HORMEZA jako metafizyczny „bicz boży ” na apostolat Mizologos (cz. 2 z 3 „Logosu i Mizologosu”)


A tutaj wstawię mą fachową opinię, na temat który wzbudza SZAŁ NIENAWIŚCI LOBBY ANTYSZCZEPIENIOWEGO (zapewne po cichu sponsorowanego przez bojące się utracić wiecznie chorawą klientelę KONCERNY FARMACEUTYCZNE):

HORMEZA jako metafizyczny „bicz boży ” na apostolat Mizologos żerujący na bezrozumie Człowiekowiska

Część 2 (z 3) Logosu i Mizologosu CZŁOWIEKOWISKA

Biologia to metafizyka” – to mi powiedział, prawie szeptem, w maju 1972 Roger Hahn, profesor historii nauki na UC Berkeley, oceniając mą „The Not Too Divine Comedy” Meta Ph.D. Thesis

1800 słów

Część Pierwszą powyższego opracowania zakończyłem propozycją stworzenia, na wzór dawnych sowieckich łagrów, dość komfortowych obozów pracy dla nieszczęśników, ze wszystkich pod Słońcem narodów, cierpiących na „Syndrom Konieczności Budowy NWO”, czyli Nowego Światowego Porządku pod wezwaniem Techniki, Pieniądza oraz D… marzącej o Komforcie.

Co więcej, sformułowałem propozycję, aby zakres Obowiązkowych Zajęć Dydaktycznych w sezonie zimowym w tych SANATORIACH ROZUMU rozszerzyć o dyskusję zjawiska CAŁKOWITEJ ATROFII, w szerokich masach społeczeństwa, zrozumienia natury biologicznej twórczości, fenomenu będącego podstawą „Filozofii zoologicznej opracowanej przez J.B. Lamarcka już 210 lat temu. Jak sugerowałem, ludzie dzisiaj „uczą się NIE KOJARZENIA, na czym polega differentia specifica między ożywionymi i martwymi przedmiotami, pojawiły się bowiem modne obecnie kretynizmy, w formie asocjacji między „ludobójczymi” szczepieniami a autyzmem, rakiem oraz innymi chorobami cywilizacji”.

I ta ma „trucizna intelektualna” zadziałała. Do opublikowanego na portalu „wiernipolsce1” mego artykułu pojawiło się aż ponad 150, częstokroć długachnych komentarzy. W szczególności ktoś ukryty za nickiem „Gea”, deklarujący się być „starą żydówką, która pracowała w laboratoriach biochemicznych”, stwierdził „konstrukt nazywany szczepionką jest mieszaniną organicznych i nieorganicznych trucizn. I spodziewanie się takiej reakcji (powstania, dzięki tym truciznom, odporności na wirusy i bakterie) jest podobne do oczekiwania, że z jajecznicy na smalcu wykluje się kurczak. Cud bigfarmaceutyczny. A ja, nawet w zwykłe cuda NIE WIERZĘ.

Tymczasem w wypadku szczepień nie chodzi o żaden cud, tylko o banalny FAKT, że POIRYTOWANIE organizmu niewielką ilością jakiegoś środka toksycznego, wywołuje REAKCJĘ tegoż organizmu w postaci pojawienia się u niego LEPSZJ OCHRONY przed kolejnymi, podobnymi zaburzeniami jego dynamicznej struktury, zwanej homeostazą.

Tej reakcji biochemicznej, w którą NIE WIERZY cała mini-armia „wojowników antyszczepieniowych”, ja byłem świadom już w wieku lat kilkunastu, kiedy się dowiedziałem, że jestem odporny na gruźlicę (test BCG), bo w rodzinie był wujek, który po wyjściu z Obozu w Oświęcimiu był chory i wkrótce zmarł na tą chorobę. I że z tego powodu na gruźlicę mnie już nie trzeba było szczepić. A zatem mi wystarczyło w dzieciństwie tylko WDYCHANIE niewielkich ilości bakterii BCG by się na nie uodpornić, to co u mych kolegów wymagało wprowadzenia tej osłabionej trucizny do organizmu drogą ZADRAŚNIĘCIA. (Nb. W wikipedii odkryłem, że „szczepionka BCG jest przydatna w leczeniu powierzchownych postaci raka pęcherza moczowego. … BCG jest także do wykorzystania w immunoterapii raka okrężnicy.”, a to oznacza, że uodpornienie się gruźlicę, czy to drogą oddechową, czy poprzez szczepienie, pomaga także w zwalczaniu nowotworów!)

Powyższe fakty wskazują na kompletny brak zrozumienia – w szczególności pomiędzy biologami molekularnymi – w jaki sposób organizm UCZY SIĘ zwalczać ciągle zatruwające mu życie patogeny. (Przypominam po raz wtóry, że w sprawach tajemnic „kuchni” chemiczno-fizyczno-genetycznej jestem osobą kompetentną: już mój ojciec, Jan Jacek Głogoczowski byłchyba największym w Polsce specjalistą od geochemii ropy oraz gazu; idąc w jego ślad mnie udało się i ukończyć studia fizyki na UJ w Krakowie i geofizyki na U.C. Berkeley, w USA; a następnie pracować na tezą doktorską z genetyki populacji na Uniwersytecie w Genewie, przyjaźnić się tamże ze współpracownikami biologa i psychologa Jeana Piageta i mieć stypendium w Laboratorium Ewolucji u sławnego zoologa Pierre-Paul Grassé w Paryżu; no i na koniec zostać bardzo kompetentnym filozofem – o czym w młodości marzyłem.)

Czy zatem żywe komórki (w tym te układu odpornościowego)potrafią się uczyć?

To był tytuł mego wystąpienia, na seminarium Instytutu Biologii Molekularnej Uniwersytetu Paryż VII w styczniu 1981 (czyli w 64 lata po WPR!). Organizujący to moje wystąpienie koledzy Jacques Ninio i Claude Weil zauważyli, że gdy zacząłem omawiać Genetyczny Model Powstawania Odruchów Warunkowych, seminarium opuściły dokładnie te osoby dla których praca w inżynierii genetycznej miała powab „złotego cielca”, czyli dobrego biznesu. Ten, zrelacjonowany mi po seminarium fakt, z czasem wywołał u mnie skojarzenie o charakterze socjologicznym: otóż zwykła ludzka ciekawość poznania czegoś nowego z zakresu biologii, występuje tylko u osób, których życie nie jest kontrolowane przez starożytne bóstwo o nazwie Mamon.

A zatem dla tych czytelników, dla których Pieniądz nie jest autorytetem przypominam, możliwie jak najzwięźlej:

Po pierwsze: jak pod koniec ubiegłego wieku modelowałem UCZENIE SIĘ nowych odruchów warunkowych – przez pojedyncze komórki – w sposób konieczny na ich poziomie genetycznym, jako że takie odruchy, raz wykształcone, zachowują się przez dziesięciolecia, podczas gdy wszystkie inne, tak zwane somatyczne komórkowe struktury są cyklicznie odnawiane co kilka tygodni, (artykuł „Open Letter to Biologists” w periodyku „Fundamenta Scientie”, no 2/2, Oxford 1981, a następnie w książce „Atrapy i paradoksy biologii”, Kraków 1993):

Po drugie. Bardzo ważnym jest zrozumienie, że w przeciwieństwie do nieożywionych maszyn (komputery w to włączając) w zdrowych, rozwijających się organizmach wszystkie nie-krytyczne mikrouszkodzenia ciała są REGENEROWANE, wskutek banalnego biochemicznie zjawiska ODBLOKOWANIA, zablokowanej przez jej produkt, SYNTEZY uszkodzonego/usuniętego mikoelementu ciała: poglądowym modelem tego bio-zjawiska jest rozbłysk ognia w przygasającym ognisku, gdy usuniemy zeń warstwę popiołu, przyduszającego płomienie.

To ZOOLOGICZNE zjawisko, doskonale znane uprawiającym jakąś dyscyplinę sportowcom, nosi nazwę automatycznej REGENERACJI i nawet NADREGENERACJI zmęczonych i pozrywanych włókien mięśni, lokalnego wzmocnienia miejsc złamanych kości, a także i rozrostu neuronów uszkodzonych w trakcie wysiłku. Wskutek zaś konieczności użycia genetycznych “matryc” w procesie REGENERACJI, mamy także (dobrze skądinąd obserwowalną pod zwykłym mikroskopem) wybiórczą NADREGENERACJĘ genów metabolicznych. Zaś chemicznie spontaniczna asocjacja takich DODATKOWYCH GENÓW jest źródłem pojawienia się ODRUCHÓW WARUNKOWYCH (patrz fig. 31 powyżej). Ten konieczny dla Wiecznego Istnienia Życia, EndogennySystem Reakcji nazwałem w skrócie (I)RSA, to znaczyIrytacja (bodziec, uszkodzenie) >Regeneracja >Superregeneracja >Assocjacja reakcji (odruchów) biorących udział w naprawie ponawianych uszkodzeń.

Po trzecie. Dopiero 9 lat temu, dzięki trzygodzinnej rozmowie z szefem polskich radiologów, Zbigniewem Jaworowskim, poznałem słowo HORMEZA, czyli wywołane gwałtowną akcją hormonów (w wypadku naszego wzburzenia, hormonu adrenaliny), skokowe pobudzenie organizmu do jego szybszej regeneracji, a zatem – z rozpędu – i NADREGENERACJI (wyrównania z nadkompensacją w języku Jeana Piageta) w jakiś sposób zaburzonej homeostazy tego organizm. (Z tekstu „Co to jest hormeza?”: „Hormeza dotyczy wszystkich zjawisk biologicznych bez wyjątku. … Stresory, które normalnie są uważane za szkodliwe początkowo wpływają niekorzystnie na organizm ale są bodźcem rozpoczynającym reakcję adaptacyjną, a więc poprawę zdrowia w szerszej perspektywie.) I tenżeZbigniew Jaworowski, w artykule „Dobroczynne promieniowanie” (Wiedza i Życie, 3/1997)przedstawiłtaki oto wykres schematu hormezy:

Na powyższym wykresie bardzo wyraźnie widać, że nie zainteresowani poznaniem zdolności twórczych – tj. nadregeneracyjnych i asocjacyjnych – istot żywych, BIZNESMENI NAUKI (patrz me seminarium w 1981 roku na Uni Paris VII) bezmyślnie upierają się przy prostoliniowej (LTN na wykresie) hipotezie zależności szkodliwości jakiegoś stresora od jego natężenia. Natomiast lekarze, przyzwyczajeni do precyzyjnych obserwacji nie tylko swych pacjentów ale i siebie samych, a w szczególności ci pracujący w sanatoriach wykorzystujących radioaktywny radon jako czynnik leczący (jest takie w Kowarach na Śląsku) dostrzegają i szybszą naprawę uszkodzonych, przez napromieniowanie UV, struktur DNA w próbkach ich własnej krwi, i ogólne polepszanie się zdrowia osób narażanych na małe lub nawet średnie dawki napromieniowania jądrowego. Jest to „krzywa hormetyczna” na powyższym diagramie.

9 lat temu Jaworowski mi długo tłumaczył, że nie było żadnych rakotwórczych efektów bomb atomowych użytych w Hiroszimie i Nagasaki, co pracowicie sprawdziłem w literaturze. I mnie wyśmiał, gdy chciałem mu pokazać zdjęcia monstrualnych deformacji dzieci, jakie ponoć się urodziły w okolicach Basry w Iraku, po amerykańskich bombardowaniach tego rejonu amunicją ze zubożonym uranem. „To są lalki specjalnie przygotowane, aby straszyć ludzi” powiedział – patrz zdjęcia poniżej:

Otóż autora tych zdjęć, dr. Siegwart Horst-Gunthera (który jako żołnierz Wehrmachtu był przez kilka lat w niewoli w ZSRR) poznałem w Szwajcarii w roku 2006 z okazji konferencji „Mut zurEthik”. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że niskie dozy napromieniowania – takie jakie emituje DU, czyli zubożony uran – nie mają cech rakotwórczych. I dlatego nie zapytałem się go, czy w Basrze fotografował ŻYWE potworki, czy też ich ATRAPY. Wyprodukować dziesiątki takich potworków mogła tylko jakaś, posiadająca ku temu duże środki, TAJNA AGENCJA – i warto pamiętać, że szpital w Basrze znajdował się w tym okresie pod kontrolą wojsk angielskich. A ten fakt sugeruje, że i polskojęzyczni „antyuranowcy” (w szczególności dr. Bein z Kanady) mają jakieś „duchowe powiązania” z tymi obżydliwymi, tajnymi agencjami, specjalizującymi się w straszeniu ludzi DU, czyli Zubożonym Uranem. (Według Jaworowskiego, do rozprzestrzenienia się na świecie histerii antyradiacyjnej, przyczynili się głównie dwaj fizycy, laureaci Nagrody Nobla, Linus Pauling w USA i Andriej Sacharow w ZSRR; ten drugi, według Aleksandra Zinowiewa był „najemnikiem Zachodu”.) I to właśnie ten „społecznie” wyuczony, kompletnie irracjonalny strach przed napromieniowaniem był przyczyną aż miliona chorób psychosomatycznych, jakie się pojawiły w ZSRR po awarii Elektrowni Atomowej w Czarnobylu (CZAES) – patrz poniżej dokonana przez ukraińskich lekarzy ocena POZYTYWNYCH skutków „radiacyjnego gormezisa” (hormezy) tej awarii:

 

Więcej informacji na omawiany temat znajduje się w pracy T.D. Luckey “Radiation Hormesis: Good, the Bad, and the Ugly” z roku 2006, oraz Z. Jaworowskiego „Remedium na strach” z roku 2010. W szczególności Luckey zaznacza, iż „Ponad 3000 artykułów naukowych wskazuje, że niskie dawki napromieniowania są pobudzające i/lub dobroczynne dla szerokiej rzeszy mikrobów, roślin, bezkręgowców i kręgowców.” Co więcej, tenże Luckey podkreśla „BŻYDOTĘ (The Ugly) błędnej konkluzji autorytetów, które doradzają rządowi USA, odnośnie szkodliwości niskich dawek napromieniowania”.

Zjawisko hormezy, negowane przez BRZYDKI „Lud Boży Naukowo-Finansowy”, występuje także w wypadku stresorów chemicznych, przed których „ludobójczym działaniem” straszy w Polsce, importowane zza Oceanu, „lobby antyszczepionkowe”:

(Oglądając te zdjęcia, Rafał Gawroński„Prezes Stowarzyszenia Ziemiańskiego w Polsce” zauważył, iż„Wszyscy czworo mają żydowską fizjonomię.”)

Ponieważ widoczna na zdjęciu Maria Majewska namolnie występuje z hipotezą, że narastająca pandemia autyzmu, to nie wynik dziedziczenia „zubożenia neuronalnego”, ułatwiającego samo-zamknięcie się ludności w „klatkach z komfortem” Cywilizacji T-P-D (Technika-Pieniądz-Dupa), ale efekt stosowania w szczepionkach mikrodawek związku rtęci, więc sprawdziłem dane, którymi podparła ona swe wywody. I wyszło to, co miało wyjść, patrz poniżej:

Cymesu dodaje fakt, że na portalu WPS komentator o nicku „Maria” zakwestionował wykorzystanie powyższej statystyki, do sugerowania istnienia hormezy, w zawierających zaledwie 50 mikrogramów tiomersalu,domięśniowych szczepieniach DPTw w Polsce, czyli na dyfteryt, koklusz i tężec (nb. dyfteryt i koklusz odchorowałem w wieku lat 6) . Podejrzewam, że „Maria” to sławna wśród polskich lekarzy Maria Majewska, kwestionująca obecnie zasadność swej własnej argumentacji w „Liście otwartym do wakcynologów” sprzed lat 8!)

***

Konkluzja wypracowana 24 lipca br., na werandzie Podhalańskiej Akademii Nauk w Zakopanem, przez konsylium złożone z autora, lekarza „stacjonarnego” w miejscowym szpitalu i dwóch innych zainteresowanych młodych ludzi (konsylium było w j. angielskim, bo jeden z uczestników pochodził z Kalifornii, tj. jak się później okazało, urodził się w Mińsku przed 26 laty).

Otóż proponowana do dyskusji przez Sejm RP w jesieni, rezygnacja z obowiązkowych szczepień dzieci, w sytuacji gdy Polska staje się krajem coraz bardziej WYSTERYLIZOWANYM nie tylko z zarazków, ale także ze smrodów pochodzących od bydła na wsi oraz brudów przy sprzedaży nie sterylnie zapakowanej żywności, w sposób logiczny musi prowadzić, do wywołanego brakiem odpowiedniej ilości bodźców hormetycznych, postępującego NIEDOWŁAU UKŁADU ODPORNOŚCIOWEGO kolejnych pokoleń ludności. A zatem nie tylko do wywołanej tym niedowładem plagi chorób cywilizacyjnych, w szczególności raka oraz chorób autoimuniazacyjnych. Realnym zagrożeniem może się okazać nagła epidemia, celowo wywołana przez któryś z geopolitycznie ambitnych krajów, posiadających zamrożone w sejfach zarazki Czarnej Ospy, choroby wytępionej przed 40 laty szczepieniami na całym świecie. Wtedy doszłoby do regularnych ludobójstw tych społeczeństw, które zlekceważyły konieczność ćwiczenia, szczepieniami, endogennej odporności. Podobnie jak to się stało przed 500 laty w Nowym Świecie, w którym garstka konkwistadorów w znacznym stopniu wytrzebiła chorobami gigantyczne masy lokalnych, nie przyzwyczajonych do europejskich chorób, narodów.

To tyle rozważań na temat PRZECIWENTROPICZNEGO ZJAWISKA HORMEZY, pracowicie negowanego przez “The Ugly” – czyli Brzydki – Lud Boży Naukowo-Finansowy.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “HORMEZA jako metafizyczny „bicz boży ” na apostolat Mizologos (cz. 2 z 3 „Logosu i Mizologosu”)

  1. UWAGA!

    WONSZ POŻEGNAŁ SIĘ I PODOBNO OSTATECZNIE!!!

    A KTO TERAZ BĘDZIE WALIŁ NAM BITCONIA!

    BU BU HA HA HA

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s