddział nadjeżdża, więc się ukryłem. Myślę sobie, jeśli to wróg i będą chcieli go ponownie powiesić, to znienacka naskoczę na nich i rozgonię jak kaczki. Jeśli przyjaciele, to go wyplączą z tej nieszczęsnej pętli.

– Moi dragoni nie kaczki, nie pło.. pło.. płochliwi.

– Żeby to mnie tak Anna Łucja ratowała z opałów. Z wdzięczności wziąłbym ja sobie za żonę. Miałby wojewoda Zasławski wielki pożytek z mojej głowy. Ale krzywo na mnie patrzy, to i jego kandydatury nie wysunąłem. Tak i korona Sobieskiemu, za moim staraniem się dostała.

–  Czekaj Piekota – Kuba obrócił się w siodle za siebie – Pędzi ktoś za nami na złamanie karku.

Cała piątka jeźdźców wstrzymała się i spoglądała wstecz na drogę.

– To Knieziewicz – ucieszył się Janek – Będzie nas sześciu.

– Król wysłał go, aby nas zawrócić – zaczął zgadywać Kuba.

– Sługę by wysłał nie towarzysza pancernego – oburzył się Dąba.

Knieziewicz dołączył wkrótce do podróżnych i zaraz wyjaśnił.

– Hetman wezwał mnie i mówi – Idź do mojej małżonki. Ma ona jakąś pilną sprawę, w której jesteś jej potrzebny. Ledwie wszedłem na pokoje naszej przyszłej królowej, a ona każe mi gonić was i z wami dalej jechać razem. Pilna i ważna to musi być misja skoro mnie od swego męża wyprosiła i do was posłała.

– Musimy pospieszać, bo droga daleka.

– A dokąd to, bo nic Sobieską mi nie mówiła?

– Na Poznań i dalej na Magdeburg objaśnił Janek.

– A ja myślałem, że tylko do Pruszkowa i z powrotem – wtrącił Kuba – Już chciałem drogę na skróty pokazać.

–––––––––––––––––––––––––––––––––––––

Korektę tekstu wykonał dr Marek Głogoczowski

Podziękowania dla pana Marka za wykonaną pracę.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s