Wywiad z Markiem G. nt. ZŁA tkwiącego w kulcie „boga” TECHNÉ


Wywiad z Markiem G. nt. ZŁA tkwiącego w kulcie „boga” TECHNÉ

Instytut Spraw Obywatelskich (INSPRO) w Łodzi, akurat w święta Bożego Narodzenia nadesłał mi, internetem, zestaw pytań, na które INSPRO chciało poznać jak najszybciej odpowiedź. A to w związku z publikacją, przez rzeczony Instytut mego, mającego już blisko 40 lat artykułu „Wykład na temat rozwoju potrzeb”. Niestety me odpowiedzi wyraźnie PRZERAZIŁY działaczy INSPRO. Jego prezes, Rafał Górski, mi napisał szczerze: Odpowiedzi, które przesłałeś są jednak zbyt chetmetyczne (?) i mało czytelne dla osoby, która nie czytała Twoich książek. … Lepiej będzie jak porozmawiamy na żywo … w tym roku będę w Tatrach.

Niestety problem ze mną jest taki, że w wieku lat 78+ czyli za pół roku, być może „na żywo” będę już trudnodostępny. Dlatego pozwalam sobie opublikować, ten chetmetyczny (?) wywiad, występując jako PREZES mini-instytucji, w skrócie zwanej PAN w Z-nem:

A oto ten „zbyt chemtyczny” (?) wywiad:

(3400 słów)

Pytanie 1:

Największym zagrożeniem dla życia jest działalność ludzi zafascynowanych technologią” – pisał Pan w „Etosie bezmyślności” w 1990 roku. Z kolei w „Atrapach oraz paradoksach nowoczesnej biologii” z 1993 roku mocno dał mi do myślenia fragment: „Nie należy przy tym wierzyć, że jakiekolwiek racjonalne próby ratowania naszej planety wyjdą z kręgu ludzi odurzających się rozwojem techniki. Podobnie jak to ma miejsce w wypadku narkomani chemicznej, ludzie ci są zazwyczaj zupełnie obojętni na to, że ich styl życia może prowadzić do powolnego zbiorowego samobójstwa.” Proszę o rozwinięcie tych tez. Czy wytrzymały one próbę czasu? Jak jest dziś?

MG: Odnośnie mej niewiary, sformułowanej już ponad ćwierć wieku temu, „że jakiekolwiek racjonalne próby ratowania naszej planety wyjdą z kręgu ludzi odurzających się rozwojem techniki”, to pozwolę sobie połączyć istotę tego pytanie z pytaniem o tzw. „skrzynię Skinera”, które się pojawia dopiero w dalekim pytaniu nr 6.

Otóż w artykule „Skrzynia” opublikowanym w paryskiej „Kulturze” nr 4/72 zauważyłem, że zgodnie z ludowym przysłowiem „z kim przestajesz, takim się stajesz”, ludzie tak zwani „dojrzali”, nie potrafiący się wyrwać z coraz ściślej ich otaczającego, kompletnie zurbanizowanego i ztechnizyzowanego środowiska, samorzutnie zamieniają się w rodzaj robotów, poruszanych do działania li tylko dochodzącymi do nich z zewnątrz „cyfrowymi bodźcami” w postaci Pieniędzy. Coś takiego, jak ich „dusza wewnętrzna”, buntująca się przeciw ich takim „przyskrzynieniu” po prostu zamiera. No i całość tych zgigantyzowanych obecnie, biur, banków, hipermarketow, samochodów, komputerów i komfortowych mieszkań to właśnie taka, napędzana pożądaniem narkotyku w postaci Pieniądza, SKRZYNIA SKINERA, gdzie przysłowiowe „ludzkie szczury” naciskają proste dźwigienki, aby uzyskać dawkę pożądanego przez nie narkotyku. Nawet nadałem tej, rozrastającej się, w piorunującym iście tempie „Skrzyni z Ludzkością” obrazową nazwę Cywilizacji TPD, czyli Techniki, Pieniądza oraz Dupy komfort miłującej.

Od strony biologicznej, najlepszego opracowania zasad mechanizmu powstawania tego zjawiska uzależnienia od otoczenia, dokonał szwajcarski biolog i psycholog Jean Piaget. Z jego szkołą, przed koniecznością „ucieczki ekonomicznej” do PRL-u w kwietniu 1982 roku, współpracowałem w Genewie. Jak to zauważył jeden z moich kolegów alpinistów, obecnie warszawski milioner, ten powrót do PRL, po blisko 14-letnim pobycie, głównie w ośrodkach naukowych na „Zachodzie”, to był „najlepszy biznes jaki w życiu zrobiłem”. Jeśli chodzi o rozwinięcie mego przekonania, że „TPD styl życia musi prowadzić do powolnego, zbiorowego samobójstwa”, to zrobię to w dalszej części wywiadu.

Odnośnie pytania 2:

Postęp jest dobry – to słyszymy od przedszkola. Czy nie jest tak, że postęp stał się celem samym w sobie? Stał się ideologią, której prawie nikt nie kwestionuje. W przeciwieństwie do innych ideologii.

MG: To jest bardzo prosty odruch poznawczy. Jeśli coś udaje się nam zrobić w łatwiejszy niż uprzednio sposób, to oczywiście mamy odczuwalny postęp. Gdy w mieszkaniu, w którym dotychczas trzeba było przynosić z piwnicy węgiel na 2 piętro, by je ogrzać, zainstalujemy centralne ogrzewanie, na gaz nadpływający z rurki, to oczywiście mamy postęp. Podobnie gdy nie musimy pisać ręcznie listów do znajomych i zanosić je na pocztę, ale kupiliśmy sobie laptopa i listy piszemy jednym palcem, by wysłać je też tego palca mikro poruszeniem. I kto rozsądny będzie kwestionował wprowadzanie tych ułatwień, zezwalających nam na LENIWE życie.

Czy jednak takie LENISTWO sprzyja rozwojowi naszej osobowości? Łatwość życia, jak zauważyłem, zadawala w szczególności kobiety, które w naszym gatunku są z reguły słabsze, jednocześnie „podcinając” mężczyznom, ich spontaniczny, idący z ich „wnętrza” ZOOLOGICZNY pęd by wykorzystywać siłę, która w młodości w nich narasta, oraz by wykazywać się wiedzą oraz inteligencją. Wraz z postępem technicznym cechy „męskie”, przez antycznych Rzymian określane jako „virtus” (od „vir” – mężczyzna), czyli Odwaga połączona z szeroką Wiedzą, stały się po prostu zbędne. Utrudniają one, zwłaszcza młodym mężczyznom, przystosowanie się do ciągłego w pracy siedzenia. Siedzenia także na wojnie, kiedy to do likwidacji zbyt „wojowniczych” wojowników, po prostu używa się, sterowanych ruchami kilku palców dronów. (PS. Patrz niedawna historia „zestrzelenia” dronem irańskiego generała Kasim Sulejmana.) Mówiąc po prostu, przesada w postępie to automatyczna degradacja tzw. „biodiversity”, nie tylko otaczającego nas świata (resztek) Przyrody, ale i samego ludzkiego gatunku, coraz bardziej przypominającego niezróżnicowane „człowiekowisko”. (To opinia byłego radzieckiego dysydenta, Aleksandra Zinowiewa.)

Ad pytanie 3:

Zwraca Pan uwagę na zanik u ludzi zdolności do robienia szerszych skojarzeń, odczytywania podobieństw. Proszę o rozwinięcie tej refleksji. Czy ten zanik postępuje?

MG: Otóż postępuje i to jeszcze jak. Jeden z głównych „sterowników” nawy pod nazwą „ludzkość”, multimilioner znany jako George Soros (urodzony na Węgrzech w roku 1930 jako Gyorgy Schwartz), w jednej ze swych książek celnie zauważa, że większość (umiejących czytać) ludzi myśli to, co wyczyta w gazetach. Tę rzecz zauważył już, dokładnie 150 lat temu, angielski filozof i pisarz Matthew Arnold w książce „Kultura i anarchia”, dzieląc mieszkańców wiktoriańskiej podówczas Anglii, na „hellenistów” – czyli ludzi, którzy w okresie swej edukacji mieli szanse zachwycać się elegancją poznawczą filozofów antycznej Grecji – i „hebraistów” samo-degradujących się intelektualnie dzięki lekturze Biblii.

A w tej Biblii to przecież sam św. Paweł nalega (1 Kor. 4: 6) “możesz uczyć się od nas, aby nie wychodzić poza to, co jest napisane (w hebrajskich pismach)“. I jak to ironicznie od lat już zauważam w mych internetowych tekstach, z tej lektury Pisma Świętego, pod koniec XIX wieku zrodziło się „5 solas” neo – a ściślej judeo – darwinowskiej Teorii Ewolucji, skomponowanej w całości s z fragmentów biblijnych „objawień” nt. podstawowych zachowań się istot żywych (patrz w internecie „markglogg 5 solas”). Bowiem jak się bliżej przyjrzy tym „objawieniom”, to wszystkie one zmierzają do odwrócenia naszej uwagi, od tego jak sprawy BIOLOGII się naprawdę mają.

By dać prosty przykład: na początku Księgi Rodzaju „Bóg” objawia wszystkim swym stworzeniom swój nakaz „mnóżcie się i zapełniajcie ziemię”. I to jest rzecz, którą NA ZEWNĄTRZ dobrze widać. Jednak WEWNĘTRZNA PRZYCZYNA, dlaczego istoty żywe tak się zachowują, w Biblii jest zupełnie zapoznana – bo jej ujawnienie zakwestionowało by ROZUMNOŚĆ biblijnego Stwórcy. Bowiem już we wczesnej starożytności, wyraźnie „antyhebrajski” Arystoteles, tę wewnętrzną przyczynę wzrostu i rozmnażania się organizmów bardzo wyraźnie określił. Otóż każdy przedstawiciel zoon – żywiny – posiada DUSZĘ WEGETATYWNĄ, która wymusza na nim chęć odżywiania się. A zakumulowany w organizmach, dzięki ich się odżywianiu, nadmiar substancji oraz energii służącej do ich cyklicznej (od)budowy, spontanicznie wywołuje ich wzrost, także w postaci namnażania się populacji przekarmionych organizmów – co nowoczesna, dysponująca mikroskopami biologia, w pełni potwierdziła. A to banalne zjawisko biologiczne podważa całą, opartą o „walkę o byt” darwinowską teorię ewolucji: gdy zaczyna brakować żywności to żywe organizmy spontanicznie zmniejszają wzrost swej populacji. I tyle.

Otóż to celowe „odcięcie się”, wzorujących się na żydowskich mądrościach chrześcijan, od osiągnięć intelektualnych narodów „pogańskich” wywołało, w zasadzie trwające aż do dzisiaj, zjawisko zubożenia kory skojarzeniowej teologów, którzy budowali podstawy tzw. chrześcijańskiego (nie)zrozumienia świata. To właśnie zjawisko przez Matthew Arnolda 150 lat temu nazwane „hebraizmem”. I stąd u Kartezjusza, budującego w XVII wieku podstawy nowoczesnych Nauk o Życiu, pojawiło się patologiczne wyobrażenie sobie zwierzęcia, którego podstawowe organy działają na zasadzie bezdusznej maszyny – przepompowni wewnętrznych płynów życiowych. To NIE-WIDZENIE, że zwierzęta to META-MASZYNY, posiadające zdolność swej AUTOREGENERACJI, po kolejnych ich uszkodzeniach, to Wyraźna Intelektualna Bieda tej naszej TPD Cywilizacji.

Ad pytanie 4:

Zwolennicy nowych technologii przywołują argument, że z technologią jest jak z nożem. Można nim zabić człowieka lub posmarować chleb. Czy to adekwatne porównanie? Przecież prymitywny człowiek z nożem w ręku nie jest zagrożeniem dla milionów osób, w przeciwieństwie do prymitywnego człowieka, który w ręce ma sztuczną inteligencję, CRISPR czy 5G.

MG: Kolejna głupawka, mająca na celu zakrycie szkodliwości zauroczenia postępem technicznym. Ja mam na myśli, jeśli chodzi o to zabijanie techniką, cały zestaw, mniej lub bardziej złożonych urządzeń, zwłaszcza w dziedzinie międzludzkiej komunikacji, skutecznie ZABIJAJĄCYCH WEWNĘTRZNĄ DUSZĘ POZNAWCZĄ człowieka. Właśnie tę arystotelesowską Duszę Rozumną, która według niego – obok narządu mowy – miała odróżniać człowieka od innych zwierząt. A tutaj najlepszego przykładu dostarcza właśnie ta nie lubiana przez Arnolda – i nie tylko przez niego – Hebrajska Biblia, o której zdolności zabijania u naiwnych ludzi DUSZY ROZUMNEJ, wspominałem już powyżej. Są oczywiście i inne urządzenia zabijające, wybrane ludzkie organy, poprzez wymuszone przez technikę ich nie używanie. Jest to zjawisko podobne do zaniku neuronów oraz mięśni w zbyt długo unieruchomionej, po jakimś jej poważnym złamaniu, nodze. I to jest NAJWIĘKSZE ZAGROŻENIE, ze strony „pomagających nam żyć” urządzeń, choćby tylko tych podręcznych kakulatorków.

Ad pytania 5:

W swoich tekstach często przywołuje Pan Jezusa. Dlaczego i co Jezus robiłby gdyby żył w naszych czasach?

MG: No tak, to jest pytanie centralne dla zrozumienia patologii tak zwanego JUDEO-CHRZEŚCIJAŃSTWA. Otóż już przed ponad półwieczem, historyk nauki Lynn White, w opublikowanym w miesięczniku „Science”, w marcu 1967 roku artykule „Historical Roots of Our Ecological Crisis”, wskazał że to właśnie judeochrześcijaństwo – a zatem i postać centralna tej specyficznej religii, jaką jest Chrystus – jest odpowiedzialne za narastający, już wtedy, ekologiczny kryzys. Co potwierdzam i ja, jako filozof, wychowany w duchu „helleńskim” – a więc z definicji, według historyka antyku, Tadeusza Zielińskiego  w duchu antyjudaistycznym.

Jak bowiem należy patrzeć na opisaną w Biblii historię stworzenia świata? Otóż z jej tekstu wynika, że istniejący poza światem Bóg tak sobie ten świat i żyjących na nim ludzi zaprojektował, aby z tej swej „stwórczej pracy” mieć jakąś, wyraźnie sadystyczną, przyjemność. Mianowicie zaprojektowani przezeń ludzie mieli mieć cechy pozbawionych „duszy poznającej” bio-automatów, poruszanych „wmontowanymi” w nich, przez Boga, potrzebami nie tylko „rozmnażania się”, ale i dominacji „nad wszystkim co się na ziemi, nad nią i pod nią, poruszać odważa” (Księga Rodzaju). No i te, z konieczności małoduszne bio-maszyny, miały się lękać – pod karą śmierci – przekraczać granic dopuszczalnych dla nich zachowań, a w szczególności poznawania „co jest dobre a co złe”. Zaś za mniejsze wykroczenia Bóg wymyślił dla tych mało-myślnych ludzkich bio-automatów, zabawę w ich „grzechów odpuszczanie”, poprzez wykrwawianie i całopalenia niczemu niewinnych zwierząt domowych. I ta, dość obżydliwa „boża zabawa” miała by trwać aż do czasu, kiedy to się Bogowi znudzi i kiedy to zarządzi tak zwany Koniec Świata, barwnie opisany w kończącej Biblię, iście psychodelicznej „Apokalipsie” św. Jana.

Jednak wśród tych „pobożnych ludzkich bio-automatów”, znalazł się wyraźnie pozostający pod silnym, podówczas w Izraelu wpływem helleńskim, kontestator Nadwładzy Stworzyciela Izraela, LUCYFEREM – czyli czyniącym światło – zwany. I ten anonsowany przez proroka Izajasza (12:14) „jaśniejący” wcielił się w postać Jezusa z Nazaretu. I oczywiście ten „czyniący światło”, ni to bóg ni to człowiek (to Platon w przedchrześcijańskim „Sympozjonie”), zaczął wzbudzać w niektórych, podatnych na grzech samodzielnego myślenia Żydach, zakazaną im DUSZĘ POZNAJĄCĄ. Dzięki temu symbolicznemu „Jezusowi-Lucyferowi” zarażeni „helleno-buddyzmem” kontestatorzy mozaizmu zaczęli zauważać, ża cała ta HUCPA „grzechów odpuszczania, za pomocą niewinnych (bożych) baranków umęczania” jest obrzydliwością, której należy zaniechać.

Jak to zauważył były współpracownik późniejszego papieża Benedykta XVI, profesor TOMASZ WĘCŁAWSKI, który w roku 2007 dokonał oficjalnej apostazji „ Jezus jako radykalny reformator religijny padł ofiarą oczekiwań mesjanistycznych, co doprowadziło do jego odrzucenia przez elity i skazania na śmierć. Jednak najdotkliwsza, klęska Jezusa dokonała się już po ukrzyżowaniu – była to reinterpretacja jego klęski jako ofiary.” Mówiąc w sposób „helleński”, pragnący nawrócić na DROGĘ ROZUMU żydowskie kapłaństwo, żyjące z profitów przy egzekwowaniu krwawych ofiar, Jezus sam stał się taką „za grzech poznania” ofiarą. Totalna perwersja intelektualna (tę sprawę MISOLOGOS chrześcijańskiej wiary, dość dobrze wyczuwają muzułmanie).

Bowiem czego nie chcą słyszeć – i czego widzieć – wierzący w „krzyż Pański” wierni? Otóż przede wszystkim tego, że Jezus w swych atakach na „faryzeuszy ślepych” odwoływał się do ludzkich wewnętrznych organów poznania, dyktujących dojrzałym osobom, co jest złe, a co dobre. W Ewangeliach kanonicznych ta sprawa się pojawia jak gdyby tylko marginalnie, np. przy okazji próby ukamieniowania jawnogrzsznicy, gdy Jezus proponuje, otaczającym go faryzeuszom „kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem”. Natomiast w ukrywanej przez Kościół, przez ponad 16 wieków, tzw. 5 Ewangelii św. Tomasza (będącej rodzajem „chrześcijańskiego Deuteronomium”), ta sprawa jest wyłożona „kawa na ławę”, już w 3 (4) wypowiedzi (logionie) Jezusa: „Jeśli poznacie samych siebie, wtedy będziecie poznani i zrozumiecie, że jesteście synami Ojca żywego. Jeśli zaś nie poznacie siebie, wtedy istniejecie w nędzy i sami jesteście nędzą.”

Ta Jezusa wypowiedź, wyraźnie wzorowana na napisie na tympanonie świątyni Apollona w Delfach „Poznaj samego siebie, a poznasz bogów i Wszechświat”, powinna być podstawą prób ratowania ludzkości, od „oszołomienia” patologią współczesnej TPD Cywilizacji. Dlaczego? Pozwolę sobie rozwinąć ten temat w 8 punktach, odpowiadających „8 koralom” podobnego do używanego przez lamów w Tybecie „różańca”, pomalowanego we wszystkie kolory tęczy. Bowiem w naszej Super TPD Cywilizacji, wszystkie poniżej przytoczone maksymy społeczne, oraz prawdy biologiczne, uległy w praktyce „zabiciu poprzez o nich milczenie”.

Otóż punktem Centralnym takiego „różańca”, winien być wydłużony koral „8” w kolorze CZARNYM, z na nim mikro napisem Biznesmeni i handlarze nie wejdą do miejsca mego Ojca”, napisem skopiowanym z zakończenia dość długiego logionu nr 64 Ewangelii Tomasza (ET). Ta bowiem opinia Jezusa wskazuje, że „demokracje kupieckie”, zwłaszcza te w stylu „amerykańskim”, nie powinny być wzorem dla innych narodów. Podobnie jak i „religie kupieckie”, oparte na „handlu z bogiem”, określanym eufemizmem PRZYMIERZY, które też winny ulec marginalizacji. Zwłaszcza że Jezus w ET nic nie mówi o swym zamiarze stania się „barankiem bożym, który ODKUPUJE grzechy świata”.

– Natomiast koral „1” w kolorze CZERWONYM, winien zawierać maksymę „Poznaj samego siebie, a poznasz Boga i Kosmos”, skopiowaną z tympanonu świątyni w Delfach, przytoczoną przez Jezusa już w 3 logionie ET.

– Z kolei koral „2” w kolorze POMARAŃCZOWYM, przytaczał by opinię filozofów Grecji, a zwłaszcza Sokratesa, iż „Wiedza (Poznanie) jest Stwórcą Dobra, Ignorancja zaś Zła”.

A koral „3”  ŻÓŁTY, sugerujący zachowania psychopatyczne, by dodawał że „Judaizm i jego pochodne to ENTROPIA (skołtunienie) Myślenia; Hellenizm to PRZECIWENTROPIA” (termin ‘Entropia Rozumu‘ stał się już dość popularny wśród psychologów, to zjawisko, nadając mu nazwę „hebraizmu”, omawiał już M. Arnold 150 lat temu w książce „Kultura i anarchia”; historyk antyku Tadeusz Zieliński 101 lat temu do tego dodał, w „Religia starożytnej Grecji”, że kultura ‘helleńska’ była przeciwieństwem SKOŁTUNIENIA (jest to forma entropii,inaczej mówiąc niedowładu poznawczego) religii naszych „starszych braci w wierze”.)

– I oczywiście koral „4” w kolorze ZIELONYM, by przypominał, starającym się o nim zapomnieć, skomputeryzowanym darwinistom, Lamarcka PRAWO BIOLOGII: „Aktywność życiowa to wzrost (hipertrofia) organów, jej brak to ich zanik”.

Kolejne 2 „korale” by dorzucały do tego PRAWA BIOLOGII, dawniej powszechnie znane, obecnie prawie zapomniane, przejawy PRZECIWENTROPII ŻYCIA:

Koral „5” NIEBIESKI, to rzymska maksyma „Co cię nie zabije to cię wzmocni” (łac. quod non te occidit, fortior te – tę mądrość warto przypominać tym „wystraszonym” rodzicom, którzy panicznie się boją szczepień ich dzieci. (Skądinąd ta starożytna maksyma przypomina współczesne spostrzeżenie Jeana Piageta, że nie krytyczne zaburzenia homeostazy istot żywych wywołują ich reakcję w postaci „regeneracji z nadkompensacją” doznanych uszkodzeń; jest to przejaw metafizycznej PRZECIWENTROPII, innymi słowy INTELIGENCJI zoon / żywny.)

– A Koral „6” GRANATOWY by przypominał zasadę powstawania nowych odruchów warunkowych: „Odruchy złożone powstają poprzez powtarzanie (i łączenie ze sobą) odruchów prostszych” (To na użytek sławnych lingwistów, jak ten Noam Chomsky, mających trudności z dostrzeżeniem, na jakiej ruchowej zasadzie, uczymy się posługiwać językiem.)

– No i ostatni koral „7FIOLETOWY, to tłumaczące historię dwóch tysięcy lat judeochrześcijaństwa, spostrzeżenie współczesnego „lucyfera”: „Religijna oraz naukowa ‘żydo-inicjacja’ to ROZUMU  AUTOKASTRACJA” (patrz mądrość św. Pawła w „1 Koryntian 1”, Kartezjusza w „O metodzie”, N. Chomsky’ego w „Próbie naukowej rewolucji” i A. Wiercińskiego w „Biblijnych korzeniach niszczenia środowiska”, 1994)

*

Zbrojny w tę „helleno-buddyjską” mantrę, pozwolę sobie odpowiedzieć pokrótce na kolejne pytania:

Pytanie nr 6:

Skrzynia Skinnera” – proszę przypomnieć czytelnikom, dlaczego stała się sławna swego czasu w Ameryce i czego możemy się dziś nauczyć z historii o niej?

MG: To przecież model społeczeństwa „wolnościowego”, zbudowanego na wzór popularnych w stanie Nevada w USA kasyn: znarkotyzowani „przynętą” w postaci Wielkich Pieniędzy, prości ludzie z zawzięciem naciskają różne gałki, w nadziei otrzymania Nagrody. Kto na tym „wynalazku” zarabia, proszę już samemu zauważyć. I co tu więcej dodawać?

I długachne pytanie nr 7:

W 1972 roku zespół MIT przygotował raport „Granice wzrostu” (…)

MG: Te “wyssane z palca” prognozy MIT to dobry przykład EM, czyli Entropii, skołtunienia Myślenia (w szczególnym przypadku dotyczy to rozumowania byłego pracownika MIT, sławnego lingwisty i działacza społecznego, Noama Chomsky’ego, o którego „antyzoologicznym mindset” napisałem całą pracę doktorską, obronioną na UŚ w styczniu 2003 roku).

Pytanie nr 8:

A może uratuje nas nauka i naukowcy? Mnóstwo osób pokłada w nich nadzieje. Lamarck w 1814 roku przedstawił prognozę rozwoju nauki. Proszę ją przybliżyć. Co się sprawdziło a co nie z jego przewidywań?

Pozwolę obie przytoczyć w całości tę jego prognozę, zrobioną w 70 roku jego życia:

O postępie wiedzy ludzkiej:

Gdy nauki się rozprzestrzenią na świecie, gdy staną się one w pewnym sensie popularnymi, słowem, gdy każdy będzie się w nie mógł wmieszać, one są naprawdę stracone, na powierzchnię wypłyną fałszywe poglądy i najbardziej absurdalne teorie; kredytem się będzie darzyć i popierać błąd; idee małe staną się dominującymi; konfuzja powstanie wszędzie z wielości rozumowań dziwnych, które się krzyżują i przeczą sobie nawzajem; ciało nauk stanie się pozbawionym powiązań między swymi częściami i prawdy najbardziej ewidentne znikną w ciemnościach… Ich postęp stanie się tylko kamuflującym pretekstem; rzeczywistym celem każdej osoby która zajmuje się nauką jest:

1o chęć zdobycia wielkiej reputacji, jednym słowem sławy;

2o chęć wyróżnienia się i dominowania nad innymi;

3o chęć otrzymania odznaczeń, dobrych i wysoko płatnych posad, etc.

Otóż działający w okresie Antyreligijnej Rewolucji Francuskiej, J. B. Lamarck w tym wykazie zagrożeń dla zachowania ROZUMNOŚCI nauki, nie uwzględnił bardzo ważnego CZYNNIKA RELIGIJNEGO, co dobrze widać we współczesnych naukach o Ewolucji, zawzięcie próbujących negować istnienie lamarckowskich PRAW BIOLOGII (patrz koral „4” ZIELONY). Jest to niechęć do przyznania, że poznawcza działalność własna zwierząt, prowadzi do udoskonalania nie tylko ich budowy, ale i do lepszego „zrozumienia świata” przez te „podludzkie stwory”. Ta niechęć poznania występuje ze szczególnym nasileniem u judeo-hebraistów, dla których zbyt rozległa wiedza jest po prostu GRZECHEM. Nieświadomie dostarczył, takiego przykładu specyficznego uwarunkowania myśli, znany warszawski antropolog, profesor Andrzej Wierciński, który w latach 1990 wziął udział w opublikowanej przez „Zielone brygady” dyskusji na temat sensu biblijnego nakazu „Panujcie nad Ziemią” (http://zb.eco.pl/bzb/8/). Napisał on na ten kontrowersyjny temat coś takiego:

Wraz z ‘rewolucją neolityczną’ i jej osiadłym trybem życia i przejściem na gospodarkę rolniczo-hodowlaną, nastąpiło narastanie dominacji adaptacyjnej strategii technicznej nad inicjacyjną wtedy człowiek poszedł drogą regresu ku małpie. Nieograniczona, niepohamowana ciekawość (nazywamy to wzniośle czystym poznaniem) eksploracja świata w celu skonsumowania go (wszystko zobaczyć, wszystkiego dotknąć, wziąć do ręki, nadgryźć) pogoń za ciągle nowymi przyjemnościami – to jawne cechy behawioru małpy raczej niż człowieka”.

Ja skontrowałem powyższą wypowiedź następująco:

« Muszę przyznać, że całkowicie utożsamiam się z opisaną przez profesora Wiercińskiego “wszystkiego ciekawą małpą”: praktycznie całe życie poświęciłem realizacji programu “nieograniczonej, niepohamowanej ciekawości, dążeniu do ‘czystego poznania’ oraz do eksploracji świata: wszystko zobaczyć, wszystkiego dotknąć, wziąć do ręki, nadgryźć każdy naukowy problem, każdą religię i każde cywilizacyjne tabu”. I z tej mej ‘czystej’ – a więc nie dyktowanej chęcią zysku, sławy, nagród i innych “spekulacji” – pogoni za przyjemnościami poznawczymi, nie wynikła żadna przecież katastrofa ekologiczna, której się Wierciński obawia w swych, nawołujących do ograniczenia curiositas, naukowych tekstach.

Na odwrót, piagetowska teoria rozwoju osobowości wskazuje, że dopiero wtedy gdy ludzie zaczną w sobie zaduszać swą endogenną “zwierzęcą” ciekawość, to automatycznie musi u nich nastąpić regres człowieczeństwa. Osoba, któr wskutek zachwalanej przez Wiercińskiego “inicjacji” (często określanej przez psychologów “kastracją umysłową”), zatraciła swą naturalną “małpią” ciekawość życia, jest po prostu kaleką. Tutaj zgadzam się z krytykowanym przez Wiercińskiego historykiem nauki, Lynn White, że to właśnie judeo-chrześcijańskie praktyki “inicjacyjne”, do tego stopnia okaleczyły osobowość zachodnich uczonych, że często nie są oni w stanie ani dostrzec, ani tym bardziej zrozumieć, najprostszych zjawisk z zakresu ich własnego rozwoju psycho-fizycznego. »

(To cytat z mej wypowiedzi „Wpływ idei darwinowskich na hipertrofię ambicji konsumpcyjnych”, opublikowanej w zbiorze Hladanie Ludskej Identity, Banska Bystrica FHV,UMB, 2004, strony 67-72; a także w książce „Młot na Rozum Liberalnej Demokracji”, wyd, Świadectwo, Bydgoszcz, 2007)

Dzisiaj bym do tej mej wypowiedzi dodał, że uczeni, którzy w swym zrozumieniu procesu ‘uczenia się’, nie biorą pod uwagę swych własnych doświadczeń w tym zakresie, są „samą biedą nauki” – by zacytować Jezusa z logionu nr 3 ET (przytoczonego skrótowo w koralu „1” CZERWONYM, powyżej naszkicowanego „różańca helleno-buddyjskiego”).

Pytanie nr 9:

Co Pan radzi ludziom, którzy chcą się dziś ochronić przed cywilizacją opartą na ideologii ślepego postępu technologicznego?

MG: Nie dać się „wykastrować umysłowo”, co praktycznie stało się obowiązkową procedurą „inicjacji”, w trakcie kariery naukowo-korporacyjno-politycznej (nie mówiąc już o kościelnej). Aby przed tym PRAWDZIWYM NIESZCZĘŚCIEM (patrz Jezus w logionie 3 ET) się zabezpieczyć, należy po prostu powtarzać tę „helleno-buddyjską mantrę”, wpisaną w ośmiokolorowe korale, powyżej proponowanego różańca – to jest zaledwie 70 słów w języku polskim. I tyle. (Przypominam, „koral 6GRANATOWY sugeruje, że poprzez takie systematyczne powtarzanie idei prostszych, samoczynnie pojawi się w naszych umysłach myśl, jak wyjść z impasu, w jaki zapchał nas komercyjny fanatyzm TPD Cywilizacji.)

M.G. 30 grudzień roku 102

po Wielkiej Proletariackiej Rewolucji Anty Judeo-Chrześcijańskiej

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s