Bój o idiotów i nie tylko


ze skrzynki e-

Szanowni Państwo!

Totalna, a może wręcz totalitarna, opozycja wobec rządu i parlamentu wyłonionych w demokratycznych wyborach dzieli się na dwie grupy: gangsterów wraz ze wszystkimi poplecznikami oraz idiotów. Grupa pierwsza jest w pełni racjonalna. Słusznie bowiem sądzi, że dopuszczenie do władzy sprawiedliwości i to w majestacie prawa jest dla niej śmiertelnie niebezpieczne. Natomiast pożyteczni idioci są niebezpieczni dla każdego otoczenia. Lenin jako pierwszy dostrzegł ich przydatność w manipulowaniu społeczeństwami. Obiecał, że ich powywiesza na sznurkach, których sami mu dostarczą. W zasadzie słowa dotrzymał, chociaż unicestwianie idiotów w sensie fizycznym okazało się zbędne. Wystarczyło umiejętnie zarazić Europę wirusem komunizmu i zobaczyć jak zdycha.

Ale podobnie jak w biologii, pewne organizmy się uodporniają. Europa Środkowa po traumie komunistycznej okazała się mniej podatna na wirus „eurokołchozu” w postaci Unii Europejskiej i ona właśnie jest takim zagrożeniem dla wiecznie żywej idei Lenina. Ale tu znowu nieoceniona rola pożytecznych idiotów zakładających pętlę na szyje własne i ziomków.

Gdyby ktoś miał wątpliwości czy należy do tej grupy, wystarczy odpowiedzieć sobie na proste pytanie: Jeśli człowiek będący twoim autorytetem okazał się kłamcą i mimo to pozostał twoim autorytetem, to jesteś jednak idiotą.

 Pozdrawiam i do następnej soboty

Małgorzata Todd

———

Chciałoby się dopisać do nazwiska pani Todd:

Totalna miłośniczka dzikiego kapitalizmu.

A przy okazji zapytać gdzie w tej zachodniej europie wprawdzie zasobnej ponoć w różne socjale komunizm?

Tymczasem na Sputniku ciekawostka.

Stowarzyszenie Hodowców Świń Ukrainy stwierdziło, że od początku roku wielkość eksportu wieprzowiny spadła 25-krotnie…..

No to mości panowie Stowarzyszeni, padł rekord świata. Bo jakby kota ogonem nie odwracać to zawsze można coś powiększyć o 25 razy, natomiast nigdy pomniejszyć więcej jak o jeden raz, czyli do zera

Pisał kiedyś niejaki Nikander (internetowy nick pewnego publicysty), że spadła produkcja aż o 200%, ten ,,ekspert” od ekonomi też nie pojmował, że spadek produkcji o 100% ma miejsce gdy produkcja totalnie ustaje.

Dla tych co tego nie pojmują przykład.

Produkowałem dwadzieścia lat temu 120 rowerów rocznie, ale od kilku lat produkuję rocznie po 240 rowerów czyli o 100% więcej niż dwadzieścia lat temu.

W roku bieżącym wyprodukowałem zero. Czy spadek produkcji w tym roku był 100% czy 200%?

Borys Bażanow o Stalinie

(Podwładny z regóły nie ma dobrego zdania o swoim szefie)

W pierwszych dniach mojej pracy dziesiątki razy dziennie chodzę do Stalina, by przedstawiać mu nadchodzące do Biura Politycznego dokumenty. Szybko spostrzegam, że nie interesuje go ani treść tych papierów, ani sposób załatwienia przedstawianych w nich spraw. Gdy pytam go, co należy zrobić w jakiejś sprawie, odpowiada: A co według was należy zrobić? Wypowiadam swoją opinię: wnieść na obrady Biura Politycznego, przekazać do którejś komisji KC, uznać, że problem nie jest opracowany i uzgodniony w sposób dostateczny, a zatem zlecić resortowi uzgodnienie go z innymi resortami itd. Stalin natychmiast się zgadza: Dobrze, tak zróbcie. Dochodzę do wniosku, że chodzę do niego na próżno i że powinienem przejawiać więcej inicjatywy. Tak też robię. w sekretariacie Stalina wyjaśniają mi, że nie czyta on żadnych papierów i nie interesuje się żadnymi sprawami. Zaczyna nurtować mnie pytanie: czym się wobec tego zajmuje?

W najbliższych dniach uzyskuję nieoczekiwaną odpowiedź. Jak zwykle bez zapowiadania się, wchodzę do Stalina z jakąś pilną sprawą. Rozmawia przez telefon, ściśle rzecz biorąc, nie rozmawia, lecz słucha – trzyma słuchawkę i słucha. Nie chcę mu przeszkadzać, sprawę mam jednak pilną, więc grzecznie czekam, aż skończy. Trwa to pewien czas. Stalin słucha i nic nie mówi. Stoję i czekam. Wreszcie ze zdumieniem uświadamiam sobie, że słuchawki wszystkich czterech stojących na biurku telefonów leżą na aparatach, on zaś trzyma przy uchu słuchawkę jakiegoś innego, nie znanego mi telefonu, od którego sznur biegnie, nie wiedzieć czemu, do szuflady biurka. Patrzę raz jeszcze. Oto cztery telefony Stalina: wewnętrzny – do rozmów w obrębie KC, połączenia przez telefonistkę z KC; Górny Kreml – telefon do rozmów łączonych przez centralę Górnego Kremla; Dolny Kreml – telefon do rozmów łączonych przez centralę Dolnego Kremla (przez oba te telefony można rozmawiać z wysoko postawionymi pracownikami i ich rodzinami – Górny łączy głównie gabinety służbowe. Dolny – mieszkania prywatne; centrale obsługują telefonistki, dobierane przez GPU i będące na służbie GPU); i  wreszcie czwarty – tzw. kręciołek. Jest to telefon automatyczny z niewielką liczbą abonentów (początkowo 60, później 80, potem więcej). Zainstalowano go na polecenie Lenina, który uważał, że prowadzenie poufnych i bardzo ważnych rozmów poprzez centralę jest niebezpieczne ze względu na możliwość podsłuchiwania ich przez telefonistki. Założono, więc specjalną centralę automatyczną, bez telefonistek; przeznaczoną wyłącznie do rozmów między członkami rządu. W ten sposób zagwarantowano tajność ważnych rozmów. Nawiasem mówiąc, ów kręciołek stał się oznaką przynależności do najwyższych kręgów władzy. Przydzielano go wyłącznie członkom KC, ministrom (komisarzom ludowym), ich zastępcom i oczywiście wszystkim członkom i zastępcom członków Biura Politycznego. Członkowie Biura Politycznego mieli takie telefony nie tylko w gabinetach służbowych, lecz również w mieszkaniach prywatnych.

Stalin nie rozmawia zatem przez żaden z tych telefonów. Po chwili orientuję się, że w biurku ma jakąś centralkę, dzięki której może włączać się i podsłuchiwać każdą rozmowę prowadzoną za pośrednictwem kręciołków. Rozmawiający przez te telefony członkowie rządu są przekonani, że podsłuchać ich nie sposób połączenia są przecież automatyczne. Dlatego też rozmawiają otwarcie, co daje możliwość poznania wszystkich ich tajemnic.

Stalin unosi głowę i patrzy mi prosto w oczy ciężkim, uważnym spojrzeniem. Czy zdaję sobie sprawę, co odkryłem? Oczywiście, że tak, i Stalin to widzi. Wchodząc jednak do niego wielokrotnie w ciągu dnia bez zapowiadania się i tak prędzej czy później musiałbym to odkryć, nie mogło być inaczej. Wzrok Stalina pyta, czy rozumiem, jakie konsekwencje wynikają z tego dla mnie osobiście. Oczywiście, rozumiem. W walce Stalina o władzę jest to jeden z najważniejszych sekretów – ma możność podsłuchiwania rozmów między tymi wszystkimi trockimi, kamieniewami i zinowiewami, wie, co myślą i jakie mają zamiary. Jest to potężna broń. Tylko Stalin widzi wszystko, pozostali to ślepcy. Nie podejrzewają i jeszcze długie lata nie będą podejrzewać, że zna ich myśli, wszystkie plany i machinacje, wie też, co o nim myślą, co knują przeciw niemu. Ta wiedza może mu dać zwycięstwo w walce o władzę. Rzecz jasna, że za jedno zbędne słowo na temat tego, co widziałem, Stalin zlikwiduje mnie w jednej chwili.

Ja także patrzę Stalinowi prosto w oczy. Nic nie mówimy, lecz i tak wszystko jest jasne. Udaję, że nie mam zamiaru zawracać mu głowy przyniesionymi dokumentami, i wychodzę. Stalin zapewne uważa, że dochowam tajemnicy.

Przemyślawszy wszystko, dochodzę do wniosku, że jeszcze co najmniej jeden człowiek, Mechlis, nie może o tym nie wiedzieć – on także wchodzi do gabinetu Stalina bez meldowania się. Wybrawszy odpowiedni moment mówię mu, że podobnie jak on ja także znam tę tajemnicy, ale rzecz jasna, znamy ją tylko – my dwaj. Mechlis oczywiście spodziewał się, że prędzej czy później dowiem się o tym, uświadamia mnie jednak, iż oprócz nas wtajemniczony jest ktoś jeszcze – ten, kto całą sprawę zorganizował od strony technicznej, czyli Grisza Kanner. Teraz już we – trójkę mówimy o tym bez skrępowania, jak o naszym wspólnym sekrecie. Ciekawi mnie, jak Kanner to wszystko zorganizował. Z początku kryguje się i wymiguje, później jednak próżność bierze górą i zaczyna opowiadać. Powoli poznaję wszystkie szczegóły.

Gdy Lenin zaproponował założenie automatycznej sieci kręciołków, Stalin zabrał się do realizacji tego pomysłu. Ponieważ najwięcej kręciołków trzeba było założyć w budynku KC (trzej sekretarze KC, sekretarze Biura Politycznego i Biura Organizacyjnego, główni pomocnicy sekretarzy KC orać kierownicy najważniejszych wydziałów KC), główną centralę zainstalowano właśnie tu, i to na 4 piętrze, nie opodal gabinetu Stalina, gdyż z technicznego punktu widzenia najbardziej celowe jest umieszczenie centralnego punktu sieci tam, gdzie zgrupowana jest największa liczba abonentów (a na 4 piętrze jest ich aż siedmiu – trzej sekretarze KC, sekretarze Biura Politycznego i Biura Organizacyjnego, Nazaretian i Wasilewski).

Całą instalację montował czechosłowacki komunista – specjalista od automatycznej łączności telefonicznej. Kanner polecił mu też wykonanie, oprócz instalacji przewodów i aparatów, pulpitu kontrolnego, by w razie awarii czy wadliwego funkcjonowania sieci można było skontrolować linie i wykryć uszkodzenie. Taki właśnie pulpit kontrolny, za pomocą którego którego można włączać się w dowolną linię i słuchać każdej rozmowy, zostaje wykonany. Nie wiem, kto umieścił go w biurku Stalina, sam Kanner czy też ów czeski komunista. W każdym razie, gdy praca została zakończona, a urządzenie zaczęło funkcjonować, Kanner zadzwonił do GPU i w imieniu Stalina oświadczył Jagodzie, iż Biuro Polityczne otrzymało od czechosłowackiej partii komunistycznej dokładne dane o czeskim techniku i dowody świadczące o tym, że jest on szpiegiem, i chociaż pozwolono mu dokończyć pracę nad instalacją centrali, teraz jednak należy go bez zwłoki aresztować i rozstrzelać; GPU otrzyma w uzupełnieniu odpowiednie dokumenty.

W owym czasie GPU rozstrzeliwało „szpiegów” bez najmniejszych skrupułów. Jagodę zaniepokoił jednak fakt, iż sprawa dotyczy komunisty – oby tylko później nie było jakichś nieprzyjemności. Na wszelki wypadek zadzwonił do Stalina. Stalin potwierdził polecenie. Czeskiego komunistę natychmiast rozstrzelano Jagoda nie otrzymał żadnych dokumentów i po kilka dniach zadzwonił w tej sprawie do Kannera. Ten powiedział, że sprawa nie jest jeszcze zakończona – szpiedzy i wrogowie przeniknęli do władz czeskiej partii komunistycznej, materiały są z tego powodu wciąż jeszcze ściśle tajne i nie mogą wyjść poza archiwum Biura Politycznego.

Wy jaśnienie to zadowoliło Jagodę. Nie muszę oczywiście dodawać, że oskarżenia były całkowicie zmyślone i że w archiwum Biura Politycznego nie było żadnych dokumentów dotyczących tej sprawy.[1] […]

Dowiaduję się o tym przypadkowo. Stoimy razem z Mechlisem i rozmawiamy (Mechlis jest Żydem). Stalin wychodzi ze swego gabinetu i podchodzi do nas. Mechlis się odzywa: Towarzyszu Stalin, nadszedł list od towarzysza Fajwiłowicza. Towarzysz Fajwiłowicz jest bardzo niezadowolony z działalności KC. Protestuje, strofuje, domaga się, uważa politykę KC zą błędna itp. Kilka słów wyjaśnienia: Fajwiłowicz jest czwartym sekretarzem KC Komsomołu; od dawna ustalono, że Komsomoł to organizacja podporządkowana partii, która ma wychowywać młodzież w duchu komunizmu; jej członkowie i kierownictwo nie są jeszcze członkami partii i nie mają prawa oceniać jej politycznych problemów; wszelkie próby tego rodzaju ucinane są w zarodku – dokąd się pchacie, macie jeszcze czas, to nie na wasz rozum).

Stalin wybucha: Co ten parszywy Żydek sobie wyobraża! Zdaje sobie jednak od razu sprawę, że powiedział za dużo, odwraca się i wraca do swego gabinetu. Patrzę na Mechlisa zaciekawiony: I jak Lewka przełknąłeś? – Co, co – Mechlis udaje zdziwienie – O co ci chodzi? – Jak to o co – mówię – przecież jesteś żydem. – Nie – powiada Mechlis – nie jestem Żydem jestem komunistą.[2] […]

Zbliżał się XIII zjazd partii. Na kilka dni przed jego rozpoczęciem skrupulatna Krupska otworzyła kopertę Lenina i przesłała tę leninowską bombę (testament) do KC. Gdy Mechlis zreferował Stalinowi treść listu Lenina (w którym Lenin doradzał usunięcie Stalina), ten ordynarnie zwymyślał Krupską i pognał do Zinowiewa i Kamieniewa, by się z nimi naradzić. […]

Na dzień przed zjazdem, 21 maja 1924 r., zwołane zostało nadzwyczajne plenum KC, poświęcone wyłącznie odczytaniu testamentu Lenina.

Plenum odbywało się w sali posiedzeń Prezydium WCIK. Na niewielkim, niskim podium przy stole prezydialnym siedzieli Kamieniew i Zinowiew. Mój stolik (jak zawsze pełniłem funkcję sekretarza plenum KC) stał tuż obok nich. Członkowie KC zajmowali miejsca na ustawionych w rzędy krzesłach, twarzą w stronę podium. Trocki siedział w trzecim rzędzie, przy środkowym przejściu między krzesłami, obok niego Piatakow i Radek. Stalin usiadł z prawej strony, zwrócony do okna i do prezydium, tak że członkowie KC nie mogli widzieć jego twarzy; ja natomiast mogłem go obserwować przez cały czas.

Kamieniew otworzył posiedzenie i przeczytał list Lenina. Zapanowała cisza. Twarz Stalina stała się ponura i napięta. Zgodnie z  opracowanym wcześniej scenariuszem głos natychmiast zabrał Zinowiew.

Towarzysze, wszyscy wiecie, że pośmiertna wola Iljicza, każde słowo Iljicza, jest dla nas prawem. Nie raz przysięgaliśmy, że wykonamy wszystko, co nakazał nam Iljicz. I wiecie doskonale, że dochowamy tej przysięgi. Istnieje jednak jeden punkt, co do którego możemy z radością stwierdzić, że nie potwierdziły się obawy Iljicza. Wszyscy byliśmy świadkami naszej wspólnej pracy w ostatnich miesiącach i mogliście przekonać się z zadowoleniem – podobnie jak ja – że nie stało się to, czego obawiał się Iljicz. Mam na myśli naszego sekretarza generalnego i niebezpieczeństwo rozłamu w KC (przekazuję tu sens wystąpienia Zinowiewa).

Oczywiście nie była to prawda. Członkowie KC świetnie wiedzieli, że KC stoi w obliczu rozłamu. Wszyscy milczeli. Zinowiew zaproponował ponowny wybór Stalina na stanowisko sekretarza generalnego. Trocki milczał również, choć wyrazista mimika zdradzała jego bezmierną pogardę dla całej tej farsy.

Kamieniew także namawiał członków KC, by pozostawić Stalina na stanowisku sekretarza generalnego partii. Stalin, z zaciśniętymi szczękami i twarzą pełną napięcia, wciąż spoglądał w okno. Decydował się jego los.

Ponieważ wszyscy milczeli, Kamieniew zaproponował podjęcie decyzji drogą głosowania. Kto jest za tym, by pozostawić towarzysza Stalina na stanowisku sekretarza generalnego KC? Kto przeciw? Kto wstrzymuje się od głosu? Głosowano przez podniebienie rąk. Chodziłem wzdłuż rzędów krzeseł i liczyłem głosy, przekazując Kamieniewowi łączny wynik. Większość opowiedziała się za pozostawieniem Stalina, przeciw niemu głosowała niewielka grupa Trockiego; było też kilku wstrzymujących się (zajęty liczeniem nie zwróciłem nawet uwagi kto – bardzo tego żałuję).

Zinowiew i Kamieniew wygrali (gdyby wiedzieli, że zdołali zapewnić sobie kule w tył głowy!).

Półtora roku później gdy Stalin odsunął ich obu od władzy, Zinowiew, przypominając to posiedzenie, na którym wraz z Kamieniewem udało mu się uratować Stalina przed upadkiem w polityczny niebyt, zapytał z goryczą: Czy towarzysz Stalin wie, co to jest wdzięczność?Towarzysz Stalin wyjął fajkę z ust i odrzekł: A jakże, oczywiście, że wiem, doskonale wiem, to taka psia choroba.

Stalin pozostał sekretarzem generalnym. Plenum postanowiło ponadto nie ogłaszać na zjeździe testamentu Lenina i nie zapoznawać delegatów z jego tekstem; polecono jedynie kierownikom poszczególnych delegacji, by przedstawili treść tego dokumentu delegatom. Ta decyzja plenum celowo była niejasno zredagowana; pozwoliło to kierownikom delegacji na dowolną interpretację treści testamentu Lenina i decyzji plenum, bez zapoznawania ich z oryginalnym tekstem.[3] […]

Osiągnąłem już bardzo wysoki szczebel swojej kariery. Wspominałem wcześniej, że w pierwszych dniach współpracy ze Stalinem bezustannie chodziłem do niego po wytyczne. Szybko jednak przekonałem się, że niepotrzebnie, bo wcale go to nie interesowało. Jak sądzicie, co należy zrobić? To? Aha, tak ten i zróbcie. Wkrótce przyzwyczaiłem się do tego. Wiedziałem, że doskonale dam sobie radę bez zawracania mu głowy, i zacząłem przejawiać własną inicjatywę na wszystkich frontach. Kierownicy resortów – członkowie rządu – musieli ciągle zwracać się do Stalina lub do Biura Politycznego z problemami, które należało rozstrzygnąć, uzgodnić itd. Jednakże po niedługim czasie uznali, że zwracanie się do samego Stalina jest rzeczą bezsensowną. Sprawy państwowa nie interesowały go w najmniejszym stopniu, niewiele zresztą z nich rozumiał, nie zajmował się nimi i był w stanie udzielać jedynie odpowiedzi czysto formalnych. Gdy pytano go o rozwiązanie jakiegoś problemu, obojętnie odpowiadał: Cóż, wnieście tę sprawę – przedyskutujemy ją na Biurze Politycznym.[4] […]

Wygląd zewnętrzny Stalina jest powszechnie znany. Tyle tylko, że na żadnym portrecie nie widać, że twarz ma porytą dziobami po ospie. Poza tym twarz bez wyrazu, wzrost średni, chód kaczy, cały czas pyka fajkę.

Różni autorzy twierdzą, że miał uszkodzoną jedną rękę i nie w pełni nią władał. Jego córka, Swietłana, mówiła, że słabo poruszał prawą ręką, zaś bolszewik Szumiacki pisał w radzieckiej pranie, że Stalin nie mógł zginać lewej ręki. Prawdę mówiąc, nigdy nie zauważyłem u niego wady tego typu. W każdym razie często widywałem, jak prawą ręką wykonywał szerokie, zamaszyste gesty, mógł ją zginać i prostować. Nie wiem jednak, bo Stalin nigdy przy mnie nie pracował fizycznie, czy lewą rękę miał w zupełnym porządku. Nigdy nie miałem okazji tego sprawdzić.

Prowadzi tryb życia bardzo niezdrowy, siedzący. Nigdy nie zajmuje się sportem czy jakąś pracą fizyczną. Pali (fajkę), pije (wino, najchętniej kachetyńskie). W drugiej połowie swego panowania każdy wieczór spędza przy stole – przy jedzeniu i piciu, w towarzystwie członków swego Biura Politycznego. Zdumiewające, że przy takim trybie życia dożył 73 lat.

Zawsze spokojny, doskonale panuje nad sobą. Skryty i nad wyraz chytry. Niezwykle mściwy. Nigdy niczego nie przebacza i  nie zapomina – zemści się i po 20 latach. Bardzo trudno w jego charakterze znaleźć jakieś sympatyczne cechy – mnie się to nie udało.

Stopniowo powstawały o nim mity i legendy. Na przykład – o jego niebywałej woli, nieugiętości i zdecydowaniu. Ale to tylko mit. Tak, naprawdę jest niezwykle ostrożny i niezdecydowany. Bardzo często nie wie, co i jak robić. Nie daje jednak tego po sobie poznać. Wiele razy widziałem, jak się waha, nie może podjąć decyzji i poddaje, się biegowi zdarzeń miast nim kierować.

Czy jest mądry? Jest niegłupi i nie pozbawiony wrodzonego zdrowego rozsądku, którym świetnie się posługuje.

Dla przykładu, na posiedzeniach Biura Politycznego omawia się najrozmaitsze sprawy państwowe. Stalin jest niedokształcony i nie jest w stanie powiedzieć nic rozsądnego i rzeczowego na temat dyskutowanych problemów. Sytuacja bardzo niezręczna. Wrodzona chytrość i zdrowy rozsądek pozwalają mu znaleźć z niej bardzo dobre wyjście. Śledzi dyskusję i gdy widzi, że większość członków Biura skłania się ku jakiejś decyzji, zabiera głos i w kilku prostych zdaniach proponuje, by przyjąć to, co – jak zauważył – uznaje większość. Posługuje się przy tym prostymi słowami, tak że jego ignorancja nic wychodzi na jaw (przykład: Uważam, że należy przyjąć propozycję towarzysza Rykowa; to, co proponuje towarzysz Piatakow, nie uda się, towarzysze, nie uda się). I zawsze wychodzi na to, że Stalin jest człowiekiem prostym, choć mówi kiepsko, jego propozycje są akceptowane. Nie zdając sobie sprawy z jego sprytu członkowie Biura Politycznego zaczynają dostrzegać w wystąpieniach Stalina jakąś ukrytą (a nawet tajemniczą) mądrośc. Ja nie poddaję się temu oszustwu. Widzac, że w jego rozumowaniu nie ma żadnego systemu; dziś może zaproponować coś zupełnie innego co wczoraj – po prostu wychwytuje opinię większości, i to spostrzegam. Fakt, że nie najlepiej zna się na omawianych sprawach, znam z „prywatnych” z nim rozmów w KC. Jednakże członkowie Biura Politycznego ulegają mistyfikacji i zaczynają dopatrywać się w wystąpieniach Stalina sensu, którego w rzeczywistości w nich nie ma.

Stalin jest człowiekiem małej kultury, nic nie czyta, niczym się nie interesuje. Nauka i metody naukowe są dla niego czymś niedostępnym i nieciekawym. Mówcą jest złym, mówi z silnym akcentem gruźińskim. Jego przemówienia zawierają mało treści. Mówi z trudem, dobiera słowa wodząc oczami po suficie. Żadnych prac nie pisze; to co uchodzi za jego dzieła, to wystąpienia i przemówienia, wygłaszane przy rożnych okazjach – później sekretarze tworzą ze ztenogramów coś w rodzaju literatury (on sam nawet nie spojrzy na wynik; nadanie ostatecznej formy artykułowi czy książce – to sprawa sekretarzy). Zazwyczaj zajmuje się tym Towstucha.

Stalin nigdy nie mówi nic dowcipnego. Przez wszystkie lata pracy z nim tylko raz słyszałem, jak próbował zażartować. A było to tak. Stoimy z Towstuchą w gabinecie Mechlisa i Kannera i rozmawiamy. Ze swego gabinetu wychodzi Stalin. Miną ma niezwykle poważną i uroczystą, nadto palec prawej ręki trzyma uniesiony w górze. Milkniemy w oczekiwaniu czegoś bardzo ważnego. Towstucha – powiada Stalin –moja matka miała kozła; kropka w kropkę taki jak ty, tyle że chodził bez pince-nez. po czym odwraca się i odchodzi do swego gabinetu. Towstucha służalczo chichocze.

Sztuka, literatura czy muzyka są Stalinowi obojętne. Z rzadka chodzi do opery, najczęściej na Aidę.

Kobiety. Stalin nie interesuje się i nie zajmuje się kobietami. Wystarcza mu jego żona, którą też zajmuje się niewiele. Jakie zatem ma namiętności?

Ma tylko jedną, ale za to niezwykle zaborczą, absolutną, pochłaniającą go bez reszty – żądzę władzy. Pasja maniacka, pasja azjatyckiego satrapy z dawnych czasów. Jej tylko służy, nią tylko się zajmuje, w niej tylko widzi cel życia.[5] […]

Bez najmniejszej przesady można powiedzieć, że Stalin był człowiekiem całkowicie amoralnym. Już Lenin był typem amoralnym, odrzucającym z pogardą – na użytek własny i swych zawodowych rewolucjonistów – wszystkie zasady moralne, które według tradycji naszej starej chrześcijańskiej cywilizacji skłonni jesteśmy traktować jako konieczne spoiwo społeczeństwa, czyniące życie możliwym i znośnym […]

Według Lenina wszystkie te zasady są wyrazem moralności burżuazyjnej, którą należy odrzucić; morale jest jedynie to, co służy rewolucji społecznej, innymi słowy to, co jest wygodne i pożyteczne dla partii komunistycznej. Stalin okazał się uczniem, który przerosł mistrza. Dokładnie analizując jego życie i postępowanie trudno byłoby znaleźć w nich jakieś ludzkie odruchy. Może tylko swoiste przywiązanie do córki Swietłany. Ale i to tylko do pewnego czasu. I chyba nic więcej.

Grubiaństwo Stalina. Było w zasadzie czymś naturalnymi i wynikało z braku wykształcenia i wychowania. Zresztą Stalin umiał dobrze panowaić nad sobą i bywał ordynarny jedynie wówczas, gdy uważał, że nie musi być uprzejmy. Pracując w jego sekretariacie poczyniłem ciekawe spostrzeżenia. Wobec swych sekretarzy nie był jakoś rozmyślnie ordynarny, lecz jeśli na dzwonił, a goniec był nieobecny (odnosił, dajmy na to, jakieś papiery) i na dźwięk dzwonka zjawiał się w gabinecie Mechlis lub Kanner. Stalin rzucał tylko jedno słowo: herbaty lubzapałki. Pomocnicy mówili do niego per „wy” i nie używali formy imiennej (imię, imię ojca), lecz zwrotu towarzyszu Stalin. On sam mówił per „ty” i do Towstuchy, i do Mechlisa, i do Kannera. Tylko do mnie zwracał się per „wy”, chociaż byłem najmłodszy. Nie był przywiązany do żadnego ze swych współpracowników, cenił ich jednak wedle stopnia użyteczności. Trzeba też przyznać, że wszyscy świadczyli mu liczne usługi: Kanner w sprawach niemal kryminalnych, Towrtucha także w sprawach dość podejrzanych, Mechlis natomiast, którego Stalin początkowo niezbyt cernił uczynił wszystko, co konieczne, by ten stał się wielki i genialny. Ja również byłem bardzo przydatny jako sekretarz Biura Politycznego. Mimo to jego stosunek do mnie był inny niż do pozostałych. Tamci byli „jego” ludźmi, oddanymi i przywiązanym do swych stołków. Ja nie byłem „swój”, nie było we mnie ani oddania, ani szacunku do Stalina; byłem dla niego zagadką – nie drżałem o swą pozycję, nie pragnąłem uczestnictwa we władzy.

Tylko raz spróbował być wobec mnie grubiański. Miało to miejsce na posiedzeniu Biura Politycznego. Jak zawsze, zapisywałem uchwały na kartoniku i przekazywałem mu go przez stół, a on po przeczytaniu oddawał mi go z powrotem. Z powodu jakichś rozbieżności z pozostałymi członkami Biura (nie mających żadnego związku z moją osobą) zezłościł się i postanowił pokazać wszystkim swój zły humor. Nie przyszło mu nic lepszego do głowy, niż cisnąć mi kartonik, zamiast go spokojnie podać. Zareagowałem natychmiast – następny kartonik zamiast mu podać, rzuciłem. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem i od razu przestał rzucać kartonikami.

Zupełnie już przestał mnie rozumieć, gdy przeobraziwszy się. w antykomunistę. straciłem ochoty na odgrywanie roli śrubki w mechanizmie Biura Politycznego i powiedziałem mu, że chciałbym przejść co pracy w Komisariacie Ludowym d/s Finansów (Sokolnikow proponował mi tam objęcie kierownictwo Biura Ekonomiczno-Finansowego, które było odpowiednikiem Rady Ewidencyjnej carskiego Ministerstwa Finansów). Stalin zdziwił slę: Czemu? Nie mogłem oczywiście podać prawdziwej przyczyny, odpowiedziałem więc, że chciałbym doskonalić swe kwalifikacje w zagadnieniach państwowych natury ekonomiczno-finansowej. Odparł, że mogę to robić kontynuując dotychczasowe pracę, która tylko na tym zyska. A poza tym partia powierza wam niezwykle ważną i odpowiedzialną pracę; nie ma żadnych powodów, by z niej rezygnować. Nie odszedłem z KC, ale podjąłem też pracę, w resorcie finansów […] Dla Stalina, dla którego władza była wszystkim, moja obojętność wobec niej i gotowość odsunięcia się była zagadką. Zdawał sobie sprawę, że jest we mnie coś, czego nie rozumie. Być może właśnie dlatego był zawsze wobec mnie niezwykle grzeczny.[6]

W tamtym okresie (lata dwudzieste) Stalin prowadził bardzo prosty tryb życia. Nosił stale prosty, półwojskowy garnitur, buty z cholewami i wojskowy płaszcz. Nie miał żadnych ciągotek do zbytku i korzystania z uciech życia. Mieszkał na Kremlu, w małym, skromnie umeblowanym mieszkaniu, które niegdyś zajmowała służba pałacowa. Wówczas, gdy na przykład Kamieniew znał się, już na samochodach i kazał przydzielić do swojej dyspozycji wspaniałego rolls-royce’a, Stalin jeździł potężnym, lecz zwyczajnym francuskim autem (nawiasem mówiąc, dróg do jazdy samochodem nie było, praktycznie można było jeździć tylko po Moskwie, a z miasta dawało się wyjechać właściwie jedynie szosą leningradzką). Pieniądze, oczywiście, nie miały dla niego najmniejszego znaczenia, tak jak i dla innych bolszewickich przywódców. Mieli wszystko bez pieniędzy – mieszkania, samochody, przejazdy koleją, wczasy w kurortach itp. Jedzenie przygotowywano w stołówce Urzędu Rady Ministrów i dostarczano do domu.

Zwyczajne, stałe posiedzenia Biura Politycznego rozpoczynały się rano i kończyły w porze obiadowej. Członkowie Biura rozchodzili się i szli na obiad, ja zaś zostawałem, by sformułować i spisać ustalenia przyjęte w omawianych przy końcu obrad sprawach. Potem udawałem się do Stalina. Na ogół zaczynał wtedy obiad. Przy stole oprócz niego siedziała jego żona Nadia, i starszy syn, Jaszka (pierwszego małżeństwa Stalina). Gdy Stalin przejrzał notatki, wracałem do KC, by skończyć protokół.

Kiedy po raz pierwszy trafiłem do niego w porze obiadu, nalał mi kieliszek wina. Nie piję, towarzyszu Stalin. – Co tam, kieliszek wina można; a dobre – kachetyńskie. – W ogóle nigdy nie piłem i nie piję żadnego alkoholu. Stalin zdziwił się: No, za moje zdrowie. Odmówiłem wypicia nawet za jego zdrowie, więcej nigdy już mnie winem nie częstował.[7]

6 uwag do wpisu “Bój o idiotów i nie tylko

  1. „Stalin jest człowiekiem małej kultury, nic nie czyta, niczym się nie interesuje. Nauka i metody naukowe są dla niego czymś niedostępnym i nieciekawym”.

    A ja tutaj na odwrót, przy okazji czytania życiorysu Wandy Wasilewskiej wyczytałem, że bardzo mu się podobały pro-socjalistyczne powieści jaki ta córka ministra II RP napisała. W dodatku w młodości widziałem jakiś filmik o Stalinie jak sadzi drzewko na swej daczy, posługując się łopatą

    Lubię

  2. I coś jeszcze nt. „Teatrzyku M.Todd” co mi się spontaniczne odpisało, nie czytając jeszcze powyższego wpisu Adm;

    Re: Bój idiotów (w rodzaju „M. Todd”) o Imperium Mamona

    i czy przypadkiem ta „M. Todd” to nie nasz Minister Obrony Antoś Maciarewicz pod pseudonimem, piszący swój „teatrzyk” na zlecenie Departamentu Stanu USA?

    Bo jakoś mi się przypomniało, czytając te załaczone powyżej opisy jak Stalin podsłuchiwał swych współpracowników, że ze dwa lata temu wyszło na jaw, że to Departament Stanu USA pracowicie podsłuchuje swych współpracowników Europie, od Frau Merkel poczynając.

    Ale z Erdoganem najwyraźniej coś Pracownikom Imperium Mamona nie wyszło (za mało zapłacili?) – już ministrowie Spraw Zagranicznych Turcji i Iranu się dogadują, jak zakończyć wojnę w Syrii (i wyrzucić z Turcji USraków?)

    A tak przy okazji. Na rosyjskich forach pełno wiadomości o tym jak na Krymie złapano cała grupę dywersantów – wysłanych przez Służbę Bezpieczeństwa USrackiej Ukrainy – łącznie z nazwiskami, poranionymi – w czasie bitwy granicznej – postaciami opowiadającymi kto ich przygotował, gdzie mieli podkładać bomby (lotnisko w Symferopolu, fabryka chemiczna, przeprawa promowa w Kerczu, etc.) jakie ładunki wybuchowe (ok. 40 kg TNT) przemycali przez granicę (m. in. w bakach samochodów osobowych) i tak dalej.

    Chyba dość dobry przykład gdzie Tryska Żródło Światowego Terroru

    Lubię

  3. ….i wyrzucić z Turcji USraków?…

    To by była dopiero sensacja, gdyby Erdogan wykopsał amerykańskich boysików.
    Chruszczow choć też pisał o Stalinie krytycznie to jednak nie tak jak Bażanow.
    Na podstawie ,,Pamiętników Chruszczowa” można było wywnioskować, że Stalin był jednak w niektórych sprawach pobłażliwy. Ani sam Chruszczow ani Budionny za błędy popełnione w czasie wojny nie zostali w żaden sposób ukarani.

    W odniesieniu do krytyk Bażanowa trzeba zauważyć, że zarówno w Teheranie jak i na Jałcie Stalin nie mówił ,, Jak sądzicie, co należy zrobić? To? Aha, tak ten i zróbcie”
    Poradził sobie i z Churchillem i z Rooseveltem narzucająć nie tylko Niemcom nowe granice.

    Lubię

  4. Oto ciekawostki z Samostojatielnej Ukrainy, zgromadzone przez Boguslawa Jeznacha na http://jeznach.neon24.pl/post/133216,piatek-12-sierpnia-2016

    W środę FSB Rosji poinformowała o zapobiegnięciu na Krymie atakom terrorystycznym, które przygotował Główny Zarząd Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy. Jednym z organizatorów nieudanych akcji dywersyjnych jest funkcjonariusz ukraińskiego wywiadu Jewgienij Panow, który przyznał się do winy. (Na przesmyku między Krymem a Ukrainą w walkach zginęło 2 rosyjskich żołnieży)

    * Organizatorem operacji dywersyjnej na Krymie był pracownik głównego zarządu wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy Władimir Serdiuk, poinformowało źródło w rosyjskich służbach specjalnych. „Organizatorem zaplanowanych aktów dywersyjnych na terytorium Krymu był kierownik wywiadu 37. batalionu 56. brygady głównego zarządu wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy kapitan Władimir Serdiuk” — poinformowało źródło. Według danych służb specjalnych przed przerzuceniem na Krym trzech grup dywersyjnych (jedna licząca cztery osoby i dwie po pięć osób), przyjeżdżał do obwodu chersońskiego w celu koordynacji działań dywersantów i zabezpieczenia ich wycofania się.

    Ridwan Sulejmanow, jeden z zatrzymanych w sprawie przygotowania ataków terrorystycznych na Krymie, w trakcie przesłuchania powiedział, że planował podłożyć bomby na lotnisku i na dworcu autobusowym w Symferopolu. Sulejmanow powiedział, że 29 lipca przyjechał do Symferopola na polecenie funkcjonariusza Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwo Obrony Ukrainy „Pawła Nikołajewicza”. Na dworcu autobusowym i na lotnisku znalazł cztery miejsca, by podłożyć bomby. 13 lipca pojechałem na symferopolskie lotnisko, gdzie skontaktowałem się z Pawłem Nikołajewiczem. Powiedziałem, że jestem na miejscu i udało się je podłożyć – powiedział Sulejmanow. Według jego słów, „Paweł Nikołojewicz” zwerbował go w Zaporożu we wrześniu 2015 roku, wtedy otrzymał pseudonim „Józef”.

    Jego zdanie polegało na gromadzeniu informacji wojskowej na Krymie. Obiecano mu za nią 3-4 tys. hrywien miesięcznie. Następnie powinien zatrudnić się na lotnisku Belbek lub na kolei w Symferopolu. Jednak nie od razu, a po 3-4 miesiącach, otrzymując w tym czasie rosyjski paszport. Za informację o ruchu sprzętu wojskowego obiecano mu 5-6 tys. hrywien. FSB Rosji poinformowała w środę o zapobiegnięciu na Krymie atakom terrorystycznym, które przygotował Główny Zarząd Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy. Ich celem miały być strategiczne obiekty infrastruktury i zapewniania warunków bytu na półwyspie.Jak poinformowało źródło w krymskich organach ścigania, w tej sprawie zatrzymano siedem osób. Wśród zatrzymanych jest funkcjonariusz Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy Jewgienij Aleksandrowicz Panow, urodzony w 1977 roku, zam. w obwodzie zaporoskim Ukrainy. Mężczyzna przyznał się do winy, podała FSB. Ukraińskie władze zaprzeczają oskarżeniom, nazywając je prowokacją.

    A na Samostojatielnej Ukrainie działa Leszek Balcerowicz

    Oto osiągnięcia jego „kuracji szokowej”. Znamy, znamy te metody z Polski przed ćwierćwieczem. ,i>nihil novi sub sole – w pierwszym 1990 roku reform Balcerowicza pogłowie owiec w Polsce spadło z 4 milionów do tylko 80 tysięcy, ogólnie ilość bydła rogatego (tj. krów) zmniejszyła się o 30 procent w porównaniu do ostatniego, 1989 roku „komuny”. A tak to wygląda w przypadku świń na Ukrainie w roku obecnym:

    wspierane dotacjami europejskie gospodarstwa potrafiły zastosować taki dumping, że wszystkie wysiłki ukraińskich farmerów spełzły na niczym. Ludzie bowiem, co jest oczywiste, kupują tańszą żywność. Stowarzyszenie Hodowców Trzody Chlewnej Ukrainy stwierdza, że od początku roku wielkości eksportu wieprzowiny spadły z 26 tysięcy ton do zaledwie tysiąca z kawałkiem.Eksperci, wyjaśniając tę dość dziwną sytuację ze słoniną, sugerują, że węgiel i prąd kosztują obecnie na Ukrainie drożej niż w krajach unijnych. Jest to wyrok śmierci wydany miejscowym rolnikom. Sytuacja, w której Europejczycy płacą za elektryczność mniej niż Ukraińcy, przekreśla perspektywy rozwoju rolnictwa. Ponadto Kijów postanowił niemal na trzy lata wyeliminować z udziału w aukcjach krajowych dostawców węgla. Wywinduje to ceny na prąd w jeszcze większej mierze i pozbawi ukraińskich farmerów nawet hipotetycznej zdolności do rywalizacji z europejskimi producentami płodów rolnych. Co więcej, kredyty są drogie, nawozy — importowane — też, gdyż krajowe praktycznie nie są już produkowane. Zatem perspektywy nie tylko dla hodowców świń, lecz również dla producentów innych płodów rolnych są raczej ponure. Jedynym powodem do dumy dla Kijowa może być obecnie eksport zboża, który w ciągu ostatniego dziesięciolecia zwiększył się prawie 3,5-krotnie. Reszta płodów idzie na śmietnik jako niepotrzebna. A podziękować za to wszystko, jak sugerują eksperci, należy Unii Europejskiej, a także Kijowowi, który występuje nie w obronie interesów swego kraju, lecz zachcianek Brukseli i Waszyngtonu” — konkluduje Oleg Obuchow.

    A mówią, że Balcerowicz dzisiaj na Ukrainie to polska zemsta za Wołyń. Ale to nieprawda. Wołyń był w granicach II RP, zaś te nieszczęścia, które obecnie na Ukrainę spadają dotyczą głownie Ukrainy Radzieckiej, przed II WŚ. Na jej terenach ponoć, jak mi to opowiadał Zygmunt Galicki, który wczesne dzieciństwo spędził we wsi na Wolyniu tylko 3 km od granicy z ZSRR, w latach wojny żadnych animozji antypolskich nie było.

    Lubię

  5. W „Bloku Petro Poroszenko,” nie mogą się nacieszyć z oporu i niezłomności swego patrona i prezydenta kraju, który przeniósł stosunki ukraińsko-rosyjskie na prawdopodobieństwo inwazji wojskowej Rosji. Tak stwierdził przedstawiciel tej frakcji w Radzie Najwyższej, Alexander Briginets.
    Briginets uważa, że ​​sytuacja jest naprawdę godna podziwu.
    O tym tzw polityk napisał na swojej stronie na portalu społecznościowym, komentując ewentualne zerwanie stosunków dyplomatycznych z Ukrainą przez Federację Rosyjską.
    Pomimo ekscytującej akcji swojego prezydenta, uważa on jednak, że w razie wojny ucieknie z Ukrainy ogromna liczba mieszkańców, tak bardzo, że na wszystkich granicach będzie to widać, w Rosji też będzie niezwykła kolejka uciekinieró. Z tego powodu, Briginets radzi pragnącym ucieczki działać już teraz, nie czekając na pośpiech w niedalekiej przyszłości.
    „Separatystyczne media krzyczą, że w najbliższych dniach dojdzie do zerwania stosunków dyplomatycznych między Rosją a Ukrainą.
    Muszę powiedzieć, że sam w sobie „krymskiej incydent” może mieć kilka obszarów rozwoju, a tylko jeden z nich jest bezpośrednią inwazją. Ale jeśli zostana zakończone stosunki dyplomatyczne z Rosją, inwazja wydaje się być bardziej realna.
    Każdy z nas musi sam decydować, co zrobi. Kto będzie uciekać, niech robi to teraz, ponieważ okaże się, że będą kolejki na wszystkich granicach.”

    Lubię

  6. Ale przecież nic takiego się nie stało. Mieliśmy szkodzić Rosji zgodnie z zaleceniami Waszyngtonu wiec staramy się to robić. Polska zamknęła granice dla Rosjan na małym ruchu granicznym z Kaliningradem, Ukraina chciała ją otworzyć na Krym dla kilku swoich chłopców z brygady do zadań specjalnych i to wszystko jak na razie.
    A Rosja jak chce coś zerwać, to niech zrywa i tak od nas oberwie.
    Nu ruski zajac my tiebia pokażu.

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s