Strona M. GŁOGOCZOWSKIEGO

Symbole religii NWO i ich żydo-twórcy

 

Pan Krzysztof Cierpisz z nie-polskiego Lundu (autor ciekawego – jako ze „odlotowego” – opracowania na temat inscenizacji rozbicia się „bliźniaka” prezydenckiego TU 154 w Smoleńsku), zastanawia się czy w przyszłości Czerwona Gwiazda Lucyferian nie zastąpi Czarnego (względnie Brązowego) Krzyża Krzyżowców. Podaje on przy okazji link do publicznej wypowiedzi jakiegoś księdza z okazji „usuniecie Polskiego (od kiedy jest on ‘polski’?) Krzyza ze Zwirowiska”

From: Krzysztof Cierpisz
Subject: Gwiazda zastąpi Krzyż
http://www.youtube.com/watch?v=vYo6AdTdf30

 

Słuchając tej znamiennej dla Rozumu Kleru wypowiedzi o zagrożeniu dla Polski w postaci

a. Gwiazdy Pięcioramiennej wciąż obecnej na pomnikach Armii Czerwonej, oraz b. Korony z 12 gwiazd na fladze UE,  pomyślałem sobie, iż w seminariach duchownych przyszli księża raczej zajmują się puszczaniem bąków niż solidnymi studiami tekstów Nowego Testamentu.

Nowy Testament to przecież podstawa zaplanowanego przed dwoma tysiącami lat Nowego Światowego Porządku, czyli w języku globalistów NWO.

By nie być tutaj gołosłownym, poszukałem trochę w Internecie i oto co znalazłem:

ad a.

Najciekawszy tekst nt. złowrogiej (dla kleru) Czerwonej Gwiazdy Komunistów znajdujemy w Apokalipsie 22, 16:
Ja, Jezus, posłałem mojego anioła, by wam zaświadczyć o tym, co dotyczy Kościołów. Jam jest Odrośl i Potomstwo Dawida, Gwiazda świecąca, poranna.
A więc to sam Jezus z Nazaretu, ręką piszącego swe psychodeliczne „Objawienie” św. Jana, przekazał nam z Zaświatów wiadomość, że o swym istnieniu będzie nam przypominał świecąc na bezchmurnym niebie jako Jutrzenka, Gwiazda Poranna, czyli planeta Wenus, kojarząca się z boginią miłości niekoniecznie platońskiej, jako iż po łacinie nazywa się ona Wenera.

Co więcej, w tym „diabelskim” Internecie możemy wyczytać, że: „W dawnym Rzymie termin Lucyfer stosowany był przez astrologów do określenia Gwiazdy Porannej, czyli planety Wenus (Wenery) … Słowo było najprawdopodobniej dosłownym tłumaczeniem greckiego phosphoros (Φώσφορος) – „niosący światło”. (Współczesne słowniki podają, iż do dzisiaj określenie ‘lucyfer’ dla planety Wenus używane jest w językach wywodzących się z łaciny, np. we francuskim i włoskim – MG.)  W nomenklaturze chrześcijańskiej imię to pojawiło się najprawdopodobniej po raz pierwszy w łacińskim przekładzie Biblii dokonanym pod koniec IV w. n.e. przez św. Hieronima ze Strydonu, zwanym Wulgatą. Znajduje się ono w Księdze Izajasza 14,12. W oryginalnym tekście hebrajskim występuje ono jako helel ben-szachar (הילל בן שחר po hebrajsku). Helel oznacza planetę Wenus, zaś ben-szachar to świetlisty syn poranka.

Po tym wyjaśnieniu symbolicznego znaczenia Czerwonej Gwiazdy,  anonimowy autor internetowego wpisu dodał: „dla mnie tam Lucyfer to pozytywna postać związana z rozumem i wiedzą, nie jest groźny, chyba że się ktoś go za bardzo boi (boi się poznania jako takiego) ja mam z nim dobry układ”.

No i mamy go, czerwonego diabła którego symbole od 75 już lat złowieszczo świecą na wierzchołkach czterech wież Kremla.

Poniższy link wskazuje do jakiego stopnia ten „lucyfer”, czyli planeta Wenus, jest związana z chrześcijańskimi rytuałami:

Planeta Wenus tajemnicą święta Przemienienia Pańskiego

 

Przy okazji. Sprawdziłem jak to jest z tym Pentagramem, w który została wrysowana Czerwona Gwiazda. Wynikło, że dopiero „pentagram odwrócony” kojrzony był z diabłem, do XV wieku pentagram „komunistyczno-rzymski” był  znakiem pomyślności:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Pentagram

 

——————————————————–

ad b.

Jeśli chodzi o równie złowieszczą „obręcz z 12 złotych gwiazd, która zadusi Polskę” (proszę posłuchać księdza straszącego lud na Żwirowisku http://www.youtube.com/watch?v=vYo6AdTdf30 ), to jest to nic innego jak…

Sztandar Maryi (oczywiście Zawsze Dziewicy)

Autorem projektu przyjętego przez Radę Europy był Arsene Heitz z Alzacji. Gdy odpowiedzialny za sprawę flagi europejskiej dyrektor służb prasowych Rady Europy Paul Lévy zaproponował mu zrobienie projektu, Heitzowi przyszło na myśl umieszczenie na fladze dwunastu gwiazd z Cudownego Medalika, znanego z objawień Matki Bożej św. Katarzynie Labouré w Paryżu (1830 r.), i umieszczenie ich na tle koloru maryjnego. Europejska flaga jest więc w zamyśle jej twórcy sztandarem Maryi, do której Kościół odnosi słowa biblijnej Księgi Apokalipsy św. Jana: „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12, 1). … (Paul) Lévy od początku zdecydowany był na „projekt maryjny” i starał się go przeforsować, unikając jednak odwoływania się do jego znaczeń religijnych. Przed głosowaniem w Komitecie Ministrów Robert Schuman i Konrad Adenauer modlili się razem w katedrze w Strasburgu przed znajdującą się tam figurą Niepokalanej w koronie złożonej z dwunastu gwiazd. Gdy 21 października 1956 r. po raz pierwszy na gmachu publicznym zawisła flaga europejska, budynkiem tym była właśnie strasburska katedra.

No i co, nie zamienia się nagradzana oklaskami mowa kapłana na Żwirowisku w mowę antychrysta, który straszy wiernych opowiadaniem, że „korona maryjna” na sztandarze Europy wręcz udusi Polskę? (Mnie ten sztandar UE się nie podoba, ale to z całkiem innego powodu, mianowicie zbyt przypomina mi on zdradziecką szatę czarnoksiężnika – MG)

————————————————

Ad c.

Znaczenie krzyża

Krzyż jest symbolem triumfu dobra. Przez jego cierpienia na krzyżu Pana naszego Jezusa Chrystusa zmyć grzechy ludzkości, podbił diabeł, śmierć i otworzył drogę do życia wiecznego dla człowieka. Krzyż jest świadectwem nieskończonej miłości Boga do grzesznego człowieka. Ale krzyż jest czymś więcej niż tylko symbol, ale posiada władzy duchowej.

Takie oto tłumaczenia (z angielskiego) znaczenia Krzyża Pańskiego możemy wyczytać dzięki Google.pl. Patrząc jednak z „lucyferianskiego” (tzn. dyktowanego przez Rozum i Wiedzę) punktu widzenia, to coś tutaj więcej niż „nie gra”. Ukrzyżowanie Jezusa z Nazaretu czyimż było bowiem triumfem? Przecież likwidacja, okrutną metodą ukrzyżowania osoby Rozumnej, odważającej się przekazywać innym swe cierpkie spostrzeżenia, jest złem samym w sobie, a zatem w jaki sposób to starożytne drewniane narzędzie tortur stało się symbolem dobra? Około pięćset lat temu William Szekspir zauważył, że istnieje martwy fetysz, który „zmienia złe na dobre, czarne na białe i podłe na szlachetne”, a jest nim po prostu Złoto oraz Pieniądz. Czy zatem krzyż, jako symbol Dobra, nie pojawił się wśród chrześcijan w V wieku jako wynik suto podsypanej złotem korupcji poznawczej starożytnego kleru?

Świecący nad ranem w bezchmurne noce „lucyfer Jezus” nauczał, że „po owocach ich poznacie ich”. I rzeczywiście, po zwycięstwie „Solidarności krzyżowników”, pieniądz jako marksowski „uniwersalny rajfur”, w postaci choćby polskich złotych (które za bezbożnych czasów PRL były pozbawione większej wartości), błyskawicznie odzyskał swą pełną Moc Sprawczą Budowniczego NWO. A zatem „wojownicy Krzyża”, choć w swym zaślepieniu często nie są tego świadomi, stanowią po prostu forpocztę systemu rządów Mamona, Boga Jedynego nie tylko Fenicjan oraz Żydów, ale i wszystkich na świecie Chciwców. „Przez krzyż do Bogactw i Pieniędzy” – i to bardzo dużych – to było zawołanie co znaczniejszych Zakonów Krzyżowych, a i dzisiaj od tego hasła się nie odżega ani Watykan ani „III Rzym” jakim chciała by być Moskwa. (Obecny patriarcha Wszechrusi Cyryl I to multimilioner*, który zrobił fortunę we wczesnych latach 1990 na imporcie do Rosji wódki, samochodów a w szczególności papierosów. Skądinąd na tym osobistym przykładzie moskiewskiego patriarchy widać jak podłych metod używały zakulisowe siły NWO by odbudować ekonomiczną potęgę kościołów na całym obszarze post-sowieckim, Polskę w ten proceder oczywiście włączając.)

*Patrz: “Importation of cigarettes. Journalists of the newspapers Kommersant and Moskovskij Komsomolets accused Kirill of profiteering and abuse of the privilege of duty-free importation of cigarettes granted to the Church in the mid-1990s and dubbed him „Tobacco Metropolitan”. The Department for External Church Relations was alleged to have acted as the largest supplier of foreign cigarettes in Russia Kirill’s personal wealth was estimated to be $1.5 billion by sociologist Nikolai Mitrokhin in 2004, and at $4 billion by The Moscow News in 2006.”

—————————————————————–

 

Punkt d.

Kto zaś wymyślił, że męczeństwem Jezusa na krzyżu będzie można zakamuflować machlojki żydo-twórców NWO?

Tu wciąż pozostaje nierozpoznana rola „ucznia czarnoksiężnika” – czyli ucznia rabina Gamaliela – znanego chrześcijanom jako Apostoł-Samozwaniec Paweł. 15 września br. pan „zbig”, sadząc po adresie internetowym zapewne z KUL, napisał do mnie:

„A jak Pan interpretuje „nawrócenie Szawła” i przeobrażenie się w św. Pawła?
Bardzo by nas to ciekawiło…”

Sprawa jest tutaj bardzo prosta i jako na model zachowania się „zakulisowego Sanhydrynu” przed dwoma tysiącami lat warto wskazać na współczesne metody walki z niepożądanymi ruchami społecznymi. „Jak nie potrafisz pobić ich, to się do nich przyłącz”. Pod tym hasłem, po przegranej wojnie w Wietnamie,  w połowie lat 1970-tych rozpoczęła się wymyślona przez Zbiga Brzezińskiego „epoka konwergencji” ustrojów kapitalistycznych oraz socjalistycznych. Wtedy to pojawił się słowiański papież, który napisał/podpisał nie tylko encyklikę „Laborem exercens” ale i „Solicitudo res socialis”.  I w zaledwie 15 lat później reżymy socjalistyczne zaczęły raptownie znikać z powierzchni Ziemi. Na podobnej zasadzie przebiegła kariera apostolska Szawła/Pawła. Jego nagłe “nawrócenie na drodze do Damaszku” było przecież wyreżyserowanym teatralnym chwytem z udawaniem chwilowej ślepoty. A historia „uwierzytelnienia misji Szawła”, przez zakamuflowanego wśród chrześcijan w Damaszku agenta Sanhydrynu Ananiasza, to przecież „klasyka” sprawnego działania tajnych służb od lat już tysięcy:

 

Ale jesteśmy jeszcze w Damaszku; i oto przychodzi Ananiasz na ulicę Prostą. Puka do bramy domu Judy, u którego mieszkał Szaweł.

„Szawle, bracie – rzekł wchodząc – Pan Jezus, który ci się ukazał na drodze, przysyła mię, by ci wzrok przywrócić i Duchem Świętym ożywić”. I włożył nań ręce i opadły łuski z oczu jego, a wstawszy ochrzczon jest.” Czyli pełen teatr.

Zaś dalszy ciąg „cudownego wyboru”, przez kolejne Sobory biskupów, do rozpowszechniania wśród chrześcijan tekstów samozwańczego apostola Pawła/Szawła — czyli jego „listów” ziejących nienawiścią do ludzi Wiedzy oraz Rozumu — to nic innego jak systematycznie powtarzana od stuleci historia niedawnego demokratycznego wyboru „tytoniowo-samochodowo-alkoholowego metropolity” Cyryla I-go na Patriarchę Wszechrusi (patrz komentarz powyżejdo pkt. c.)

Czy chwatit’ „lucyferiańskiech objaśnień” zarówno starożytnych jak i współczesnych historii budowy Nowego Światowego porządku (NWO) przez „sługi boże”?

———————————

Post Scriptum. Otrzymałem jeszcze jeden istotny komentarz do niniejszego opracowania symboliki NWO:

Pan „M.B.” komentując me pytanie, „Czy zatem krzyż, jako symbol Dobra, nie pojawił się wśród chrześcijan jako wynik suto podsypanej złotem korupcji poznawczej starożytnego kleru?”

zauważył:

Nie, nie w taki sposób – nastąpiło tzw. zmartwychwstanie Chrystusa, co wyjaśnił ów św. Paweł w liście do Koryntian:

(1 Kor 15,12-20)
Jeżeli głosi się, że Chrystus zmartwychwstał, to dlaczego twierdzą niektórzy spośród was, że nie ma zmartwychwstania? Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara. Okazuje się bowiem, żeśmy byli fałszywymi świadkami Boga, skoro umarli nie zmartwychwstają, przeciwko Bogu świadczyliśmy, że z martwych wskrzesił Chrystusa. Skoro umarli nie zmartwychwstają, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach. Tak więc i ci, co pomarli w Chrystusie, poszli na zatracenie. Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania. Tymczasem jednak Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli.

Ewentualną perspektywę „dobroci” zmartwychwstania każdy musi oceniać według własnych wyobrażeń co to jest „dobre życie”. W moim przpadku bardzo bym sobie nie życzył, aby ktoś mnie z grobu wyciągał. Żebym musiał jeszcze raz żyć i jeszcze raz robić to, co już kiedyś robiłem? A jak się nie podoła wyzwaniom, którym skutecznie stawiało się czoła w życiu przeszłym, zwłaszcza w młodym wieku? Przecież to będzie blamaż i zupełny brak satysfakcji ze wznowionego życia. A w dodatku  to będzie musiało być STRASZNIE NUDNE. Lepiej w swym aktualnym życiu robić coś ciekawego i pożytecznego (na przykład starać się robić durni z leniwych biskupów), niż bezmyślnie onanizować się marzeniem o życiu wiecznym – bo to po prostu niezdrowo i jak dotąd z tej wiary nic pozytywnego (oprócz opasłych brzuchów księży) nie wynikło.

Z teologiczno-filozoficznym (p)ozdrowieniem,

 

Marek Głogoczowski

www.zaprasza.net/mglogo

Gdańsk, dnia 20.09.2010

 

Dla zainteresowanych historią Polski (i Euroazji) przypominam, że umieszczony w moim logo obrazek przedstawia zaadoptowany przez 4 Pułk Piechoty Strzelców Podhalańskich „krzyżyk niespodziany„, występujący jako ornament starych chałup góralskich na Podhalu. Słowianie nazywali ten indo-europejski ornament „kołowrót„, jako iż jest to znak dynamiczny, reprezentujący nigdy nie kończące się (i nie mającego jakiegoś wyraźnego początku), cykliczne KOŁO ŻYCIA, zjawisko biologiczne całkowicie niezrozumiałe dla wyznawców wszystkich religii „abra(ha)micznych”, wyraźnie biorących swój prestiż z bezustannych zapewnień kleru, że świat miał swój POCZĄTEK, a zatem i niechybnie nastąpi KONIEC ŚWIATA. Ten „kołowrót życia” (w formie zarówno prawo jak i lewoskrętnej) przestał być  emblematem Strzelców Podhalańskich dopiero w roku 1945. Symbol swastyki był także znakiem rozpoznawczym pierwszych chrześcijan, w rzymskich katakumbach co najmniej do końca XIX wieku ponoć zachowanych było blisko tysiąc takich znaków, symbolizujących „dynamiczne” – jako że pobudzające do refleksywnego myślenia – światło promieniujące ze wszystkich Czterech Ewangelii. Ten zakazany obecnie symbol znajdujemy w wystroju niektórych starych kościołów, np. na murze kolegiaty w Kruszwicy „Powtarza się tutaj szczególnie motyw (greckiego) krzyża, my wytropiliśmy na południowej ścianie znak w kształcie zamkniętej swastyki – prastarego symbolu solarnego (tzw. crux gammata). Swastyka, zwana „wirującym krzyżem”, była dla chrześcijan znakiem chroniącym przed szatanem.”

Reklamy

15 uwag do wpisu “Strona M. GŁOGOCZOWSKIEGO

  1. Marku, nie będę dyskutował z Tobą tu, na tym pseudo-narodowym portalu. Żyjesz i myślisz tak, jak uważasz za słuszne dla Ciebie, ale nie przeszkadzaj swoim natrętnym i bezbożnym myśleniem i pisaniem żyć po ludzku ludziom. Idąc tokiem Twojego myślenia nie byłoby ani poezji ani muzyki ani teatru ani bajki …. Dargomyżskij nie skomponował by „Rusałki” a Rimski-Korsakow”Zołotogo Pietuszka” ani obrazów ani.. ani… a życie byłoby jednym wielkim zgorzknieniem, smutą i najwyżej seksem, wielkim bezsensem do którego sam się zbliżasz, jak widzę pisząc takie niekiedy bzdury, wybacz!

    Dodam jedynie, że dla mnie do dziś dzieciom prezenty przynoszą aniołki 🙂 )
    Pozdrawiam, Wiktor

    Polubienie

  2. Cenie moralne prawo do odmiennego od mojego zdania czy przekonania ale pod warunkiem ze jest ono formulowane zgodnie z nastepujacymi regulami;
    1) Szanuje przekonania innych osob a zarazem przyjmuje ze kazdy z nas ludzi moze mylic sie; a wiec nalezy zachowac konieczny dystans do swoich tez (szczegolnie tak radykalnych jak Pan formuluje) i formulowac je w szanujacej odmienne przekonania formie np. „wydaje sie” .Nalezy podac argumenty zarowno wlasne jak tez oponentow, a nie podawc swoje twierdzenia w formie podobnej do aksjomatow w matematyce-bez dowodu.
    2) Rozwazam zarowno argumenty przemawiajace za moja teza jak tez przeciw niej-a tego rodzaju refeksji niestety zupelnie pozbawiony jest tekst panski,
    3) Kieruje sie zasadami logiki, Tego niestety nie mozna stwierdzic zarowno w odnieseiniu do poprzednich panskich bredni nt. Chrystusa jak tez w obecnym tekscie-chociazby tylko biorac pod uwage to ze sw.Pawel dobrowolnie odwolal sie do sadu samego cesarza w sytuacji w ktorej mogl uniknac smierci. Wystarczy prosta logiczna analiza (ktorej zupelnie brak w sformulo-wanej niezaleznie od faktow panskiej tezie na gruncie negatywnych emocji przeslaniajcych )-aby dojsc do wniosku ze bez glebokiego przekonania ze wiara w Jezusa jako Zbawiciela a zarazem Boga gwarantuje mu zycie wieczne- zapewne nie zdecydowal bysie Pawel na smierc.
    Jezeli Pan Glogoczowski jest przekonany o skusznosci swojej insynuacji dotyczacej Szawla to moze udac sie np.do Mekki i pielgrzymujacym tam wyznawcom Islamu (w zrozumialym dla nich jezyku) zaprezentowac swoje twierdzenie ze Bog=Allach jego zdaniem nie istnieje. Nawet najbardziej wierzacy w nie istnienie Boga ateista-jezeli tylko zachowuje zdolnosc logicznego myslenia-musi dojsc do wniosku ze apostolowie i setki innych swiadkow zmartwychwstania Chrystusa musieli byc tego pewni i przekonani o tym ze osiagna zycie wieczne- skoro wszyscy dobrowolnie poniesli smierc za wiare- a i obecnie najwiecej wyznawcow ktorzy sa mordowali to sa wlasnie chrzescijanie (w niektorych krajach islamskich np.w Iraku, Nigerii, Sudanie , Pakistanie i nie tylko bo tez w niektorych rejonach Indii, itd). Czy swiadectwo dawane po przez najwyzsza ofiare nie jest swiadectwem najbardziej przekonywujacym? Poza tym najlepszym sprawdzinem wartosci zasad jest ich stosowanie w praktyce spolecznej. Zasada wzajemnej milosci- jak wiemy- nie jest latwa do stosowania. Czy mozna jednak wskazac inna zasade ktora by sprzyjala dobrym relacjom miedzy ludzmi i oczywiscie przy konsekwentnym jej stosowaniu prowadzila do powszechnego tak wielkiego uznania jakim cieszyla sie np.matka Teresa z Kalkuty czy brat Roger z Taize?
    Proponuje pocwiczyc podobna do ich postawe szczegolnie po przez niesienie w Nowym Roku takiej formy pomocy ludziom w ciezkiej sytuacji, ktora Pan obiektywnie moglby udzielic. Zycze zeby przekonal sie Pan ze tego rodzaju ludzkie odruchy na prawde dadza Panu wiecej satysfakcji, niz nieudolne proby wykazywania swojej pseudointelektualnej wyzszosci w porowannaiu np.ze sw Maksymilianem Kolebe czy innymi prawdziwymi wyznawcami i nasladowcami Chrystusa. Zycze poprawy stanu emocjonalnego i zdrowia. Zyczliwy Jan

    Polubienie

  3. @Jan
    Wystarczy prosta logiczna analiza (której zupełnie brak w sformułowanej niezależnie od faktów pańskiej tezie na gruncie negatywnych emocji przesłaniających)-aby dojść do wniosku że bez głębokiego przekonania że wiara w Komunizm jako źródło zbawienia ludzkości gwarantuje mu życie wieczne w pamięci pokoleń wraz z Leninem Wiecznie Żywym — zapewne nie zdecydował by się Stachanow na zaharowanie na śmierć.

    Polubienie

  4. BARDZO INTERESUJĄCE, SZCZEGÓLNIE GENEZA FLAGI JEW-EUROPEAN UNION…

    CÓŻ, TO JUŻ ŚREDNIOWIECZNE RYCERSTWO ZAKONU KRZYŻACKIEGO SWĄ NAZWĄ NAWIĄZYWAŁO (ZAKON SZPITALA NAJŚWIĘTSZEJ MARII PANNY DOMU NIEMIECKIEGO W JEROZOLIMIE) DO KULTU MARYJNEGO.

    W XX WIEKU PODCHWYCILI TO EUROPEJSCY KOMISARZE, ALE RÓWNIEŻ NASI RODZIMI RADIOWCY…
    TAK, ŚLICZNA ŻEŃSKA BUŹKA, ZDROWE KSZTAŁTY ZAWSZE DOBRYM MARKETINGOWYM – MAGNESEM. NIE TYLKO WIDAĆ W REKLAMIE…

    Polubienie

  5. Powiem tak, co do zasady manipulacji w zakresie religii zgadzam się w 100%. Była kiedyś świadomość, którą rozerwano na wierdzę i wiarę i w ten schizofreniczny wyłom wbiło się całe mrowie pośredników tzw. „spekulantów”. I teraz ekspansywnie koncentrują, uprzednio przez siebie – skutecznie i konsekwentnie – ujednolicany kapitał kołowacizny i zakłamania.

    Niemniej, głoszoną przez Pana tu i ówdzie – swego rodzaju apoteozę, no własnie czego, komunizmu sowieckiego, czy może socjalizmu typu, np. „kanadyjskiego”, jak definiuje to Pan Łoboda, muszę poddać w watpliwość.
    O ile czasy rewolucji socjalistycznej traktować jako swego rodzaju (w końcowej oczywiscie fazie i dla tych, którzy umieli to wykorzystać bez brudu świadomosci) romantyczne i swego rodzaju „rock n’rollowe” – w pozytywnym nie skokakolizowanym i zmagdonaldyzowanym tego zwrotu ujęciu – spowolnienie krucjaty w/w zdarzeń (czyli globalnych i intencjonalnych następstw tego rozerwania świadomości), to nie zgłaszam sprzeciwu, ale w innym przypadku, oczekuję, o ile mogę na to liczyć, rozwiniecia uzasadnienia.
    Pozdrawiam, jednego z nielicznych publikujących Myślicieli.
    Ps ostatni wpis P. Michalkiewicza, w kwestii poczty, nie ma zadnego znaczenia.

    Polubienie

  6. „Jan” napisał:

    „Zasada wzajemnej milosci – jak wiemy – nie jest latwa do stosowania. Czy mozna jednak wskazac inna zasade ktora by sprzyjala dobrym relacjom miedzy ludzmi …?”

    Oczywiście że jest. jest to całkowicie laicki „imperatyw kategoryczny” Immanuela Kanta, sprowadzajacy sie do zasady „nie czyń drugiemu, co tobie niemiło”.

    Bo przecież z odwołujacej się do „cnoty egoizmu” zasady „miłuj bliźniego jak siebie samego” wynika, że jak rzeczony „Chrystus Zbawiciel od Rozumu” – zapewne z milości wlasnej do tak zwanego masochizmu – kazał sie na krzyżu powiesić (tak interpretuje tę sprawę ewangelista św. Jan), to takiego samego samo-okaleczania się życzył on swym wyznawcom. Czego epikurejczycy, czyli wyznawcy etyki rozumnego hedonizmu, polegajacego na „unikaniu cierpień”, nigdy mu nie wybaczą.

    Stąd np. muzułmanie twierdzą, że apostolom sie tylko zdawało, że na krzyżu zawisł Jezus, w istocie rzeczy na krzyżu zawisł zdrajca Judasz – bo Allah przecież jest sprawiedliwy wyraźnie inaczej niż ten „Bóg” żydochrześcijan, ktory dla „usprawiedliwienia” (odkupienia, zakamuflowania, zmazania) swych zbrodni, na krzyżu kazał powiesić wlasnego, prawdę mówiącego Syna…

    Polubienie

  7. Płytkie to, autor zresztą sam najlepiej posumował swą postać: „Lepiej w swym aktualnym życiu robić coś ciekawego i pożytecznego (na przykład starać się robić durni z leniwych biskupów), niż bezmyślnie onanizować się marzeniem o życiu wiecznym”, chełpliwe i dziecinne. Sam jestem ateistą, który kiedyś zwalczał słownie poglądy Katolików, lecz zmądrzał. Kiedyś wychodziłem z założenia, że każdy musi wypracować sobie własny system wartości, błąd mój polegał na tym, że to utopia, promil społeczeństwa jest zdolnych to uczynić, a do tego ma na tyle czasu i chęci aby to się stało możliwe. Efekt jest taki, że tworzy się fala prymitywizmu nic nie mającego wspólnego z oświeceniem, większość ludzi którym zabierzesz religię przekształca się w bezkształtną masę mięsa mało mającą wspólnego z przymiotami człowieczymi. Dlatego obecnie toleruję religie, będącą czynnikiem zasiewającym ład w społeczeństwie, jako nośnik praw moralnych, czego nie może zapewnić żadna inna instytucja świecka.

    Polubienie

  8. do moralnosc a ateizm,

    oj proszę Pana
    to nie jest płytkie,to jest DNO!

    @Swastyka, zwana “wirującym krzyżem”, była dla chrześcijan znakiem chroniącym przed szatanem.”@

    Polubienie

  9. ZABIJANIE MÓZGÓW BEZRUCHEM – część 3 z 3

    http://markglogg.eu/?p=482

    Część 2 z 3: http://markglogg.eu/?p=466;

    Tekst części 1A (z 3) na https://wiernipolsce.wordpress.com/2012/10/28/6046/

    Tekst części 1B (z 3) na http://prawda2.info/viewtopic.php?t=21069 z komentarzami
    Boży Plan „wypróżnienia świata” z Inteligencji by móc nad nim zapanować

    czyli

    o tym, jak zrozumienie metafizycznego Procesu (Re)Generacji zostało zaduszone Teologicznym Procesem Zbawienia metodą kenozy, „wypróżniania się z życia” dla łask Boga-Pieniądza

    ***

    Powtarzam jeszcze raz. Wskazany w zakończeniu części 2 z 3 obecnego tryptyku, PEWNIK BIOLOGII, zwany też znienawidzonym przez H-GMO (d. homo imbecilis) PRAWEM LAMARCKA, jest nieskończenie bardziej pewny niż bezmyślnie powtarzany przez chrześcijan, od 17 już stuleci dogmat iż jest Jeden Transcedentalny Bóg w Trzech Równych Sobie Osobach, z których jedna jest mgławicowym Duchem. Pewnym bowiem jest, że wszystkie Istoty Ożywione (franc. Etres vivants) są manifestacjami tego samego, Jedynego i Odwiecznego metafizycznego (tzn. pozafizycznego) Bytu, który nosi łacińską nazwę INTELIGENCJA. Ta inteligencja Żywiny (gr. Zoon) przejawia w zhierarchizowanej Trójcy Procesów, wspólnych dla wszystkich jej przedstawicieli, bakterie w to włączając. Jest to Regeneracja → Nadregeneracja i → Asocjacja, w skrócie po polsku RNA. (Po francusku może to być RMP: „la Reéquilibration Majorante des Perturbations” by użyć terminologii Jeana Piageta). Ten PROCES PRZEZWYCIĘŻANIA WYZWAŃ ZE STRONY ŚRODOWISKA Barbara McClintock nazwała „Genome Responses to Challenge” w referacie wygłoszonym przez nią 29 lat temu z okazji otrzymania Nagrody Nobla z Biologii.

    *

    Jeśli przyjmiemy za Jeanem Piagetem, że „inteligencja to zdolność rozwiązywania problemów”, to w społeczeństwach dawniej zwanych burżuazyjnymi, a dziś określanych eufemizmem „obywatelskich”, w których najbardziej ogólnym celem życia jest zapewnianie sobie maksymalnego komfortu oraz bezpieczeństwa (stąd właśnie ten hiper-rozwój ekonomii), konieczność „rozwiązywania problemów” kształcąca wyższe poziomy inteligencji, jest bardzo systematycznie eliminowana. Na przykład w obecnej sytuacji, gdy większość chorób zakaźnych daje się leczyć antybiotykami, a środowisko można w miarę skutecznie odkażać za pomocą detergentów, nie wydaje się być potrzebnym rozwój wewnętrznych ludzkich zdolności do pokonywania zewnętrznych zagrożeń (czyli rozbudzania inteligencji) naszego układu odpornościowego – stąd te na pozór racjonalne głosy, by zaniechać szczepień, jako że w najbardziej wysterylizowanych krajach wytępiono już większość infekcjogennych bakterii.

    Endogenne zatem zdolności ludzkich organizmów, nie mając bodźców do ich pełnego się wykształcenia, po prostu zanikają. Dokładnie tak jak zanika, w krajach w których mieszkańcy nigdy nie doznają głodu, zdolność coraz większej liczby obywateli do wytwarzania hormonu insuliny, niezbędnego do odzyskania przez organizm cukrów zgromadzonych w wątrobie. Nie używane, wyspecjalizowane w najrozmaitszych czynnościach komórki oraz tkanki, zatkane swymi produktami które „nie mają zbytu”, po prostu ulegają apoptozie, samounicestwieniu, zjawisku trochę podobnemu do samobójstw osób nagle pozbawianych pracy, do której się oni przyzwyczaili.

    Bezustanny dobrobyt – i to przesiąknięte obłudną ckliwością „matczyne ciepełko” charakteryzujące życie w nowoczesnym luksusie – nie są na dalszą metę zbyt zdrowe. Pamiętam jak w wieku lat jedenastu czytałem u mych dziadków w Zakopanem stalinowski „Kalendarz Rolniczy na rok 1953”, w którym był cały artykuł pod tytułem „Zimny wychów cieląt”. I sam wtedy, chodząc do miejscowej szkoły tylko w swetrze z owczej gryzącej wełny przy -20 stopniowym mrozie, sobie z dumą myślałem, że jestem takim „cielęciem” hodowanym na zimno. I coś niewątpliwie z tej stalinowskiej dumy we mnie pozostało, bo do dziś nadziwić się nie mogę, jak to przystosowawczo skretyniali, w burżuazyjnych oparach „miłości do komfortu, techniki oraz pieniądza” (kult T-P-D) młodsi ode mnie, ale już dojrzali ludzie, zupełnie utracili zdolność do samoobserwacji skąd się bierze – a raczej brała się w okresie ich młodości –zdolność do przezwyciężania najrozmaitszych zagrożeń ich zdrowia, chociażby poprzez ekspozycję na zimno.

    To postępujące, przystosowawcze skretynienie H-GMO w znacznym stopniu bierze się… z czytelnictwa gazet. Jak to zauważył główny ideolog Wielkiej Prywatyzacji Świata, George Soros, badania statystyczne wskazują, że większość ludzi nie myśli nic więcej niż to, co w gazetach wyczyta i w telewizji oraz radio usłyszy. A gdy mass-media „młócą” bez przerwy reklamy zachwalające coraz bardziej wyszukane środki ułatwiające przeżycie, to nic dziwnego, że na pozór wykształcone osoby zupełnie zapomniały i o nadregeneracji organów przymuszonych do pracy i o prawie Paracelsusa (doza tworzy lekarstwo względnie truciznę) i o spartańskim wychowaniu mężnych obywateli. Bohaterami naszych „solidarnościowych” czasów stały się jakieś obłąkane chciwością, podobne do biblijnego Jakuba-Izraela wypierdki, które czy to szwindlem sprywatyzowały jakieś majątki, czy też zrobiły szmal oraz karierę na „wpychaniu” naiwnym masom odurzających narkotyków – narkotyki techno-elektroniczne, oraz te wywołujące upojenia religijne, w to oczywiście włączając.

    Mózgobójczy „wirus” ukryty w tekstach Pisma Świętego obu Testamentów

    Ta wrogość do jednostek mniej uzależnionych od komfortów domowego życia – a zatem o bardziej sprawnych organach ruchu i o bardziej wyćwiczonych w obserwacji świata zmysłach – jest bardzo wyraźnie zaakcentowana w starotestamentowych opowieściach o praojcu pobożnych izraelitów, spokojnym, prawie autystycznym egoiście Jakubie, „lubiącym wysiadywać w namiocie” oraz o „zręcznym i emocjonalnym myśliwym Ezawie-Edomie”, z wyraźnym wskazaniem, którego z tych braci bliźniaków Bóg miłuje. I tę „mojżeszową” bożą nienawiść do wszystkich poznawczo bardziej samodzielnych osobników, umiejętnie podrzucił naiwnym chrześcijanom, w swych „Listach” żydowski przechrzta, współ-morderca hellenizującego przywódcy chrześcijan św. Szczepana, faryzeusz i skryba znany jako Święty Paweł. (Patrz wstęp po angielsku do „Wojny bogów” napisanej już 17 lat temu: God Loves the Greedy and the Corrupt.)

    Na zakończenie zatem tego eseju o zabijaniu mózgów bezruchem myśli – i o tego „teologicznego procesu kenozy/apoptozy” zgubnych dla ludzi i świata skutkach – chciałbym jeszcze raz wskazać, gdzie jest zawarty ten podstępny wirus, który od stuleci jest roznoszony po całym świecie przez kler urzeczony „mądrością bożą” samozwańczego apostoła. Bo właśnie z tych, wypchanych agape, czyli miłością bożą „Listów pasterskich” się bierze obecna degrengolada ludzkości, coraz bardziej przypominającej monstrualny, nisko zróżnicowany, konsumpcyjnie hiper-agresywny Planetarny Tumor.

    Jednym z tych, na pozór zachęcająco wyglądających „wirusów wiary”, jest rozpowszechnione przez rzeczonego agenta/apostoła przekonanie o równości wszystkich ‘w oczach boga’: „nie będzie już więcej ani Żyda ani Greka, ani pana ani niewolnika, ani mężczyzny ani kobiety”[i]. Gdy spojrzymy na tę „dobrą nowinę” o przyszłościowej dedyferencjacji (od-różnicowaniu się, ujednoliceniu się, zrównaniu) narodów, statusów społecznych oraz płci, z punktu widzenia Pewnika Biologii, to od razu dostrzeżemy, że ukryty tu jest podstęp. Mianowicie zrównanie w prawach obywatelskich osoby dzielnej i o wieloletnim doświadczeniu w zdobywaniu wiedzy, z osobnikiem umysłowo karłowatym, ale za to chciwym pieniądza a nie wiedzy, automatycznie spowoduje, że w społeczeństwie zaczną dominować dość obrzydliwe kreatury tego drugiego rodzaju.

    Co w istocie natychmiast nastąpiło w rezultacie kolejnych rewolucji burżuazyjnych w Europie wieku XIX-go, rewolucji oczywiście wypchanych „paulińskimi” hasłami równości oraz wolności. To, co w starożytności określano terminem „virtus” (dosł. męstwo”) i co było formalnie Najwyższą Cnotą w Imperium Romanum obróciło się w swe totalne przeciwieństwo w rezultacie niedawnej, dokonanej w imię Praw Człowieka Embrionalnego, Wielkiej Rewolucji Żydowskiej przełomu XX i XXI wieku: „kobieca miękkość” zwana poprawnością polityczną, jest obowiązkowym dziś „ubraniem” zarówno polityków jak i publicystów prostytuujących się przed Bogiem o imieniu Pieniądz. I nie inaczej to wygląda w nisko uposażonych klasach społecznych, gdzie pracownicy obowiązkowo muszą się płaszczyć przed ich „życiodajnym” pracodawcą. Jak to już pisałem kilkanaście lat temu w „Otium i negotium”, mikromózgowy i małoduszny, zachowujący się jak potrafiący trwać całymi dniami w bezruchu beznogi wąż-dusiciel, Jakub-Izrael prawie kompletnie zadusił szczerego i wielkodusznego Ezawa-Edoma, do którego to „przeklętego przez boga” podgatunku zwierząt i ja należę.

    Teologia Procesu Zbawienia… od logicznego myślenia

    Są i dalsze konsekwencje preferencji „boga Izraela” dla osób chciwych i małodusznych. Mianowicie INTELIGENCJA – czyli symboliczny bezosobowy „Bóg Stwórca”, tkwiący we wnętrzu wszystkich tkanek wszystkich istot ożywionych – jest dynamicznym PROCESEM REAKCJI na „ciosy” (bodźce) jakie żywy organizm odbiera z otoczenia. Otóż słowo „proces” występuje także w mało znanym w Polsce określeniu Teologia Procesu, oznaczającym „współczesny nurt teologiczny inspirowany przez filozofię procesu Alfreda Northa Whiteheada[ii]” (Wikipedia). Popularne wśród protestanckich teologów w USA, określenie „teologia procesu” jest jednak mało eleganckim niedomówieniem, jako że procesów mamy tysiące, łącznie z tymi w sądach. (Stąd właśnie, gdy specjalizujący się w etyce protestanckiej mój kolega dr hab. Mirosław Patalon nadesłał nam, pięć lat temu na Akademii Pomorskiej w Słupsku, taki właśnie dziwny tytuł swego wystąpienia na konferencji Instytutu Filozofii, to nie wiedzieliśmy co to jest i czy nie jest to błąd pisarski. Na wszelki wypadek w informacji o konferencji zapisaliśmy tytuł jego wystąpienia jako „Teologia protestantyzmu” – i w sumie nieźle trafiliśmy w sedno rzeczy.)

    Gdy jednak coś jest dla ucha mało estetyczne, to z metafizycznej zasady Trójjedni Piękna, Prawdy i Dobra wynika, że z tym „coś” jest coś nie tak. I dotyczy to w szczególności ‘teologii procesu’. Mamy przecież nie tylko biologiczne procesy twórcze, z konieczności metafizyczne, przez Platona w „Fajdrosie” skojarzone z odwiecznym bogiem Erosem. Mamy także w biologii procesy ściśle fizyczne o kierunku przeciwnym, określane mianem de-formacji, rozkładu, korupcji, dekonstrukcji czy wręcz „wypróżniania się z życia”, kenozy, rodzaju powolnego samobójstwa, będącego ludzkim przejawem bardziej ogólnego zjawiska, zwanego apoptozą. Te degeneratywne zjawiska przebiegają zgodnie z termodynamicznym prawem statystycznego wzrostu entropii, prawem przewidującym z czasem rozpad niezdolnych do auto-regeneracji bardziej złożonych form na ich prostsze elementy. I zapewne o te, jak je określił Whitehead ‘poza metafizyczne’– czyli logicznie, ściśle fizyczne[iii] – procesy, będące przejawem specyficznej „miłości boga Izraela do świata”, w charakterystycznej dla nowomowy USA doktrynie ‘teologii procesu’ chodzi.

    Już wskazaliśmy, że „bóg” apostoła Pawła w ukryciu nienawidzi osób starających się o pełniejsze, niż to podane w Biblii, zrozumienie świata oraz bogów, a nawet i nas siebie samych. A zatem warto w tym miejscu po raz wtóry przypomnieć nielubianego przez Ojców Kościoła Epikura, który bogom naznaczył całkiem praktyczną rolę wzorców zachowań, które należy starać się naśladować. (Na przykład bogini Atena dla Ateńczyków była wzorem rozsądnego męstwa oraz mądrości: vide Sokrates, vide Platon, vide Ksenofont, vide Aspazja.) A jakiegoż to boga, według nauk świętego Pawła, mają chrześcijanie naśladować? Otóż Apostoł wyraźnie stwierdza „niczego nie chcę znać wśród was tylko Chrystusa i to ukrzyżowanego” (1 Kor 2,2). I oczywiście „mamy odwzorowywać w swym ciele Jego konanie” (2 Kor 4,10-11; Flp 3,10; por. też 2 Tm 2,11). Co zresztą hipokryta i komediant Szaweł vel Paweł deklaruje się sam z sobą robić „Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata” (Ga 6,14).

    Oparty na wychwalaniu procesu kenozy – czyli wypróżniania się z życia –przytoczony powyżej plan działalności edukacyjnej świętego Pawła, nie jest piękny. Trzeba wręcz powiedzieć, że jest to wstrętny program korupcji poznawczej psychopaty i półgłówka, któremu się zdawało, że jak „będziemy nosić w sobie konanie Jezusa, to objawi się w nas jego życie” (2 Kor. 4; 10). Co jest ewidentnym kłamstwem, bo z TEOLOGII PROCESU KONANIA może się tylko objawić nam ŚMIERĆ – co zresztą się obserwuje, zwłaszcza w USA, w postaci tak zwanej „zombifikacji” zapracowanej, żyjącej dla Mamona ludności[iv]. I taki oto wstrętny żydowski psychopata i półgłówek doczekał się uwielbienia w Kościele Powszechnym, zwłaszcza wśród sekt o charakterze protestanckim. Ta akceptacja korupcji poznawczej 13 apostoła nastąpiła już na „jarmarcznym”[v] Soborze w Nicei w roku 325 kiedy to zaakceptowano, jako pisma kanoniczne Nowego Testamentu, jego „Listy”. Nie trudno się domyślić, że te zatrute „bezwarunkową miłością bożą” pisma były rozpropagowane wśród biskupów przez tajne agentury zbudowanych na receptach judaizmu „proto-krzyżowych” zakonów[vi]. Zamaskowanych oficjalną dobroczynnością starożytnych korporacji chcących sobie, za pomocą „Chrystusa ukrzyżowanego”, przywłaszczyć mienie zrabowane poganom.

    Pisałem o tym szerzej w „Tractatus theologico-philosophicus” przed 9 laty, a tutaj tylko przypomnę, że o zbawczej roli męczeńskiej śmierci Jezusa z Nazaretu, poniesionej dla zakamuflowania („zmazania”) zbrodni świata chrześcijańskiego, informował „Hebrajczyków”, gdzieś w połowie II wieku, anonimowy entuzjasta doktryny Apostoła:

    11 Ale Chrystus, zjawiwszy się jako arcykapłan dóbr przyszłych … przez własną krew wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego, zdobywszy wieczne odkupienie. 13 Jeśli bowiem krew kozłów i cielców oraz popiół z krowy, którymi skrapia się zanieczyszczonych, sprawiają oczyszczenie ciała, 14 to o ile bardziej krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę, oczyści wasze sumienia z martwych uczynków … (rozdz. 9).

    Jak z powyzszego fragmentu widać, w TEOLOGII PROCESU ODKUPIENIA, Jezus z Nazaretu potraktowany został przez myślących praktycznie „paulinistów” jako rodzaj „nad krowy”, której złożenie w ofierze ma moc oczyszczania sumień (a zatem i wyciszania centrów nerwowych powodujących wyrzuty sumienia), byłych i przyszłych misjonarzy-konkwistadorów, bożych rozbójników („rabów bożych”) działających w imieniu tego przybitego do krzyża kozła ofiarnego, inteligentnie „barankiem bożym” przez nich nazywanego. A jak przestępca wie, że ‘dzięki bogu’ uniknie kary, to nie zawaha się dokonywać nawet najpotworniejszych zbrodni: to przecież w imię Chrystusa Zbawiciela Anglosasi oczyścili, zaledwie sto kilkadziesiąt lat temu, z „bezbożnych”, nie znających własności prywatnej ludów tubylczych, praktycznie cały Kontynent Północnoamerykański. Zamieniając w znacznej mierze ten wcześniej Piękny Kontynent, zgodnie z planem „prostowania ścieżek Pana”, w pokrytą asfaltem pustynię, poprzetykaną stacjami benzynowymi oraz odrażającymi budami z hamburgerami. I ta konkwista w imię Boga Pustogłowia trwa nadal, a przykład jak skutecznym jest Nowe Przymierze Pieniądza i Krzyża, dał nam, przypomniany przeze mnie w części I obecnego Tryptyku, sojusz Tronu i Ołtarza, w formie spisku prezydenta USA Ronalda Reagana ze „słowiańskim” papieżem Karolem Wojtyłą. Spisku zaaranżowanego przez CIA bezpośrednio po „nieudanych” na te głowy państw zamachach w 1981 roku.

    Patrząc z pewną dozą humoru na powyższy Pomnik Wdzięczności za Wyzwolenie Polski do Władzy Mamona, jaki postawiono w parku na gdańskim Przymorzu, pozwolę sobie zauważyć, że symbolizowane przez te dwie postacie Przymierze Dolara i Krzyża dla Zagospodarowania Dóbr Przyszłych (patrz „List do Hebrajczyków” powyżej), rzeczywiście zadziałało cudownie. Jednym – tym przez Boga Umiłowanym – zaczęły po prostu „sikać” Pieniądze, tym zaś drugim, znienawidzonym przez boga jak ten biblijny Ezaw, ostał się tylko Krzyż Pański do końca ich życia.

    *

    I co ma do powiedzenia, na temat tej staro-nowej rzeczywistości Nowotworu Kapitalizmu Marks Karol, który zrobił doktorat z bezbożnego hedonisty Epikura, nauczającego takich na przykład, szkodliwych dla rozwoju gospodarki rynkowej, bezeceństw: „Jeśli chcesz człowieka uszczęśliwić, nie dodawaj nic do tego, co posiada, ale ujmuj mu kilka z jego życzeń.”?

    „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody … Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przekazałem” (Mt. 28, 19)

    [i] „Nie będzie już więcej ani Żyda ani Greka, etc.” to cytat z Listu do Galatów 3,28; nie trudno tutaj dostrzec, że obecne, obowiązkowe także w Polsce „marsze równości”, połączone ze zwalczaniem antyżydowskiej ksenofobii i NATO-wskimi bombardowaniami „dyktatorów”, to jest dokładna realizacja „planu boga” wyjawionego przez apostola Pawła, wcześniej znanego jako Szaweł z Tarsu – patrz tekst na ten temat o. Jacka Salija, skądinąd dominikanina pochodzenia „przez boga wybranego”.

    [ii] „Według Whiteheada – wszystkie zdarzenia (a więc także ukonstytuowane przez te „cegiełki” względnie trwałe rzeczy i osoby) są ze sobą powiązane różnego rodzaju związkami. Świat jest wielkim organizmem, którego części „czują się” wzajemnie, zachowują pamięć o przeszłości i antycypują przyszłość. Procesy tworzą nową rzeczywistość, w której pojawiają się nowe wartości. Źródłem nowości, celowości i wolności procesów jest Bóg. On dostarcza ostatecznych racji dla ładu i harmonii, w Nim zdarzenia znajdują swój cel. … Stanowisko Whiteheada (zwane niekiedy panenteizmem) zakłada immanentna obecność Boga w świecie, przyjmując jednocześnie, że jest On również nieskończenie transcendentny wobec stworzenia, czyli w niewyobrażalny sposób je przewyższa (dotyczy to przede wszystkim Jego ogarniającej wszystko, ale też wszystko przekraczającej miłości)…” (Z http://www.jednota.pl/archiwum/teksty-rozproszone-/626-teologia-procesu)

    [iii] Dosłownie, według Whiteheada „Bóg jest ponadczasowym, ostatecznym odbiorcą wszystkich aktualizacji, które zgodnie ze swoją naturą harmonizuje, a następnie spożytkowuje w dalszym twórczym rozwoju kosmosu. Bóg nie jest więc wyjątkiem od zasad przyrody, lecz raczej ich szczytową egzemplifikacją. Powiązany licznymi węzłami ze światem. Bóg jednocześnie radykalnie przekracza metafizyczne struktury.” Otóż z definicji mamy ścisłe rozgraniczenie miedzy strukturami/procesami/zjawiskami metafizycznymi – czyli poza fizycznymi – a fizycznymi, przy czym te dwa zbiory obejmują, też z definicji, całość istniejących zjawisk/procesów/struktur. Gdy zatem „Bóg” ma charakter meta-meta-fizyczny, to automatycznie należy do zbioru „pozbawionych metafizyki procesów fizycznych”. A zatem ten „bóg” Whiteheada to dość dobrze znany nam zbiór Praw Fizyki, a w szczególności II Zasady Termodynamiki stwierdzającej, że wszystkie bardziej złożone urządzenia muszą z czasem ulegać korupcji. I to jest właśnie ten ściśle fizyczny Mamon, zwany także Pieniądzem lub Złotem, „bóg” zarówno Starego Testamentu jak i apostoła Szawła/Pawła, który „bezgranicznie kocha” potomków skorumpowanego Jakuba, a nienawidzi sprawnych w zakresie twórczego posługiwania się logiką potomków Ezawa.

    [iv] Charakterystyczna dla super-pobożnych chrześcijan zasada ciągłego umartwiania się, musiała prowadzać do atrofii u takich, lekko obłąkanych osób, całych połaci kory mózgowej odpowiedzialnych za skojarzenia szersze niż te dopuszczalne przez „sola scriptura”, czyli cenzurę Pisma Świętego. Co więcej, zalecane w „Listach” apostoła Pawła traktowanie profanicznej pracy (solus labor), jako odkupicielskiej „męki” podobnej do tej Jezusa na krzyżu, zaowocowało nasycaniem świata korupcjogennymi wytworami tej wyalienowanej pracy, od czasów Reformacji w miastach wykonywanej już li tylko dla Pieniądza. A na tym samo-zniewoleniu się przez pracę najlepszy biznes zrobili żydowscy, a potem i protestanccy bankierzy. Siedząc w swych kantorkach pobożnie, bez jakiegokolwiek z ich strony plugawego wysiłku, zaczęli się bogacić, systematycznie budując Światowe Imperium Mamona „aż Chrystus położy pod swoje stopy wszystkie nieprzyjacioły” (1. Kor 15,25).

    [v] Benedykt XVI w ten sposób przypomniał historię akceptacji „Listów” Pawła z Tarsu przez Lościół: „(Oto) co napisał wielki Doktor Kościoła św. Bazyli o sytuacji w Kościele po Soborze Nicejskim. Bazyli porównuje ją do bitwy morskiej pośród mrocznej nawałnicy. Pisze między innymi: «Ochrypłe wrzaski tych, którzy skłóceni występują przeciw sobie; niezrozumiała gadanina, bezładny zgiełk krzyczących bez ustanku wypełnił już cały Kościół, zniekształcając — przez nadgorliwość lub uchybienia — prawdziwą naukę wiary» (De Spiritu Sancto, XXX, 77; PG 32, 213 A; SCh 17bis, pag. 524). http://sanctus.pl/index.php?grupa=90&podgrupa=91

    [vi] Z tych starożytnych, ogarniętych „pobożną chciwością” zakonów wyrosły w późnym średniowieczu wojownicze Zakony Krzyżowe a z nich, w okresie Reformacji, korporacje bankiersko-kupieckie o zasięgu światowym. Na kolejnym etapie podboju świata przez „czcicieli trupa” powstały, na bazie majątków zgromadzonych przez handlarzy niewolnikami oraz narkotykami, maońskie „zakony” typu „Skull & Bones”, które w czasach najnowszych utworzyły opisaną przez Bruno Drweskiego syjonistyczno-nowoewangelicko-wahabicką „trójcę” (Triadę) planującą totalną eksterminację gatunku homo sapiens na naszej Planecie.

    Polubienie

  10. Pingback: Podmioty walczące z bezprawiem w prawie | 3obieg.pl

  11. Żenująco niski poziom merytoryczny tego bloga, oraz fanatyzm jego autora pokazuje jak ludzie w 21 wieku nie potrafią się myśleć, porozumiewać się i wspólnie budować przyszłość…
    To jest porażka humanizmu w 21 wieku ….

    Polubienie

  12. Pingback: Ofiary kapitalistycznego terroru | Grzegorz Niedźwiecki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s